RODNYJA VOBRAZY Vobrazy miłyja rodnaha kraju,               
Smutak i radaść maja!..
      
 
Jakub Kołas
    Hałoŭnaja      Słoŭniki           Spasyłki      Ab sajcie       Кірыліца      Łacinka    
Uładzimier Karatkievič
Daviedka
Kantekstny tłumačalny słoŭnik
Chrystos pryziamłiŭsia ŭ Harodni
 
Jevanhiełle ad Iudy
Słova dvuch sviedkaŭ
Razdzieł I. Padziennie ahniavoha zmija
Słova dvuch sviedkaŭ
Razdzieł II. Hoład, i pošasć, i mor
Razdzieł III. Sud
Razdzieł IV. «Łicadziei, skamaroški, błazny niesamavityja...»
Razdzieł VI
Razdzieł VII
Razdzieł VIII
Razdzieł IX
Razdzieł X
Razdzieł XI
Razdzieł XII
Razdzieł XIII
Razdzieł XIV
Razdzieł XV
Razdzieł XVI
Razdzieł XVII
Razdzieł XVIII
Razdzieł XIX
Razdzieł XX
Razdzieł XXI
Razdzieł XXII
Razdzieł XXIII
Razdzieł XXIV
Razdzieł XXV
Razdzieł XXVI
Razdzieł XXVII
Razdzieł XXVIII
Razdzieł XXIX
Razdzieł XXX
Razdzieł XXXI
Razdzieł XXXII
Razdzieł XXXIII
Razdzieł XXXIV
Razdzieł XXXV
Razdzieł XXXVI
Razdzieł XXXVII
Razdzieł XXXVIII
Razdzieł XXXIX
Razdzieł XL
Razdzieł XLI
Razdzieł XLII
Razdzieł XLIII
Razdzieł XLIV
Razdzieł XLV
Razdzieł XLVI
Razdzieł XLVII
Razdzieł XLVIII
Razdzieł XLIX
Razdzieł L
Razdzieł LI
Razdzieł LII
Razdzieł LIII
Razdzieł LIV
Razdzieł LV
Razdzieł LVI
Razdzieł LVII
Razdzieł LVIII
Razdzieł LIX
Razdzieł LX
Razdzieł LXI
Razdzieł LXII i apošni
RAZDZIEŁ III
SUD
I sud byŭ vierny,jak piatla,  
I chutki, by z ciemry nažy,  
I čym daŭžejšy tvoj kašel -  
Tym dolej tabie pražyć.
Kipłinh
Ludzi tak da ich pryvykłi,  
što pierastałi zaŭvažać ichnija złačynstvy...  
...Tamu my nie palujem za bujnymi razbojnikami,  
ale zatoje vašamu bratu spusku nie dajom.
Rable
 
        Stary, Vitaŭtaŭ jašče, hrodzienski zamak byŭ strašny. Pabudavany mienš čym paŭtara vieka nazad, jon, niahledziačy na heta, zaniapaŭ i nie tolki staŭ rabicca ladaštym, ale siam-tam pačaŭ i rujnavacca. Svaich majstroŭ u vialikaha kniazia nie było, a biełaruskija ci byli pabityja pry ŭziacci horada, ci razbiehlisia. A chto zastaŭsia, toj budavaŭ, prama skažam, drenna: viedaŭ, što na jahony viek chopić, a tam chaj by i trava nie rasła. Dziela kaho było budavać? Jon, kniaź, viadoma, hieroj, dyk lohka ž być hierojem na trupach pakoranych. Spačatku hinuli ŭ vojnach z im, potym hinuli ŭ vojnach za jaho. Dy jašče kab biaroh staryja zvyčai dy vieru, a to z łacinnikami spieŭsia. To hary jano jasnym haram!
        Takaja ŭ toj čas abyjakavasć napała na ludziej! Dyj majsterstva padupała, jak zaŭsiody pry viečnaj vajnie. I voś z paŭtarasažniovych muroŭ vypadali i kacilisia ŭ Nioman kamianiski, truščylisia pad ciažaram vałunnych słajoŭ słai cehły (mury byli, jak słojeny piroh: słoj kamiennych bryłaŭ - słoj cehły), viežy (čatyry kvadratnyja i adna kruhłaja, pa imiu Zafieja) byli zapuščanyja, vyrasli na ich małyja biarozki, lebiada i inšaja dreń. Sačyli, vidać, bolš za zamkavym pałacam, čym za murami.
        I ŭsio ž cytadel była strašnaja. Stralčatyja hatyčnyja vokny pałaca, hryfielnyja mury, vostryja dachi sa svincovaj čarapicy, zialonaja i smiardziučaja vada biazdonnych ravoŭ, vuzkija, jak ščyliny, bajnicy vierchniaha i nižniaha boju. La Salanoj viežy - kamianisty, kastałomny zryŭ da raki. A la jaje - uzhorak, vyšejšaja kropka Zamčyšča, harodnienskaja Hałhofa. Tam zaraz kružlała hruhannio: znoŭ, vidać, kahości vykinuli na pažyvu.
        Ludzi na Starym rynku, prycisnutym ledź nie da samych ravoŭ, nie zviartali na ptušak nijakaj uvahi, darma što krumkačy lamantavali nie tolki nad Zitchalnym Harbom, a i nad viežami. Zvykli. Čaho ni davodziłasia bačyć za apošni čas. Treba było žyć. Chacia trochi padaražej pradać svajo, ledź nie apošniaje, chacia trochi padziešaviej kupić zbožža... Mała narodu varušyłasia ŭ toj dzień na čatyrochkutnaj płoščy.
        Kramy dancyhskich dy krulavieckich kupcoŭ byli šyroka adčynieny, ale što ŭ ich rabić prostamu čałavieku? Zbožža tam nie pradajuć, zbožža tam kuplajuć. Kuplajuć i futru, ale jakija futry ŭletku. Kuplajuć, viadoma, i lon, i piańku, dy tolki mieraju ichniaj kupli nie mužyckaja žmienia, a ceły panski aboz.
        Varšaŭskija, toruńskija, krymskija kupcy. Časam pramilhnie, by z ciomnaha dreva rezany, vienicejec, harbanosy narvieh, ci navat vałoch, abo navat ziabki maŭr. Viedajuć: tut spakojna, tut, u horadzie haradoŭ, nichto ich nie začepić. Bo ŭsio tut, što datyčyć handlu, u rukach kupca i dla kupca. Kupiec nie dasć mahnatu pakryŭdzić i ababrać, rada nie dasć carkvie nakłasci na ŭsio niasytuju łapu.
        I nie viedajuć jany, što, niahledziačy na samaŭpraŭlennie, usioj hetaj raskošy prychodzić kaniec, pryjšoŭ užo kaniec. I ničoha nie zrobić rada ni z zamkam, ni z carkvoju, ni z mahnatami, ni z ichnimi šlachieckimi atradami, słuhami i pryhonnymi.
        Tolki i zastałosia radzie, što ŭładaryć nad ramiesnikami, padmajstrami dy plebiejami. I nad taboju ŭsialaki sud josć, a ty, burmistr, vy, radcy dy łaŭniki, tolki i možacie, što sprečki ab majomasci razbirać radzieckim sudom dy zabojstvy i inšaje takoje - sudom łaŭničym.
        I dremle za aknom ratušy mardaty łaŭnik, čakaje, kali niejkaha złodzieja spajmajuć dy pryviaduć. A pobač, u vializnym zajeznym domie hascinnym, dumajuć bahiemskija, niamieckija i inšyja kupcy, jak by Harodniu na čarhovym kirmašy ababrać.
        Idzie varta ŭ čašujčatych łatach. Padalej ad jaje, padalej ad bahatych kram. Voś na hetym baku płoščy lepiej. Tut chočaš berkaŭcam kuplaj, chočaš - žmieniaj. Nad dzviaryma rybnych radoŭ ryba-kit hłytaje Ijonu. Nad chlebnymi radami vołat-chlebajed žare karavaj vieličynioj z carkvu - taksama pukata vyrazany, pafarbavany. A nad dzviaryma piŭnoha rada aniołak puskaje strumień. A što, sapraŭdy, jak inačaj pakazać, što takoje piva i što jano robić z ludźmi.
        Chlebnik i rybnik, haspadary dzviuch vialikich susiedskich kram i šmatlikich pry ich składaŭ, siadzieli la dzviarej u ciańku, na kamiennych łavach, dy lanotna hamanili ab sim-tym. Baleła z pachmiełla hałava: učora dobra pamalilisia bohu Borciu, jakomu pa vioskach i dahetul staviać u achviaru la sviepietaŭ[1] biarozavik i razviedzieny vadoju miod, imia jakoha pry ajcach duchoŭnych vymavić - zlitujsia i ŭratuj nas, Pan Jezus.
        Chudy rybnik skrob palcami ŭ rudych vałasach. Chlebnik, uvieś nibyta sa svaich chlaboŭ składzieny-zbity, kałamutna hladzieŭ na sviet, vicaju kresliŭ na ziamli niešta niezrazumiełaje.
        - Čaho heta ty čuchaješsia? Błochi adoleli, ci što?
        Rybnik nibyta aburyŭsia. Adkazaŭ starym, jak sviet, žartam:
        - Hu-u. Błochi... Što ja tabie, sabaka, ci što? Vo-ošy... Prosta, bratka, hałava balić. Uvieś ja siannia... jak harełačnaja plaška.
        - Nu voś. Siannia, jak plaška, a ŭčora ŭpopierak kanavy lažaŭ, jak hrebla... I vada cieraz ciabie viercham curčała, jak u drennaha młynara.
        - Ładno, do! Što za zvyčaj prypaminać z učarašniaha ŭsio samaje niepryjemnaje.
        - Nie budu. Jak tam u ciabie chacia handal, rybny kardynał?
        - Nu-nu, nie niuchaŭ dokaznaj inkvizicyi?
        - Chaj žyvie carkva sviataja. To jak?
        - Aman. Dziarmova. Zapasaŭ niama.
        - U abodvuch u nas tych zapasaŭ niama. Ni ŭ kaho niama.
        - Anu, daj słuchać. Niešta tam jurody zaharłali, dy mieščanota naša tudy pabiehła.
        Tam, dzie adzin z bakoŭ płoščy ledź nie abryvaŭsia ŭ roŭ, niepadaloku ad zamkavaha mosta, sapraŭdy ŭzachapy i napieraboj (až napinalisia na łbach i šyjach žyły) lamantavali dva čałavieki - jurod, padobny na ciuk anučnika, kałmaty, chudy, jak vica, i zdaravienny zvieravaty čałaviečyna ŭ škurach i ŭ skuranym pojasie na pałovu žyvata, z hołymi rukami i nahami. Hryva vałasoŭ, šalonyja vočy, skivicy, što mahli b rastruščyć i kamień. Rasstryha ad Spasaikonapreabražennia, a ciapierašni haradski prarok Iłluk. Uzdymaŭ łapy, padobnyja na zviazki toŭstych karenniaŭ:
        - I pryjdzie za mnoju - prajava mnie była - niechta, jak za Janam Kscicielem... Jeziekiila[2] viedajecie?
        - Nie! Nie!
        - To jamu, jak i mnie, skazana było: pa hrachach vašych i pamaŭzlivamu juradziejstvu tužyć pa vas niabiesny Jerusalim. Vody vašy horkija, bo harełka, što vypili vy, - tut rasstryha zapluščyŭ vočy i pravioŭ dałonniu pa puzie, - pa-ajšła-a pa žyłach ziamnych. I skazaŭ mnie z Jeziekiila: "Ješ jačmiennyja prasnaki i piačy ich na čałaviečym kale".
        Baby vakoł płakali. Miaščanie i ramiesniki zmročna hladzieli ŭ advierstuju pašču. A tut jašče paddavaŭ žaru jurod, kryčaŭ ab ziamli, jakaja zhareła, ab koršakach, jakija sudziać myšej, ab niebie, što voś-voś saŭjecca ŭ svitak.
        Tužliva było słuchać jaho - choč ty płač. I adnačasova trochi i pamysna. Bo ŭsio ž abiacaŭ i jon niejkaje prasviatlennie.
        - Ale pryjdzie, pryjdzie muž niejki i vyzvalić vas! Blizka! Blizka! Blizka!
        Rybnik splunuŭ pachmielnuju slinu.
        - Što heta tam durań pra sud kryčaŭ?
        - Sudziać sionnia sich-tych u zamku carkoŭnym sudom.
        - Što, moža, tych, što psotu puskali? Ad kaho hoład?
        - Hoład - ad Boha.
        Z samaha zakančennia pabudovy Staroha Zamka sud časciej za ŭsio zasiadaŭ u vialikaj sudnaj zale. U małoj zale zamkavy sud zbiraŭsia tolki na asabliva patajemnyja pracesy. Addavali vialikuju zału i carkoŭnamu sudu, kali hety apošni nie bajaŭsia vyniesci smieccia sa svajoj chaty. Tajnyja ž dopyty jon pravodziŭ zvyčajna ŭ sutarenniach daminikanskaj kaplicy, kali sudzili katoliki. A kali sudzili pravasłaŭnyja, to ŭ padziemnaj turmie la trochkupalnaj Hanny abo ŭ adnym z mitrapaličnych damoŭ - kamianic tych, što la Kałožy[3].
        Sionnia dastasłaŭny siniedryjon posiedam siadzieŭ u vialikaj sudnaj. Adpačyŭšy pasla palavannia, dobra taki vypiŭšy napiaredadni (a Łotr jašče i razhavieŭšysia), ajcy niepasredna prystupili da važlivaj spravy, dziela jakoj žyli ŭ hetaj ziamnoj judoli i nasili mantyi i rasy roznaha koleru, u zaležnasci ad taho, jak kamu pašancavała.
        Zała była, ułasna, vierchniaj pałovaj uschodniaha niefa[4]. Zamkavy pałac byŭ pabudavany ŭ vyhladzie baziliki, jak carkva, i mieŭ šesć niefaŭ, z jakich siaredni byŭ tolki trochi vyšejšy za astatnija. Da jaho prylahała pa dva bakavych niefy z kožnaha boku i adzin papiaročny, transept. Siaredni nief byŭ va ŭsiu vyšyniu budynka i słužyŭ załaj dla tronnych pryjomaŭ. U transepcie byli pakoi vialikaha kniazia, a potym karala i ichnich dvaroŭ, ciapier davoli zapuščanyja. Bakavyja i papiaročny niefy byli pasla pachodu Vitaŭta na Pskoŭ[5] padzieleny na dva pavierchi. U nižnim paviersie zachodniaha niefa žyła varta, u druhim - pryvilejavanyja voiny. Druhi zachodni nief słužyŭ žyłlom dla zamkavych žycharoŭ, i tam byli skarbnica i padziemny chod za Haradničanku. U pieršym, uschodnim niefie, na abodvuch pavierchach, byli žytło dla šanoŭnych hasciej i vializnaja dvarcovaja kaplica. I, urešcie, u pieršym paviersie krajniaha ŭschodniaha niefa byli ciamnicy dla radavitych i składy zbroi.
        Na druhim paviersie bolšuju častku pamiaškannia zajmała vialikaja sudnaja zała (małaja była ŭ transepcie, pad bokam u karala), a mienšuju, addzielenuju ad jaje pry Vitaŭcie ž muram u try cahliny, - katoŭnia. Z katoŭni skryty chod u scianie vioŭ praz usie pavierchi pad ziamlu, dzie byli sutarenni dla viazniaŭ, a jašče hłybiej kamiennyja miachi, u jakich hublaŭsia nazaŭsiody sled čałaviečy i adkul za stahoddzie z lišnim nie vyjšaŭ, zdajecca, nichto, navat na mohiłki. Ab ichnich žycharach prosta zabyvali i, kali spuščany ŭniz harłač z vadoju praz try dni poŭny viartaŭsia nazad - zakryvali dzirku ŭ stoli miaška kamieniem, by zapiačatvali zban z vinom, a praz paŭhoda, kali pierastavała smiardzieć, spuskali tudy ž na viaroŭcy novaha viaznia. Z-za taho, što sudnaja zała była ŭ vierchniaj častcy niefa, vostryja hatyčnyja sklapienni z pukatymi rebrami niarviuraŭ[6] visieli ledź nie nad samaj hałavoju, papiaročna-pałasatyja, u čyrvonuju i biełuju pałosy. Vuzkija, jak ščyliny, vierchnija častki vokan byli la samaj padłohi, i tamu sviatło padała na tvary členaŭ suda nienaturalna, asviatlajučy tolki nižniuju častku padbaroddzia, tam, dzie jano pierachodzić u šyju, łapik pad nižniaj huboj, nozdry i vierchniuju častku vierchnich paviek z brovami. Nasy kidali šyrokuju pałasu cieniu na łob, nieprasviacimaja ciemra lažała ŭ vačnicach, i tvary suddziaŭ zdavalisia tamu złaviesnymi, niezvyčajnymi, takimi, jakich nie byvaje ŭ ludziej.
        Suddzi siadzieli na ŭzvyšenni, la samaha ŭvachodu ŭ katoŭniu, za stałom, što byŭ zavaleny skrutkami papiery, falijantami spraŭ, pierjami. Akramia Basiackaha, Kamara i Łotra, sionnia, jak na ŭsich pracesach, što byli carkoŭnymi pa jurysdykcyi, ale datyčylisia ŭsiaho horada, siadzieli ŭ sudnaj zale vojt horada Cykmun Žaba, šyroki brucham, hrudźmi i ŭsim inšym mahnat, apranuty ŭ załatatkanuju čuhu i z piačatkaju nievierahodnaj tupasci i takoha ž nievierahodnaha samaŭzvyšennia na tvary; burmistr horada Justyn, jakoha ŭžo treci hod vybirali na hadavy termin: miaščanie - tamu, što byŭ adnosna spraviadlivy, kupcy - tamu, što byŭ bahaty, a carkva chacia i nie vybirała, ale nie piarečyła, bo tolki jany adny viedali, kolki ŭsiaho roznaha ŭdałosia im i mahnactvu vydrać ad Justyna, rady i horada za hetyja try hady.
        Siadzieŭ, akramia ich, schizmat (darmo, što Harodnia tady była pieravažna pravasłaŭnaj), pravialebny Ryhor Harodzienski, a ŭ miry Hilar Bałvanovič, a dla niepačcivych i ciapier prosta Hryń. Rychły, sonny, z maleńkimi miadzviedžymi vočkami. Adny tolki haradžanie viedali, što, kali davodzicca razbaraniać u bojkach haradskija kancy, hetaja mlavasć pravialebnaha moža całkam niečakana, jak u krakadziła, pierajsci ŭ bliskavičnyja chutkasć i spryt.
        Akramia ich, było jašče niekalki duchoŭnych za sudziejskim stałom, a ŭ druhim kancy zały viaščalniki, jakija za pačatkam suda vyjduć za mury i abviesciać ab usim horadu, i dziesiatki try cikaŭnych sa šlachty i ichnich kabiet.
        Dy jašče la scien stajała varta, a siarod ich vyznačalisia dvoje: paŭsotnik Parchvier, sapraŭdny hihant u sažań i šesć dziujmaŭ rostam i adpaviedny ŭ plačach i hrudziach, i sotnik Karniła, zmročnaha vyhladu, nizkałoby i karžakavaty, jak korč, voin.
        Na Parchviera na vułkach hladzieŭ natoŭp. U Krakavie pa im varjacieli prydvornyja razbeščanyja žonki, tamu što byŭ jon nie prosta chvaravity hihant, jakoha i viecier pierałomić, a sapraŭdny, praparcyjanalna składzieny vołat, pieršy na kani, pieršy na miačach, pieršy za stałom, z rukami, taŭščynioju, jak siaredni čałaviek u pojasie, vahoju trochi ciažkavaty. I prytym nie byk. Tvar spakojny, vočy vialikija i sinija, navat z zadumlivasciu, vałasy załatyja. Čort jaho viedaje, jak jaho takoha ŭmudrylisia vypuscić na sviet?!
        Karniła zdavaŭsia pierad im prosta małym, chacia byŭ siaredniaha rostu. Čyrvony, trochi bolš hruzny, čym treba, padstryžany pad harščok, padobny ŭ svaich łatach na samavar - ničoha asablivaha. Mleli pa im pry dvary, dzie jon taksama byvaŭ u vojtavaj svicie, kudy mieniej. I ŭsio ž, chacia žančyny i tut rabili palityku ŭ bolšaj stupieni, čym hetaha chacieli i čym ab hetym dumali mužčyny, Karniła išoŭ da vajskovaj vierchnasci chutčej za ŭsich. I ŭsie viedali: mienavita jamu daduć tysiačnika, kali z vypadku vajny trochi pavialičycca harodzienskaje vojska. Tamu što Karniła vyznačaŭsia dziŭnaj, amal niečałaviečaj spraŭnasciu, viernasciu i dyscyplinaj, a ŭ Parchviera, chacia i razumniejšy byŭ, zdaralisia prypadki jarasci, hnievu i bajavoj lutasci, takoj, kali čałaviek užo nie zvažaje ni na što: ni na voraha, ni na svaich načalnikaŭ.
        Kali jašče dadać, što z pryadčynienych dzviarej katoŭni vyryvałasia i skakała pa sklapienniach i niarviurach zaryva, što adtul časam vyhladaŭ kat, - pierad nami budzie poŭnaja karcina taho, što adbyvałasia ŭ sudnaj zale tym letnim dniom.
        Cypryjan Łotr siadzieŭ sionnia jak starejšy na miescy staršyni suda. Niaŭchvalna pahladaŭ, jak fiskał[7] Jan Kamar dremle, nachmuryŭšy hroznyja brovy. Što za drenny zvyčaj spać na ŭsich prenijach?! "Biare" zanadta čałaviek. I spić mała ŭnačy. Ale ž voś nie dremle Basiacki za svaim asobnym, advakackim stolikam. Šamacić suvojami papiery i pierhamientnymi arkušami, z-pad aksamicistaha čornaha kapiušona hladziać žyvyja vočy.
        Hety nie dremle, chacia taksama nie spić načami, chaj sabie zusim z druhoj pryčyny, čym Kamar. Pa-pieršaje, tajnyja spravy (doŭha im jašče być tajnymi, chaj nie spadziajecca, i dobra, kali hod praz vosiemdziesiat možna budzie ŭzniać zabrała i adkryta nazvać daminikanskuju kaplicu jezuickaj, jakoj jana, faktyčna, voś-voś budzie, abo, ni na kaho nie zvažajučy, uzviesci vializny novy kascioł[8]); pa-druhoje, dumy ab tym, jak, akramia nievialičkaj svajoj daminikanskaj škołki, prybrać u ruki, chaj sabie i nieprykmietna, parafijalnuju dy carkoŭnuju škoły. Pa-treciaje, inšyja načnyja spravy. Heta jon tut tolki advakat, a voś što jon pa načach u sutarenniach daminikanskaj kaplicy?!
        Kardynał ustaŭ:
        - Imiem maci našaje, rymskaje carkvy, vinavaciacca sionnia ŭ strašnych złačynstvach suprać Boha i čałaviectva henyja brydkija adroddzi piekła, zhraja satany... Pryniasicie schoplenych.
        Karniła prynios z bakavoj nišy i pastaviŭ na stoł kletku z myšami. Siarod cikaŭnych zaviščała niejkaja pani. Pačaŭsia Božy sud.
        - Chaj pałochajucca padsudnyja suda Božaha. - Kardynał navat sam adčuvaŭ, jak sychodzić vysakarodstvam jahonaje abličča. - Ja, nuncyj jaho sviaciejšastva papy...
        Jon havaryŭ i havaryŭ, z asałodaju adčuvajučy, jak lohka płyvie mova, jak tonka, zusim nie pa-kuchonnamu hučyć załataja łacina, jak hracyjozna ruchajucca palcy pa krajach skrutkaŭ.
        - ...ispisaŭšy praviny ichnija, pieradaju styrno suda fiskału. Pračytajcie abvinavačvannie, fiskał.
        - Ha? - tolki tut pračnuŭšysia, spytaŭ Kamar.
        - Vaźmicie na siabie ščyt viery, brat moj, kab adbić usie raspalenyja streły kryvadušnika.
        Biskup ustaŭ, mirhajučy nie tolki vačyma, ale i ciažkimi brovami, pašukaŭ pačatak pramovy siarod arkušaŭ, nie znajšoŭ. I raptam irvanuŭsia adrazu na kryk, niby z bieraha ŭ kipiecień.
        - Šałbiery, machlary, jeretyki ŭ sataninskim juradziejstvie i zładziejstvie svaim, abjeli jany našu kvitniejučuju krainu, - biskupavy palcy, by ŭ łaty, zakutyja ŭ zołata, chryzaprazy, smarahdy i biruzu, torkali ŭ kletku. - Hnojem pavinnyja hadavacca - chleba jany ŭschacieli.
        Hruby rezki tvar nalivaŭsia buraj kryvioju, piennyja zajedzi nakipali ŭ kutkach vializnaha žorstkaha rota.
        - Radzimu našu miłuju, słaŭny horad Harodniu, horad haradoŭ, asiracili jany. Žerli, by nie ŭ siabie, i apahańvali žyta naša, i vyvodzili ŭ im hetakich ža dziaciej hrachu, jak sami. Imiem carkvy vajaŭničaj, imiem Boha i apostalskaha namiesnika jaho na ziamli, imiem vialikaj dziaržavy našaje i prasvietłaha krola Žykhimonta - ja vinavaču!
        Hołas jahony zahrymieŭ pad nizkimi sklapienniami, jak hołas zvona ŭ zvaničnaj kletcy.
        - Ja vinavaču hetaje adroddzie ŭ biehaninie ŭnačy pad padłohaju, u pałochanni žonak i... paluboŭnic...
        Łotr zrazumieŭ, što Kamar trochi zamaniŭsia. Užyŭ z razhonu pasla słova "žonak" złučnik "i", nie viedaŭ, što b takoje nazvać jašče, i, pa svaim vopycie viedajučy, što "kachanka" ŭsio ž mienš haniebna, čym "dzieci", lapnuŭ "kachanku". I heta ŭ toj čas, kali dziaciej maje kožny žychar horada, a trymać paluboŭnic - reč niedazvolenaja.
        - ...pražerlivasci, smurodzie złaškodnym, raskradanni čužoha zbožža i inšym. Ja patrabuju karazna[9]!
        Nie, "paluboŭnic", zdajecca, nichto nie zaŭvažyŭ. Naadvarot. Kamar tak uzbuchtoryŭ narod, taki jon zaraz vyklučna vieličny, što cikaŭnyja adkazvajuć krykami, a pani isteryčnym viskam:
        - Pražery! Drapiežniki! Škodniki!
        Druhi viaščalnik vychodzić, kab prakryčać narodu, čaho patrabavaŭ fiskał.
        Łotr uspaminaje ŭsie takija pracesy. Što zrobiš, Bohu padparadkoŭvajucca i žyvioły, chacia ichniaja duša taniutkaja, zusim prazrystaja i nie maje pierad saboju viečnasci i biassmiercia. Sudzili hod sto nazad u Rymie čornaha kata ałchimika... jak bo ž jaho... nu, usio adno. Paviesili. Sudzili razam z haspadarom, lekaram Karnieliusam z Majnca, jahonaha barana, u jakoha ŭsialiŭsia deman. Sudzili hod piaćdziesiat tamu ŭ Francyi Sułara i jahonuju svinniu. Jaho spalili, jaje zakapali ŭ ziamlu. Demanu, vorahu roda čałaviečaha, nielha paturać, navat kali jon znachodzić sabie prystanak u biessłaviesnaj istocie. Sudzili ŭžo i myšej, u Šviejcaryi. I kazłoŭ sudzili i palili. Hetych časciej za ŭsio, za schožasć z čortam.
        I, adnak, Łotr usmichajecca. Jon nie viedaje, ab čym dumali inšyja suddzi, ci vieryli ŭ pravinu Sułaravaj svinni i lekaravaha barana, ale jon, Łotr, nie ŭpeŭnieny, što zubami myšej dziejničaŭ na hety raz djabał. Jon viedaje, što hety sud niešta nakštałt płastyra, jaki adciahvaje hnoj, abo pjavak, jakija smokčuć lišniuju kroŭ, kab jana nie kinułasia ŭ hałavu. Možna prajavić i miłasernasć, jakoj słavuta Chrystova carkva.
        I pad udar mołata Łotr ustaje. Scichaje šalony kryk.
        - Našto ž tak žorstka? - Tvar jahony sviecicca. - Biednyja, litasć carkoŭnaja i na ich. Ci pryznajacie vy pravinu svaju, małodšyja, padmanutyja braty našy?
        Karniła nachiliŭsia da kletki. Ale hetaha navat nie treba było rabić. U raptoŭnaj miortvaj, zacikaŭlenaj cišyni jasna addałosia žałasnaje papiskvannie myšej.
        - Hm... Jany pryznajuć siabie vinoŭnymi, - sipła skazaŭ Karniła.
        - A vy im chvasty nie pryciskali? - z tym ža svietłym abliččam spytaŭ Łotr.
        - Kryj Boža... Heta ž nie čałaviek... Ja... ich, skažam ščyra, bajusia.
        - Carkva miłasernaja. Dyk voś, brat moj Fłaryjan, skažy ŭ abaronu abłudnych hetych.
        Prykryŭšy vočy rukoju, Łotr sieŭ. I adrazu ŭstaŭ ajciec Fłaryjan. Usmieška na chvilinu pramilhnuła pa vusnach, šeryja vočy zmiežylisia, by ŭ jaščarki na soncy.
        - Jany pryznalisia ŭ raskradanni chleba. Čamu vučyli mianie ŭ takich vypadkach u Sałamanskim univiersitecie? Vučyli tamu, što hałoŭnaje ŭ sudnaj spravie - pryznannie abvinavačanaha ci abvinavačanaj. Navat kali inšych dokazaŭ niama - jano sviedčyć ab žadanni žyvoj istoty być čystym pierad Boham i carkvoju. Tut my, na ščascie, majem dosyć dokazaŭ. - Chitraja, razumnaja, čymści navat pryjemnaja ŭsmieška znoŭ prabiehła pa vusnach patajemnaha jezuita. - Majem my i pryznannie. Značycca, pierakonvać u nieabchodnasci pryznannia nikoha nie davodzicca, i kniha praŭdy, jakuju zapavietali nam najčysciejšyja dbajniki viery Šprenhier i Instytorys[10], sionnia zastaniecca zakrytaj.
        - Razharnicie jaje! Razharnicie! - zalamantavała niejkaja žančyna na łavach.
        - Ja viedaju jaje na pamiać, - skazaŭ daminikaniec. - I ja nie zadumvaŭsia b užyć jaje, kab dla hetaha byli pryčyny. Pakarannie my znojdziem i biez "Mołata viedźmaŭ". Pomnicie, jany pryznalisia... Zrešty, pakolki sprava ab chlebie datyčycca pierš za ŭsio nie synoŭ carkvy, jakija dbajuć bolš ab chlebie duchoŭnym, a miran - ja chaču spytać, što dumaje ab hetym słavuty svaim najvienkšym bahacciem, rozumam i siłaj, dy jašče i adukacyjaj, mahnat, ilustrysimie Cykmun Žaba.
        Žaba pierabiraŭ toŭstymi palcami viasiołkavy šalevy pojas, jaki lažaŭ u jaho nie na žyvacie, a pad hrudźmi. Tłustyja kasicy čornych vałasoŭ padali na vočy. Adkašlaŭsia. Tvar staŭ taki, što chacia b i Karłu Vialikamu pa pavažnasci, tolki što durny, jak svinaja levaja šynka.
        - Sviadomasć - važnaja sprava. To bok prytomnasć... Tfu... pryznannie. Pryznannie - heta... uha!.. Pamiataju, vypivali my... Pryznalisia jany tady... Znoŭ ža, i chto kaža, što viedaje, havoryć praŭdu, a słovy łžesviedki - padman. Mužyki maje sviedčyli: abjeli ich myšy, a...
        Žaba tužyŭsia, naradžajučy iscinu.
        - ...heta... vox populi vox... heta... Jak bo heta ŭ kalehijumie kazali... nu, arbiter elegantiarum...[11] Pamiataju, zakusvali my...
        - Skažycie pra myšej i zbožža.
        - Zbožža trepluć: vodziać pa im małatarnyja koły z kaniami ichnimi. I heta adbyvajecca ad Pana Boha. Vialikaja pramudrasć jahonaja.
        - Dziakuj.
        Basiacki ŭbačyŭ, što Łotru - choć praz ziamlu pravalisia. Dobra jamu, a što b rabiŭ jon, kab davodziłasia žyć pobač z takim?
        Vojt nie prosta idyjot, a idyjot dziejny, dy jašče i pjany i ŭpeŭnieny ŭ svaich vieličy i rozumie. Kryŭduje, kali choć pa samamu drobnamu pytanniu nie spytajuć jahonaj dumki. A jon - vojt, značyć, ad karala. Jon haspadar horada. Jon bahaty, jak chalera, i mocny, jak čuma. "U jaho vojska, i pahladzieŭ by ja, jak ty, kardynał, pasvaryŭsia b z "miačom horada".
        Ale jon dobra vałodaŭ saboju. I tamu rasčulena pakivaŭ hałavoj i skazaŭ z kłasičnym aratarskim žestam:
        - Ja zaklikaju ŭ hety raz być miłasernymi: nie viedajuć bo, što vytvarajuć. Uličycie, hetyja šerańkija stvarenni mohuć prynosić i karysć. Jany pajadajuć ličynki, i nasiakomych, i čarviakoŭ.
        Abličča jahonaje było abličča samaj usiedaravalnaj litasci.
        - Jany jeli, tak, ale ž i jany pavinny padtrymlivać tlennaje cieła, kali ŭžo Boh naš ukłaŭ u jaho dušu.
        Łotr chitaŭ hałavoju, byccam jaho ŭmaščali nardam[12].
        - I, narešcie, hałoŭny moj kozyr... e-e-e... dovad: myšam nieviadomyja Zapaviety Majsieja, što zabaraniajuć prysvojvać čužuju ŭłasnasć. Ja skončyŭ.
        - Sud idzie na dumu i naradu, - skazaŭ Łotr.
        ...U dzień vialikaha suda nad myšami volny mužyk pryharadnaj vioski Zaniamonnie Zianon zjaviŭsia ŭ Harodniu, kab kupić chacia treć biazmiena zbožža. U Zaniamonni, jak i paŭsiul, było duža ciažka, i, naprykład, sam Zianon z žonkaju ŭžo čatyry dni nie jeli ni chleba, ni kašy. Zhareła navat lebiada. Udavałasia, što praŭda, łavić rybu. Dy što ryba? Rybaju toju kišać reki. Udavałasia navat, z vialikaj asciarohaj, łavić siłom zajcoŭ, i byŭ adnojčy vypadak - łań. Miasa i ryba byli - heta praŭda. Ale darosłyja ŭžo ceły hod dasyta nie jeli chleba, časam miesiacami nie bačyli jaho. Miasa, zaŭsiody tolki miasa dzikich žyvioł, dy jašče i zabaronienych vieraj (jak zajac) abo mahnatam (jak łań). Sionnia spajmaŭ až troch, a potym za tydzień ničoha. A soli, kab zbierahčy, taksama nie było.
        Dzieciam baćki ŭsio ž davali patrochu chleba, i to małyja pakutavali žyvatom. A samim davodziłasia drenna.
        Ad zaŭsiodnaha miasa biez soli až varaciła, i ŭvieś čas dumałasia, a što budzie zimoju, kali Nioman ukryjecca lodam, kali zviary adkačujuć u niečapanyja puščy, a slady buduć zastavacca na sniezie, a značyć, u kožny momant ciabie mohuć spajmać panskija pajuki. Što budzie tady?
        Zianon hnaŭ ad siabie hetyja dumki. Usio adno ničoha nie zrobiš. Jon prajšoŭ zarečnuju častku z damami bahataj zamkavaj šlachty i zamkavych ramiesnikaŭ, prajšoŭ draŭlany most i staŭ padymacca pa ŭzvozie. Uvieś čas jaho abhaniali vazy z ilnianym nasienniem, soładam, chmielem, bočkami piva, vapnaj, futrami ŭ zviazkach, žaleznymi parobkami i, hałoŭnaje, chlebam. I mužyk nie moh nie dumać, čamu heta tak, što voś u jaho niama i biazmiena chleba, jak amal va ŭsich, a vazy ciahnucca, ciahnucca, i ŭsich ich chutka pahłynie niasytaja ziapa Staroha rynku, a potym zamiežnyja ziemli. Niešta tut usio było nie toje.
        Vialiki horad, tysiačy ludziej, mocnyja mury, kramy, zamak, z dziesiatak cerkvaŭ dy jašče manastyry, dy kaplicy, dy uń zvanica kuryi - hlanieš - šapka valicca, dy uń budujuć vializny kascioł biernardynaŭ z klaštaram. A uń uzvyšajecca Sviataja Hanna. A tam, daloka ŭleva, zichacić, jak viasiołka, Kałoža, u imia Barysa i Hleba.
        Na ŭsio chapaje. A ŭ mužykoŭ niama chleba. Dy i ŭ miaščan nie lepiej. Kolki ich?! Uń vulica Kavalskaja, Miečnaja, Piŭnaja, Kalosnaja, vulica Strychaloŭ[13], vulica Adviesa[14], Uterfinavaja[15], vulica Abadranaha Babra, Stramiennaja, Bahamaznaja, Raźbiarny kut, dy jašče i jašče, dvaccać siem vializnych vulic, nie ličačy zavułkaŭ, tupikoŭ dy asobnych vysiełkaŭ, słabodak i chat.
        I ŭsie hetyja mahierščyki, kacielščyki, malary, saładoŭniki, stalary siadziać i nie majuć da čaho prykłasci ruki, i tymi ž vačyma, što i jon, Zianon, pravodziać kožny chlebny voz.
        Ad niazvykłaha haradskoha šumu ŭ mužyka dureła hałava. Spakojnymi, hłyboka pasadžanymi šerymi vačyma jon hladzieŭ, jak kruciacca koły bierahavych młynoŭ (Niomanava płyń advodziłasia na ich platniami), jak paŭzuć pa błokach u vierchnija pavierchi składaŭ ciuki z tavaram, čuŭ, jak harłajuć handlary, jak vuchaje vaskabojka, jak zviniać małatočkami pa stali čakanščyki ŭ miečnych majsterniach.
        Pachła škurami, hnojem, nieviadomymi, nietutejšymi pachami, harełkaj, miodam, sienam, salonaj rybaj, dziohciem, chmielem, rybaju sviežaj, kanoplami, inšym, nieznajomym Zianonu.
        Traplalisia nasustrač voiny ŭ miedzi i stali, mahnaty ŭ zołacie, parčy i hałandskim suknie, haspadyni ŭ šaŭkach - i Zianon zbočvaŭ svaimi skuranymi poršniami ŭ pył. Nie tamu, što bajaŭsia (jon byŭ volny), a prosta, kab nie zapeckać hetaha darahoha charastva. Heta ž padumać tolki, na jakija kaštoŭnyja rečy ŭzbilisia ludzi!
        Na Starym rynku jon padyšoŭ da kramy chlebnika.
        - Vyručy.
        Chlebnik, niby składzieny sa svaich ułasnych chlaboŭ, ahledzieŭ zdaraviennaha, trochi niechlamiažnaha mužyka ŭ vyšyvanaj kašuli i z siakierkaj-klaŭcom[16] za pojasam (volny!), biełavałosaha, chudarlavaha.
        - Čaho tabie?
        - Chleba.
        Chlebnik zirnuŭ na rudoha susieda. Zamiest adkazu spytaŭ:
        - Dziaciej u ciabie mnoha?
        - Chopić.
        - Nu voś, kab u mianie tak zierniejek było... A čaho ty da kaho z panoŭ nie pojdzieš dy kupu[17] nie voźmieš?
        Ruka Zianonava pakazała na klaviec:
        - Heta ŭsio adno što voś adrazu h e t a addać... Heta ŭsio adno što voś zaraz jaho tabie addać dy pajsci.
        - Hetuju cacku?
        - Heta t a b je jano - cacka.
        - Bač, hordy... Niama ŭ mianie chleba.
        Zianon uzdychnuŭ, zrazumieŭšy, što pazyčyć nie vyjdzie. Była ŭ jaho ŭ chacie škura srebnaj lisicy, jašče zimovaja, dy ŭsio biaroh, i voś tolki ŭčora, žadajučy pradać daražej, zakvasiŭ apošniuju žmieniu muki dy namazaŭ škuru z miazdranaha boku. Nie vypadała addavać apošniuju manietu, mała što moža zdarycca za dva tydni, pakul nie pradasć lisicu (moh pryjechać, naprykład, pop, i tady nie abiarešsia łajanki, a moža, i horšaha), dy što zrobiš.
        Jon vyciahnuŭ manietu z-za ščaki, linuŭ na jaje vadoju z cebra, što stajaŭ na zrubie.
        - Čaho myješ?
        - Ja-to zdarovy. A byvajuć roznyja, prakažonyja chacia b. Choć usio heta i ad Boha, a ŭ ruki brać brydka.
        - Nu, heta jak kamu, - usmichnuŭsia chlebnik.
        - To dasi?
        Chlebnik pačuchaŭ hałavu:
        - Dynaryj kiesara. Luby ty moj čałaviek. Čałaviek ty ŭžo duža charošy. Hordy. Nu, moža, naskrabu. - I manieta znikła, niby jaje j nie było.
        Zianon stajaŭ i čakaŭ. Prajechaŭ paŭz jaho voz z sienam da bramy biernardynaŭ. Pobač išoŭ zdarovy duryła-manach. Kałmaty sialanski konik paciahnuŭsia byŭ da voza - manach udaryŭ jaho pa chrapie. Konik zvykła - niby zaŭsiody tak było pałožana - apusciŭ hałavu sa sloznymi vačyma.
        I tut Zianon ubačyŭ, jak napiarejmy vozu idzie znajomy kaval, Kiryk Viastun, boŭdziła, moža, tolki na hałavu nižejšy za słavutaha Parchviera. Tvar admyŭ, a ruki - čort ty ich navat za tydzień admyješ. Smiajecca, zuby pradaje. Žoŭty ŭ pšaničny kołas, jak ahoń u jahonaj kuzni. Vočy jastrabinyja. Skurany fartuch cieraz plačo, u adnoj ruce mołat. A z im idzie jašče adzin zdaraviła (och, i zdarovy ž harodzienskija miaščanie, dyj paŭsiul pa Biełaj Rusi nie horšyja!), tolki što chudziejšy dy vałasy zanadta doŭhija. Hety - u bialutkaj, jak snieh, svitcy i ŭ danielha zalapanych hrazioju poršniach. Cieraz plačo - kazinyja miachi vializnaj dudy.
        Dudar hlanuŭ na scenu z konikam, pajšoŭ da voza i skubanuŭ adtul vialiki achapak siena. Manach sunuŭsia byŭ da jaho, ale tut pavolna padyšoŭ Viastun.
        - Čaho tabie, čaho? - spytaŭ niavinnym hołasam.
        Dudar užo kinuŭ siena koniku.
        - Ješ, Božaja chudoba, - i trapanuŭ jaho pa hryŭcy, što zvisła na vočy. Žyvioła prahna paciahnułasia da siena.
        - Siena škaduješ, kuražer? - spytaŭ Kiryk. - Ot tak tabie čerci ŭ piekle chałodnaj vady paškadujuć.
        - Sam u piekle budzieš, dysydent[18], - skazaŭ biernardyniec.
        - Za što? Za toje, što nie tak žahnajusia? Patrebna heta Panu Bohu, jak tvajo minułahodniaje dziarmo.
        - Bluznier! - kruciačy vačyma, jak baran pierad pratesami, prachrypieŭ mnich.
        - Skubi jašče achapak! - skamandavaŭ Kiryk.
        Vałynščyk marudziŭ, bo manach paciahnuŭsia da korda. I tady kaval uziaŭ jaho za ruku z kordam, chvilinu pavahaŭsia, adolvajučy niemałoje supraciŭlennie, i pavioŭ ruku z kordam da mnichava łba:
        - A voś ja ciabie navuču, jak schizmaty chrysciacca. Chacia raz dy sahrašy.
        Kab nie paranicca, biernardyniec rascisnuŭ kułak. Kord zmiejkaju blisnuŭ u pyle. Dudar padumaŭ, uzniaŭ jaho, z siłaju špurnuŭ u studniu. Tam hulknuła. Jon papraviŭ dudu i pajšoŭ da voza.
        - Voś tak, - Viastun z siłaju prypiačataŭ mnichaŭ kułak da jahonaha łba. - I voś tak, - mnich sahnuŭsia ad šturška ŭ žyvot. - A ciapier pravy plačuk... Kudy ty, kudy? Nie levy, a pravy. A voś ciapier - levy.
        I z siłaju adkinuŭ mnicha ad siabie.
        - Bluznierstva heta, Kiryk, - niaŭchvalna skazaŭ dudar. - Harezavannie.
        - Kiń, - plunuŭ kaval. - Uń Klaonik katalik. Što ja, prymušaŭ jaho pa-našamu žahnacca? Dy ja jaho kułakom abmachaŭ, a nie piacciu palcami. Kiń, dudar, sam chvihaju žahnaješsia.
        Konik udziačna chitaŭ hałavoju. I tut sioj-toj na płoščy, i Zianon, i navat sam kaval svisnuli. Z abskubienaha voza tyrčali žanočyja nohi, padciskalisia. Mnich z bliskavičnaj chutkasciu ssunuŭ na ich siena, pabieh pobač z końmi, padhaniajučy ich.
        Bramnik z hrukatam adčyniŭ pierad vozam bramu. Usmichnuŭsia z razumienniem spravy.
        Voz znik. Lasnuli pałaviny bramy.
        - Bačyŭ? - z rohatam spytaŭ Kiryk. - Voś tabie i skubanuli.
        - Vačam nie vieru, - palez u patylicu dudar.
        Siabry z rohatam rušyli vulicaj, starajučysia zaniać jak maha bolš miesca.
        "Treba budzie z kavalom pahavaryć", - padumaŭ Zianon.
        Chlebnik užo vyjšaŭ z nievialičkim chatulkom. Hledziačy ŭ spiny siabram, šapianuŭ:
        - Jeretyki. Ciapier viadoma, adkul takija listki padmiotnyja, vabnyja zjaŭlajucca, ad jakich takich braterstvaŭ.
        Zianon ubačyŭ kłunačak.
        - Ty što? Pabojsia Boha, chlebnik.
        - Uzdaražeła zbožža, - paziachnuŭ toj. - Nu i... potym... tabie ŭsio adno praz tydzień prychodzić, to astaču, stolki ž, tady voźmieš. Kab nie navalvaŭsia adrazu, kab dalej chapiła. Ja ciabie škaduju.
        - A zbožža tym časam jašče ŭzdaražaje?
        - Škaduj pasla hetaha ludziej, - skazaŭ rybnik.
        - Słuchaj, ty, - zasipieŭ chlebnik. - Mała ŭ mianie chleba. Zusim amal niama. I moh by ja tabie i praz tydzień ničoha nie dać, i ŭvohule nie dać. Cichon Vus tvoj siabar?
        - Nu, moj.
        - Nie viedaješ zakonu? Miž siabroŭ kruhavaja paruka. Vus mnie dvojčy pa stolki vinien. Idzi... I kali chočaš, kab uvieś horad ciabie pa jazykach trapaŭ, kab usie ŭ ciabie palcami torkali i kazali: "Voś, kipać[19], mužyk prahny, siabra, čuli, jak škaduje, jak vyručyć nie zhadziŭsia?..", kali chočaš prytčaj i naruhanniem ahulnym być - tady prychodź praz tydzień za druhoj pałovaj.
        Zianon stajaŭ bledny. Jon viedaŭ: jaho tolki što biessaromna padmanuli. I što ciapier davać dzieciam? Ale jon viedaŭ i toje, što ni praz tydzień i nikoli nie pryjdzie pa astatniaje zbožža. Zvyčaj josć zvyčaj. Nichto nie dapamoža, usie buduć pakazvać palcami na čałavieka, jaki nie zapłaciŭ doŭh za bližejšaha druha, nie dapamoh jamu.
        Akruciŭ, navałač-chlebnik.
        Zahrabajučy poršniami pył, Zianon rušyŭ ad kram. Što ž ciapier rabić? Što buduć jesci dzieci?
        Ruka jahonaja trymała kłunak, zusim nie adčuvajučy jaho, niby vatnymi palcami. Usio bolš razhinalisia jany - jon nie zaŭvažaŭ, hladzieŭ nieviduščymi vačyma pierad saboj.
        Chatulok vysliznuŭ u pył i, nie zaviazany, a prosta sabrany, raschinuŭsia. Žyta pasypałasia ŭ pył. Jon chacieŭ sahnucca i padabrać chacia toje, što lažała kupkaju, ale ŭ hety momant sa strech, z dachaŭ, sa zvanic kascioła biernardyncaŭ, adusiul, sa svistam razrazajučy pavietra, padajučy prosta hrudźmi, rynuli na jaho sociennyja čarody hałuboŭ.
        Ježy im apošnija miesiacy nie chapała. Ašalełyja ad hoładu, zabyŭšysia na ŭsialakaje samazachavannie, jany bilisia pierad Zianonam u pyle, dziaŭbli ziamlu i adzin adnaho, sucelnym komam varušylisia pierad im.
        - Viestuny Božaha miru, - razumiejučy, što ŭsio prapała, skazaŭ mužyk. Nie davać ža vyspiatka, nie taptać było sviatuju ptušku. Zianon machnuŭ rukoju.
        - Raziava, - zarahataŭ la kramy rybnik. - Ruki ŭ...
        Zianon nie pačuŭ. Jon doŭha išoŭ biazmetna, a potym padumaŭ, što ŭžo ŭsio adno, što treba, ad niama čaho rabić, chacia b znajsci Viestuna, pahavaryć trochi, adciahnuć niascierpnaje viartannie dachaty.
        I jon pajšoŭ u toj bok, dzie znikli dudar i Viastun. Nie dajšoŭ. Nasustrač jamu išli jašče znajomyja. Adzin, šyroki ŭ kasci, da siniaha čorny i dobra taki sivy, padstarkavaty haradžanin ciahnuŭ, niby zviazku ajeru, achapak adkutych miečnych pałosaŭ. Druhi, małady i vielmi padobny na padstarkavataha, taki samy suchi tvaram, hožy, pramanosy, z dobra vyrazanym usmiešlivym rotam, vałok instrumient. Heta byli miečnik Hiaŭ Turaj i jahony syn, Marka.
        - Zdaroŭ, Zianon, - skazaŭ Marka.
        - Dzień dobry, - skazaŭ Hiaŭ.
        - Zdaroŭ.
        - Čaho hety ty, niby kania niaŭdała ŭkraŭ? - spytaŭ Marka.
        Zianon nieachvotna raskazaŭ usio. Hiaŭ svisnuŭ i raptam skazaŭ synu:
        - Anu, pajšli z im. Kidaj spravu.
        - Čakaj, Klaonika voźmiem. Dyj ciažar tam pakiniem.
        - Nu, davaj.
        Jany pakročyli da nievialikaj majsterni ŭ susiednim Raźbiarnym kucie.
        - Vy, chłopcy, Cichonu Vusu tolki ničoha nie kažycie. Soram! Zadražniać. Skažuć: "Kipać".
        - Ty, dziadźka, maŭčy, - skazaŭ Marka.
        Pierad domikam raźbiara pyłu nie było. Usiu vułku tut zasciłaŭ toŭsty słoj stružak i hablušak, i starych, paciamniełych, i pachučych, novych. Pad naviesam, što apajasvaŭ budynačak, stajali zahadzia zroblenyja padmajstrami bałvanki, niedaroblenyja bahi. I vialikija, i siarednija, i zusim małyja. Nad nizkimi dzviaryma - składzień z dvuma adkinutymi, jak akanicy, pałavinami (kab prykryć u doždž ci zaviruchu). U składni, na niemałuju spakusu ŭsim - Maci Božaja, jak dzvie kropli vady padobnaja na słavutuju zielaniŭščycu z Rybnaha rynku Faŭstynu, navat nie kataličku. Faŭstyna, skłaŭšy ručki i schiliŭšy ŭsmiešlivuju, čarciačuju hałoŭku, z cikaŭnasciu, by z jara na hołych kupalščykaŭ, hladzieła na ludziej.
        - Klaonik, druža! - huknuŭ Marka.
        Adčyniłasia sludzianoje akienca. Vyhlanuła, jak na majstra, to i zusim saplivaja (hod pad tryccać), hałava. Smiajecca. A čaho nie smiajacca, jak dahetul chałasty, jak usie ciabie lubiać, navat pryhažunia nieparaŭnalnaja, Faŭstyna.
        Klaonik, vitajučy, uzniaŭ ruku z razcom. Vałasy, jak załacistaja chmara. Ciomna-błakitnyja vočy i vielikavaty rot smiajucca. I Marka zasmiajaŭsia jamu ŭ adkaz. Siabry! Usmieški adnolkavyja. Vielmi pryjemnyja, trochi lisinyja, ale biaspiečnyja.
        - Vychodź, Klaonik, spravy.
        - Čakaj, voś tolki zadnicu sviatoj Inesie darablu, - skazaŭ raźbiar.
        - Jak zadnicu? - spytaŭ Hiaŭ.
        Zamiest adkazu Klaonik pakazaŭ u akno draŭlanuju, u pałovu sažnia, statuetku žančyny, jakaja ŭklenčyła pierad kimści. U žančyny byli doŭhija, da ziamli, vałasy. Nieviadoma, jak heta ŭdałosia raźbiaru, ale kaštanavaje dreva hetych vałasoŭ było lohkaje navat na vyhlad i, zdavałasia, prazrystaje. A pakolki žančyna trochi schiliłasia, pryciskajučy hetyja chvali da hrudziej, vałasy ŭpali napierad, pryahaliŭšy častku spiny. Dziŭnaj pryhažosci była hetaja spina, schoplenaja mastakom ŭ lohkim, amal nieprykmietnym, ale poŭnym hracyi vyhinie.
        I ničoha tut nie było kiepskaha, ale raźbiar niby saromieŭsia trochi i havaryŭ hrubavata.
        - A tak. Jana ž vałasami haliznu prykryła ŭ pahanskaj turmie. Dziva zdaryłasia.
        - Dyk, peŭna, i... spinu? - skazaŭ pryhałomšana Hiaŭ.
        - A mnie što? Usio adno jana ŭ nišy stajać budzie. Chto zaŭvažyć? A mnie praktykavacca treba. Usie sviatyja ŭ ryzach, by jazyk u zvonie, a tut redki vypadak.
        Niekalkimi amal niabačnymi, piaščotnymi ruchami jon padpraviŭ statuju, kinuŭ joj na hałavu fartuch - prykryjsia! - i vyjšaŭ da hasciej, padpioršy tresačkaju dzviery.
        Viestuna, Dudara i Zianonavaha siabra Cichona Vusa znajšli la Cichonavaj majsterni ŭ załatym radzie.
        Cichon, i sapraŭdy taki vusaty, što kaštanavyja chvali vusoŭ visieli da siaredziny hrudziej, vysłuchaŭšy, skryviŭsia.
        - Durań ty, druža, - skazaŭ jon Zianonu. - Ja za toj chleb jamu adrabiŭ. Piarscionak załaty z chryzaprazam zrabiŭ jahonaj... hm... jašče ŭ minułym listapadzie. Jana ŭ listapadzie naradziłasia, to chryzapraz joj - ščaslivy kamień. Niaŭžo takaja praca pałovy biazmiena zbožža nie vartaja? Ja dumaŭ - my različylisia. I potym, kali hałuby vinavatyja - jon pavinien tabie addać. Plac, na jakim jahonaja krama staić, naležyć Cykmunu Žabie. I jon za jaho ani šeleha Žabie nie płocić, a za heta abaviazany hałuboŭ z Biernardynskaj i Janavaj hałubiatniaŭ hadavać. To jon, vidać, ad niasytasci nie haduje. Vočy ŭ jaho šyrejšyja za puza i prahnyja, jak jastrabava vałlo. Sviatych ptušak da razboju pryvučyŭ. Što ž rabić?
        Kiryk schavaŭ u kišeń kosci, jakimi ad niama čaho rabić mužyki hulali ŭtroch, i ŭstaŭ.
        - Anu, chadziem.
        - Kudy jašče? - spytaŭ Zianon. - Viečna ty, Marka, razzvoniš.
        - Chadziem, chadziem, - padtrymali kavala siabry.
        Cichon taksama ŭstaŭ. U jaho byli dziŭnyja ruki, brudna-załatyja až vyšej kisciaŭ - tak za dziesiać hod ujeŭsia ŭ ich biazvažki załacisty pyłok, adzinaje bahaccie majstra. Žyłavatyja vializnyja ruki.
        I hetyja załatyja ruki raptam scisnulisia ŭ kułaki.
        ...U sudnaj zale čytali prysud. Čytaŭ łarnik[20] suda, navat pa vyhladu durny, jak levy bot. Vyračvaŭ vočy, rabiŭ žesty pahrozy, žesty miratvornia, žesty ŭračystyja. A słovaŭ zrazumieć było amal nielha - byccam haračuju kašu varočaŭ u rocie čałaviek.
        - Jasniej tam, - usmichnuŭsia Łotr.
        - "...z hetaha sychodziačy, - łarnik adkašlaŭsia, jak Piarun, - vysoki naš sud zahadvaje sataninskamu hetamu adroddziu..." Słuchaj!
        Ad piarunapadobnaha hołasu myšy ŭ kletcy stali na zadnija łapki. Łarnik pavučalna i ŭžo ad siabie skazaŭ im:
        - Skazana bo, zdajecca, u "Knizie Vyjscia": "Šma, Izrail!" Heta, značycca, "słuchaj, Izrail", vo jak.
        - U vas što, usie tut takija abdaravanyja? - spytaŭ Łotr.
        - Mnoha, - skazaŭ daminikaniec.
        Łarnik čytaŭ sa skrutka dalej:
        - "Zahadvaje vysoki naš sud asudzić tych na banicyju[21], vyhnać tych myšej za miežy słaŭnaha kniastva i za miežy słaŭnaha karaleŭstva, da jeretykoŭ, - niachaj viedajuć. A pakolki jano vysokaje, naša pravasuddzie, - vydać im achoŭnuju hramatu ad katoŭ i varon". Voś jana.
        Karniła ŭziaŭ u łarnika skrutak, pajšoŭ u kut, pačaŭ zapichvać jaho ŭ myšynuju naru. I raptam skrutak, niby sam saboju, pajechaŭ u padmoscie, a jašče cieraz chvilinu adtul dalacieŭ radasny, sataninski visk.
        - To ž bo, - skazaŭ sotnik. - Z mocnym nie sudzisia.
        Vołat Parchvier prysłuchaŭsia:
        - Jany, pa-mojmu, jaho jaduć. U mianie słych tonki.
        - Ichniaja sprava, - burknuŭ Sotnik.
        U padmosci pačałasia radasnaja vałtuznia.
        - Bačycie? - skazaŭ zmročny Kamar. - I jany pryjšli. I hetym cikava.
        Kardynał ustaŭ.
        - Dumaju, nie pavinny my zabyvać ab litasci, ab čałaviečnasci, a ŭ hetym vypadku - ab animalizmie. Treba dać dva tydni spakoju matkam z małymi myšatami... Nielha ž heta, kab u dvaccać čatyry hadziny.
        - Rozum dobra, a durasć - heta drenna, - jak zaŭsiody, ni z puščy ni z pola skazaŭ Žaba.
        - I miesiac terminu dla ciažarnych myšej, - skazaŭ Basiacki.
        Łarnik słuchaŭ, što jamu kažuć i šepčuć, kremzaŭ niešta piarom. Potym ustaŭ i ahałasiŭ:
        - U advarotnym ža vypadku - anafiema!
        Siabry stajali la chlebnikavych dzviarej. Chlebnik šnyparyŭ vačyma pa susiedziach-kramnikach, ale tyja, vidavočna, nie chacieli zviazvacca sa zdaraviennymi, jak bujvały, ramiesnikami.
        - To što, - spytaŭ Vus, - piarscionka majho nie ličyš?
        - Čamu? - schavaŭ vočy chlebnik. - Nu, pamyliŭsia. Nu, pamyłka. Nasyplu jamu jašče vuzlik.
        - I toj nasyp, - zmročna skazaŭ "hrak" Turaj.
        - Heta čamu? - uzviŭsia chlebnik.
        - A tamu, - skazaŭ, smiejučysia, Marka. - Čyja sprava hałuboŭ hadavać? Cisniešsia, skupiraka? Z-pad siabie zjeŭ by?!
        - Ty ŭžo zmoŭč, ščaniuk, - zasyčeŭ byŭ na jaho chlebnik.
        - A ja voś tabie dam "vuzlik", - zastupiŭsia za siabra Klaonik.
        - Ty čaho lezieš?! Ty?! Katalik! Brat pa viery!
        - Brat ja tabie na našych mohiłkach budu: ty la kaplicy, ja - z krajočku, darma što ja bahoŭ rabiŭ, a ty ich rabavaŭ.
        - Bluznier! - kipieŭ chlebnik.
        - Zmoŭč, kažu, - usmichaŭsia Klaonik. - A to ja z ciabie lišniaje dreva zdymu abo zusim zrablu z ciabie Jana Niepamuckaha[22].
        - A voś tabie i torba dziela hetaha. - Kiryk kinuŭ da noh chlebnika miech.
        - Heta jašče našto? - pačyrvanieŭ toj.
        - Jon daŭ tabie dziesiatuju častku talera. Heta bolš pałovy voś hetaha miecha.
        Zianonu było choć praz ziamlu pravalisia. Sam nie zdoleŭ, łabiduda, to voś siabry za jaho raspinajucca.
        - Nie, - ledź vydušyŭ chlebnik.
        - Značycca, nie dasi žyta?
        - Radžu, ci što?
        - Ta-ak, - padazrona spakojna skazaŭ Kiryk. - Duchi sviatyja ŭsio padziaŭbli, myšy padsudnyja.
        I jon raptoŭna ŭziaŭ chlebnika za hrudzi.
        - Pjaniuha, mačymorda, rabaŭnik, ty ŭ mianie zaraz Niomanavu vadu budzieš pić da strašnaha suda.
        - Dziadźka... Dziadula... Tatula... Švahier.
        - Idzi, - kinuŭ jaho ŭ dzviery Viastun.
        Chlebnik pabieh u skład.
        - Dzi-ur-li-bie-bie-bie-bia-bia-bia, - niepierajmalna, da samych nizkich hukaŭ spuskajučysia, prablajała jamu naŭzdahon duda. Niby vializny durny baran addavaŭ Panu Bohu saduchi.
        ...Trochi pazniej siabry spuscilisia nižej Kałožskaj carkvy, da Niomana. Šyroki, imkliva-pryhožy, prazrysty, jon lacieŭ, jak strała. Pramienni sonca hulali na płyni, na kupałach Kałožy, na svincovych, pazałočanych ramach u jaje voknach, na aliŭkava-zialonych, karyčnievych, viasiołkavych kryžach z majaliki, na dachach i kryžach Barysahlebskaha manastyra. Na niedalokaj draŭlanaj zvanicy "Alenie", pabudavanaj koštam žonki byłoha vialikaha kniazia, bliščali achviaravanyja joju zvany. Šmat. Dziesiatki dva.
        Niekalki maładych mnichaŭ-žyvapiscaŭ z manastyrskaj škoły siadzieli na soniejku, korpalisia z farbami ŭ draŭlanych łyžačkach, u pałovach jaječnych škarłupak, u kubačkach, pamieram z naparstak. Malavali niešta na doškach, ciukali čakančykami pa zołacie i srebry.
        - Taksama radyja ciepłyni, - skazaŭ raspieščana dudar. - Božamu soniejku.
        - A jany što, nie ludzi? - usmichnuŭsia Klaonik.
        - Dyk vy ž adny adnych nie ličycie za ludziej, - burknuŭ Turaj.
        Kaval pakasiŭsia na jaho.
        - Jany - ludzi, - skazaŭ raźbiar. - I strašenna zdolnyja ludzi. U mianie z imi bolš braterstva, čym chacia b z tym... kapłanam Basiackim. Niepamysna mnie, kali hladžu ja ŭ jahonyja vočy. Jon niešta takoje patajemnaje, strašnaje.
        - Kiń, - skazaŭ Marka. - Što jon, ad viery moža nas adviesci? My vas nie čapajem, a vy nas nie čapajecie.
        - My nie čapajem. Jany mohuć začapić.
        - Jany? - usmichnuŭsia Marka. - Słabyja? Kolki ich na Harodniu?
        - A "Hannu" jany, słabyja, užo adabrali ŭ vas. I pisar Bohuš, sa zhody karala, na ichniuju karysć byłym Spasaikonapreabraženniem pastupiŭsia.
        - To jon ža tabie lepiej...
        - Mnie jon nie lepiej. Mnie budzie kiepska, kali sviatuju našu raŭnavahu jany parušać. Kali ty za rebry pavisnieš, a ja, katalik, za kampaniju z taboj. Jak siabar. Čuŭ, viaščalniki sionnia što kryčali? Myšej sudziać. Nibyta proba. A dokaznaja inkvizicyja hulać pajšła. Małady Biekieš byŭ u Italii, u Rymie. Žach tam robicca.
        - I našyja nie lepiej, - skazaŭ Turaj.
        - Pravilna. Ale "našyja" daloka, - skazaŭ Viastun. - A hetyja bližej i bližej. To što tam kazaŭ Biekieš?
        - A toje. Strašnyja iduć časy. Carkvu maju niby achapiŭ zły duch. Manachi i papy hulaščyja i prahnyja. Tysiačami palać ludziej. Ciomnaje idzie, chłopcy.
        - He-e, - skazaŭ Zianon. - Daremna ŭ nabat bješ. Tut u nas svoj zakon. Nikoha asabliva za vieru nie čapajuć. Nu, pastupiŭsia Bohuš "Spasam". A čamu zabyvaješ, što jon pravasłaŭny, što jon hetamu voś manastyru Čyščaŭlany padaryŭ, što navat vialikaja kniahinia jamu, manastyru, zvanicu pabudavała i sad pažałavała. Što susiedniaje z nami Paniamunnie jamu karol padaryŭ.
        - Były karol, - skazaŭ Viastun. - Byłaja karaleva. Ciapier u nas karaleva rymlanka. Z tych miescaŭ, dzie ludcaŭ tysiačami palać.
        - Tak, - skazaŭ Klaonik. - Dačka miedzijałanskaha[23] kniazia.
        - Dyj Bohuš užo nie toj, - kazaŭ dalej kaval. - Chistajecca panstva, chłopcy. Vojt u nas chto? Inšyja pany? Praŭdu kaža Klaonik. Jak by nam sapraŭdy na kole nie vieraščać. Asabliva kali jany, jak z myšami, spiajucca... našyja dy ichnija. A my ž taksama dla ich... myšy... Strašnyja iduć časy.
        Jany adyšli dalej, kab nie pieraškadžać mastakam, i razvalilisia na traŭcy. Zianon, siadajučy na svoj miech sa zbožžam, dumaŭ.
        - Durni jany, ci što? - urešcie spytaŭ jon. - Myšej sudziać?
        - Nie jany durni, - skazaŭ Dudar. - Heta my durnyja, jak daroha. Chiba maleńkija mohuć stolki zjesci? A Kamar ich sudzić.
        - A Kamar chiba vialiki? - spytaŭ Klaonik.
        - A z dobruju taki svinniu budzie, - skazaŭ Viastun.
        Maŭčali. Łaskavaje - la raki - sonca hładziła tvary.
        - Chto ŭsio ž hety Basiacki? - spytaŭ zmročna Hiaŭ. - Niejki jon nie taki, jak usie daminikanie. Alejny niejki, chalera na jaho. Pa načach da jaho ludzi chodziać. Sam jon, zdajecca, usio i pra ŭsich viedaje.
        Klaonik raptam kreknuŭ:
        - Dobra, chłopcy. Usie tut svaje - možna trochi i adkryć. Čuli, z usich ambonaŭ kryčać, što jeraś hałavu ŭzniała? Tut tabie jeraś husickaja, tut tabie - lutarskaja... Nakont husitaŭ ničoha nie skažu, chacia "čašniki"[24] i dziarmo. Zabitych nie sudziać. A astatnija takija samyja svinni, tolki što carkva bolš tannaja... Rym z imi, viadoma, bjecca nie na žyccio, a na smierć. I miačom... i... atrutaj. Kryžaki. I voś, Biekieš kazaŭ, chodziać paŭsiul strašnyja čutki. Niby josć pad ziamloj, u vialikaj schovie... bolš mahutnaje za papu...
        - Nu, što zamoŭk? - spytaŭ Vus.
        - Braterstva patajemnaje, - skončyŭ raźbiar. - Tyja samyja kryžaki, što... atrutaj vajujuć. Nibyta nichto dobra ničoha nie viedaje, ale josć.
        - A ja b takich mołatam voś hetym, - skazaŭ Viastun. - Kab hałava ŭ žyvot juknuła i praz pup hladzieła.
        - I voś, kali praŭdu kažuć, mohuć jany zabracca nie tolki siudy, a i ŭ piekła. A kali siudy zabralisia - nieadmienna Basiacki z ich. Ty zirni ŭ vočy. Płoskija. Zialonyja... Zmiej. Tak i čakaješ, što adkryje rot, a adtul zamiest jazyka - travinka-džała.
        - Moža być, - skazaŭ Marka. - Usio moža być.
        - Dy našto im siudy? - spytaŭ Turaj. - Tut u nas cicha.
        Vus razvioŭ załatymi rukami.
        - Maŭčy ŭžo... cicha, - skazaŭ jon.
        - Niama ŭ nas cišyni, chłopcy, - skazaŭ Klaonik. - Biazvierje ŭ nas zjaviłasia. Heta bolš strašna dla ich, čym ciurynhijskija buntaŭščyki. Tyja, chacia ŭ Boha vierać.
        - A ty vieryš? - zjedliva spytaŭ Turaj.
        - Maja sprava. Jak tvaja viera - tvaja, a jahonaja - jaho... Nu, mahu skazać: vieru ŭ Boha-ducha, ahulnaha dla ŭsich. Tvary roznyja, a Jon adzin. I niama čaho za roznyja ličyny Božyja spračacca i rezać adzin adnaho.
        - Ty ž katalik? - spytaŭ Turaj.
        - Dla mianie samaja zručnaja viera. Ja raźbiar. Nichto inšy raźblonych bahoŭ nie pryznaje. I tamu ja katalik... pakul režuć žyvych ludziej z dreva... i da taho času, kali stanuć... jak dreva... rezać žyvych ludziej.
        Jamu było ciažka i strašna vykazvać hetyja svaje novyja dumki. Turaj kinuŭsia na kaleni.
        - Jeretyk ty, a nie katalik!
        - Anu, siadaj. - Kaval pakłaŭ ruku na hałavu miečniku i z siłaju pasadziŭ. - Taksama jašče... ajciec carkvy. I ja liču: adzin Boh va ŭsich. Jak ty... dla mianie - Turaj, dziadźka Turaj... dla Marki ty - baćka... a dla žonki tvajoj i siabroŭ - Hiaŭ. Zmoŭč. Saboraŭ nam tut nie razvodź. Daj słuchać.
        - Dy čaho jon?!
        - Zmoŭč, kažu, - skazaŭ kaval. - Cikava. Sudzić čałaviek toje, čaho dahetul nichto nie asmielvaŭsia sudzić. Kažy dalej, što tam nakont biazviernych?
        - Dy što, - skazaŭ raźbiar. - Zjavilisia pisanyja knižački. Šmat. "Kniastva Biełaj Rusi i Litvy, sudžanaje praŭdaj viečnaj"[25].
        - Tam što? - prahna hladzieŭ u jahonyja vočy Viastun.
        - Niama bahoŭ, - skazaŭ Klaonik, - i nie treba tamlennia i marennia ducha pa ich. Niama i nie treba anijakaj ułady Adamava syna nad hetkim ža synam Adamavym. Niama i nie treba lepšych i horšych u dziaržavie, carkvie i kasciole, i ŭ bahacci.
        - Jak heta niama? - spytaŭ Vus.
        - Nie pavinna być... Nie pavinna być roznicy ŭ zakonie, roznicy miž karalom i narodam, miž tym, chto caruje, i tym, chto are, miž plebiejem i šlachcicam, a pavinna być usio dla ŭsich, ahulnaje i roŭna, i vola pavinna być i na ziamli i na niebie, a vieruj, jak chto choča.
        Lahło maŭčannie. Potym Turaj uzdychnuŭ.
        - Praŭda. Tolki nakont Boha - iłža.
        - Nu, heta tabie sam Boh, kali pamreš, skaža, - usmichnuŭsia kaval. - Skazana: vieruj, jak chočaš. Sapraŭdy, "sudžanaje viečnaj praŭdaj".
        - Praŭda... - skazaŭ Klaonik. - I voś tamu i strašna mnie. Niešta takoje (tolki z vieraj Božaj) Hus kazaŭ i Prakop - jak na ich kinulisia?! Kryvioj zalili. A ciapier praŭda znoŭ uspłyła. U nas. Ciopłaja. A na ciopłaje vužaki i zmiei paŭzuć. To niaŭžo, dumajecie, na nas jany nie kinucca?! I z miačom mnohija adkryta kinucca, i tyja, padziemnyja, z atrutaj. Tamu ja i kažu: ciomnaje idzie, kroŭ idzie, mieč idzie, atruta idzie.
        - Kiń, - skazaŭ lehkavažny Marka. - Nie papuscić Boh.
        - Jaki? Tvoj? Moj? Ichni?
        - Adziny josć Boh. Praŭdu kažaš, - skazaŭ Viastun.
        - Jaki?
        - Naš. Mužycki.
        - Duža jon vam z chlebam dapamoh, - skazaŭ Zianon. - A josć ža chleb. Uva ŭsich hetych josć. A Bohu nibyta i niama da nas ničoha. Jak vy mnie pamahli, to pamoh tady i jon.
        - A my i jamu... pamožam, - zasmiajaŭsia Kiryk.
        - Čym? - złosna skazaŭ Dudar. - Čym ty ich trachnieš? Adnym hetym svaim mołatam? Sapraŭdy, razbałbatalisia ab tym, što kali jašče budzie. Lepiej padumajcie, jak vy zimu pražyviacie.
        - Voś hoład i zakryčyć, - skazaŭ Viastun.
        - He! Chaj sabie kryčyć, - skazaŭ Turaj. - Hałavy ŭ jaho niama. Ikony ŭ jaho niama. A našy ludcy zvyknuli skopam tolki za cudatvornaj.
        - Panie Boža, - uzdychnuŭ Zianon. - Nu chacia b drennieńki jaki, aby naš, mužycki Chrystos zjaviŭsia.
        - Čakaj, - skazaŭ Klaonik. - Jašče stolki čakaj.
        - To, moža, biez jaho? - iranična spytaŭ Viastun.
        Ludzi siadzieli moŭčki. Hrubavatyja tvary trochi marščynilisia ad nie vielmi zvykłych dumak. Nikomu nie chaciełasia pieršamu kinuć słova.
        Skazaŭ jaho Zianon. Jamu dahetul było niazručna. Siabry abaranili jaho, i horš za ŭsio było toje, što jany mohuć paličyć jaho bajazliŭcam. I tamu, chacia miecha, na jakim jon siadzieŭ, mahło chapić nadoŭha, niachaj sabie i na zacirku, Zianon kreknuŭ:
        - Čamu ž, biez jaho dyk biez jaho.
        Viastun sa zdziŭlenniem hladzieŭ u šeryja, hłyboka pasadžanyja Zianonavy vočy. Nie čakaŭ jon ad jaho hetaha sprytu. Bač ty, ranicaj za siabie zastupicca nie moh, a tut... Nu, nie treba ž i jamu, Kiryku, być horšym za takoha cichoniu.
        Jon ustaŭ i, krutanuŭšy, kinuŭ svoj mołat uhoru pa schile. Mołat apisaŭ vializnuju duhu i ŭpaŭ u travu i nizki ciarnoŭnik. I raptam adtul sa zvonam padskočyła ŭ pavietra i rassypałasia na pyrski šklanaja sulaja. A za joju, uspudžanyja, uskinulisia manach i žančyna.
        Kinulisia ŭciakać.
        Niekatory čas siabry ašałomlena maŭčali. Potym pakaciŭsia rohat.
        - Bač, jak ich, - skazaŭ Viastun. - Anu, chadziem. Ty, Turaj, z synam, na Rybny rynak, a ja z Zianonam na Stary. Cichon - na levy bierah. A ty, Klaonik, hani na słobady... Pasprabujem, licha na jaho, uzniać kancy dy trachnuć hetych, što duža chlebnyja, dy zaadno i zamkavyja składy.
        Jany razvitalisia la mosta. Kiryk i Zianon rušyli ŭhoru, znoŭ na rynak, ale pryjšli tudy ŭ niespakojny čas. Varta jakraz zaspieła abaich prarokaŭ za niedazvolenymi kazaniami.
        I voś jurod kidaŭ u voinaŭ pryharščami karovinaha hnoju, a zvierapadobny Iłluk biŭ pa rukach, što adusiul ciahnulisia da jaho, i zvierahłasna kryčaŭ:
        - Nie čapaj! Ja Ilija! Nie čapaj, kažu! Z mianie ŭžo hałavy nie zdymuć! Za mnoj Chrystos idzie!
        Rasstryha strašna kruciŭ vačyma.
        - Na biezzakonni! Jazyk moj - zvonam u rocie!
        - A voś my tabie zuby vybjem, - skazaŭ jamu Parchvier. - Tady jazyku tvajmu ŭ rocie kudy valniej boŭtacca budzie.
        Natoŭp zakryčaŭ:
        - Nie ruš! Nie ruš, kažu, praroka! - nalivajučysia kryvioju, rykaŭ znajomy harščečnik Chłarent.
        I tady Viastun z chodu ŭvarvaŭsia ŭ "hulniu".
        - A voś my vašyja svirny pamacajem!
        - A čaho?! - uzvyŭ natoŭp. - Čaho, sapraŭdy?! Davvaj!
        Varta, razumiejučy, što spravy dreń, aščaciniłasia była dzidami. I tady Chłarent paplavaŭ u dałoni i, paddaŭšy plačom, pierakuliŭ na ichnija hałovy voz svaich ža harškoŭ. Da tych, što zastalisia cełyja, paciahnulisia adrazu sotni ruk, pačali kidać va ŭzbrojenych.
        - Bi ich, - kryčaŭ Chłarent. - Usio adno varyć niama čaho.
        Harški zvonka razbivalisia ab šałomy. Varta pavolna adstupała ad zamka.
        - Ludzi! U doŭbni! - kryčali adusiul. - My ich zaraz!
        Hihatali i ŭstavali dybam koni. A nad usim polem paboišča jurod uzdziavaŭ uhoru składzienyja "znakam" palcy i kryčaŭ:
        - Idzie! Užo idzie Chrystos!
        
        
        _______________
        1: Sviepiet - borć, abo pčaliny bortny roj.
        2: Jeziekiil - biblejski prarok.
        3: "Trochkupalnaja Hanna" i "Kałoža" - cerkvy ŭ Harodni.
        4: Nief (abo karabiel) - vyciahnutaja ŭ daŭžyniu, pramakutnaja častka budynka.
        5: 1405 h.
        6: Niarviura - vypukłaje rabro zvoda, jahony karkas.
        7: Abvinavaŭca.
        8: Novy jezuicki kascioł sapraŭdy byŭ skončany tolki kala siaredziny ChVII st.
        9: Pakarannia smierciu.
        10: "Mołat viedźmaŭ" - izuvierskaja siarednieviakovaja kniha ab viedaŭstvie i srodkach, jakimi možna vyrvać u viedźmaŭ pryznannie.
        11: Biessensoŭny nabor łacinskich słoŭ: "Hołas naroda - hołas... arbitra elehantnasci" (pryhožaje).
        12: Uschodniaje duchmianaje rečyva.
        13: Vapiennikaŭ.
        14: Hruntvahi.
        15: Sukonnaja.
        16: Klaviec - vostrakaniečny małatok dla nasiakannia žornaŭ.
        17: Pazyka.
        18: Chryscijanin, nie katalik.
        19: Kipać - zniavažlivaje, daŭniejšaje prozvišča mužykoŭ: kułak, skupaja ciomnaja dzieravienščyna.
        20: Archivaryus, nataryus, časam - sakratar.
        21: Vyhnannie.
        22: Adrežu hałavu.
        23: Miłanskaha. Bona Sforca.
        24: Pravaje, zdradnickaje kryło husitaŭ.
        25: Trochi pazniej taja samaja padmiotnaja jeretyčnaja kniha z niekatorymi vypraŭlenniami była ŭ Harodni nadrukavanaja.


Крыніца: http://knihi.com/Uladzimir_Karatkievic/Chrystos_pryziamliusia_u_Harodni.html
Padabajecca     Nie padabajecca
2009–2019. Biełaruś, Miensk.