RODNYJA VOBRAZY Vobrazy miłyja rodnaha kraju,               
Smutak i radaść maja!..
      
 
Jakub Kołas
    Hałoŭnaja      Słoŭniki           Spasyłki      Ab sajcie       Кірыліца      Łacinka    
Raisa Baravikova
Daviedka
Kantekstny tłumačalny słoŭnik
Słuchaju serca
 
Vieršy i paema
 
 
1

 
 
*** Moj dzień, moj kłopat...
 
Viečnaje junactva
 
Śvitańnie ŭ parku imia Janki Kupały
 
Mikrapaema troch daždžoŭ
 
Kałinavik
 
Toj hanak
 
Zimovy eciud
 
Viasiołka
 
*** Nie davajcie mnie dumać pra leta...
 
Načleh
 
*** Voś i stała ja razłučnicaj...
 
*** – Oj, adkul ty, dzieŭka, rodam?..
 
*** Ja białiznu myła, potym pałaskała...
 
Šlach-Pušča
 
*** Zima, zima, sypni kalučym śnieham...
 
Vosieńskaje
 
*** Imčyć ciahnik...
 
Ja pamiataju...
 
Raźvitalnaja pieśnia
 
*** Syna kučaravaja hałoŭka...
 
U čas prahułki z baćkam
 
Partyzanskaja Madonna
 
Viasiołaja zima ŭ Łošycy
 
Mak
 
Čyrvonaje kafe
 
Partyzanskaje viasielle
 
La karciny Michaiła Elvira Andryołi «Huślar»
 
Z seryi «Biełaruskija malunki»
 
U lesie
 
*** Viartajucca z dalokich papłavoŭ...
 
*** Natalla, Natałi, Nataša...
 
Biarozy Ajčyny
 
*** Žnivień adpłyvaje na viasiołcy...
 
Rusałčyna kvietka
 
Płošča Jakuba Kołaca
 
Vosień na Paleśsi. 1974
 
Da łastaŭki
 
Sałaŭi
 
Nidzie nie rastryvožu tak dušu
 
Lesia
 
Pamiać
 
*** Leta babina – u pazałocie!..
 
2

 
 
*** Biełaja łastaŭka, čorny rajal...
 
*** Imžystaj vosieni razvodździe...
 
*** Zabrodski šlach. Niabiosaŭ prosiń...
 
*** Ja siońnia nie prysieła da stała...
 
La čyhunačnaha pierajezda
 
Verłibr, napisany pad ranicu
 
*** Naša vułica karusiełicca...
 
*** Jakaja sprava da pary...
 
Apošniaja sustreča
 
Pry znajomstvie
 
*** Vypadkova mašynu spyniła...
 
Vosieński sad
 
Barynia-sudarynia. Dyjaloh z narodnaha
 
*** Z-za sadu vyhlanuŭ pramień...
 
*** Pavier, kachany, ja – ŭ daŭhu!..
 
*** Toj doždž u pamiaci...
 
*** A na dušy i śvietła, i ščymłiva...
 
*** Strakataść vystavačnaj zały...
 
*** Ja tolki pahladžu...
 
*** U ciabie, luby moj, – karabiel...
 
Paśla daždžu
 
Zorka palavaja
 
Niečakanyja hości
 
*** Hronak rabinavych miedź...
 
*** Voś ciapier ja, napeŭna, zabudu...
 
*** Vypadkova, biaz peŭnaj pryčyny...
 
*** Nia toje hora, što harčyć...
 
*** Z taboj daŭno nie hamaniłi...
 
*** Ja lepiej muzycy pavieru...
 
*** Prastora spaznajecca ŭ ruchu...
 
Rabinavaja noč
 
3

 
 
Dvoje na Ziamłi. Paema
1
*  *  *
Moj dzień, moj kłopat –
                                          pačynajsia ź pieśni,
dzie słovy,
                  jak svavolny viecier vieśni,
irvuć nia struny zvonkaje hitary,
a serca šmathałosuju strunu.
 
 
 
 
Viečnaje junactva
400
Uładzimieru Martynaviču Azinu pryśviačaju

 
Nie škaduje čas svaich piačatak.
Raśćvitaje bez uściaž viasnoju.
Jon – junactva našaha pačatak,
a jano, dalokaje, sa mnoju.
 
Viorsty i z bajami pierachody,
dy viasnoju bačyŭ ja najavie –
pa Dźvinie dalokaj parachody
prapłyvałi u bezavaj apravie.
 
Chaj lažu ciapier pad Pierakopam,
a junactva viečnaje sa mnoju,
koń moj praz hady imčyć hałopam
i ćvicie viankami bez viasnoju.
 
 
 
 
Śvitańnie ŭ parku imia Janki Kupały
Hałinka trapiatkaja ŭpała,
jak niedapisańi radok.
Sad vieraśniovy i Kupała,
łiścia zžaŭciełaha hrudok.
 
I la fantana, što za ściežkaj,
taksama vosieński ahoń,
rusałka pyrśnie tam nia ŭśmieškaj,
a płačam tonieńkim na skroń.
 
Zabavaŭ letnich ščabiatucha,
jak mnoha śloz jašče pralje!
Pabłizu nieznajoma hłucha
ab kamień Śvisłač chvalaj bje!
 
I ja prycišvaju dychańnie...
Tam, dzie łiścia lažyć hrudok,
Kupała šepča na śvitańni
svoj niedapisany radok.
 
 
 
 
Mikrapaema troch daždžoŭ
Napačatku tolki pradčuvańnie –
mroi letuciennaje kryło,
I jašče daloka da rasstańnia.
I jašče sustrečy nie było.
Pieršy doždž nadzvyčaj bajaźłiva
łakiruje dachi i słupy,
jon, jak chłopčyk, radasna ščaśłivy,
i, jak poŭnia dośvitkam, ślapy.
 
A paśla prychodzić adzinota,
ščaścia nienadziejnaha vianok,
jak ratuje ŭ čas taki rabota
i adziny kłopat moj – synok!
Doždž druhi bahaty, sakavity,
padstaŭlaj dałoni, pi nahbom,
tolki praryvaje ŭsie arbity
serca niespatolenaha hrom.
 
U lusterka hlanieš – paškaduješ!
Ach, jakija ŭspomniš ty hady!
Niečakana z bolem pryraŭnuješ
niekaha da słova «małady».
Treci doždž abłožysty, panury,
viečnaści zahadkavy pramień.
Jon jak pieśnia, pieśnia na chaŭturach,
jon jak doŭhi, nieadstupny cień.
 
 
 
 
Kałinavik
Chadu kałinavika čuju,
idzie z barvianaj hałavoj.
Pad niebam zornym zanačuje
ź siabroŭkaj viernaj palavoj.
 
Adčuje młość u dužym ciele,
u kroŭ udaryć bujny chmiel.
Kałina biełaja raśściele
jamu haračuju paściel.
 
Chałodnym vokam poŭnia hlanie,
pačuje ŭ połi lohki ŭzdych,
to nie trava ŭ žałobie vianie,
to šept kachankaŭ maładych.
 
Aźviecca noč šalonym zvonam,
strunoj napiataj zahudzie,
z kałiny biełaja karona
u travy śpiełyja ŭpadzie.
 
Kałi ž pračnucca na daśviećci,
znoŭ pojdzie jon svajoj chadoj,
uśled jamu zabjecca viećcie
kałiny horkaj, maładoj.
 
 
 
 
Toj hanak
Toj hanak u zasieni kviecieni,
z troch jabłyń maleńki sadok,
toj dvoryk staranna padmiecieny,
žyćcia majho pieršy vytok.
Adtul u sukiency bacistavaj
pa modzie viaskovych majstrych
pajšła ja darohaj imhłistaju,
strymaŭšy rasstańnia uzdych.
 
Udača mnie zorkaj śviaciła,
kałi ž napłyvała imhła:
miało, padminała, kruciła,
a ja – usio roŭna žyła!
Mnie mara chuścinkaj machała,
a pieśni našeptvaŭ ajer,
ja ščaście svajo majstravała
ałoŭkam na stosie papier.
 
Hady niezaŭvažna minałi,
žyćcio razmatała kłubok!
Z dalokaj viasny vypłyvałi
toj hanak, toj dvor, toj sadok.
O, serca, jak časta ščymieła!
I baču ja znoŭ, jak tady,
mnie mara chuścinkaju biełaj
machaje praz dni i hady.
 
 
 
 
Zimovy eciud
Zima minajecca, čamu ž
na sercy bojazna-tryvožna,
pa biełym śniezie aściarožna
biažyš ad choładu i ściuž?
Pačuju chutka kapiažy...
A mnie milej za ŭsio sumioty,
i ciša ranišniaj drymoty,
i lohki smutak na dušy.
Niby padbieleny sadok...
Zirni ŭ akno i schamianisia,
kapryzna prosić: «Paśmichnisia!»
Tam syna tonieńki śladok.
Źlacić uśmieška, i kryłom
zabjecca ŭ šybu ptuška sonna.
Jak niepaŭtorna i budzionna
ziamla hladzicca pad ildom.
Pahlad da strohaści pryvyk,
i zavyvaje viecier hłucha...
A ty dušu svaju pasłuchaj,
tam pra viasnu piaje kułik.
 
 
 
 
Viasiołka
Jak vartaŭnik, što dbaje ŭvišna
pra svoj budzionny, ścipły post,
u sadzie, nad majoju višniaj,
duhoj uźniaŭsia cuda-most.
Pa niebu raźlahaŭsia spora,
abmanvaŭ źziańniem murahi,
niby šukaŭ sabie aporu,
niby vyhledžvaŭ bierahi.
Jon razrastaŭsia ŭ padniabieśsi
usio vyraźniej i jarčej,
tak nabiraje siłu pieśnia,
z uzdycham novym – haračej!
Jašče z akna była ja rada
jaho źjaŭleńnie prasačyć,
a jon užo la dalahladu
hirlandaj kvieciennaj zyrčyć.
Jon na vačach jadnaje pyrski
u pierałivistuju nić,
nibyta choča kiedr sibirski
z majoju višniaj paradnić.
Źviazać adnolkavym nastrojem,
złučyć u pošumie adnym
dźvie supraćlehłaści ŭ prastory
sprabuje most pierakidny.
Ale, vidać, nia tak i prosta
dźvie supraćlehłaści źjadnać,
dadaŭšy višni tonkaj rostu, –
u kiedra viełičy adniać.
Bo praz imhnieńnie ź pierałivam
jon błiskavicaj dahareŭ...
A višnia ŭ śnie staić ščaśłivym
i čuje pobač kiedra śpieŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Nie davajcie mnie dumać pra leta,
zatrymajcie hadzińnika chod!
Mierkavała, što soncam sahreta, –
abiarnuŭsia zaviejaju hod!
 
Z tych, ščaśłivych, jon samy niaŭdały,
dy pa dniach ja jaho raźbiaru,
choć pakinuŭ mnie śnieh padtały
tolki letašniuju karu.
 
Ja prajdusia zabytaju ściežkaj,
kožny mih pieražyty ŭjaŭlu
i rassyplu pa drevach uśmieški,
niby ziernie suchoje ŭ rallu.
 
Ja zabudu pra vieršy, pra pieśni,
pra viasiołaha miesiaca roh!
Chto skazaŭ vam, što śviet hety ciesny,
maju volu nichto nie zaproh!
 
Voś lacić jana zorkaju ŭ nočy,
nie złavić, nie schapić, nie dahnać!
I pralesak łiłovyja vočy
naŭzdahon joj zajzdrosna hladziać.
 
 
 
 
Načleh
Prytamiŭsia strynožany koń
i pryloh adpačyć na uzhorak.
Razharajecca ŭ niebie ahoń –
załačonaje vohnišča zorak.
 
Adzinoki, surovy pastuch,
niby pryvid maŭkłivy paŭstanie.
Voś apošni ahieńčyk patuch
u siale, što lažyć za tumanam.
 
Dy čuvać la piasčanaj kasy,
niby chvałi dalokija ŭ mory,
nieviadomyja mnie hałasy
u niabačnym vyzvońvajuć chory.
 
I lažać nieruchoma kamłi,
nie šumić rastryvožany kołas,
tolki ŭpeŭniena ja, što ź ziamłi
mnie čucion toj praniźłivy hołas.
 
Vyryvajecca z samych hłybiń
nieabdymnaha, miortvaha mora,
i chvaluje biaźmiežnaść vyšyń,
i niabačnym vyzvońvaje choram.
 
 
 
 
*  *  *
Voś i stała ja razłučnicaj.
Soram vočańki zasłaŭ.
Lepš pajšła b užo za klučnika,
za zamkami kab trymaŭ,
 
za varotami dubovymi,
na ihryšča nie puskaŭ,
kułakami kab pudovym i
raz u tydzień pierazaŭ.
 
Mo tady b i nie hladzieła
na susieda Kudzielu.
 
 
 
 
*  *  *
– Oj, adkul ty, dzieŭka, rodam?
– Papytaj u tatki.
Nie pajdu z taboju brodam,
bo niama tam kładki.
 
– Havary sa mnoj, nia hrebuj.
– Ja nie havarkaja.
Nie pajdu z taboju hreblaj,
ściežka tam krutaja.
 
– Jak adna ŭžyviešsia z dolaj?
– Možna i biaz łaski.
Nie pajdu z taboju polem,
tam piasočak hrazki.
 
– A ŭ mianie ž i koń ahniavy...
– Adčapisia, chłopča!
Bo daŭno taki ž čarniavy
dolu maju topča.
 
 
 
 
*  *  *
Ja białiznu myła, potym pałaskała,
ź vietram razmaŭlała:
– Oj, laci, moj vietryk, moža, ŭbačyš syna,
dyk skažy: śniadanak hod katory stynie...
 
Ja białiznu myła, potym pałaskała,
ślozańku puskała.
– Oj, kacisia, ślozka, pa hustoj travicy,
moža, niedzie syn moj prypadzie napicca?..
 
Ja białiznu myła, potym pałaskała,
dolu uščuvała.
– Oj, kacisia, recha, pa zialonym haju,
mo pačuje syn moj, jak jaho hukaju?..
 
 
 
 
Šlach-Pušča
Jon i araŭ, i palavaŭ,
byŭ rosły, dužy i viduščy,
toj čałaviek, jaki nazvaŭ
miaścinu hetuju Šlach-Puščaj.
Źjaviŭsia tut upieršyniu,
palujučy za dzikim źvieram,
upadabaŭ jon cišyniu
i puščy viekavoj pavieryŭ.
Pastaviŭ chatu, i ŭziało
pačatak svoj ź sivych stahodździaŭ
Paleśsia miłaha siało
u charastvie lasnych razvodździaŭ.
Siudy iduć na vadapoj
vyšyniaŭ srebnych dalahlady,
i drevy dorać na raspoj
svoj sok biarozavym pahladam.
A pasprabuj jaho, hłyni,
i nazaŭždy ŭtrymaje pamiać
Šlach-Puščy miłaje ahni
i dałi vierasovaj zamieć.
Aźviecca krykam dziki ptach
na dachach, zmočanych rasoju...
Pabaču ŭ niebie Mlečny Šlach,
skažu: «Šlach-Pušča prada mnoju!»
 
 
 
 
*  *  *
Zima, zima, sypni kalučym śnieham
na son maŭkłivych ledzianych hałin.
Rassypsia pa palach źiniełym śmiecham,
azoranaja śvietłasciu chviłin
tych samych pieršych, jasnych na daśviećci
u epicentry smutku i hłušy...
Mnie ciažka zrazumieć, čamu na śviecie
tak mała adzinoty dla dušy.
 
 
 
 
Vosieńskaje

Pamiaci Mikałaja Rubcova

 
Tryvožać nieba na śvitańni
kłiny samotnych žuravoŭ,
a ty
      nia vier u admirańnie
łistoty šumnaj la stavoŭ.
 
U cieniu hrušavych pryščepaŭ
babula z noškaju idzie,
za joju vosień nieadčepna,
nibyta cień jaje,
                          brydzie.
 
Ale jak doŭha i łaskava
hladzić staraja z-pad ruki,
dzie asiadaje pył harkavy
na załatyja murahi.
 
Hladzić spavolenym pahladam
na žuravoŭ, na cichi plos,
i vosieni, zdajecca, rada,
udziačnaja za ścipły los.
 
Choć niedzie pobač čas apošni,
choć vosień dychaje žurboj,
jana idzie pa kołkaj požni
i bačyć sonca prad saboj.
 
Tamu nia vier u admirańnie
łistoty šumnaj la stavoŭ,
pravodź biaz žalu na śvitańni
za dalahlady žuravoŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Imčyć ciahnik...
                          Viasna ŭ prastory hułkaj.
Užo daloka Stancyja Śniahoŭ.
Ja viedała – adrazu za čyhunkaj
kraniecca lod sumiotnych bierahoŭ.
Nia treba słoŭ, uźniosłaści, pytańniaŭ,
ździŭlacca razvučyłasia viaśnie,
ale čamu z uśmiešak i žadańniaŭ
žančyna naradžajecca ŭva mnie?!
To trapiatkim łistkom jana zabjecca,
to recham raźbiažycca praź lasok,
to strapianiecca pudkaj ptuškaj serca,
to raptam ślozy, jak biarozy sok.
Jana žyvie, praścieršy ŭ śviet dałoni,
joj sastupaje daleč u krasie,
i tolki žyłka tonkaja na skroni
adłičvaje turboty pakrysie.
Dy što jany! Viasna ŭ prastory hułkaj,
užo daloka Stancyja Śniahoŭ.
Ja viedała – adrazu za čyhunkaj
kraniecca lod sumiotnych bierahoŭ.
 
 
 
 
Ja pamiataju...
Ja pamiataju, tam raśłi łilei,
i dźmuchaŭcy buchmatyja štohod
svajoju lehkaviejnaju zaviejaj
na ranku sustrakałi parachod.
Jon prapłyvaŭ...
                          Stajaŭ jaźminu prysmak,
ja nie čakała pošty, ni haściej,
dy brała kryŭda, złość za tuju
                                                        prystań,
i serca majo biłasia čaściej.
Čym rastłumačyć prahu dalačyni?
Toj parachod byŭ smutkam i biadoj,
jon słaŭ hudok, i recha ŭ siniaj styni
kružyła doŭha pobač nad vadoj.
I ja klałasia...
                      Budučaj viasnoju,
jak sydzie lod, pakinuć nazaŭždy
i dźmuchaŭcy, i prystań za saboju,
kab tolki hościem najazdžać tudy...
 
Ildy syšłi.
                      Daloka taja prystań,
a ja płyvu, viartajusia iznoŭ
nazad u leta, dzie jaźminu prysmak,
u biełuju zavieju dźmuchaŭcoŭ.
 
 
 
 
Raźvitalnaja pieśnia
Daždžy zmyvajuć ź łiścia pazałotu,
barvovym dymam drevam nie ćviści,
pieśniu raźvitalnuju, łistota,
praśpiavaj i ŭ vyraj adlaci.
 
Šeraja ziaziula nie kuvaje,
chodziki daŭno spyniłi chod,
i ŭsio roŭna łiście apadaje,
padaje, lacić za hodam hod.
 
Karabiel kaśmičny na arbicie
adłičyŭ biaskoncaści vitok.
Drevy, raskažycie, padkažycie,
dzie žyćcia biaskoncaha vytok?
 
Kab zmahła ja, viečna maładaja,
z žalem nie łičyć apałych hod,
łiście apadaje, adlataje,
chodziki naładžvajuć svoj chod.
 
Nie škadujcie, drevy, pazałoty,
nadyšła daždžłivaja para!
Pieśnia raźvitalnaja łistoty
recham uvasobicca ŭ barach.
 
 
 
 
*  *  *
Syna kučaravaja hałoŭka
kožny raz nahadvaje viasnu,
dy čamu rasčesvaju niałoŭka
zołata viasnovaje sa snu.
 
Pamiać varušyć, vidać,
                                            nia varta!
Pasmački bialavyja čašu,
a viasna nastojłiva i ŭparta
jak kałiści prosicca ŭ dušu.
 
 
 
 
U čas prahułki z baćkam
Kałi zajhraje marš vajskovy,
chadu supynim nieŭznarok.
Moj baćka, byccam vypadkova,
kranie nervova kaŭniarok.
Rasšpiłić huzik, niby ciesnaj
kašula stała ŭ hety mih.
Płyvie melodyja arkiestra,
jaje tak mnoha na dvaich.
Jana śviatočnaściu abvieje,
paśla žałobaju dychnie
i z apantanaściu zaviei
hałinku kvołuju sahnie.
Dy voś užo za pavarotami
nam čutny muzyki pryboj...
– Pad hety marš kałiści rota
maja išła ŭ svoj pieršy boj!
Z nas kožny dumaŭ: daviadziecca
dažyć da pieramožnych dat, –
pramović baćka, ściepaniecca,
nibyta ŭbačyć tych sałdat
jon u strai, za pavarotam...
Daloka muzyka hudzie,
a baćka bačyć svaju rotu,
jana ŭ svoj pieršy boj idzie.
Idzie ŭsio taja ž, jak kałiści,
dy nie lahčeje na dušy,
bo pobač doŭha kružyć łiście
nad abiełiskam la šašy.
 
 
 
 
Partyzanskaja Madonna
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
Viasiołaja zima ŭ Łošycy
Palaciełi śniežnyja arełi...
Čujecie, to zvon, to drobny śmiech.
Jon z hałin źlataje zainiełych
bomami dušy majoj u śnieh.
 
Łošycy znajomyja karnizy
lebiadzinym śvieciacca kryłom.
Ach, jakija kvietki tam, unizie,
raśćviłi i bjuć zdala čałom.
 
A na dachach, viercie, biez padmanu,
mościacca šklanyja hałubki.
Sučać jany nici, jak z tumanu,
zmatvajuć u śniežnyja kłubki.
Paabapał vułicy pasiełi
ledzianoha carstva kavałi,
vybivajuć z žamčuhovaj biełi
pacierki, manisty, medałi.
 
Paviadzicie ździŭlenym pahladam:
śniehavik z žalejkaj la varot,
niezdarma Śniahurka siońnia rada
raskrucić viasielny kałaŭrot.
Sypanuć śniahami nam na ŭciechu,
heta ŭžo adčuła ja sama –
pyrsnuła na tvar badziorym śmiecham
Łošycy viasiołaja zima.
 
 
 
 
Mak
Nibyta išła pa vuholłi
ciomnaju nočču žančyna.
Nie łaščyła plečy holle,
noh nie kałoła šypšyna.
Prysieła, kab ruki prykłaści
da tvaru, što hnutkija łozy.
Mo pryhadała ščaście?
Moža, schavała ślozy?
A śled jaje ŭ zołkim abšary
vyśviečvaŭ ahnistaj duhoju, –
mo serca hareła pažaram?
Mo vusny piakło tuhoju?
Schiłiłasia dołu ŭtrapiona,
jak pieršaj zary čaracina –
zadychała časta, natchniona
žaru žyvoha karcina.
 
Pytańniaŭ maich pryčyna
nia maje ciapier značeńnia...
Makam irdzieła žančyna,
a heta vyšej tłumačeńnia.
 
 
 
 
Čyrvonaje kafe
Kafe čyrvonaje, jak barva,
na tvary vodbłisk ad ślazy.
Ty mnie nałi što-niebudź, barmen,
jak i ŭ minułyja razy.
 
Ja hetym viečaram piarścionki
źniała z ruki i biez prykras
hladžu ŭ akno, i miesiac tonki
mnie paśmichajecca ŭ adkaz.
 
Zaznaču dla siabie, što schožy
jon z čałaviekam tym adnym,
što staŭ ciapier tolki prachožym,
navošta ž dumaju ab im?
 
Voś i ciapier usia ŭ čakańni,
mo vypadkova jon siudy
sa mnoju pryjdzie na spatkańnie,
zhadaje daŭnija hady?
 
Za chmarkaj miesiac tonki hinie,
znajomych krokaŭ nie čutno,
i padaje barviany iniej
sa ścien u biełaje vino.
 
 
 
 
Partyzanskaje viasielle
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
La karciny Michaiła Elvira Andryołi «Huślar»
Što ŭschvalavała ciabie, rycar,
čamu staiš, niby škalar,
la rečki pad viarboju nicaj,
dzie chvalam žałicca huślar?
 
Kranie strunu, pasla druhuju, –
piasok z-pad kamienia spłyvie.
Ź jakoju dolaj jon vandruje,
jakuju dolu jon zavie?
 
Jamu ty, rycar, nie tavaryš!
Pra heta ŭzdumaješ paśla.
Ciapier staiš, staiš i maryš
pad śpieŭ žałobny huślara.
 
Smuhoj zasłaŭsia bierah vochki.
Prycich vady račnoj abrus.
Jaki praniźłivy i krochki
tvoj pozirk jasny, biełarus!
 
Spłyvaje pieśnia z hub zaśmiahłych...
O, śvietłych dzion maich ziamla!
Za što tabie toj stohn praciahły,
Toj płač nadryŭny huślara?
 
 
 
 
Z seryi «Biełaruskija malunki»
370
A i viałiki že ž ty dureń, jak pahladžu:
ničohočki ty takoho niasmyśłiš!
– Nia jšča, niasmyslu...
#Z nadpisu na karcinie

 
– Niasmyslu jšča... – i pozirk dołu
cnatłiva chłopiec apuściŭ...
Chto viedaje, mahčyma, z pola
jana pryjšła, bo pozirk ćviŭ
ramonkaj biełaju i miataj,
duchmianaj miataj palavoj,
jamu ŭciačy b, dy jak padmiaty
małankaj,
staŭ jon pierad joj.
 
Jany ŭdvaich stajać la studni.
Jana – niastrymany paryŭ
(choć dzień, zdavałasia b, i budni)
jon hałavu svaju schiłiŭ,
zaciaŭsia stojenaj spružynaj...
Jana biarecca za viadro,
i ščoki śvieciacca ažynaj,
i połymiem haryć nutro.
– Dy ty ničohočki niasmyśłiš..
i šept u rospačy acich,
a jon padumaŭ: «Što za višni
la płota, peŭna, možna ź ix
jšča nadavić bahata soku...»
I papiarchnuŭsia, i źniamieŭ...
Jana śmiajałasia daloka.
Jon utrapiona pałymnieŭ...
 
 
 
 
U lesie
Daždžom razmyła kalainy,
i pad nahoju «chlup» dy «chlup»...
Padpior buchmatyja jałiny
pavažny telehrafny słup.
Hladzicca jon intełihientam
u nieprybranaści lasnoj;
schavaŭsia, niby pad bryzientam,
viasioły ryžyk pad sasnoj.
 
Rasoj vyśviečvajuć prahały,
i doždž pabłažłiva acich,
i ja idu sabie pamału,
napružyŭšy svoj čujny słych.
I, moža, tolki prydałosia
za pavarotkaju zdala –
nibyta vobłaka ŭźniałosia
i zakrachtała tam ziamla.
 
Ja z aściarohaj kroki ścišu,
vakoł ža ŭ lesie – ni dušy!
Chto ž jełku sonnuju kałyša
siarod prytojenaj hłušy?!
Zavarušyŭsia i pryŭźniaŭsia...
O, Boža, heta ž lesavik!
A jon spakojna zapytaŭsia:
– Ty moj nie brała čaravik?!
 
 
 
 
*  *  *
Viartajucca z dalokich papłavoŭ,
abudžanyja soniečnaju pieśniaj,
i vioska sustrakaje žuravoŭ,
znajomaje «kurły» u padniabieśsi...
 
Bjuć pa asfaltu ŭ Miensku kapiažy,
vychodžu na prahułku razam z synam,
i jon, maleńki, prosić: «Pakažy
žuraŭłika žyvoha ŭ niebie sinim».
 
Jon paziraje prahna ŭ vyšyniu,
dałońku ścisnu ciopłuju ŭ źniamozie,
zmaniu svajmu dziciaci ŭpieršyniu,
skazaŭšy, što žuraŭłiki ŭ darozie.
 
Niaŭžo mnie vieści syna ŭ zaasad?
Na skroń ad hetkaj dumki laža iniej,
a jon kryčyć uparta la prysad:
«Žuraŭłika chaču ja ŭ niebie sinim».
 
I ŭskryknu niečakana: «Moj synok! –
(Nad nami samalot jak paratunak) –
Hladzi chutčej, vuń bieły bacianok
płyvie nad viesnavym razvodździem vułak».
 
 
 
 
*  *  *
500
N. V.

 
Natalla, Natałi, Nataša...
Ja maršam leśvičnym imču.
Jak karabiel, kvatera vaša
pad biełym vietraziem ŭvačču!
 
Viatry jaho nie raz hajdałi,
i jak ža achałi «maržy»,
kałi śviatlełi raptam dałi
ad śvietłaści tvajoj dušy.
 
Kałi hareźłivy i žvavy
pramień źjaŭlaŭsia załaty
emblemaj viełičnaj dziaržavy,
jakoju uładaryš ty!
 
Dziaržavy, dzie spakoj i ščaście,
dzie proza odaju hučyć!
Dzie słovy, jak hłytok pryčaścia,
ŭ biaskonca ciažkim – pieśniaj žyć!
 
 
 
 
Biarozy Ajčyny
Sumioty śniehu, smutak i maroz.
Lažyć, jak ździrvianiełaja, raŭnina.
Kamu pryznacca ŭ viernaści pavinna
ja – pamiaci ci śviataści biaroz?!
Ślady, ślady...
 
Pa ŭsioj majoj dušy
i radaści, i horyčy piačatki.
Biarozy, jak svavolnyja dziaŭčatki,
całujuć prydarožnyja kryžy.
 
I navat toj, chto ščodry los znajšoŭ
u čas svajho virłivaha junactva,
adčuje niepaźbiežnaje svajactva
z prycichłaściu zasmučanych kryžoŭ.
 
Nadydzie čas, ja pamiać abudžu,
jaje zastaŭlu kruh rabić za kruham.
Jak haspadar kania śvitalnym łuham,
jaje pa dniach pražytych paimču.
 
I kožny znoŭku pieražyty dzień,
paŭtoranaja kožnaja chviłina
biespamyłkova da biaroz Ajčyny,
niby da zhadki śvietłaj, pryviadzie...
 
 
 
 
*  *  *
Žnivień adpłyvaje na viasiołcy,
kiepačkaj machaje załatoj,
i brydzie panura pa prasiołcy
vierasień z unučkaju słatoj.
 
Mnie para ŭ darohu hetaksama,
tam, kudy nia pole pierajści,
zrańnia vyhladaje mianie mama
i čakaje łodka na Druci.
 
Prytulu da serca ja matulu,
budu bačyć łodku prad vačču,
pasiabruju z vosieńskaj ziaziulaj
i inakšaj dołi nie schaču.
 
Abryvaje vierasień łistotu,
hronki pieraśpiełyja rabin,
ty kidaj, stary, svaju rabotu,
mnie łiśćviany vodhałas pakiń.
 
Adkuvaje šeraja ziaziula,
dyk łiścio adłičyć mnie hady...
– Što ž ty płačaš ponačy, matula,
čuješ, jak šumiać jašče sady?!
 
 
 
 
Rusałčyna kvietka
Jašče niama jaje, bialutkaj...
Jość tolki zaviazi šturšok.
A ŭžo lažyć na chvałi chutkaj
Pialostkaŭ tonieńki štryšok.
 
I kałi źjavicca harłačyk,
dalboh, pabaču ja zdalok –
nad im z rusałkaju u miačyk
hulaje lohki matylok.
 
 
 
 
Płošča Jakuba Kołaca
Viecier pieścić i pałošča
krony hołyja hałin,
sustrakaje mianie płošča
smutkam ranišnich chviłin.
Sakavik adłižna-chłipki,
pad nahami ledałom,
prydałosia – płača skrypka
niedzie pobač, za vuhłom.
Nieba vieśniaha pialostak,
niby dotyk miłych ruk,
uspaminam la kijoska
pracinaje serca huk.
Strapianusia, niby łipka, –
miesca kołišnich sustreč
apiavaje siońnia skrypka
i imkłiva honić preč.
Tolki buduć uspaminy
tleć vuholčykam datła,
pravić skrypka imianiny
pramilhnuŭšaha śviatła.
Śnieh pad bocikami łipki,
a idu, što pa race...
Kožny ranak płača skrypka
u Symonavaj ruce.
 
 
 
 
Vosień na Paleśsi. 1974
Čaćviorty tydzień ciešycca zaleva,
niaspynny doždž abrynuŭsia biadoj.
Vady nahnała siońnia pa kalena,
a zaŭtra chaty sčeznuć pad vadoj.
Rychtujuć łodki i płyty źbivajuć
maŭkłivyja zdavion palešuki,
a pobač chvałi morskija hulajuć,
raŭniajuć z akijanam raŭčuki.
 
Dy honić preč, na vyhan ix zaleva,
dy kocić u biaźłitasnaj krasie,
kudy ni hlań – vada! – bulkoča źleva
i sprava chvałi šumnyja niasie.
Zryvaje, vykarčoŭvaje prysady
raźjušany i złosny vadaspad,
płyvuć stahi, płyvuć za dalahlady,
i niemahčyma ix viarnuć nazad.
 
Kudy ž vy, rek tutejšych vartavyja,
pakłon jakim niasiecie bieraham? –
Słupy, jak paralelnyja pramyja,
płyty, niby punkciry telehram.
I ŭsio čaściej u pozirku nudota,
i ŭsio maćniej niaŭścišny homan chval,
nibyta kocić mora Hieradota
z hłybiniaŭ času svoj dzieviaty vał.
 
 
 
 
Da łastaŭki
Dzion maich samotnych ščabiatucha,
ty byłych mnie piesień nie śpiavaj.
Kryłcami nia bisia ŭ šybku hłucha,
nie zavi ŭ spavity žalem maj.
 
Być chaču ščaśłivaju biaź miery,
dyk laci ŭ dalokija pałi,
kab zmahła ja siońnia na papiery
pieśniu tvaju ŭ słovy pierałić.
 
Miłaja, padsłuchaj adviačorkam
i pryšłi ź viatrami mnie zdalok
kałychanku matčynu z padvorku,
dzie ćvicie błakitam vasilok.
 
Lubaja, nia budu ja ŭ dakory
za tvaju viasnu, za viesiałość,
jak uzyduć tolki chlebazory,
ty viarni mnie ź pieśniaj maładość.
 
Tuju, što biaz žalu, biez rasstańniaŭ,
kab na dniach viasiołych varažyć!
Voś chapiła b tolki mnie dychańnia
maładość nanova pieražyć!
 
 
 
 
Sałaŭi
Łuh Zialony, chto raskvieciŭ
tvaje sciežki na ŭskrai?
Niedaŭmiecca, – moža, viecier,
mo načnyja sałaŭi
svoj naładziłi harmonik,
zahłušyłi zvon rasy,
i varušyć vusam dvornik:
– Skul takija hałasy?
Mo viasny majoj śviściołki,
moža, pieśniu chto zavioŭ...
I miacie, miacie miaciołkaj,
zakachany ŭ sałaŭjoŭ.
Moža, vyjści mnie na hanak
ci spynicca la dźviarej?
Nie inakš – buntuje ranak
sałaŭiny archirej!
Jon mianie nie rastryvožщ,
choć na čas pazbaviŭ snu,
chaj ža dni maje pamnožyć
na jašče adnu viasnu!
Chaj spačatku załahodzić,
schmiełić znurany pahlad
čałavieku, što nia chodzić
da mianie ažno z kalad.
Chaj paśla vyvodzić śmieła,
poščak źnizvaje z kryła, –
ci to śnieh źlataje bieły,
ci čaromcha zaćviła?!
 
 
 
 
Nidzie nie rastryvožu tak dušu
Vychodžu za Maskoŭskuju šašu
z bukietam ścipłych kvietak u prypole.
Nidzie nie rastryvožu tak dušu,
jak tut, na hetym vasilkovym połi.
 
Hłytaju cišu vyśpiełych raŭnin,
mnie nie spaznać nikołi nastalhii,
pakul vakoł trava, jak šoŭk tkanin,
i vasilki, jak nieba, darahija.
 
Ja nie patraplu ŭ soniečny zienit,
ale ŭpadu ad ščaścia na kaleni.
Raskałvajsia, i serca, i hranit,
na tysiačy pialostkavych pramieńniaŭ.
 
Apošniaj pieśniaj kvietki abdymu,
žyćcio maje niaroŭny śled pakinie.
Nikołi, pole, ty nia vier tamu,
chto skaža – bieź ciabie ja nie zahinu.
 
Byvaje, što pryznańniami hrašu,
raźvitvajusia biaz žalby i bolu.
Nidzie nie rastryvožu tak dušu,
jak tut, na hetym vasilkovym połi.
 
 
 
 
Lesia
Čamu nie nazvałi Alesiaj?
Zajzdrošču dziaŭčyncy Lesi.
Ja ž rodam z hłybiń Paleśsia,
ź viosački siarod lesu.
 
Nad Bałtykaj vosieński doždžyk,
nad Bałtykaj chmary ŭ zienicie.
Moj darahi spadarožnik,
Lesiaj mianie zavicie.
 
Piasok tut pad koler burštynu,
jak na Paleśsi ihłica.
Ja kraj hety chutka pakinu,
a Vam budu doŭha śnicca.
 
Załaščać piaščotaju słovy,
radaściu, bolem pryznańnia,
i mnie na łatyšskaj movie
budzie našeptvać rańnie:
Lesia... Alesia... Lesia...
 
 
 
 
Pamiać
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
*  *  *
Leta babina – u pazałocie!
Ty ž pakłič mianie za ručaj.
Dzvie sasny tam stajać u samocie
i ćvicie trava ivan-čaj!
Nie dzivisia majoj viesiałości,
hety śmiech moj źvinić da pary.
Nad śladami majoj maładości
niedzie płačuć ziaziułi ŭ bary.
I voś hetaja ŭśmieška nia taja,
što kładziecca na tvary śviatłom,
dzień tryvožnym łistkom adlataje,
čas niaspynna machaje viasłom.
Raźbiahajucca šumnyja chvałi,
nie sabrać ich u roŭnuju płyń.
Tam, dzie viosny maje raśćvitałi, –
rańniaj vosieni horki pałyn.
Štości ja pierabłytała u časie,
mnie patrapić by ŭ inšy vytok,
mnoha hod jašče maju ŭ zapasie,
dy jany, jak karotki hłytok!
Voś jašče adno leta minuła...
Dyk pakłič ty mianie za ručaj,
nie chaču ja, kab tolki ŭ minułym
raśćvitała trava ivan-čaj.
 
 
 
 
2
*  *  *
Biełaja łastaŭka, čorny rajal,
błizkaje vosieni hrańnie.
Nitka šaŭkovaja, tonki parkal,
koler tužłivy rasstańnia.
 
Biełaja łastaŭka, čorny rajal,
śvietu tajemnyja huki:
zaŭtra zaviei łiśćvianaj bal,
siońnia – balujuć ruki.
 
 
 
 
*  *  *
Imžystaj vosieni razvodździe.
Apošniaj elektryčki śvist.
Pavolna kružyć nad Zabrodździem
uźniaty vietram lohki łist.
 
Saču z padvorka za palotam.
Voś užo bačycca zdalok,
acichły, stomleny nad płotam,
nibyta žoŭty matylok.
 
Pavieryć ciažka, što asiadzie,
ubjecca ŭ prydarožny pył,
a pomnicca, niadaŭna ŭ sadzie
šumieŭ, jak para dužych krył...
 
 
 
 
*  *  *
Zabrodski šlach. Niabiosaŭ prosiń.
Na ŭzhorak vybiehła adčajna.
Mnie dzień prydaŭsia niezvyčajnym,
choć viedała, što chutka vosień.
 
Trava pažuchłaja chrumścieła,
a ja vyšukvała pryčyny,
čamu ŭ aknie niama mužčyny,
jakoha bačyć ja chacieła?
 
Nad vioskaj žuraŭłi kružyłi,
byŭ sum prytojeny ŭ pryrodzie.
Kamu z nas kvietki varažyłi:
pryjšła para zabyć Zabrodździe.
 
Ja nie chacieła čuć pra heta,
uzhorak ź lohkaściu minała.
Jašče žyła śpiakotaj leta,
a moža, tolki ŭspaminała.
 
 
 
 
*  *  *
Ja siońnia nie prysieła da stała.
Usio jašče žyvu ŭ tvaim pałonie.
Ja nie ŭ radok, ja ŭ pamiać uziała
łaskavaje ciapło tvajoj dałoni.
 
Pakutłiva tryvožna bjecca ŭ skroń
biassońnicy surovy nieparadak,
mianie praz noč viadzie tvaja dałoń
ad łaski da biazdokaznych zdahadak.
 
Kachańnia rastryvožany ahoń...
Lahčej ściarpieć udar kavanaj
pražkaj,
mianie praź dzień viadzie tvaja dałoń,
u noč viadzie, dzie navat dychać ciažka.
 
Dyk budź ža błasłaviony za pałon!
Skarusia biezdakorna vołi lesu.
Načej zabrodskich jarasny ahoń
kranie ŭspaminam holle vierbałozu.
 
 
 
 
La čyhunačnaha pierajezda
Ach, jak lohka laciełi łyžy!
Byŭ zahadkavym pošum chvoj.
Niečy šałik pušysty i ryžy
pryniała na imhnieńnie za tvoj.
 
Trapiatałi spałochana viejki,
choć zdavaŭsia raŭniutkim adchon,
za jakim prabiahałi rejki
nieviadomaj tuzie naŭzdahon.
 
I z pryrodaju śniežnaju ŭ zhodzie,
ledź strymaŭšy karotki uzdych,
ja ŭjaviła na momant Zabrodździe
siarod schiłaŭ tajemna krutych.
 
 
 
 
Verłibr, napisany pad ranicu
Ałaviany sałdacik z andersienaŭskaj kazki,
kałi ja spakojna spała viasnovaju zornaj nočču,
niespadziavana raptoŭna staŭ vybivać čačotku,
i stołik pad im chistaŭsia, jak pałuba karabla.
Jon to śmiajaŭsia, to płakaŭ, toj pryhažun
adnanohi,
rukami chapaŭ pavietra i niekaha kłikaŭ tužłiva,
i pračynałisia ludzi, pračnuŭsia viałiki horad,
i miesiac nad im hajdaŭsia, jak na arelach chłapčo.
I padałi, padałi zory, noč pierastała być nočču,
raspaŭsia pakoj, jak atam u vopycie Pjera Kiury,
a ja lažała spakojna ŭ łožku svaim viasnovym
i zrazumieła raptam, što ty – moj kachany...
 
 
 
 
*  *  *
Naša vułica karusiełicca,
płošča kruhłaja – koła mar!
Siońnia viečaram tut pasiełicca
Moža, Udovin syn, mo viadźmar.
 
Ja ž prykryjusia chustaj z kužalu,
pasadžu za stoł miesiac maj,
kałi Ŭdovin syn, budzie sudžanym,
kałi inšy chto – nie čapaj.
 
A ŭ akno majo viecier łomicca, –
siabra vierny ściudzionych zim,
i kryčyć pałachłivaja horłica:
– Udovin syn! Vasiłisa pry im!
 
 
 
 
*  *  *
Jakaja sprava da pary
zamhlonych šybak na daśviećci,
dzie zvonkim śmiecham łaščyć viećcie
Maleńki prync Ekziupiery?!
Jakaja sprava mnie da Vas?!
Nie pazavu, nie paškaduju!
Jašče chviłina i... ŭratuju
dušu svaju ŭ katory raz.
 
Mnie poruč z Vami nie iści,
bo nie ŭžyvajecca z pakłonam
kachańnie, što lahło praklonam
na vyśmiahłym maim žyćci.
Sam-nasam z bolem i biadoj –
štukarstva chitraha vysnova,
nie napišu Vam bolš ni słova,
idzicie ŭpeŭnienaj chadoj.
 
Nijak, ni zbłizu, ni zdala,
Vaš hołas bolš ja nie ŭsprymaju
i pozirkam nie abdymaju,
i nie płyvie z-pad noh ziamla.
Adno: na Vašy ŭsie hady
maładzikovaju karonaj
u serca, niby płač stazvona,
kidaju pamiać nazaŭždy.
 
 
 
 
Apošniaja sustreča
Azvucca chutka śniehapady.
Pra ich užo hamoniać vietry.
A my z taboj zimie nia rady
u hety viečar niepryvietny.
 
U čas apošniaje sustrečy
zasłany vočy cichim žalem,
pakutłiva nakryła plečy
ja pry tabie puchovym šalem.
 
Hladziš adčužana, złaśłiva –
ja dla ciabie užo čužaja!
Na sankach śniežańskich imkłiva
da nas rasstańnie padjazdžaje.
 
Advodžu pozirk svoj maŭkłiva
i čas zaciahvaju uparta!
Z taboju nie była ščaśłivaj,
a bieź ciabie i žyć nia varta!
 
Lahła na tvar razłuki bojaź,
dy pahladžu nijakavata...
I pakłaniusia nizka ŭ pojas,
nibyta ŭ niečym vinavata.
 
 
 
 
Pry znajomstvie
Mo ad taho, što jon tvoj ciozka,
ruki jamu nie padała.
A tolki pahladzieła dziorzka
i hanarłiva adyšła.
A nočču płakała ŭ padušku,
dzień sustrakajučy raŭmia,
i jon uparta mnie na vuška
znoŭ paŭtaraŭ tvajo imia.
 
 
 
 
*  *  *
Vypadkova mašynu spyniła...
I zirnuła tudy z-pad ruki,
dzie firanka pad koler čarniła,
niby vieršaŭ maich radki.
Pad nahami patreskvaje hravij,
poŭnia ściele ściažynku-biel...
Tak, napeŭna,
ŭ čužuju havań
zapłyvaje čužy karabiel.
Tak, napeŭna, sychodzić na prystań
z trapa znudžany moram marak,
dy śviatło za firankaj prazrystaj,
jak padmanna pryzyŭny majak...
 
Pad aknom Vašym jasień taniutki
budzie poŭniu hajdać u łiści
i błakitnyja kvietki aniutki
buduć sumam maim ćviści.
Budzie jasień śpiavać kałychanku
biełaj poŭni pra bierah čužy,
až pakul nie ŭstryvožać firanku
hamanoju svajoju stryžy.
Vy adkryjcie jaje, adnavieście! –
Niby z mora ŭpłyvie chaładok,
i praniźłivy – Vašaj niavieście –
karabla raźvitalny hudok!
Niepatrebna čužaja mnie prystań!
 
Nie prymaju jaje anijak!
Za śvitalnaju dallu ahnistaj
mnie mirhaje inakšy majak.
Tam, daloka, taksama taniutki
budzie jasień la chaty raści,
i ziamłi biełaruskaj aniutki
buduć Vam i štoleta ćviści.
 
 
 
 
Vosieński sad
Prytušyć doždž ahieńčyk pačućcia,
u niebie žoraŭ krykam adzaviecca,
a ja spytaju, – jak tabie žyviecca,
ci vyčakaŭ ty dolu ad žyćcia?
 
Kałyša viecier hety cichi sad,
pasłuchaj tolki, muzyka jakaja,
ja nie jaje, kachany moj, čakała,
ja dumała, ty vierniešsia nazad.
 
Kałi ž adnojčy źjavišsia siudy,
što adšukaješ tut, siarod łistoty,
dy nie šukaj ciapła majoj piaščoty
tam, dzie žałoby vosieńskaj ślady.
 
 
 
 
Barynia-sudarynia
Dyjaloh z narodnaha
– Barynia-sudarynia, što hladziš tryvožna,
čamu chodziš, barynia, aściarožna?
– Maja sukienačka dakładna skrojena,
lubomu strečnamu tolki mirhni!
Ale jakim pitvom duša napojena,
čamu haryć jana, niby ŭ ahni?!
Išła łužkami ja, išła ja siołami,
dy tolki vypaŭ mnie toj šlach manoj,
lepš i nia bačyła b jaho, viasiołaha,
bo jon z druhoj stajaŭ, a nie ca mnoj!
 
– Barynia-sudarynia, dzie znajści parady?
Padkazać by, barynia, ja tabie i rada...
Tolki ž vočy žuracca i maje tuhoju,
moj taksama stajaŭ nie sa mnoj –
z druhoju!
– Što ž rabić nam, miłaja, viečar nabiahaje..
Vuń jakoj ščaśłivaju zorka vyhladaje!
Choć vaźmi dy ź pieršym ža strečnym
pavitajsia?.
– Och, sudarynia-barynia, nie pytajsia.
 
 
 
 
*  *  *
Z-za sadu vyhlanuŭ pramień
i skača pa padušcy.
Ach, pryjdzie, pryjdzie jasny dzień
na radaść viesiałušcy!
 
A mnie ni radasci, ni snu –
tvoj cień pryłipnuŭ kalkaj!
Mo ad taho idu ŭ viasnu
ja zavadnoju lalkaj.
 
Śmiajusia, płaču, ščabiaču
na daŭžyniu zavoda...
I jak pakutłiva maŭču,
kałi miž nami zhoda.
 
 
 
 
*  *  *
Pavier, kachany, ja – ŭ daŭhu!
Kałi b jašče maćniej lubiła,
mianie b nia tak samota biła,
što navat płakać nie mahu.
 
Nia maju prava na dakor,
svaim kachańniem achviaruju,
i navat vosieni daruju
ślapoje źziańnie styłych zor.
 
Bo nie spaznać nikołi im
karotkaha kachańnia ŭpotaj,
cana jakomu – adzinota,
nakanavanaja dvaim.
 
 
 
 
*  *  *
Toj doždž u pamiaci...
Ja znoŭ adčuła,
jak kropielka prazrystaja na vusnach
dryžyć,
a pobač ty,
ciapło tvajo i čułaść,
i pozirk tvoj pryvabny i spakusny.
Maskva płyła...
Małanki zichaciełi,
stajałi my pad nienadziejnym dacham,
ty pamiataješ, razam my chaciełi
na momant vyrvacca z natoŭpu
ptacham.
Maskva płyła...
I my płyłi za joju,
upieršyniu była ja pasłuchmianaj,
ty pamiataješ, peŭna, jak majoju
rukoj zdymaŭ ty kropielki z duchmianaj
varšaŭki...
Ad złych ludziej, ad złych vačej chavaju
toj doždž daloki, słovy, ruki, vusny,
minuła mnoha hod, a ja nie zabyvaju
pryvabny pozirk, ścipły i spakusny.
I tuju ranicu...
Užo śviaciła sonca,
dziujmovačkaj była ŭ tvaich dałoniach,
i voś płyvu, płyvu u ix kałonie
ja pa ŭspaminach ab tabie biaskoncych.
 
 
 
 
*  *  *
A na dušy i śvietła, i ščymłiva.
Razhublenaść spakojem natalu.
I cichaje skažu tabie: «Ščaśłiva!»
Za toje, što ciabie nie palublu.
 
Za svoj spakoj, za vietłivaść pahladu,
za toj ahoń, što serca nie apiok,
i budu ŭdziačna, moža, navat rada
tvoj profil tonki prasačyć zdalok.
 
 
 
 
*  *  *
Strakataść vystavačnaj zały
i leśvičny pralot kruty.
Tam nieznarok tabie skazała
niazvykłaje da ździvu: «Ty».
 
Kałi sunimie viečar śpioku,
abłaščyć pryciemak kusty,
jak lohka vymaŭlać zdaloku
znajomaje da bolu: «Ty».
 
A nočču čuć, jak čyściać piorki
stryžy pad schovaj ciemnaty...
Nia spać, varočacca i horka
šaptać da rańnia znoŭku: «Ty».
 
Vychodzić z domu, kutad plečy,
źbivać rasu z hustoj travy,
čakad niaznačnaje sustrečy,
kab vymavić šmatznačna: «Vy».
 
 
 
 
*  *  *
Ja tolki pahladžu.
Ja nie skažu ni słova.
Nia ŭ siłach papraknuć,
maŭkłiva adydu,
toj les, jaki pryniać była hatova,
biažyć na pavucinnym pavadu...
Šukajem vinavatych i ŭzdychajem,
smakujem vodar bieskłapotnych dzion,
adzin druhoha ŭ zdradzie paprakajem
i adzinotu viedajem zdavion.
Čakajem navalnicy,
vietru,
hromu,
małanku prosim vuzieł raśsiačy,
viartajemsia damoŭ –
chałodna ŭ našym domie,
my apuskajem vočy i maŭčym.
 
 
 
 
*  *  *
U ciabie, luby moj, – karabiel,
u mianie – tolki łodačka.
U tvajoj kišeni – rubiel,
u majoj – kapieječka-płotačka.
Ty ŭźnimaješ vietrazi i płyvieš,
ja ž na bierazie, razam z łodačkaj,
ty z rublom svaim tak žyvieš,
što až horka mnie z majoj płotačkaj.
Ty na pałubie – karalom,
ja na bierazie – karalevaju,
nie z taboj staju, a ź viasłom,
ŭsia pramokłaja pad zalevaju.
Žnivień kužal tče, załaty suvoj
dy viasielnuju nam ihraje...
I tamu ciažej dumać nam z taboj,
što viasielle my nie zhulajem.
Bo ŭ ciabie, luby moj, – karabiel,
u mianie – tolki łodačka,
u tvajoj kišeni – rubiel,
u majoj – kapieječka-płotačka.
 
 
 
 
Paśla daždžu
A na stale maim laŭkoi,
i lohka mnie ŭdychać azon.
Darma kazaŭ ty, što nikołi
nia vierniešsia pad moj balkon.
U mih adzin raskryju dźviery,
zirnu na mokry parapiet,
tuman razredžany nad skvieram
niby dymok ad cyharet...
Jak pamiać serca zakazyča!
Kranie tuhoj vilhotnaść dreŭ..
 
Zamiest ciabie z prysad pakłiča
samoty kviat – ilviny zieŭ.
 
 
 
 
Zorka palavaja
Ach, nie tryvožcie, sercu tak baluča!
Ach, nie prychodźcie pryvidam u sny!
Ja pabiahu darohaju hajučaj
biaz Vas u daleč bezavaj viasny.
 
Ja pabiahu, šukajučy prytułak
niaździejśnienym žadańniam u hai,
ad mituśni, ad zvonu šumnych vułak,
tudy, dzie noč kałyšuć sałaŭi.
 
Kałi ž uzydzie poŭnia karavajem, –
pazbavić serca smutku i nudy!
U im pakinie zorka palavaja
svajho śviatła haračyja ślady.
 
Łaskava budu zvać jaje siastrycaj,
ŭ načnoje nieba kińcie svoj pahlad...
Mahčyma, zorka vieśniaja iskrycca,
a moža, ja płyvu za dalahlad!
 
 
 
 
Niečakanyja hości
Zavitałi apoŭnačy z šumam, sa śmiecham.
Ty šapnuŭ mnie z papoha vinavata: «Prabač!»
Dla ciabie heta noč, nie inakš, jak paciecha,
Dla mianie – raźvitańnia niabačny trubač.
Jon ihraje, ihraje... Studziać huki dałoni,
i advodziš ty pozirk, nie hladziš na mianie,
tolki hościa adna ŭ pałachłivym pałonie
z-pad bryvoŭ svaich tonkich aściarožna zirnie.
Dy chiba joj mahčyma hetym časam nia rańnim
razhadać našu tajnu, zazirnuć u dušu,
supynisia, trubač, nie ihraj raźvitańnie,
a syhraj nam sustreču, ja vielmi prašu.
Viesiałiciesia, hości, pamiać ščodra častuje,
i płaścinka, jak zdrada, čornym kruham milhnie.
Nu, niaŭžo mianie ŭśmieška maja nie ŭratuje,
nu, niaŭžo maje serca maćniej za mianie?!
Viesiałiciesia, hości, ŭ hetym domie nia płačuć,
tut z płaścinki sychodziać viesiałości kruhi...
Ja chviłinu rasstańnia hetaj nočču adznaču
samaj zvonkaju pieśniaj biaź cieniu tuhi...
 
 
 
 
*  *  *
Hronak rabinavych miedź
razłuku syhrała mnie.
Plušam padbity miadźviedź,
byccam žyvy, uzdychnie:
 
– Ty supakojsia, nia płač...
Sumu nia varty tvoj hość,
vier mnie, jahony płašč
zamienić tabie maja poŭść.
Ryžy ŭskudłačany pluš
namnoha ciaplej za bałoń,
a chočaš, kuplu kapialuš –
i budu zusim jak jon.
Mnie ty nia skažaš: «Pryjedź!»
Budu ja pobač zaŭždy,
plušam padbity miadźviedź,
ciabie achilać ad biady.
Budu zimoj častavać
miodam z zapasaŭ svaich,
budziem z taboju śpiavać
dobryja pieśni ŭdvaich...
 
 
 
 
*  *  *
Voś ciapier ja, napeŭna, zabudu
zaimšeły razburany młyn.
I hulłivuju ŭ pienie zaprudu,
i niakošany horki pałyn.
 
Niechta skaža: karotkaja pamiać,
damahałasia ž jak u žyćcia!..
Nie sudzicie acichłuju zamieć
pierajšoŭšaha ŭ bol pačućcia.
 
 
 
 
*  *  *
Vypadkova, biaz peŭnaj pryčyny,
spačuvalna i nie biaz łaski,
mnie skazała tvaja žančyna:
– Vy, jak łiska ź japonskaj kazki.
Muž čytaŭ mnie jaje niaśpiešna,
nadta ž prostaja taja navuka:
za praźmierna sałodkaj uśmieškaj
nie inakš jak sardečnaja muka.
 
Ja ničoha ŭ adkaz nie skazała,
dy tužej zaciahnuła pasak...
Tam, taboju zabyty ŭ zale,
lažyć tomik japonskich kazak.
 
 
 
 
*  *  *
Nia toje hora, što harčyć.
Biada ź niahodami spłyvaje.
Z hadami vyvučusia žyć,
bo stałaść rozdum nabyvaje.
 
Viartańniaŭ bolej nie chaču!
U adzinocie – kožny hordy!
Dyk chaj ža joju zapłaču
za hety kryk, zastrahły ŭ horle.
Za hety zhustak kryŭd i zdrad,
za bol, jakomu ŭ sercy ciesna,
za pieršaj nočy zarapad
i vir biassońnicy balesnaj.
 
Śpiašajsia bieź mianie ŭ viasnu.
Zryvaj z rabin viasiołych hronki.
Ja aściarožna zaharnu
taboj pačatyja staronki.
 
 
 
 
*  *  *
Z taboj daŭno nie hamaniłi,
a recha hołasu płyło
ź viełikaruskaje raŭniny
u biełaruskaje siało.
 
To adzyvałasia praklonam,
to pierachodziła va ŭschłip,
pierahavorvałasia z klonam
i acichała ŭ cieniu łip.
 
A ja vakołicu minała
na schile hamankoha dnia,
suničnaj brahaj sustrakała
mianie ščaśłivaja radnia.
 
Paśla hareła, jak trochkutnik,
suzorje pad aknom maim,
i štoś łaskavaje tryputnik
šaptaŭ mnie hołasam tvaim.
 
 
 
 
*  *  *
Ja lepiej muzycy pavieru,
vierš pra rasstańnie napišu
i nieznajomamu davieru
svaju miaciežnuju dušu.
Ziaziulaj šeraj zakuvaju,
źbiahu ŭ drymučy les husty
i tam uhołas zaśpiavaju
ab tym, jak mocna lubiš ty!
 
Ja lepiej vietraziem zabjusia,
małankaj nieba raśsiaku,
rakoj šyrokaj razaljusia,
viasiołym zierniem pa taku.
Ja navat, luby, nie zapłaču,
łista tabie nie adašlu...
 
Luboŭ maja tak mała značyć,
suproć taho, jak ja lublu.
 
 
 
 
*  *  *
Prastora spaznajecca ŭ ruchu...
A jak spaznać ciabie ciapier,
kałi pakinuŭ tolki skruchu,
i sercu, i dušy – źniavier!
 
Niaŭžo zamkniona mocna koła?
Ja ž hanarłivaju była...
Ślady, tvaje ślady naŭkoła,
zavieja ich nie zamiała.
 
A ty pryjdzi, jašče nia pozna,
ty pieradumaj, pazvani!
O, jak natchniona i vysozna
harać nadziej maich ahni.
 
 
 
 
Rabinavaja noč
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
 
Źłivałisia ruki ŭ biaźsilłi,
vyraźniej nia znojdzieš zdymkaŭ!
A jak ža vusny prasiłi
maćniejšaha z mocnych abdymkaŭ.
A jak ža vusny šaptałi,
takoje havorać adnojčy,
my ŭ bierah mokry ŭtaptałi
junačaj cnatłivaści vočy.
I biłasia chvala ab chvalu,
pakul zichaciełi zory,
i pruhkija hrudzi chavałi
tych pacałunkaŭ uzory.
Dva cieły ŭ sałodkaj stomie
bolem akropvaŭ zołak,
vyhlanuŭ pieršy promień, –
zdavałasia, bieźłič ihołak
rassypała połymia straści...
Takoje byvaje adnojčy,
a mnie jašče b raz upaści
u žvir toj haračaj nočy.
 
 
 
 
3
Dvoje na Ziamłi
Paema
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
Padabajecca     Nie padabajecca
2009–2019. Biełaruś, Miensk.