RODNYJA VOBRAZY Vobrazy miłyja rodnaha kraju,               
Smutak i radaść maja!..
      
 
Jakub Kołas
    Hałoŭnaja      Słoŭniki           Spasyłki      Ab sajcie       Кірыліца      Łacinka    
Łarysa Hienijuš
Daviedka
Kantekstny tłumačalny słoŭnik
Na čabary nastojena
 
Łiryka
1
Žaŭruk
O kłič viasny niepieramožny!
Runieje pole,
                          vodaŭ bieh.
Pył na nahach maich darožny,
na skroniach biełym-bieły śnieh.
 
U połi žaŭranak vitaje viasnu,
uźniaŭsia, kab piajać.
I ja – žaŭruk.
I ja takaja.
I mnie biaź piesień nie stryvać.
 
Źvinieć dušoj,
                                  piajać i vieryć
u ćviet łuhoŭ, u hon raki.
Lubić ziamlu svaju biaźmierna,
jak tolki ŭmiejuć žaŭruki.
 
 
 
 
Dremle viečar u cichaj dubrovie
Dremle viečar u cichaj dubrovie,
letniaj stomaju nyje ziamla.
Zaśpiavaj mnie na matčynaj movie
niezabyŭnuju pieśniu ź siała.
 
Pra siarpočak, dziavočyja ruki,
vasilkovy na skroniach vianok.
Chaj nad požniaj kałyšucca huki,
nadryvajecca recha zdalok.
 
Miesiac vypłyŭ na chmarku siarpočkam.
Mała stomy ŭ rukach maładych.
Mleje noč ad tych pieśniaŭ dziavočych.
Boh Jaryła la nivaŭ prycich.
 
 
 
 
Dyvan
Pad staraść dzion,
kałi tak łomić zmora
ŭsiaho žyćcia,
                              što zastałosia ŭ snoch,
pryhadvaju dzivosnyja uzory
u rombiki
                    na matčynych krasnoch.
 
Uzor piaje na łonie pražy biełaj,
šnurok z kvadrataŭ roŭnieńka biažyć.
Jak vyłičyć, jak asnavać sumieła
dyvan svoj,
                          kab až tak zavaražyć?
 
Tak dałikatna, anidzie pamyłki,
na biel asnovy koleram lahło,
tak ad kałyski da samoj mahiłki
žyćcio ludskoje vytkana było:
 
kvadraty dzion,
zapoŭnienyja pracaj,
miž imi – sonca załaty praśviet.
Tak roŭnieńka,
tak nielha pamylacca,
kab spraŭnym byŭ dyvan žyćcia
jak śled.
 
 
 
 
Biełaruś
Biełaruś maja śpieŭnaja,
                                                    letniaja,
                                                                  žniŭnaja.
Pałaviejuć zahony hustoj jarynoj.
Napaju svaje vočy błakitam i nivami
i lasoŭ tvaich ćmianych surovaj krasoj.
 
Na darohach žyćcia śloz napjusia papoŭnicy.
Kožny krok mnie da bolu byvaje ciažkim.
Tolki łaskaj tvajoju duša maja poŭnicca.
Imia tvajo śvietłaje ŭ sercy maim.
 
Addalok, by dyvan, zielanieje bulbianišča,
paabapał darohi adćviŭ čabarok.
O ziamla maich pradziedaŭ, naša prystanišča!
Znoŭ na hrudzi mnie ŭpała ślaza nieznarok.
 
Pahladaju navokał –
                                              dačka tvaja viernaja –
i lublu da adčaju, moj skarbie, ciabie.
Šlach daŭhi, adzinoki, usypany cierniami.
Tolki ja nie prystała jašče ŭ baraćbie.
 
 
 
 
Maja krynica
Žyta moram naŭkoł,
sini lon i pšanica.
Krony dzičak na miežach.
Jačmień i aŭsy.
 
To dziacinstva majho załataja
krynica
vabić žorałam viečna žyvoje
krasy.
 
Ź vietram drevy šumiać,
niešta sercu havorać.
Prad vačyma raskviečany travaŭ dyvan.
A račułka hajučaja
chval pieraboram
cicha hojdaje vierbaŭ pachileny stan.
 
Dzie daroha naŭprost,
polem ściežka vijecca,
sonca ščodrymi promniami sieje kruhom.
Błasłavionym ciapłom zavarožvaje serca,
kłiča śvietłymi voknami dziedaŭski dom.
 
Niechta bydła z dubovaha poić karyta,
la draŭlanaje studni rypić žuraviel.
A ŭ vadzie adbivajecca nieba błakitam
i pałoščuć abłoki pušanuju biel.
 
Jak tut zielena, choraša,
cicha, adviečna.
Panadvorak travoj, kaniušynaj prapach.
Adbivajecca zasmuž niabiosnaj siniečy
u zadumanych źlohku dziavočych vačach.
 
 
 
 
Čyścinia
Tut bieły dzień i bieły ćviet
pałotnaŭ u kamorach.
U biełaj śvitcy bieły dzied,
a ŭnuk bialavy poruč.
 
Biarozaŭ biełym-bieły stan,
la ich krasunia ŭ biełi,
źvisaje biełaja kasa,
jak bieły lon z kudziełi.
 
I bieły syr i bieły stoł
pavažnyja, až luba.
Usia siamiejka navakoł
siadzić la biełaj bulby.
 
Nad imi maci sa zbankom
i dočki, jak hałubki.
Strumieniem biełym małako
pavołi ljecca ŭ kubki.
 
Abraz pad biełym ručnikom,
bialavyja dziaŭčaty
i bieły bez, što pad aknom,
jak śnieh, busły nad chataj.
 
I višni bieła zaćviłi,
i ź biełaj hryvaj koni.
Čarniełi tolki mazałi
rubcami na dałoniach.
 
 
 
 
Unuku
Tvoj viek prajedzie na mašynach.
Moj piechatoj prajšoŭ.
La vasilkoŭ, da bołi sinich,
la śpiełych kałasoŭ.
 
Ziaziula mnie hady łičyła.
Za ruki viecier vioŭ.
I niechta z sumnymi vačyma
niepadalok išoŭ.
 
Krasie mianie vučyła pole.
A bieły śviet – kachać.
Ludskija radaści i bołi
ŭ žyćci nie abminać.
 
Hniazdu radzimamu i movie
zaŭsiody viernaj być
i chleb nadzionny napałovu
ŭ biadzie ź ludźmi działić.
 
 
 
 
Knižka
Hamana i razhuł na dziadzincy
ad dziciačych niastrymanych słoŭ.
Jedzie tata. Čakajem haścincaŭ,
sustrakajem z darohi damoŭ.
 
Chłopcam – nožyk, cukierki ŭ dałoniach,
abaranki, istužki da kos.
– Ja tabie, razumnaja donia,
z kramy niekalki knižak pryvioz.
 
Šapacić ź vietram łiścienka zvonku,
roj viasioły dziciačy hudzie.
Šalaściać u kutočku staronki –
jak cikava čytać pra ludziej!
 
Z abrazočka chłapiec pahladaje,
jon u les za bratami pajšoŭ.
Chłopcy drovy siakuć, jon błukaje,
łović recha jałinaŭ, duboŭ.
 
To biažyć za vaviorkaju ryžaj,
vyhladaje rusałak z azior,
łović huki, luboŭna ich niža
u cudoŭny niaviedany ŭzor.
 
Miakka hniecca trava pad nahami,
kožny ź niečym da chaty biažyć,
tolki chłopiec z pustymi rukami,
ale ž vieršy jakija złažyŭ!
 
Ja žyła b, jak rusałka, nia jeŭšy
siarod cišy ajeru i traŭ.
Miły chłopčyk, kamu tyja vieršy
ty na dośvitku z sercam addaŭ?
 
Knižka pobač. Ja splu, nie pračnusia.
Vodzić son pa dalokich kutkoch.
Naziraju. Niasu Biełarusi
nizku vieršaŭ u kvołych rukoch.
 
 
 
 
Vosień
Zołata, čyrvań i miedź na kustach.
Viecier svavolny až chmiełić.
Farbaŭ bahaćcie – to vosień, mastak,
maluje svaje akvarełi.
 
Chmaram źbiracca i łiściu kružyć,
vitajučy sumnuju hościu.
Choraša poźniaju vosieńniu žyć,
dychać jaje pryhažościu.
 
Z tryvohaj ŭ sercy na kraj moj hladžu,
na ład i razład na płaniecie.
U zasiarodžanaj cišy kažu:
– Chaj vyjhraje praŭda na śviecie.
 
Chaj zamieć zakrucić sumiotaŭ suvoj,
bint śniehu na rany parkana.
Chaj ludzi žyvuć na płaniecie svajoj,
kamu kolki nakanavana.
 
 
 
 
*  *  *
Praleska raskryłasia ŭ žmieni.
Les pieršaj travoju prapach.
Błakit pieratkała pramieńnie
viasny na ptušynych šlachach.
Minuła zaviejaŭ dakuka.
Vyłazić praleska ź ziamłi.
Piaščotnyja ručańki ŭnuka
za šyju mianie abniałi.
 
 
 
 
Koni
Praminuŭ niepaŭtorna
čas žurboty ŭ paloch.
Zahudziełi matory,
ažno viecier pryhłoch.
 
Koń naš, vierny naš konik,
siabra ŭ dołi ciažkoj.
Paśmichajecca komik
nad taboju z sachoj.
 
Zabyvajuć, sakołik,
pra arataha ź niŭ,
jak da traktarnaj dołi
ty nas chlebam karmiŭ.
 
Bieź ciabie jak žyłosia b?
Ty harotna iržaŭ
dy vaziŭ praz pałoski
našu radaść i žal.
 
Da młyna nietaropka,
ulehcy – rvieš, nie ŭciačy...
Trapiatałi žarobki,
na kirmaš biehučy.
 
Da ciabie prypadałi
ŭ sumny čas dzieciuki,
žonki hryvy splatałi
i karmiłi z ruki.
 
Dy nia raz maładzicu
viezučy sabie ŭ dom,
padziałiŭsia vaźnica
svaim ščaściem z kaniom.
 
Ślozaŭ, ślozaŭ pradońnie.
Hniot surovaj pary.
Dy byłi ž u nas koni,
jak byvajuć siabry.
 
 
 
 
Synu ŭ Biełastok
Zadryžała źniačeŭku asina,
podźmuch ściužy prabieh pa kary.
Vosień zhrebła atavu,
zvaziła,
pazhaniała žyviołu ŭ dvary.
 
Mokry viecier achryp, zaniadužaŭ,
nad rakoju lakoča viarba.
Pavucińnie – apošni svoj kužal –
tkalla-vosień snuje z serabra.
 
Mo sumuješ, a moža, rahočaš.
Ja škaduju, što ty nie pry mnie.
Doždž z-pad Voŭpy ciabie nie namočyć,
viecier žłobaŭski nie zakranie.
 
 
 
 
Doŭh
Chtoś adydzie, niechta raźvitajecca,
zastaniecca žmienia sumnych słoŭ.
I busły nia ŭsie damoŭ viartajucca
z afrykanskich soniečnych krajoŭ.
 
Abarvucca dumki čałaviečyja,
zhaśnie son dziavočy na zary.
U žyćci niama ničoha viečnaha,
bo žyćcio samoje da pary.
 
Ja staju siarod paloŭ zasiejanych,
pad nahami hnucca badyłi.
Baćkavy śladočki vietram źviejany,
pazatoptany, daŭno ŭ ziamłi.
 
Hrełisia pad šeraj streškaj razam my,
śmiech źvinieŭ ad ranicy ŭ paloch.
Tak škada – nia ŭsio darešty skazana,
nie adpłačany baćkam naš doŭh.
 
 
 
 
*  *  *
Idu svajoj siałibaj nieabžytaj,
nie spadziajusia tut sustreć kahość.
Na tankastrunnych ściebialočkach žyta
viatry zajhrałi mnie pra maładość.
 
A žyta nałivajecca, rasuje,
a ziernietki rastuć adno ŭ adno.
U kurhanoch lažać i nie pačujuć
braty maje, jak zaźvinić jano.
 
 
 
 
*  *  *
Krutavata ciahniecca daroha.
Les abapał ciomnaju ścianoj.
Ściežki tupkaj ledź kranajuć nohi –
maładość ich nosić nad ziamloj.
 
Źziaje brataŭ tvar, amal dziaciny.
Ja i jon.
I noč.
I rodny kraj.
Rodnyja da bolu kalainy
i na chmarcy miesiac-karavaj.
 
Chucieńka śpiašajemsia dachaty,
zavidna nia ŭpravimsia adnak.
Bačyła... ŭ hazetach... znoŭ harmaty...
Viečna ludziam tryźnicca vajna.
 
Pra vajnu zusim staryja bajki
u dziadoŭ. A nam by žyć dy žyć.
Nas u śviet šyroki kłičuć hrajki.
Sto daroh u dalečy biažyć.
 
Cišynia. Nichto ŭ siale nia śviecić.
Haśnie zorak pieratleły žar.
Vyhrabaje mituśłivy viecier
bochan-miesiac z čornaj piečy chmar.
 
My idziom. Badziorym słovam zvonim
vojnam, strachu, ciemradzi na złość.
Nie zastupić hora, nie dahonić
u žytniovym połi maładość!
 
A vajna la miežaŭ hamaniła –
aźviarełaja, ahidnaja žyvym.
Zastavałisia popieł dy mahiły
dy ŭspaminy,
                              by achviarny dym.
 
Znoŭ uspomniu –
zakryču ad bolu:
– Nie addam ciabie, synok,
vajnie!
 
Chaj vajna surovaja nikołi
maładości ŭ połi nie sažnie!
 
 
 
 
Abłoki
Abudžajecca rodny kraj,
hładziać kosy viatry pieralotnyja.
Bochan chleba, niby karavaj,
u ručnik matula zahortvaje.
 
A ptušynaja skroź mituśnia!
Zavušnicy na holłi biarozaŭ.
Uryvajecca ŭ śmiech viasna
ź biełych dreŭ, zaruniełych baroznaŭ.
 
Tak łahodna ŭ vilhotnych paloch
viecier hładzić rusyja kosy.
Hnucca travy pad palcami noh,
šče ź viasny bialusieńkich, bosych.
 
Abłačyny-huski płyvuć,
ŭźviejna-lohkija, ź biełaha puchu.
Tak ščymłiva uźniać hałavu –
adhałoski dalokija słuchać.
 
 
 
 
Barazna
Viarnisia znoŭ, viasnovy viecier zvonki!
I hołas taty za viarstu čuvać:
– Hej, nie mylajcie, chłopcy, z barazionki!
Surjozna treba płuham kiravać.
 
Kab roŭna rezaŭ płuh barozny-struny,
kab nie hłyboka i nia płytka brać.
Kałi papar zasieješ, z dobraj runi
najlepiej toje voryva vidać.
 
I siejała ŭsia Biełaruś, hrała,
u chatach prała, tkała davidna
i tolki dumki novyja snavała
i dušy vysvabodžvała ź jarma.
 
Adžyŭ naš płuh svajo žyćcio pačesna,
siarpočak pad pavietkaju spačyŭ.
I nie na łavach, na adkaznych kresłach
siadziać syny, što adyšłi ad niŭ.
 
Nia płuham, jarkim łazaram pracujuć.
Biaruć za čub žyćciovy pierałom.
Vysokaju enerhijaj kirujuć
i pišuć samalotavym kryłom.
 
I kryknuć chočacca naščadkam junym:
– Zmahajciesia ź niaviedamym śmialej!
Prastujcie płuham, kab barozny-struny
i voryva nia horš, jak u ludziej.
 
Šlachi žyćcia – zaprežanyja koni,
haspadaroŭ chaj słuchajuć jany.
Trymajcie lejcy mocna u dałoniach
i nie mylajcie rodnaj barazny.
 
 
 
 
*  *  *
Chłopčyk maleńki, ty byccam śvitańnie,
Kałi viecier soniejku vočy raźviaža,
I jasnaje z chmaraŭ žyćciovych prahlanie,
I praŭdu dziciačymi vusnami skaža.
 
Heta, moj chłopčyk, u ciažkaj patrebie,
Kałi bolej siłaŭ ŭ žyćci nie chapaje,
Jasny pramieńčyk pasłała nam nieba
Za muki i bol dla radzimaha Kraju.
 
 
 
 
Viaskovy dom
Viaskovy dom. Tut zrub zvyčajny
i siła baćkavaj ruki.
Biarvieńniaŭ, vysiečanych dbajna,
ciažar
              pryloh na vušaki.
 
Hladzić na śviet,
                                        prapach žyvicaj,
na letnim soniejku prasoch,
miž dreva vietru nie prabicca –
lažyć tam tuha šery moch.
 
Čyściejuć sieni i śviatłica
da ŭsich pryvietłiva, ź ciapłom.
Tut kožny moža prypynicca,
chto zavitaje nie sa złom.
 
Chleb pad abrusam chatni, śviežy,
miadok łipniovy zahuścieŭ.
Achvotna nož akrajec reža
i maža miodam dla haściej.
 
Ślady maich dziadoŭ na łavie,
dyvan z matułinych krasion.
Za abrazami pachnuć travy,
ćvituć jurhini pad vaknom.
 
Sahreta višniami siałiba,
ściažynak ad susiedziaŭ bieh,
zasiejanaja chlebam skiba
ajčynnych nivaŭ ź vieku ŭ viek.
 
 
 
 
*  *  *
Užo ŭ maim žyćci i viečareje.
Kančajecca pracoŭny jasny dzień.
Jašče błiščyć zaroj adna nadzieja –
synok u saśniaku nie prapadzie.
 
Ciamnieje. Ci była biaz serca maci:
pasłała syna pašukać byčka.
Chaj spałi b dumki śmiełyja dziciaci
kala prymurka ciopłaha bačka.
 
 
 
 
*  *  *
Hetki son, bolem nat nie razbudžany.
Sonca syple nadziei z kaŭša.
Na dałoniach tvaich natrudžanych
śpić, zdajecca, Radzimy duša.
 
Sonnym sercam ziamla pahardžaje.
Ludzi ž rodziacca,
                                          kab tvaryć.
Nie źbiare žnivom uradžaju,
chto viasnu maładuju praśpić.
 
 
 
 
*  *  *
Pralaciełi hady z razłukaju.
Tumanami bol uvačču.
Ty raskažaš,
a ja pasłuchaju.
Ty spytaješ, a ja zmaŭču.
 
Słoŭ nia chopić,
kab praŭdu vykazać.
Chopić siły – maŭčać mahu.
Uspaminy niaradasnaj nizkaju
razbudziłi maju tuhu.
 
 
 
 
Miensk
Na skryžavańni
adviečnych šlachoŭ
ty stajaŭ pa-słaviansku
haścinny,
napaŭniałi tavary zamiežnych kupcoŭ
kubły, žaleznyja skryni.
 
Rujnavałi, pałiłi,
a ty paŭstavaŭ,
krasavaŭsia,
jak pamiać byłoha.
Panavaŭ,
handlavaŭ
i sardečna vitaŭ
handlaroŭ la haścinnych parohaŭ.
 
Niepachisny ŭ zmahańni
i mužny ŭ biadzie,
kałi ŭ hruzach zdavaŭsia pamieršym,
paŭstavaŭ,
byccam z nočy narodžany dzień,
małady i jašče pryhažejšy.
 
Hlań na pracu svaju,
mudry prodak stary,
naša dzieviaćsothodniaje «ŭčora».
A miadźviedź ža za krokam
sačyŭ u bary,
jak ty kłaŭ pieršy kamień pad horad.
 
Koń u hierbie daŭniejšym
kapytam hrabie,
mieč i ščyt – tvajoj vołi zaruka.
«Nur fiur dojtše», –
                                              kazałi čužyncy tabie.
Ty ž, jak byŭ, tak i jość biełaruski.
 
Šmat vady i kryvi
papłyło z toj pary,
i druhija stajać abiełiski.
A z metału i z puščy
vychodziać zubry
na haściniec asfaltavy mienski.
 
U ščaśłivy i błahasłaviony toj čas
z nieabčesanych smolenych brusaŭ
załažyŭ hety horad
naš prodak dla nas,
dla naščadkaŭ svaich,
biełarusaŭ.
 
 
 
 
Viciebsk
Tvaich ranaŭ nie pierałičyš,
voj stary z maładym abłiččam.
 
Nieskarony ŭ krutoj baraćbie,
akryjaŭ, ažyŭ – pakałočany.
Našy sercy imknucca k tabie,
jak kałiść na zabytaje vieča.
 
Los ščaśłivy dazvołiŭ synam
na ščycie tvaim viek svoj vysiečy.
Hanarycca naščadak – dziadam
i nia sto i nia dźvieście – tysiača.
 
Žyć tabie u vianku našych sioł,
novaj słavaj hudzieć, krasavacca.
Chaj k tabie za śviatočny stoł
pryjdzie mir i plonnaja praca.
 
Recham słoŭ, što viakami hučać
ź dzion Jaryłavych, jak biaźśmiercie,
kałyšy śvietła-rusych dziaŭčat,
bieražy kala mužnaha serca.
 
 
 
 
Zelva
Ranienym kryllem
soniejka chiłicca,
koŭzajecca
i, jak ptuška, dałoŭ.
 
Tonkim velumam
dym nad Zelvaju
ŭjecca z pabielenych
kaminoŭ.
 
Ściežkaj asieńniaj,
łistotaj zasiejanaj,
z sumkami, z knižkami
chłapčuki.
 
A nad Zelviankaju
vudy z prymankami,
chłopcy z kachankami,
abłaki.
 
 
 
 
Viečaram
Prada mnoju dva cieni
kala drevaŭ hustych.
Niejki krok letucienny,
adno serca ŭ dvaich.
 
Suprać našaha doma
abniałisia, stajać.
Moža, niechta znajomy,
moža, niekałi ja?
 
Nie ŭ nejłonie prazrystym,
jak śvitalnaja mhła,
u sukiency z batystu
ja z taboju išła.
 
Dy ciamniejšy byŭ rossyp
niezaplecienych kos,
i nižejšy abcasik,
i vyšejšy moj rost.
 
Dy chiba nia ŭsio roŭna?
Chtoś žyvie, niechta žyŭ.
Hety ž miesiac u poŭni
nam abiedźvium śviaciŭ.
 
Tolki lekaram pieršym
byŭ z zalviancaŭ moj druh.
Maje pieršyja vieršy
z serca ŭpałi na bruk.
 
 
 
 
Pamiać
Pamiać –
                      viečny siabra,
                                                  nieadstupny cień,
niepahasłych farbaŭ załaty pramień,
zakidaje nievad u minułaść dzion –
nadviačorkaŭ śpievy, šepty la vakon.
 
Na čužyja vody, płyni, bierahi,
u łichuju voddal, marazy, śniahi
ciahnie, ciahnie sietku, bačnuju ledź-ledź.
Pamiać nie niabožčyk, i nia joj satleć.
 
 
 
 
Jefrasińnia Połackaja
Minułaść lažyć nadmahilnym viankom
nad tymi, što ŭ śmierci zastyłi,
źziaje śviatłom praź ciemru viakoŭ
śviatoje imia Jefrasińni.
 
A dola ž była u kryvickich žančyn
z kudzielaju, z praśnicaj złučana.
Jana ž za aśvietnicki słaŭny pačyn
dastojna prajšła ŭ nieŭmiručaść.
 
Ad Łady, viaśnianaj krasuni ŭ bary,
ad mocy Jaryły, Stvaroha
znajšła siarod viečna pahanskaj pary
da mudraści novaj darohu.
 
Jašče nad Dźvinoju staryja bahi
ŭ siałibach ludźmi karahodziać,
jaje ŭžo pryvabiŭ śviet praŭdy druhi,
što nieśłi Kirył i Mefodzij.
 
U puščy-lasy adychodziać dalej
prodkaŭ sivych abaroncy.
Piśmieńnictva,
                                  novaja viera maćniej
za ŭsich bahoŭ hromu i sonca.
 
Narod jašče daŭnich miłuje bahoŭ.
Z kamieńnia im stodziva stavić.
Abaraniać ich u puščach hatoŭ
i moc nad ludźmi słavić.
 
Daremna. Druhija stajać ałtary.
U Pradysłavy meta –
śviatyni, cerkvy, manastyry –
tahačasnyja ŭniversytety.
 
Viartajecca ŭ kraj z navukaj, z dabrom,
braterstva i mir u im sieje.
Vałodaje śmieła kniazioŭna piarom,
ludźmi zavałodać sumieje.
 
Aśvietnica naša, duchoŭny ŭładar,
pahanstva i ciemru skaryła,
kab Połack uzvysić.
Na šlach jaje mar
z Połacka vyjšaŭ Skaryna.
 
U sercy čarnicy pałaje ahoń.
Padziei tych dzion pa paradku
źbiraje na słavu naroda svajho
i letapis piša naščadkam.
 
U kielłi maleńkaj, u cichim Sialcy,
nia maryć pra uznaharodu.
Nia tolki carkvie jaje viełič dušy –
žyvomu narodu i rodu.
 
Adčuła: narod nia ŭčora paŭstaŭ.
Nia zaŭtra kaniec nam prysudziać.
Ź minuŭščyny słaŭnych padziejaŭ i spraŭ
my jość.
My byłi.
My budziem.
 
 
 
 
Nad starymi drukavanymi knihami

Uładzimieru Karatkieviču

 
Chmialejecie.
Tut anihadki ŭpicca,
hartajučy staronki mudrych knih.
 
Apaviaściłi poŭnač sa zvanicy,
i kročyć poŭnač.
Vy ŭsio kala ich.
 
Zabyty skarb viartajecie narodu.
Tut bolej sercu,
                                      jak vačam, vidno.
Ni pył viakoŭ, ni čas
nie pieraškoda,
kałi naščadak z prodkam zaadno.
 
Ci bačycie?
Pahas u chmarach burych
pablakły miesiac – kovany łichtar.
 
Zasnuŭ z utomy
na miadźviedžych škurach
haścinny i natrudžany drukar.
 
Varušycie viakoŭ staryja tajny.
Uschvalavany znojdzienym da śloz,
nia čujecie,
                    jak koń zaržaŭ u stajni
i razduvaje chrapaju avios.
 
Ŭsio darahoje, vyrvanaje ŭ śmierci
i ŭ niebyćcia,
što z pyłu padniałi,
u hetu noč
                      schavajcie ŭ netrach serca,
kab apaśla apaviaścić ziamłi.
 
Niachaj raskaža čas minuły siońnieča
naščadkam,
što imknucca ŭdalačyń,
pra spravy słaŭnyja Skarynaŭ i
                                                                          Mamoničaŭ.
Pra pieršy druk –
naš słaŭny daŭni čyn.
 
 
 
 
*  *  *
Adzinaj mety nie zrakusia,
i serca mnie nie zadryžyć:
jak žyć – dyk žyć dla Biełarusi.
A bieź jaje – zusim nia žyć.
 
1953
 
 
 
 
Čas
Skrypučym vozam jechaŭ čas,
kałdobistaju kalainaj,
a vietach vypłyvaŭ i has,
a voz kaciŭsia biez upynu.
 
Ŭstavała sonca z-za lasoŭ,
išło ŭ zenit pa niebaschile.
A voz kaciŭsia, koń išoŭ,
daroha kurčyłasia ŭ pyle.
 
Haryć ahoń, hlasy maŭčać,
prypałi koni da atavy.
Para viaki pieratrasać,
pieracanić ludskija spravy.
 
Zabytym traktam ja idu,
stupaje pobač adzinota.
Šukaju vynašanych dum,
padbitych kryłaŭ z tych uźlotaŭ.
 
Idu, zadumany piłihrym,
śladoŭ šukaju ŭ kalainach.
Siudema jšoŭ Paŭluk Bahrym,
siudy damoŭ śpiašaŭ Skaryna.
 
Niama daŭno ŭžo ich śladoŭ.
Loh pył na šeryja stahoddzi.
I tolki sens viałikich słoŭ
u niečych rańnich sercach brodzić.
 
 
 
 
*  *  *
Ja serca ŭzdym,
žyćcio svajo,
i viernaść,
i ŭsio, čym vymiarajecca luboŭ,
addam tabie,
piaščotnaja biaźmierna,
pakutnaja ziamla maich dziadoŭ.
 
 
 
 
Dva rechi
520
M. T.

 
My z Vami dva rechi
                                          ŭ adnym bary
ad Naračy až da Niomana,
na matčynaj movie, pa pieśni siabry
i dumajem kryšku padobna.
 
Zdałosia mnie: reki płyvuć nazad,
hady viartajucca z vyraju.
Staju siarod pola, dzie drevy ŭ rad, –
jakuju ž pucinu vybieru?
 
Kapytami koni kranajuć ziamlu,
iržuć, patrasajučy hryvami.
Ja pieśni z asiełic sercam łaŭlu –
tužłivyja, śpieŭnyja, žniŭnyja.
 
Ja viedaju mnoha piesień čužych,
usio ž tyja žniŭnyja, rodnyja,
jak žuraŭłiny asieńni kryk,
navieki mianie zapałoniłi.
 
Šeryja chaty pad šerańniu strech,
šeraje biednaje zrebje.
Šeryja tvary płačuć praź śmiech,
šeryja viosny, biaschlebje,
 
a mova, jak łira: śpiavaje, hudzie,
stahoddziami vusna pradziecca.
Promniami słoŭ suciašaje ŭ biadzie.
A mova, jak serca, bjecca.
 
Słuchaju, dumaju... Dumka adna:
ludzi pakryŭdžany rodnyja,
prosiać za ich zastupicca,
                                                      adnak
siły takija niaroŭnyja.
 
Treba zmahacca.
Z panami na boj.
Treba, jak dub, jak kamień.
Našaja pieśnia
                              panam, jak mazol:
škadujuć i zvodziać viakami.
 
Źjaŭlałisia chłopcy,
                                          praź ciemru viakoŭ
narodnyja rany hojačy,
za siłu advažnych zaklaćciaŭ i słoŭ
žyvymi zharałi na vohniščy.
 
Irvałisia ŭ połymia, u zabyćcio,
kab tolki nia płakać, nia kajacca!
Z bolu na śviet prychodzić žyćcio,
bolem jano adkuplajecca.
 
Heta było ŭ toj zaviejnaj pary,
kałi, razmachnuŭšysia kryłami,
Vy stałi zmahacca jašče na zary
z narodnymi viečnymi kryŭdami.
 
 
 
 
*  *  *
Ziamla maja lubaja, dzień moj i noč,
vodhulle pieśniaŭ, u połi kałośsie.
Časam udaryć ab šybinu doždž,
sumna la vokan viatry zahałosiać.
 
I z zaaranych daŭno kalain
rodnaha pola majoj maładości
vyrviecca časam balučy ŭspamin,
daŭno adyšoŭšych pakłiča ŭ hości.
 
U pokuci, tata, ciabie pasadžu,
prysiadzie matula zyčłivaja pobač.
U śnie-uspaminie na vas pahladžu
i budu vas ścišana słuchać za poŭnač.
 
 
 
 
*  *  *
Za vaknom u sutońni
sonca niknie sa strech.
Doždž mnie vymyŭ dałoni.
Ščoki vybiełiŭ śnieh.
 
Ilnianuju kašulu
na moj zmučany stan
kab na noč apranułi
dy pasłałi dyvan,
 
dy pakłałi na ŭźleśsi
u starym dzirvanie,
kab ciahučyja pieśni
kałychałi mianie.
 
 
 
 
*  *  *
Dumy – koni maje varanyja,
hryva ź vietram i cokat kapytaŭ.
Napiarejmy – žyvyja, ziamnyja,
vykrasajucca iskry z hranitu.
 
 
 
 
Sialanka ja
Šuhaje pozirk śmieła za abłoki,
što pralatajuć nad hniazdom maim.
Sialanka ja z dušoj majoj šyrokaj
i z dumkami, jak Niomana uzdym.
 
Ź cišy lasnoj, z tuhi i krychu z potu.
Ja pracu viedaju i krylla śmieły ŭzmach.
Mianiaju ja na nivaŭ pazałotu
ŭsio zołata na palcach i ŭ vušach.
 
Chtoś płača, što nasiŭ kałiści łapci
i z puhaju za statkam bosy jšoŭ.
A mnie najlepiej u sialanskaj chacie,
što viedaje, dzie mir i dzie luboŭ.
 
Kałi na sercy nyje bol ščymłivy,
chtoś adychodzić ŭ nievarać ź siami, –
nam hojać rany załatyja nivy,
pałi biaźmiežnyja.
Sialanie my.
 
 
 
 
Miedźviadziova farba
Na kaptan dla muža,
na ŭtok i asnovu,
šukała žančyna
farby miedźviadziovaj.
Hetkaj niezvyčajnaj
pražaju snavała
krosny,
hetkaj nitkaj babka patykała,
nie hniadoj,
nia buraj i nie kaštanovaj –
imienna najaŭnaj farbaj miedźviadziovaj.
I maluje mara maładoj žančyny
buraha miadźviedzia ŭ nierušach ajčynnych
i vačmi prababki bačyć,
jak u buru
vałakuć mužčyny miedźviadziovu škuru.
Dy pa tych advažnych
zhasła pamiać niedzie,
što zmahałi ŭ puščy
buraha miadźviedzia.
A žančyna maryć nočkaju zimovaj
i šukaje farby tolki miedźviadziovaj.
 
 
 
 
Biełarusy
Biełarusy ad kasy.
Nam śniacca vysokija travy,
prakosy, jak pajasy.
Kasavica dla vas – zabava.
Łob u pocie, łuhi z rasoj.
Hniecca pieršyna, znoŭ atava.
Razmachnucca šyrokaj kasoj –
maładaja mužčynskaja sprava.
Biełarusy ad kasy.
Z asiałkom u kišeni kožny.
Nachilajucca kałasy
z nałitym zierniem na požniu.
Kosy źviniać u siale,
ich klepluć na boj pieramožny.
I chleb, by zara, na stale,
i zasiek zimoj nie parožni.
Biełarusy ad kasy.
Darohami da śvitańnia
chłopcy z kosami jšłi ŭ lasy,
na bunt išłi, na paŭstańnie.
Vaščyła ich vioŭ, Kastuś.
Źviniełi ŭ pachodach kosy.
Adradžałasia Biełaruś
pad zvon ich rašučy i vostry.
Vokam siabra hladžu na kasu.
Asiałok kranaju rukoju.
Nie, na złom jaje nie paniasu.
Niachaj pavisić pad strachoju.
 
 
 
 
Sustreča
Sustreniemsia na vuzkaj pierakładzinie.
Z dvuch bierahoŭ pavažnyja pryjdziem.
Usio, što nie datkana, nie dapradziena,
ja pakažu tabie
ŭ śviatočny dzień.
Voś tolki ja zabyłasia pra počaści.
Kałi z darohi zojdziem
u moj dom,
ja prosta pasadžu ciabie na pokuci,
addam na łasku maim bahom.
Snujecca ź pieśniami lnianoje pradziva,
pasah by z kužalu tančej satkać.
Žartoŭna
                      krosiency maje razładziłi,
utok zabłytałi,
nie razbłytać.
Ja zapiaju tabie
                              pra dziva dziŭnaje,
jakaja ŭ Niomnie hłybinia,
jak nočču miesiačnaj na vody sinija
vyvodzić dzieŭčyna paić kania.
A koń nia słuchaje,
a koń biantežycca,
rvie cuhłi srebnyja –
                                              darma spyniać.
Z kamieńniaŭ Niomnavych
až iskry krešucca,
až serca ciešycca
                                          z taho kania.
Z dvuch rodnych bierahoŭ
                                                  na pierakładzinie
sustreniemsia ŭ śviatočny dobry čas.
Čaho b nia zdužałi,
čaho b nia ŭładziłi,
pakiniem moładzi skazać za nas.
 
 
 
 
Z moładździu
Apranuŭšysia davidna,
padbadziorana śmiecham zvonkim,
vylatała maja viasna
ź lohkim vietram napierahonki.
Čas byŭ dziŭny. Kala miažy,
upryhožanaj cierpkim vierasam,
tak časami chaciełasia žyć,
a časami i žyć nie chaciełasia.
Trudna vočy było adarvać
ad viasny, da ziamłi prynadnaje.
Ciažka ludziam było daravać,
što jany da ludziej niespahadnyja.
Usio adny hulajuć i pjuć,
a druhija ślazami pluskajuć.
Ja i vybrała ściežku tvaju,
maci-dola maja biełaruskaja.
Ci prychodziŭ u sny adčaj?
Ci trymcieła ślazina skupaja?
Nie skažu.
                      Śviatleje ŭ vačach,
kałi moładź na šlach vystupaje.
 
 
 
 
Viečarovaja pieśnia
Dzień spachmurnieŭ, u połi viečareje,
nad drevami kryła načnoha ŭzmach.
Zhasaje cicha sonca, by nadzieja,
adbiŭšysia sumotaj u vačach.
 
Mirhajuć chataŭ viečarovych vokny,
dziavočy hołas vypłyŭ i zamoŭk,
raźvieradziŭ jon uspamin daloki,
až serca ŭzdryhanuła nieznarok.
 
Tak i ŭ žyćci ŭmiraje ŭsio i čeźnie,
jak haśnie dzień natrudžany ŭ paloch,
i zastajecca nieŭmiručaj pieśnia –
jaje krasy nichto nie pieramoh.
 
 
 
 
*  *  *
Znoŭ basonač idu pa rasie,
dzień, narodžany soncam, vitaju.
Viecier sonca ŭ pramiennaj krasie
ŭžo na ranicu vyhaniaje.
 
A navokał ptušyny śpieŭ.
A zdalok na starym haradziščy
miž łistoty razbudžanych dreŭ
sałaviej nie ścichajučy śvišča.
 
Pračynajucca papłavy,
volny viecier bałotam błukaje
i pavołi z rosnaj travy
tumany, jak paściel, składaje.
 
Mnie zdajecca, znoŭ praz hady
ŭ bezam absadžanaj chacie
baču baćkavych krokaŭ ślady,
čuju, jak pračynajecca maci.
 
 
 
 
U sercy nadzieja, jak promni
Znoŭ viasny pieramožny napieŭ,
biełaśniežnych hałinaŭ u kvieci.
Da kustoŭ, da raskviečanych dreŭ,
jak dziaciuk, zalacajecca viecier.
Zakachany viaśniany nastroj.
Roj pčałiny na ćviet apadaje,
my za ruki ŭziałisia z taboj,
viosny daŭnija znoŭ pryhadałi.
I čužyja darohi, šlachi.
My prajšłi ich, a dumy la Niomna,
la svajoj sałamianaj strachi.
Tolki ŭ sercy nadzieja, by promni.
 
 
 
 
Zabyty abraz
Pryhadaŭsia zabyty abraz.
Ty pabačyŭ mianie pieršy raz,
nie puskaŭ. Z chaciny tvajoj
dzikaj ptuškaj z ruk palacieła,
kab pahnaŭsia kachany za joj,
za dziaŭčynaj, kapryznaju, śmiełaj.
 
Ty dahnaŭ.
                        Dziavočy moj śmiech,
niepakorny, sypaŭsia ŭ śnieh.
 
Voś takoj ty žadaŭ udvaja.
Ja skazała:
– Pakul nie tvaja!
 
Ja naležu narodu majmu,
kryšku vietru, kryšku biarozam,
chłopcu viernamu adnamu,
što zhubiŭ svajo serca i rozum.
 
Ja i zamuž jašče nie chaču,
chaty ŭ połi viatram nia kinu.
Pieršy raz ty takoje pačuŭ
ad viaskovaj viasiołaj dziaŭčyny.
 
Adkazaŭ mnie: – I ja biełarus.
I hłynuŭ na čužynie hora,
i niasu niepasilny toj hruz,
i chaču, kab ty była poruč.
 
Mocna ścisnuŭ maje dałoni...
Nas pavieźłi da šlubu koni.
 
...Chodziać ludzi mianie suciašać.
Ja nia vieru razłučnicy-śmierci.
Zastałasia ž tvaja duša.
Našy dumki ŭ maim tolki sercy.
 
 
 
 
*  *  *
Słovam ci zatojenym maŭčańniem,
dumkami, što jduć z maimi ŭ takt,
adhani z čała mnie bol adčajny –
ź im sama nia spraŭlusia nijak...
 
By ŭ časy siabroŭskaje sustrečy,
jak išłi my poruč praź siało,
raskažy mnie ab charošym niečym,
kab zusim ad serca adlahło.
 
Nie šukaju ja ŭ ludziej apory,
inšamu mahu dapamahčy.
Heta ŭźlot moj prypyniŭsia z hora,
i tamu sa mnoju pamaŭčy...
 
 
 
 
U chviłinu bolu
Biełaśniežnyja husi latuć pad abłoki.
Lohka hojdajuć chmary nad polem viatry.
Z padniamonskich krynic majoj pieśni vytoki.
Na ziamłi biełaruskaj
                                              maje ałtary.
 
Drevy ŭ rosnaj krasie,
ptuški hnieździacca ŭ holłi,
ščabiatańniem vitajuć:
                                                  ci ja hety hość?
Na maŭkłivym, adviečnym,
pahoranym połi
baraznoj pryvałiła maju maładość.
 
Śloz, nadziejaŭ
                                  u hlebu pasiejana ziernie.
Džałić serca mnie bol,
jak hadziučyn ukus.
Pamianiała spakoj
                                      na addanaść i viernaść
za ciabie,
o matula maja Biełaruś!
 
Dzivić siostraŭ, bratoŭ
                                                  serca kvołaha miakkaść
nie paraniŭ by kryły surovy moj los.
U ciažkuju chviłinu mnie treba papłakać.
Ja žančyna, žančyna...
                                                      Žančyny sa śloz.
 
Možna vynieści hora,
stryvać niebiaśpieku.
Pieracierpieć.
Hłyknuć z poŭnych pryharščaŭ lek.
Ale hetak bałić, što nia płakać mnie nielha.
Utrymajecca kamień, nie žyvy čałaviek.
 
Mnie davodziłasia
                                    ź biesprytullem zmahacca.
Jak bałić,
                      nie ratunak ślazina,
nia lek...
Biez haračaj ślaziny jak ź miłym rasstacca,
kałi heta rasstańnie nazaŭsiody?
Naviek?
 
 
 
 
*  *  *
Ty maładość prypaminaješ niečym –
viatry ŭ paloch,
tryvałaść dužych dreŭ
i moc ziamłi –
dziaciuk šyrakaplečy,
što mnie ruku
na svaim tvary hreŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Słaviacca ludzi humannaściu spraŭ.
Nia siłaj, a viełičču serca.
 
Chto ŭ chviłinu ciažkuju ruku mnie padaŭ,
toj bratam naviek zastaniecca.
 
 
 
 
*  *  *
U zabyćci.
Mianie nichto nia čuje.
Nasuprać vietru ja adna staju.
U marach tolki toje,
što lublu ja,
i pieśni, što ŭ dušy biaz słoŭ piaju.
 
La voknaŭ ščyryja ščabiečuć ptuški,
machaje busieł kryłami zdalok,
małankaj siniaj aśviatlaje dušy
siarod kałośsia ŭ połi vasilok.
 
Nie, nie adna.
Mnie chmary z padniabieśsia
źłivajuć cichi doždžyk na zahon.
Na holłi dreŭ snuje viatryska pieśniu,
jaje źvivaju i pradu, jak lon.
 
 
 
 
*  *  *
Chtoś adychodzić ad nas nazaŭsiody,
śloz nie strymać,
                                          ale, płakać nam nielha.
Tak adpłyvajuć rečyščam vody
u akijan, biaskonca raźlehły.
 
Śviet, by pažataja vosieńniu požnia,
šmat tut padciataha ŭpała kałośsia.
Zierniem u hlebu asypaŭsia kožny,
kab uzyści
                          i žyćcio nie źviałosia.
 
 
 
 
Nie hladzi na mianie sumnym pozirkam
Sani šparka latuć, noč z marozikam,
ŭ jasnym niebie pavis maładzik.
Nie hladzi na mianie sumnym pozirkam,
prypyniŭšy zatojeny kryk.
 
Dumy – ptuški maje pieralotnyja
zory-siemia dziaŭbuć na taku.
Śnieh nam vysłaŭ darohi pałotnami,
a marozik całuje ŭ ščaku.
 
Razam my, jak pry pieršaj sustrečy.
Nie satleła zarava słoŭ.
Šlach nad nami pryvabłivy – Mlečny,
pierad nami –
daroha damoŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Chaj słavicca naš biełaruski rod,
dušoj ź viasny i volaju sa stałi,
kab z hniozdaŭ nam nia pieŭniki na płot,
a horda arlaniaty vylatałi!
 
 
 
 
*  *  *
Ni ŭ bahaćci viałikim, ni ŭ biednaści,
a ŭ družnaj siami la stała
žyłi b my ŭ charošaj jednaści –
dołi ludskoj chvała.
 
Viasnoju chaj soniejka śviecić,
runiejuć bujna pałi.
Ziamłi my adviečnaj dzieci,
nam choraša žyć na ziamłi.
 
 
 
 
Maładzik
Nie spyniaj, nia kłič mianie za zory,
ja chadžu basonač pa ziamłi.
Z papłavoŭ, što nad rakoju, choram
mnie viatry nasustrač zahułi.
 
Myje tvar u ćmianaj ručainie
adzinoki kvoły maładzik,
ź cichaj chaty vybiehła dziaŭčyna,
na dałoni vyniesła ručnik.
 
Vyšyty rabinkaju pa biełym,
pieraśpiełaj, by čyrvony žar.
Krony dreŭ łistotaj šapaciełi,
miesiac pachiłiŭ zadumny tvar.
 
Čas damoŭ, začynić maci dźviery,
spracavanaja siamja zaśnie.
Maładzik – svavolnik lohkaviery.
Viecier znoŭ zabłytaŭsia ŭ kasie.
 
Nieznaroku biełaju rukoju
dzieŭčyna kasu pieraplała.
Zatužyła pieśnia za rakoju,
uzdychnuła sonnaja ziamla
 
Miesiac płavaŭ pa niabiesnym łonie
adzinokim zoranym šlachom,
nie prypaŭ abłiččam da dałoniaŭ
i nia vycier tvaru ručnikom.
 
 
 
 
Kryłataść
Kožny siabra kryłaty svoj viedaje šlach,
nieabmiežny, jasny, da nieba,
i kudy skiravać krylla volnaha ŭzmach –
pavučać kryłatych nia treba.
Być saboj, niby dužaja ptuška, raści –
ci haračy poŭdzień, ci vosień.
Nie pratoptanaj vuzkaj ściažynkaj pajści,
a lacieć, kudy dumki zanosiać.
Znajem śviataść hniazda. Siłaj źvieryłi lot.
Niepachisnyja prodkaŭ zakony.
Jość u našaj kryvi praha novych vysot.
A napramak da rodnych zahonaŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Nie aŭtobusam vypadkovym
jechać bolš abo mienš minut, –
ja chaču, kab źviniełi padkovy
ab pramierzły studzieński hrunt.
 
U śniahi, jak u biełuju pienu,
vietram źbituju la daroh,
urazałisia sani śpieŭna,
letučy pad haścinny paroh.
 
I pavieryć, u što nia vierycca.
I nia vypić ni kropłi strachu.
I padužacca znoŭ ź miaciełicaj
na kramnistym žyćciovym šlachu.
 
 
 
 
*  *  *
Mudraść śpiełuju sivych viakoŭ
pju z narodnych žyvych krynicaŭ.
Pavažaju čužych bahoŭ.
Dy pryvykła svaim małicca.
 
 
 
 
Saroka
Skakała saroka,
čorna-biełaboka,
                                    pa kuście.
Skakała, čakała,
źniekul vyhladała
                                          ŭsio haściej.
Viecier horna ŭschłipvaŭ,
pryharščami sypaŭ
                                            śnieh na dvor,
zanosiŭ darohi,
zasypaŭ parohi
                                  u dakor.
A jana skakała,
na šlach pazirała:
                                      budzie hość!
Hurby śniehavyja,
koni varanyja –
                                  jedzie chtość!
Rohat, śmiech na saniach,
koni z kutasami,
                                streł biča.
Vyjdzi, haspadaryk,
z soniejkam pa tvary
                                              ich stračać.
Machała saroka,
čorna-biełaboka,
                                  chvościkam,
skakała, kružyła
dy navaražyła
                                  hościejkaŭ.
 
 
 
 
Haścina
Kałi paletki ad žniva astynuć,
jak laža sum asieńni na łuhi,
zachočacca ŭ sialanskuju haścinu
na vierasovy miod i pirahi.
 
Tut pjuć z prynukaju:
– I na zdaroŭje!
Pje haspadar,
i pje niavolnik-hość.
Płyvuć zastollem ščyryja razmovy,
ludskija sercy śvieciacca naskroź.
 
I ja tut pju ź viałikaj nasałodaj.
Pju davidna, da pieŭnikaŭ,
da dnia.
Nia z čarki – z serca rodnaha naroda,
piajuńnia-mova,
pju ciabie da dna.
 
 
 
 
Ranica
Soniejka.
Klokat buśłichi.
Hrabielnicy – na sienažać.
Z chaty vychodžu pacichu,
kab ranicy nie spužać.
 
Jana la majho paroha,
śviežaja, u rasie.
Viecier z šyrokich razłohaŭ
pach čabarovy niasie.
 
Łiściem hallo trapieča.
Zazielanieŭ muroh.
Bojazna traŭku skalečyć
mižvolnym dotykam noh.
 
Staju na parozie.
Śmiajusia.
Na škle załamaŭsia pramień.
Halokaje ź niŭ Biełarusi
novanarodžany dzień.
 
 
 
 
*  *  *
Hartavany pracoŭnymi dniami,
duch ad vietru ŭzmaćnieŭ,
                                                    akrep.
Najsmačniejšy –
zarobleny chleb
maładymi svaimi rukami.
 
Jak ni mnoha ŭ junactvie
patreb,
z dobrych spraŭ
dobry los pradziecca.
Što za honar –
nakroić chleb
dobrym ludziam
                                  ad ščyraha serca.
 
 
 
 
Jak baćka čakaje synoŭ...
Noč razharnuła biazzorny płašč,
stukaje hollem ab strechu višnia.
Viecier i choład.
I doždž, jak płač,
zvonić u vokny chaty zacišnaj.
 
Niechta spaźniŭsia, niechta pramok.
Sušycca chustka.
Varycca strava.
U chacie nia ŭsie, jašče syna zdalok
baćka čakaje, prysieŭšy na łavu.
 
Peŭna što pryjdzie, aby tolki zmoh,
vietru nasuprać, na złość niepahodzie.
Kałi baćka stary čakaje ŭ dźviaroch,
nanač dachaty syny paprychodziać.
 
Bo baćka i maci i rodnaja mova,
uźniataja k słavie amal ź niebyćcia,
paetaŭ natchnionym i viełičnym słovam,
dla biełarusaŭ – pytańnie žyćcia.
 
 
 
 
Viečar žyćcia
Viečar žyćcia ŭžo stupiŭ na paroh,
moŭčki da nas prabirajecca ŭ sieni.
Lasnuŭ źniačeŭku la klamki zamok,
uzdryhanułisia vušy ścienaŭ.
 
U piečy kaflanaj paleńnie traščyć,
sum i ciapło, cišynia pa pakojach.
Viernaja chatka staraja staić,
viečar vartuje i reštki spakoju.
 
Knižki navokał, dušy dabrynia,
cicha prysieła za stoł čałaviečnaść.
Dzieś za dźviarami hrymić mituśnia,
jakaja ŭžo stałamu sercu piarečyć.
 
Ścišana bol adpłyvaje z dušy.
Chata – prypynak rodnaje movy,
viery, što pokul narod budzie žyć,
mova prydasca dla ščyraj razmovy.
 
 
 
 
Pieśnia
Chaj pieśnia budzie jak pieśnia.
Hanarovy ŭ pieśni ŭdzieł:
jana nie napitak presny,
a samy mocny chmiel.
 
Klokat dušy niespakojnaj,
u sercy zatojeny bol.
Ź pieśniaju, jak sa zbrojaj,
vychodžu ŭ niaroŭny boj.
 
Pieśnia – dyvan moj rosny,
nadniomanski sivy skaz.
Maje biełaruskija krosny,
kab dumaŭ pałotny tkać.
 
Pieśnia – duša maja ŭ słovie.
Sabrany baćkami pasah,
ich mudraści sivahałovaj
nia ścierty hadami znak.
 
Niasu jaje biezdarožžam
u hałavie sivoj.
Kab tolki nia stracić, kryj Boža,
noty adviečnaj svajoj.
 
 
 
 
*  *  *
Nia traktaram, što ahłušalnym hułam
zbudziŭ, uzbudaražyŭ całinu, –
słoŭ lemiašom zahon ja zakranuła,
i ziernia žmieniu kinuła ŭ rallu.
 
Nia budu ja. Ziarniaty ŭzyduć, moža.
Da novych dzion unuki dažyvuć.
My zžałi bol.
A maładoje zbožža
na rodnych nivach chaj jany pažnuć.
 
 
 
 
*  *  *
Na zory hladzieć niemahčyma.
Mihciać z-za chmary, byccam dym,
i śviecicca miesiac-łučyna
na prypiečku nieba hłuchim.
 
 
 
 
Žanočy kłopat
Z maładych dziavočych hadoŭ
słaŭlu mieč, pavažaju kudzielu,
źmiest z-pad serca vyrvanych słoŭ,
naroda žyćcio i nadziei.
 
Naša dola – kudziela, lon,
nitku vić ź niedapradzienaj špułi,
vartavać adviečny ahoń –
kazki, pieśni zabytaj babułi.
 
Dom – adviečnaja dola žančyn,
a ŭ čas, dla naroda hrozny,
ŭ nas mužčyny ŭzdymałi miačy
ŭ abaronie krainy i hniozdaŭ.
 
Ŭ kvołych palcach miača nie ŭtrymać,
mieč – dla dužych mužčynskich dałoniaŭ.
Naradžać nam, nie zabivać,
ŭzhadavaŭšym žyćcio ŭ svaim łonie.
 
Usio ž apora, my braćcia, pry vas,
ŭ ciažkoj dołi nadziejnaja pomač.
Ździeki losu nia ŭmiejem stryvać,
u biadzie zdolny vystajać poruč.
 
Sercam miortvym patrapim zbudzić,
i ahoń ažyvić ŭ papiałiščach,
i, jak Łada, addana lubić
svaje puščy, svaje haradziščy.
 
Hroznaj lutaści viedajem sieč
i ŭ adčai la vas nie zastohniem.
Kałi z ruk vašych vypadzie mieč,
my padymiem jaho ŭ abaronie.
 
Naradžać nam, nie zabivać.
Ŭ nas mužčyny duby, my – łozy.
Ŭsio ž hatovy my lvicami stać,
kałi niščać ziamlu nam i hniozdy.
 
 
 
 
Son
Zory hamoniać tajemnaj hamonkaju,
viecier šapoča ŭ kustoch.
Rviecca i rviecca nitačka tonkaja
ŭ kvołych, niadužych rukoch.
 
Žar pieratleŭ pad zasłankaj šeraju,
źviečara śviet nie haryć.
Stynie pamału sahančyk ź viačeraju,
babka stamiłasia, śpić...
 
Moža, zdajucca joj miežańki rosnyja,
ptuškaju choča ŭźlacieć,
choča viarnucca da dzion, dzie z prakosami
śmieła vajuje kasiec.
 
Stanam i rostam moh mieracca z topalem,
čubam – z prakosami traŭ.
Potu haračaha srebnyja kropielki
poźmucham viecier ściraŭ.
 
Luba było zavichacca z hrabielkami,
śmiecham źvinieć maładym,
luba było prybiracca niadzielkaju
z dumkaj dziavočaj ab im.
 
Kłičuć muzyki bubnam, harmonikam,
tancami, błizkaściu ruk,
pieśniaju serca, tuhoj nieŭhamonnaju,
kłiča razhojdany kruh.
 
Źziaje hałoŭka stužkami, kosami,
ščoki i vusny, jak mak,
skačuć pad muzyku nožańki bosyja,
jarki mihcić andarak.
 
Ŭ tancy na ruki, kachanyja, mužnyja,
lohieńka kłonicca stan.
Rusyja kosy z hałoŭki zakružanaj
ŭpałi jamu na kaptan.
 
...Niedzie cvyrkun raśpiajaŭsia u treščynie,
miesiačyk vypłyŭ z-za chmar.
Śniacca babułi prakosy nad rečkaju,
cicha ŭśmichajecca tvar.
 
 
 
 
Javar ź vietram chiłiŭsia
Javar ź vietram chiłiŭsia
bujnym čubam dałoŭ,
u śviecie syn zahubiŭsia,
zaraz jedzie damoŭ.
Jon lacić da staronki,
jak viasnoj žuraŭłi,
bieź dziacsj i biaz žonki,
vierny tolki ziamłi.
A baćki pierad chataj,
jak siamja hałubkoŭ.
– Adkažy, miły tata,
dzie ty mamu znajšoŭ.
Voś takuju, što prała
lon na vieracianie,
što ŭ biadzie paciašała
i ciabie i mianie.
Što ziamlu zasiavała,
kałi ty vajavaŭ,
i dabru navučała,
kałi ja padrastaŭ.
Słovy mamy, jak ź miodu,
vočy – soniečny śviet,
kolki lubaści ščodraj,
mudrych lekaŭ ad bied.
Mnoha dalaŭ prajechaŭ,
mnoha ściežak prajšoŭ,
jak matula, dziaŭčyny
anidzie nie znajšoŭ.
– Vybraŭ ja maładuju
praź dźvie chaty ź siała.
Hetkich zdatnych haduje
tolki naša ziamla.
 
 
 
 
*  *  *
Znoŭ pa šyfiery doždž bubnić.
Šapacić pa strasie sałamianaj.
Razahnałisia dni – nie spynić,
biezupynna niasuć u niaznanaść.
Dum razhojdanych nie suniać,
pa-lnianomu ich ład pradziecca.
Jak vysoka synam ni latać,
ich ziamnoje pry ich zastaniecca.
Zasiavać – dziadoŭ zapaviet.
Hładzić vobłik ziamłi, nie kalečyć.
Tre pakinuć taki na joj śled,
kab skazałi ab im – čałaviečy.
 
 
 
 
*  *  *
Čas, by nitka lnianaja, pradziecca
dniami, miesiacami i niaŭpynna.
Ŭsio, što siońnia tryvožnym zdajecca,
zaŭtra stanie małym uspaminam.
 
 
 
 
Viecier nivy kałyša
Viecier nivy kałyša,
                                          sini lon, ciomny les.
I ziamla byccam knižka
                                                  adkryvaje svoj źmiest.
Nakłaniajucca ŭ nohi
                                              hryvy sočnych traŭ.
Chtoś araŭ tut razłohi,
                                                  niechta ściežki prakłaŭ.
Zarastajuć kurhany,
                                              bjuć pabiehi z kamla.
To zalečvaje rany
                                      paśla vojnaŭ ziamla.
Doždž joj vobłik zmyvaje,
                                                        biellu śnieh zamiacie.
Jak zima – spačyvaje,
                                          a viasnoj zacvicie.
Nievad sinich azioraŭ
                                      nočču ź nieba jak z dna,
łović ćmianyja zory
                                                i kałyša da dnia.
 
 
 
 
*  *  *
Rozna byvaje ŭ žyćci i ŭ połi.
U ludziej i ŭ pryrody patreba adna:
naradžacca, raści, raśćvitać biez patołi,
pokul viasna.
Junych stahoddziaŭ viecier adčajny.
Zasiavajem, kachajem, čakajem pary.
Straty zaŭčasna, darma padłičajuć.
Znoŭku viasna. Ciaplejuć viatry.
 
 
 
 
Lot
Koń bułany, siadziołka,
lohka nohi – u stremia,
z žuraŭlami havorka,
ŭ vočy vietru biaremia.
 
A nasustrač biarozy,
ciomny les i palany.
Los biaźłitasny, hrozny,
šče pakul što niaznany.
 
Koni – čornyja chmary
pa niabiosnym dziadzincy
kapytami kranajuć
kamiani na haścincy.
 
Chmary błiskajuć, hroziać.
Koń u dziorzkim razhonie.
Ja ściskaju pavoddzie.
Tolki nohi ŭ stramionach.
 
Viecier chmary razhuškaŭ.
Strachu byccam nia stała.
– Ach, dačušča, dačuška,
ledź kania nie zahnała.
 
 
 
 
Damoŭ
Damoŭ – na mastočak kałinavy
rvanieš – hatovy iznoŭ
padniacca, badaj, pa-buśłinamu
klakočučy pieśni z paloŭ.
 
Damoŭ – heta sercam da serca.
Dabrydzień, maja maładość!
Dušoj akryjać, adahrecca
i słovam sahreć kahoś.
 
Tut chleba akrajec, jak miod.
Paduška, jak puch lebiadziny.
Baćki.
I mahiły.
I rod.
Ziamłi svajoj podych hłybinny.
 
 
 
 
Piatru Kłimuku
1

 
Chłopča paleski, z charošych najlepšy,
što vylecieŭ k soncu z drymotnych bałotaŭ.
Skul mnie uziać daskanałyja vieršy,
vartyja hetak dalokich palotaŭ?
 
To ž Biełaruś naša
ŭ chustačcy biełaj,
moža, ŭ kviacistaj śviatočnymi dniami,
uzhadavać svajho syna sumieła, –
ŭźviŭsia arłom z darahimi siabrami.
 
Šmat siły ŭ ziamłi
i šmat u narodzie.
Žyviom my pačesna
z nadziei i pracy.
Ščodra paletki žytniovyja rodziać.
Vysoka ŭmiejuć syny padymacca.
 
Dziakuj, što naš ty z pałsiekaje vioski,
słaŭna ŭźlacieŭ i ščaśłiva viarnuŭsia.
Dziakuj, što ŭ sercy addanym, synoŭskim,
nasiŭ ty i nosiš imia Biełarusi.
 

2

 
Syn chlebarobaŭ paleskich i ŭnuk,
hodnaść
                      i hordaść rodnaha kraju,
znoŭ u palocie
                              naš Piotra Kłimuk,
znoŭku barozny ŭvyś prakładaje.
 
Zastyŭ u tryvožnym čakańni narod,
matčyna serca lakoča
                                                  i mleje,
śmieły,
                  vysoki padziva palot,
takoha i ŭ snoch palašuk nie lalejaŭ.
 
Z płuham učora prajšłi pa ziamłi,
nia raz naravistych zakiłzvałi koniej,
a siońniečy ŭ kosmas viaduć karabłi
upeŭnienaj siłaj sialanskich dałoniaŭ.
 
Błizki nam toj,
chto dziełić palot,
razam hladzić pa kaśmičnaje źziańnie.
Skažy jamu, chłopča,
jaki my narod
i pieradaj ad usich pryvitańnie.
 
Chaj ź lohkaj tvajoj i ščaśłivaj ruki
na honar i radaść rodnaha kraju
ź viosak vychodziać pialešuki.
Chaj u palotach ciabie dahaniajuć.
 
 
 
 
Kastuś Kałinoŭski
Kałi ŭ boj na zmahańnie z katam
vyjšaŭ naš advažny Kastuś,
za plačami jon mieŭ zanadta
mała viosnaŭ
                            i mieŭ Biełaruś.
 
Mieŭ Kastuś svoj adviečny, siarmiažny,
prahny ščaścia, pracoŭny narod.
Tolki vołi žadaŭ niedasiažnaj –
naharody z usich naharod.
 
Bol i puty, čužackaja ciemra,
ład čužy, ździek čužy,
                                                  car i pan.
Tolki ŭ sercy, jak vohnišča, viera,
što narod budzie sam sabie pan.
 
Tolki siła
                        u Jaśki z-pad Vilni
pałymianych zavostranych słoŭ
dy pad šeraju śvitkaju krylle
i razmach, by viasnoj u arłoŭ.
 
O svaboda! Tvaryła dzivosy –
zmahara-kavala sa słuhi.
Ty vastryła sialanskija kosy
u harnile adčaju, tuhi.
 
 
 
 
Čas zubami kłacaje ŭ zastreššy
Čas zubami kłacaje ŭ zastreššy.
Čas nia viedaje,
što choča sam.
Ja ŭ jaho syšču,
što mnie naležyć,
i tabie, ziamla maja, addam.
Budu viedać,
što žyvu nia marna,
kałi praŭda ŭ pieśni praraście,
pašychuje ŭsio z ruki achviarna,
što ad serca,
                              toje zaćvicie.
Śloz haručych harcami nia mieraju.
Nie skupaja,
                      siły nie łiču.
Kroču ŭpierad,
                              spadziajusia, vieru:
što pazyčyła, usio syšču.
I addam Radzimie.
 
 
 
 
*  *  *
Radaść, jak viecier.
Kachańnie, jak hość.
Dasiahnutaść ščaścia
ŭžo ščaściem nia jość.
 
 
 
 
Luty
Choład luty da kaściej prajmaje,
až za dušu łapami biare.
Stynie ŭsiudy, mierźnie, zamiarzaje.
Chodzić važna luty pa dvare.
 
Śmiech i hrech.
A kolki fanaberyi.
Biez kažuška cieraz dvor nia chod.
Zainiełi šyby, navat dźviery.
Za paroham stynie hałalod.
 
Luty-dźmuty:
– Pavajuju z vami.
Vy siahońnia ŭsie ŭ maich rukach!
 
Za plačami – sakavik z bratami
siejuć u prastor viasnovy pach.
 
 
 
 
Biełavieža
U Biełaviežu ŭvajšła, niby ŭ chram.
Stromkich dreŭ
                              maŭčać kałony.
Na kary kala šrama šram,
by sčarniełi staryja ikony.
 
Kropłi smolnyja,
niby pierły.
Krony
kupał nieba padpierłi.
 
Pachiłiłisia dołu kusty.
Pach jadłoŭcu husty,
                                          husty.
 
Cicha tut, tolki serca stuk.
Tut kasula pryvykła da ruk.
 
Žar sunicaŭ – kroŭ ź niečaj rany,
niezahojenaj, nabalełaj.
 
Uźlataje busieł z palany –
padałosia –
                        jak kužal bieły.
 
Zubr na moch, by jahnio, pryloh
la biarozaŭ u biełaj adziežy.
 
Kałi niedzie isnuje Boh,
tut jon, peŭna, u Biełaviežy.
 
 
 
 
Na sutońni
Dobry viečar u chatu.
Z zaciarušanych dreŭ
ściužaj iniej kudłaty
mnie na serca asieŭ.
Tut ahoń naš u piečy.
Žar, jakomu nia stleć.
Ciepłynioju spradviečnaj
mnie b dušu adahreć.
Na dyvan paŭziracca,
słova ščyraje ŭčuć.
Adpačyć pośle pracy
ŭ ščyraj chacie chaču.
 
Dremle viečar na łavach.
Rej dziciačy prycich.
Pośle śniežnych zavałaŭ
adpačynu pry ich.
 
 
 
 
*  *  *
Sumna siahońnia.
Na plečy viećcia
nakinuŭ viecier
chustku sutońnia.
 
Miesiac nia śviecić,
zhubiŭsia niedzie
ŭ ciomna-błakitnaha nieba pradońnie.
Pahaśłi vokny.
U pociemku zrebnym
stajać natrudžanyja siałiby.
 
Vyplesnuŭ viecier
z pradońnia nieba
na hrudzi chmaraŭ
                                  miesiac,
jak rybu.
 
 
 
 
*  *  *
Ja ad ziamielki kryllem adšturchnusia
i abminu ŭ palocie čorny žach.
Laču dušoj sa ściežak Biełarusi
na niedasiažny, padniebny šlach.
 
Unizie bor pad vietram studzić šaty.
Uviersie noč zapalvaje ahni.
Svaja tuha, svaje šlachi ŭ kryłatych.
I praŭdy śled jaśniejšy z vyšyni.
 
 
 
 
Pa-biełarusku
Zadumana stajać na ŭźleśsi chvoi.
Viatry ź biarozaŭ łiście zamiałi.
Nam doraha zaŭsiody ŭsio žyvoje,
što pobač z nami dyša na ziamłi.
 
Ravuć zubry, jak prodki navučyłi,
sivuju pražu pavuki praduć.
Aroł u chmarach raspraŭlaje kryły,
kab dalacieć da mety volnych dum.
 
I dobra tak byvaje ŭ śviecie, stroha.
I nielha kidać los na samaciok.
Svoj šlach u kožnaha, svaja daroha,
pravierana viakami i žyćciom.
 
Z dabrom da rodu, z łaskaj da susiedziaŭ –
ad pradziedaŭ paradak na ziamłi.
Šurpataści, usie pamyłki, biedy
viaki daŭno nam z dušaŭ saskrabłi.
 
I honar svoj – nia treba nam błahoha.
I zvyčaj svoj pa-ludsku žyć ź ludźmi.
Dabro svajo, nia treba nam čužoha.
I budzie ŭsio. Bo z pracavitych my.
 
Zžynajem chleb. Hadujem skibu-skvarku.
Nia vorahi, siabry ŭ nas navakoł.
Umiejem choraša razładzić svarku:
– Siadajcie, hościejki, za naš haścinny stoł!
 
 
 
 
Vierasień
Vierasień u tumanie
bulbiany, bahaty.
Viecier jabłyni hnie,
abtrasaje la chaty.
 
Dzied pryloh na muroh
i atavy nia kosić,
z dreŭ jamu kala noh
syple zołata vosień.
 
Kab ža siłu źbiaroh,
naźbiraŭ by sa žmieniu
srebra-miedzi z daroh,
kab źvinieła ŭ kišeni,
 
dy pajšoŭ by da toj,
što, jak ranak, śmiajecca,
što zabrała spakoj
dy pryvabiła serca.
 
Było b mieniej hadoŭ,
jak tady, jak kałiści,
zakružyłisia b ź joj,
by asieńniaje łiście.
 
Była soniejkam, łaskaj,
abrazkom malavanym,
čaradziejkaju-kazkaj,
pieśniaj niedaśpiavanaj,
 
zorkaj niedačakanaj,
ź niedažataj pałoski
anikim nie sarvanaj
polnaj ružaj la vioski.
 
Uzdychnuŭ ab pary,
jak prydumvaŭ zabavu...
Rastrasajuć viatry
pa prakosach atavu.
 
Hałavy nie padniać.
Niebaschił, jak ślaza...
I šumić sienažać,
adźvinieła kasa.
 
...Kažuć, błudzić duša
pa bałotach, imšary,
jak pamreš zahadzia
ad niaździejśnienaj mary.
 
 
 
 
Syn i matula
Adpłyvałi niaŭpynna ŭ viečnaść dziei byćcia.
Hadavała žančyna kala serca dzicia.
 
Spavivała piaščotaj, sahravała dabrom,
ščyrych dumak palotam,
                                                      što płyłi z małakom.
 
Vyras luby sakołik – drennym ludziam dakor.
Jasnym čubam da stołi,
ščyrym sercam da zor.
 
Sny junackija śniacca, bol dušu zakranuŭ.
– Nie sumuj, maja maci,
                                                što pakinuŭ adnu.
 
Tvaje vočy – śvitańnie, tvaje ruki – ciapło.
Bieź ciabie ni kachańnia, ni žyćcia b nie było.
 
Ale mnie, maładomu,
                                            što la ruk tvaich ros,
zachaciełasia hromu ź niedasiažnych niabios.
 
 
 
 
*  *  *
Mnie patrebny bor stary sasnovy,
dzie na ruki sočycca žyvica.
Mnie patrebna rodnaj čystaj movy
z syradojem u siale napicca.
Słoŭ ajčynnych,
słoŭ sardečnych žmieniu,
mudraści minułych pakaleńniaŭ.
Ciepłyni susiedskaje sustrečy,
chaty cichaj, dobraj,
mirnaj pracy.
I adnosin ščyrych, čałaviečych.
Być ludźmi.
Nia tolki imi zvacca.
 
 
 
 
Raźvitalna zapłakała vosień
Raźvitalna zapłakała vosień,
kropłi śloz na maim vaknie,
vietru volnaha chor stohałosy
ŭ čystym połi sumuje pa mnie.
 
Ja z raŭnin, dzie tumanna i sinie,
volna sercu, prastorna dla dum.
Hasić vosień daždžami kasymi
žar rabinaŭ.
Siače lebiadu.
 
Z uradłivych zasiejanych honiaŭ,
z čystych rek,
što ŭvabrałi ŭ płyń
łiŭni śloz sialanak pryhonnych
i niavołi ahorkły pałyn.
 
Ź biełaruskaj učepistaj hłiny
i z rabra pryniamonskich viarbin,
ja hałinka la biełaha tynu
niezabyŭnych adviečnych śviatyń.
 
Majo serca ź ziamloju zrasłosia.
Kałi vosień biarozy sahnie,
vietru volnaha chor stohałosy
ŭ čystym połi sumuje pa mnie.
 
 
 
 
Chmary
Nieba biaskrajniaje,
nieba nad chatami.
Sunucca chmary laniva ŭhary,
niby kudłatyja i baradatyja
vyjšłi na volnuju pašu zubry.
Kinułi dom svoj –
pušču adviečnuju,
vyjšłi z huščečy,
niby z daŭniny,
kab nahadać pa darozie sustrečnym
šče ŭ netrach ravuć načami jany.
 
 
 
 
*  *  *
A viasna žyćciadajnaja, družnaja.
Zaśmiajałasia sonca ŭhary.
Bieły śnieh, jak pałotnišča kužalu,
u suvoj zhartajuć viatry.
Ptuški z vyraju.
Ty nie sa mnoju,
i darma ciabie ŭ chatu čakać.
I dušy majoj nie zahoić
raspahodžany śpieŭ žaŭruka.
 
 
 
 
*  *  *
Zichacić za ścianoju čarotaŭ
nakruchmaleny Niomna abrus.
Što spyniaje dumak uźloty,
ja pakinu, jak ciažki hruz.
 
Pieśnia, pieśnia, narodnaja łira.
Ja z kajdanaŭ jaje uźniała.
Što ni nota – adkrytaść i ščyraść.
Skarb adzin – darahaja ziamla.
 
 
 
 
U nas
Vočy maje sonnyja.
Sny na viejkach.
Nie zaspałi soniejka,
sałaviejka.
 
Z ručnikom kuželnym,
kab pamycca
rańniaju rasoju, –
da krynicy.
 
Bydła za vakołicu.
Na prastor dzieci.
Žyta ŭ pojas kłonicca.
Vieje viecier.
 
Na lnianym nastolniku
chleb duchmiany.
Syr, aładki na stołiku
da śmiatany.
 
Dyk jašče z prynukaju,
jak viadziecca:
– Ješcie, ješcie, hościki,
bo ad serca.
 
 
 
 
Vierš
Narod pavažaješ, adkryta žyvieš –
prychodzić natchnieńnie ad ščodraha serca.
Z maleńkich pačućciaŭ nia zrodzicca vierš,
jak z pustoha viadzierca vada nie naljecca.
 
Šmat čaho treba ŭ dušu uvabrać.
Tam źmieścicca bolš, jak u našych dałoniach.
Začerpnuć z krynicy śviatła i dabra –
chaj naša minułaść praź vieršy hamonić.
 
Pisać pra minułaść – nia kročyć nazad.
Pisać pra sučasnaść – nia rvacca napierad.
Treba ŭ paemu žyćcio nanizać –
zvažyć byłoje, u zaŭtra pavieryć.
 
Vieršy pisać, jak lubić i ciarpieć.
Z praŭdaju los załučyć nazaŭsiody.
Nia ŭčora pačatak,
nia zaŭtra kaniec
nadziejam i dumkam uźlotnym naroda.
 
 
 
 
Ziamla
O ziamla!
Snoŭ sialanskich kałyska,
biełaruskaja naša dola.
Ty, jak maci, nam rodnaja, błizkaja.
Naša pole, šyrokaje pole.
 
Nyje serca soładka-soładka,
maładzieńkaja hryva runi,
i paletkaŭ biaskrajnich zołata,
i tarpiny snapoŭ na humnach.
 
Ŭžo arem i žniom my mašynami,
navat dzičak nie abminajem.
Ty ž ćvicieš, jak ćviła, šypšynaju,
ty šumiš tapalovym hajem.
 
My adnymi daždžami zmytyja,
my sa ściužy,
ź nialohkaj dołi,
z rodnych piesień,
z paletkaŭ žyta my.
Uradłivaje naša pole.
 
 
 
 
*  *  *
Vierny budź słovu,
jakim Kupała,
prarok narodny,
sercy ŭzvarušyŭ.
 
Vierny budź słovu,
jakoje ŭpała
z matčynych vusnaŭ,
jak ź nieba,
                        ŭ dušu.
 
 
 
 
*  *  *
Tolki čystyja sercy piajuć.
Tolki ptuški, vitajučy sonca
dy kałi svaje hniozdy ŭjuć,
zvoniać pieśniami ŭ nieba biaskonca.
 
Heta podźmuch žyvučaj viasny,
jasnych promniaŭ niaŭłoŭnaja žmienia
prabudziła kruhom hałasy
maładości, siły, kvitnieńnia.
 
Sum prachodzić minułaj zimy,
zamirajuć niahody žyćciovyja,
padymajecca radaść ź ziamłi,
sakavickim pavievam adnoŭlenaj.
 
Siła kryłaŭ nia znaje hranic,
abminajučy ściežki hłuchija,
pje duša ź pieršarodnych krynic
biełaruskaj adviečnaj stychii.
 
Vyryvajecca pieśnia u śviet
mocnaj prahaj dabra i svabody
za ptušynymi pieśniami ŭśled.
I paety ptušynaha rodu.
 
 
 
 
Krynicy
U biaźmiežnuju eru kaśmičnuju,
by ŭ sivuju paru łučyn,
bje prazora vada kryničnaja,
abmyvajučy piatki viarbin.
 
Toj, chto źviedaŭ
                                      palotaŭ kružeńni,
dal mižzornych šlachoŭ biez hranic,
nachiłiŭsia, hłyknuŭ sa žmieni,
kab šyłinki ŭ jaje nie ŭranić.
 
Jak by vysaka my ni ŭźlatałi,
jak daloka b my ni byłi,
nas da vierbaŭ krynički viartałi.
My junactva z kryničak piłi.
 
 
 
 
Viecier
Za voknami doždž,
                                          nie badziory, nia zvonki,
płakaŭ, ab tym nat nia znaŭ.
Viecier rabiny čyrvonaje hronki,
jak pacierki, pierabiraŭ.
 
Serca trapieča ŭ niastałaha vietru:
– Krasunia, sucieš,
                                        supakoj.
Čamu nie złažyła karalaŭ ty łstam,
ja ažaniŭsia b z taboj.
 
A to zaručyŭsia ź bialavaj biarozkaj,
kosy joj ploŭ davidna,
vierna čakała abdymkaŭ za vioskaj,
siońnia biaź łiścia jana.
 
Hutarki vietru byłi niesumiesnyja.
Zazichacieła rabina krasoj
i zastałasia asieńniaj niaviestaju,
žonkaju ničyjoj.
 
 
 
 
Busły
Chodziać hości – busły na dałinie.
Skul da nas prylaciełi,
siabry?
Krekčuć žaby na doždž
                                                          ŭ łuhavinie,
sałaŭi zaśpiavałi ŭ bary.
 
Śmieła, buśłiki, lotajcie doma,
vicie hniozdy błižej kala nas.
Ŭ nas usio, jak daŭniej, pa-staromu,
choć i novy,
jak kažuć, čas.
 
Moža, krychu inakšuju, zvonkuju,
pa-staromu kab vas pryvitać,
my zaciahniem na dreva baronku,
kab lahčej vam hniazdo budavać.
 
Hetak mnoha šyrokich darohaŭ.
Nam milej dal paloŭ i lasy,
dzie viakami da našych parohaŭ
prylatajuć na viesnu busły.
 
 
 
 
Smaha
Žyvym strumieniem z netraŭ bje
chałodnaja, by lod,
                                      krynica.
Jak praŭdu,
čerpaju jaje
ź ziamłi, što mnie nie čužanica.
 
Ciače vadzica prosta ŭ zban.
A peŭna, što lahčej udvoje,
pavołi adkruciŭšy kran,
napoŭnić konaŭki vadoju.
 
Pajdu nasupierak viatroŭ
nasustrač niŭ i polnych makaŭ
pad cieniem łipaŭ i duboŭ
pa vodu tuju,
što da smaku.
 
 
 
 
Vajnoj
Serca maci načami nia śpić,
lekacić, jak zymany hołub.
Serca maci za ŭsich bałić.
Biełizna pakryvaje hodaŭ.
 
Naradzić,
                      karmić,
                                        hadavać.
Čuć ich hołas, bačyć usiudy
i vajnie na niamiłaść addać
dy čakać čornaj viestki ci cudu.
 
Chmaraj znoŭ hruhanam kružyć
nad paboiščam.
Tleć papiałiščam.
Jak ža zroblena mała,
kab žyć.
Jak ža zroblena mnoha,
kab niščyć.
 
 
 
 
*  *  *
Śvišča viecier ašaleła, vostra,
chlešča horduju dušu maju.
ź niepahodaj u adzinaborśćvie
vytryvała ŭsio. Jašče staju.
 
Nie złamałi niedruhi i hora.
Bo ŭ časy pravierak i niahod
punktam niepachisnaje apory
byŭ taki tryvały moj narod.
 
 
 
 
Žyć
Žyć – heta ŭ zaŭtra pramiennaje vieryć,
z padniataj la złydniaŭ prajści hałavoj.
Žyć – heta znača pračchnucca ad ciemry
i sonca ubačyć nad sumnaj ziamloj.
 
Ŭ chacie z pachučych sasnovych biarvieńniaŭ
z našym hajučym siamiejnym ciapłom
bačyć, jak ščyra ŭsie try pakaleńni
syducca razam za poŭnym stałom.
 
Žyć – kałychać i na viečnaść pravodzić,
rod svoj i movu kachać, ścierahčy.
Chaj źziaje, chaj viečna ŭ kryvi našaj brodzić,
rodnaju pieśniaj čaruje ŭ žyćci.
 
Mudraść dziadoŭ i dziaciej ščabiatańnie,
hožaść žanočaja, siła mužoŭ,
dziŭnaść i śmiełaść, žyvoje śvitańnie,
ŭ jakim adčuvajecca viernaja kroŭ.
 
Siła ŭ dałoniach dy pośpiechi ŭ pracy,
spohadź susiedzskaja, łitaść ŭ biadzie,
hordaja mužnaść za praŭdu zmahacca,
pašana i vartaść sapraŭdnych ludziej.
 
Žyć – kidać viečna u voryva ziernie,
sadzić maładyja lasy i sady,
to dotykam noh całavać tuju ziemlu,
dzie ciažka stupałi baćki i dziady.
 
 
 
 
Buduju dom
Buduju dom. Pałac nia łomkaj hłiny.
U druz parassypajecca beton.
Žyvych ludziej pryvalvajuć ruiny.
Ja pabuduju tryvały dom.
 
Sa ściežak jon, što pralahłi praź cierni.
Jon sa zmahańnia, dzie maje ślady.
Z małoha i viałikaha ciarpieńnia,
narodzie moj, stary i małady.
 
Moj viek minuŭsia, žudasny i sumny.
Ź siaŭni majoj nastupić umałot,
jak budzie žyć akryleny, razumny,
paetami prasłaŭleny narod.
 
 
 
 
*  *  *
Noč dyša ciažka, kanaje nibyta,
i tamu tak niaviesieła mnie.
Nieba zorami mocna prybita,
tak pahrozna maŭčyć u vaknie.
Nie. Nia treba! Ciažkaści-važkaści
słabym, pryvučanym nyć
majem prava žyćciovyja radaści
na ziamłi miž ludźmi padziałić.
Vymyty ŭ rosach, prapachnuty ziołkami,
abapioršysia na placień,
padpierazaŭsia cudnaj viasiołkaju
novanarodžany dzień.
 
 
 
 
Maroz
– Ja dužy. Zachoču – zamuču da śloz.
Spyniu, zakavaju kryhi.
Usio aniamieje...
                              Chvałiŭsia maroz,
pakul nie było adłihi.
 
Nie ad takoha łichoha, jak sam,
što mučyć, marozić biaskonca
i noraŭ dyktuje žorstkim viatram, –
zahinuŭ maroz ad sonca.
 
 
 
 
Kvołaść
Žanočaje amal nia znaju kvołi,
choć serca tužyć vosieńniu pa joj.
Žyćcia ŭmałot viatry pieramałołi
i skroni nat absypałi mukoj.
 
Ja na tvaich razłohach – čaracinka,
ziamla maja,
                      moj soład i moj bol.
Moj žytni chleb z duchmianaju skarynkaj
na tvoj abrus
                              pakłaści mnie dazvol.
 
 
 
 
*  *  *
Ciahnucca ŭ nieba tapołi.
Šlach naciańki da siała.
Ja zabłudziłasia ŭ połi,
ściežkaj krutoju pajšła.
 
Dub u zadumie hłybokaj.
Hniecca viarba da ziamłi.
Tutaka vierać va ŭroki,
peŭna, mianie urakłi.
 
Pachła la noh kaniušyna.
Bujna ćviła sienažać.
Pole mianie navučyła
z rodnych daroh nie zmylać.
 
Časam spyniusia ad bolu.
Moŭčki pot vytru z čała.
Ja zabłudziłasia ŭ połi,
ściežkaj krutoju pajšła.
 
 
 
 
*  *  *
Idu skroź zialonyja šołachi dreŭ,
adna miž padoŭžanych cieniaŭ.
Puch tapałiny na skroni asieŭ.
Nia źdźmuć jaho vietram asieńnim.
 
 
 
 
Dom dziacinstva
Praciahnułasia daroha
moŭčki za siałom.
Tam, za maryvam razłohaŭ,
moj viaskovy dom.
 
Źleva – alšyna hustaja,
łuh ćvicie, jak maj.
Sprava ŭ nieba vyrastaje
biełazory haj.
 
Pachnie śvieža bor sasnovy,
kala noh čabor.
Raśśpiavaŭsia dzień łipniovy,
by pčałiny chor.
 
Chodziać tam «busłe» pavołi
zielena kruhom.
Mnoj pakinuty miž pola
moj viasnovy dom.
 
 
 
 
Zubr-adziniec
Zubr-adziniec ad statka advyk,
nie achviaraj, a panam u lesie.
Adzin, jak piłihrym, što ŭ śviatyniu pranik.
Adzin, jak aroł padniabieśsi.
 
Nakanavańnie nakreśłić kruhi,
razhon, uzvyššy palotu.
Kaho palubiłi adnojčy bahi,
siła jaho – adzinota.
 
Krasujecca statak prypłodam cialat,
hulniami ŭ travach pachučych.
A ŭ sercy adzinca inakšy zahad –
być rykam adviečnaje puščy.
 
Stojbišča statka i statka łuhi.
Adzincu – tryvoha ŭ sercy.
Kaho palubiłi adnojčy bahi,
sa statkam toj nie saljecca.
 
 
 
 
*  *  *
Nada mnoju stol z došak i belek
pralahła na biarvieńniach tuhich,
styrčać haki starych kałybielaŭ,
noč minułaść kałyša na ich.
 
 
 
 
*  *  *
Pieśnia karonaj na hołaŭ lahła,
ź ciernia viankom na čało.
Pieśnia-siabroŭka z małoha siała
ścipłaja, niby siało...
 
Chočacca ruki šyroka padniać
i dać joj svabodny ŭźlot.
Chaj kružyć, burkuje, piaje, jak viasna,
prarvaŭšy pramieńniem lod.
 
 
 
 
*  *  *
Z bolu naroda,
                                  ź jahonych nadziej,
jak luboŭ i sumleńnie śvietu,
jak nośbity volnych i śvietłych idej,
ź ziamłi prarastajuć paety.
 
Škoda, nia kožny ab joj zapiaje,
parad u jaje zapytaje.
Choć siła, što j drevam mahutnaść daje,
ŭ svaich netrach i pieśniu stvaraje!
 
 
 
 
Paety
Poŭnaje serca ŭźniosłych turbot,
krasoju ziamłi zachapleńnie.
Paety – zusim nie manašaski rod.
Paety – žyvyja stvareńni.
 
Nie pa raźłiku byvałych ludziej,
papaŭšysia ŭ pieraplot,
słuchajuć serca.
Jano praŭdziviej,
im kreśłić napramak, lot.
 
Z šeraści tvorać žyćcia ideał
i śmieła napierad varožać.
La vohnišča – dumaŭ natchniony zapał
i piesień raźłiŭ pieramožny.
 
Nia ŭsie ź im muzyki,
nia ŭsie sałaŭi,
što zory tryvožać načami.
Biaź jenku ŭ ciarpieńni,
biaz strachu ŭ bai.
 
Paety byvajuć arłami.
 
 
 
 
U pieśniach jość chleb
A mianie, musić, z hora
naradziła ziamla,
tolki cichaj pakory
ŭ serca mnie ŭłiła.
 
Noč, jak podych chaŭturny,
nat zara nie ŭzyšła,
nie z pramieńnia, a z bury,
musić, vyjšła duša.
 
Sonca na niebaschile.
Kružyć ptach nad ziamloj.
Jon pazyčyŭ mnie krylle
i pakłikaŭ z saboj.
 
Krylle – skarb niebahaty.
Ŭźlotaŭ nie padziałić.
Nie chapiła ziarniataŭ,
kab usich nakarmić.
 
Tolki piesień chapiła,
kab chtoś ducham akrep.
Peŭna, ŭ pieśni jość siła.
Peŭna, ŭ pieśni jość chleb.
 
 
 
 
Uspaminała dziaŭčynańka
Uspaminała dziaŭčynańka
załatuju viasnu.
Da mahiłački viernaj być –
chto całuje adnu.
 
I zimoju ci letam
cieraz bury i śnieh
za takim iści śledam,
chto kachaje naviek.
 
Byŭ ža – dolaju vyśnieny –
serca bolem kranuŭ,
Vusny – śpiełyja višni –
punsavałi jamu.
 
Jak išłi hanarovyja.
Jon ad brata viarniej.
Dy takija herojami
palahłi na vajnie.
 
 
 
 
*  *  *
Budźcie z pahodaj, mirnyja dni –
plon čałaviečaje pracy.
 
Budźcie z łahodaj,
śmiełyja sny,
što sercu ludskomu śniacca.
 
Budź uradłivaj zaŭsiody,
ziamla,
ščodraj, vilhotnaj viečna,
što rodnym bratam prytułak dała
ŭ siami svajoj čałaviečaj.
 
Ale ŭ błakicie azioraŭ i rek
z kosami śpiełaha žyta
radzima čakaje vas,
jak Solvejh
čakała kałiś Per Hiunta.
 
 
 
 
*  *  *
Moładź nia śpić, nia ścišyć siała –
tužać, kachajuć hitary.
Nočka-cyhanka vysoka ŭźniała
miesiaca poŭnuju čaru.
Voblesk dalokich niaznanych płaniet.
Sad u špakoŭ pierahudzie.
Jak ža charošy, raskviečany śviet –
na viečnuju radaść ludziam!
 
Z sercaŭ čućcia, niby kipień z kaŭša,
siła burłić maładaja.
Pleščacca ŭ pieśniach žyvaja duša,
dolu z-pad strech vykłikaje.
 
 
 
 
*  *  *
Siońnia miesiac, rahaty i hrešny,
błudzić niebam, šukaje pryhod.
Hetkaj nočču składajucca vieršy
až da ranicy navylot.
 
 
 
 
*  *  *
Čas imčycca.
Minułaści soładka śpicca.
Novych dumak i maraŭ nia pafasny
chor,
novaj praŭdy druhija,
žyvyja krynicy
razbudziŭ zvyšrakietny,
šalony vichor.
 
Nie, nia atam!
Niachaj lepš u stomlenych sercach
stanie rozum nasuprać tupych kułakoŭ.
Dasiahnieńni navuki
ŭ pajadynku sa śmierciu.
 
Suprać zhuby płanety
ŭsia mudraść viakoŭ.
 
 
 
 
Dzie błudziać sny
Cišynia raŭnamierna płyvie za vaknom,
jak žyćcio biez prynady, biaź śmiechu.
Časam viecier zazvonić ab šybu kryłom
ci zabjecca z razhonu ab strechu.
 
Ja łiču pavaroty ŭžo projdzienych dzion.
Tych, što pryjduć,
                                            spaznać nie umieju.
Čas płyvie.
Ja nia splu.
Zabłudziŭsia moj son
va ŭspaminach surovych zaviejaŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Ajčyna – adviečnaje słova z hłybiń
z žyćciom udychnułi u sercy.
Dołi pałyn i nadziejaŭ ciapłyń
i viernaść nadziejam da śmierci.
 
Ajčyna – ziamielka,
                                          mahiły dziadoŭ,
ich dumki i tvorčaja praca.
U śniežnuju zamieć daroha damoŭ
to – nie bajacca!
 
To – radaść śvitańnia
                                                        i sum viečaroŭ,
ad sonca sałodkaja ŭtoma.
To – śvietłaja,
                              viernaja ŭ sercy luboŭ.
Ajčyna – to doma!
Doma!
 
Spradviečnaja dola –
žyć i ŭmirać.
Praciahłaść supolnaha rodu.
Ci buduć časami syny ŭspaminać,
jak pojdziem užo nazaŭsiody?
 
 
 
 
Biassońnie
Apałi chmary – kudziełi kłočča –
z načnoje ćmy za šery niebaschił.
A maładzik ad pacałunkaŭ nočy
u ruki dzieŭčyny
                                    upaŭ biaź sił.
 
Zaroju śvietłaj nieba zakranuła.
Zbudziłi ptuški pole da žyćcia.
A ja zusim pakul što nie zasnuła –
havorcy z sercam nie čutno kanca.
 
Paetaŭ son i niedarečny.
Tut mary ź javaju nie pahadzić.
To – dyjaloh,
napružanaja sprečka
Taho, što jość
i jak mahło ŭžo być.
 
 
 
 
Žniaja
Biełaja kašula
i siarpok praz plečy.
Tkanaja spadnica, chvartušok kviacisty.
Voś idzie dziaŭčyna
i piaje, ščabieča
ź nivaju daśpiełaj,
z rańniem załacistym.
 
Dy na postać stanie,
zaharnie kałośsie,
zublenym siarpočkam sabiare ŭ dałoni.
 
Zołata ciažkoje,
kab nie rastrasłosia,
lohieńka i sprytna
da ziamłi nakłonić.
 
Dy uzdymie žmieńku
jznoŭ nad hałavoju.
Dy kałośsiem śpiełym,
by pramieńniem jasnym,
ź lohkaściu ptušynaj
ŭskałychnie ź luboŭju
i pałožyć žmieniu ŭniz na pieraviasła.
 
Adarviecca časam, snop vysoki źviaža.
Za saboj pastavić vietru na zabavu.
I stajać snapočki załatoju stražaj
la miažy zialonaj z čubam kučaravym.
 
Končycca dzianiočak,
dyk na ržyščy hładkim
zžataju darohaj u sutońni šerym
strojnyja snapočki syducca ŭ dziesiatki.
 
A dziaŭčyna pojdzie
ŭ chatu na viačeru.
 
 
 
 
Asieńni
Soniejka nia vyjšła bolš na nieba
ŭ zołacie ad hałavy da piat.
 
Dzień siahońnia apranuŭsia
                                                          ŭ zrebje
chmar abšmorhanych
i chmaraniat.
 
Navat vačaniaty nie śmiajucca
pad asieńni,
pad imhłisty šum.
 
Tumanami ŭ hałavie snujucca
pasmy sumnych
                                žuraŭłinych dum.
 
Adlataje,
zacichaje radaść.
Tolki serca stohnie,
                                            by krumkač,
byccam by pryhnuła nas adkaznaść
za vichuraŭ biezuciešny płač.
 
 
 
 
*  *  *
My paety,
vysoki ŭźlot.
Nam da chleba –
hłytočak słavy.
Kab raspłavić na Niomnie lod,
nieba doryć nam vieršy-prajavy.
My adkryta hladzim na śviet,
naša vohnišča nie patušać.
My zastohniem –
naš śpieŭ, jak śled,
zastaniecca adbitkam na dušach.
 
 
 
 
*  *  *
Pa haścincy, kapytami ŭbitym,
šparka jedzie parakonny voz.
Pahaniaje viecier chvalaj žyta,
zvoniać rosy ŭ kučarach biaroz.
 
Pčoły ŭ vullach šče. Raniutka rańnie.
Pračynajecca ledź-ledź siało.
Tolki što niaśmiełaje śvitańnie
čarku sonca ŭ nieba padniało.
 
Bor pračnuŭsia ŭ važkim zadumieńni.
Bronzu sosien dziatły nie kujuć.
Ad hłybokich viekavych kareńniaŭ
maładyja parostki rastuć.
 
 
 
 
*  *  *
Soniečna.
Vietryku cichi napieŭ.
Ładzicca podstup ščodramu letu.
Ciomnaja zieleń
razhałistych dreŭ
mianie addzialaje ad śvietu.
 
Kvietki navokał.
Travy la noh.
Ja nie pajdu
za błakitny toj plos.
Chaty sialanskaj staptany paroh
mnie padarunkam naležyć...
Moj los...
 
 
 
 
Načnaja akvarel
Takaja noč.
Nie zvaruchniecca viecier.
Hałina nie zvarušycca naździŭ.
Na zrebi chmar
z burštynu branzalecik –
prynadna śviecić kvoły maładzik.
 
Apošniaje śviatło ŭ vaknie pahasła.
Miadźviedziem raściahnuŭsia ciomny bor.
Ŭ zadumie ŭsio.
Adny tolki Pehasy
kranajuć kapytami zor.
 
 
 
 
*  *  *
Vychodžu nad Nioman pad klokat busłoŭ,
uhłyb zapuskaju nievad.
Ci budzie na ščaście bahaty ułoŭ,
trudna zhadać napierad.
 
Ścielecca travami bierah raki,
uzdryhvaje hładź vadzianaja.
Pleščucca ŭ chvalach jazi, ščupaki,
som pavietra hłynuć vynyraje.
 
Z toniaŭ, z hłybiń la svaich bierahoŭ
nievad ciahnuć – asałoda.
Vyplesnuć ź vieršy tuhich ščupakoŭ,
a płotak puścić u vodu.
 
 
 
 
*  *  *
Zašumieła ŭ zadumnym lesie,
zahajdałasia ŭ vyšyni.
Uva mnie staradaŭniaja pieśnia
zapuściła svaje karani.
 
Z-pad siarpa prahučeła kałiści
la ziarnistych žytniovych snapoŭ,
Kałi busieł hajdaŭ kałysku
jasnavokich dziciačych hadoŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Žyć by na adnasielłi,
dzie na daśviećci
stukoča ŭ skroni,
budzić sa snu viecier.
 
Žyć by na adnasielłi –
zoraŭ šukać u prysadzie,
praści viatroŭ kudzielu,
što niekałi nie dapradziena.
 
Ahoń patreskvaje ŭ piečy.
Kachańnie ščyra ščabieča.
Ad ščaścia maŭčyć, jak biazdońnie,
hajučaje Pryniamońnie.
 
 
 
 
*  *  *
Padkradajecca źniačeŭku strach
dy rukoj kaščavaj serca ŭščymić.
Ćviorda na svaich staju nahach
i hladžu ćviarozymi vačyma.
 
Kab miakiny za ŭmałot nia ŭziać,
lohkaje słaŭco kładu na vahu.
 
Kab chłuśni dy praŭdaj nie nazvać,
ja znajdu jašče ŭ hrudzioch advahu.
 
 
 
 
*  *  *
Napłastavańnie projdzienych hadoŭ –
užo amal kurhańnie narastaje.
I serca chaładok, i śnieh viskoŭ,
jaki ŭ viasnovy poŭdzień nie rastanie, –
nahadvajuć daloki ciažki šlach,
kudy pajedu, skul niama zvarotu.
Zastynie iniej ŭ ciomnych vałasach
viankom apošnim ščyramu narodu.
 
 
 
 
*  *  *
Rozna byvaje.
I znoŭ niespakoj.
Nialohka mnie, nie piareču.
Dolu biaru žanočaj rukoj,
niby kania pad vuzdečku.
 
Budzie ŭ nahu pasłuchmiana iści.
Vołi majoj nia zdradzić.
Nia dam siabie ŭ biezdarožža niaści
pa dzion maich łistapadzie.
 
Žyvu – heta značyć znoŭ na kani.
Z zacuhlanaju dolaju.
U prorvu rvanie – nie bajusia ani.
 
Praskaču?
Utrymaju?
Nia zdoleju?
 
 
 
 
*  *  *
Tut daroha biažyć praz pałi,
abminaje nad krušniami dzički,
bje vada la kamieńniaŭ ź ziamłi
ŭ łona cichaj prazrystaj krynički.
 
Ja rastu, jak jačmień, jak avios,
ziernie ŭ kołasie peŭna chavaju,
a ŭ śniahi i ŭ surovy maroz
ja, zdajecca, z ralloj spačyvaju.
 
Što žyvoje, ja sercam lublu.
Kožny viedaju tvar nieviałički.
Łasku soniejka ŭ dušu łaŭlu
i ad bur nie chavaju abłičča.
 
 
 
 
U siołach daŭno nie praduć
Voŭny biełaj pasmački kvołyja
z chmar-kudziełi viatry praduć,
nie na kužal, što tkałi ŭ siołach.
Pa siołach daŭno nie praduć.
 
Nie snujuć viečarami, nia marać
dy nia ładziać zabytych krasion.
Kałi ŭbačać staroje pryładdzie,
daŭninu ŭspaminajuć, jak son.
 
Ź cichaj ściežki žyćcio sastupiła,
šerych dośvitkaŭ bolej niama.
Nie majstruje hrabiel i capilnaŭ,
na taku nie małocić zima.
 
Nie patrebny ni śvirny, ni humny.
Małaćba biez capoŭ i hrabiel.
Tolki sercu daŭniejšamu sumna.
Časam śnicca kuželnaja biel.
 
 
 
 
*  *  *
Ciače ŭ kryvi nia duch słaby i presny,
što chiłicca prad kožnaj chvalaj zła,
a sum lasny, staryja našy pieśni
z nadniomanskaha rodnaha siała.
 
Upeŭniena ciače jana pa žyłach –
naroda kroŭ,
što pratryvaŭ viaki,
buntarnaja,
by niekałi ŭ Vaščyły...
 
 
 
 
*  *  *
U nieba ŭpierłisia
                                  duboŭ karony.
Stajać jany, ravieśniki viakam,
by strojnyja daryckija kałony,
nahadvajuć stary antyčny chram.
 
Z pahancaŭ ja.
Krasie ziamłi malusia,
ŭ siabie ŭbiraju viełič i spakoj.
Imknusia ŭ śviet
šlachami Biełarusi.
Śniažynki tajuć na vačoch ślazoj.
 
 
 
 
*  *  *
Na soniečnych honiach,
dzie ja padrasła,
nad majoju zialonaj kałyskaju
hamonić viasna,
zaćvitaje viasna,
małanki zihzahami błiskajuć.
Nia horad viałiki,
asfaltavy šlach,
pałacy i sutareńni, –
dziacinstva ilnianaje śnicca,
a ŭ snach
sunicy ŭ murzataj žmieni.
 
 
 
 
*  *  *
Na prypiečku murłyča kot,
hadzińnik mirna bjecca
i serca šyfravany kod
čutno ŭ cišy, zdajecca.
 
Maŭčańnie, ciemień u hary.
Nasupierak spakoju
ja z vami hutaru, siabry,
ślazinaju skupoju.
 
 
 
 
Leki
Hladžu z vakna: śniahi pavołi tajuć
i sonca ŭstała hožaje jak śled,
pavietra znoŭ papoŭnicy hłytaju
i ciešusia, što zarunieŭ suśviet.
 
Duša iznoŭ, by soniejka, jaśnieje,
i nohi ŭsio niasuć mianie dalej,
i chočacca ziarniaty ščodra siejać,
na kryłach słoŭ za vobłaki lacieć.
 
Vitać vačyma kožnuju travinku,
akazvacca na ščyry strečny śmiech,
iści ściažynami biez adpačynku,
tvaryć, jak tvorać viosny, nie naśpiech.
 
Vychodzić z vostrym lemiachom u pole,
prylot ptušyny, zvonki śpieŭ vitać,
raści ažno da nieba siniaj stołi,
z pryrodaju dušoju raśćvitać.
 
Spłyvaje z dreŭ adviečnaja žyvica,
viatry zadorna ŭ pravadach huduć.
Spakojny son, majho žyćcia krynica,
zalečvać rany da ciabie idu.
 
 
 
 
*  *  *
Žyćcio – nia hruška na viarbie,
hatovy karavaj.
Stvaralnaj pracy dla siabie
ŭ nas niepačaty kraj.
Paśpieć by rany zahaić,
chto ŭ bitvie paŭ, za tych,
usio viarnuć, iznoŭ stvaryć
i dakachać za ich.
Źviarynych łapaŭ ścierci śled.
ludziej dabru vučyć
i pakazać naščadkam śviet,
ŭ jakim nia strašna žyć.
 
 
 
 
*  *  *
U kožnaha zara svaich nadziej,
radaści svaje, svaje turboty.
Tamu nia moža zvonki sałaviej,
piajun viasny, śvistać pa voŭčych notach.
 
 
 
 
U časy vojnaŭ na našaj ziamłi
Tut usio prydbana i ŭ ziamłi schavana.
Chleb jość i da chleba ŭ ciažki čas.
Sami apranajemsia i sami lečym rany, –
hetak vojny navučyłi nas.
 
Lon i voŭna – vopratka hatova.
Kažuchi i śvitki.
Sała. Miod.
Vorah kulami viadzie razmovu –
kulami adkaža naš narod.
 
Jak biada niščymnicu stvaraje –
budzie dužy z bulby, ź lebiady.
Tolki čałaviečnaść zachavaje,
dabryniu, sumlennaść, jak zaŭždy.
 
Ščyra tut usio ŭ nas i paprostu:
nivy, zbožža. Viełič našych spraŭ.
I niaŭciam pažary i zabojstvy
tym, chto chleb rukami zdabyvaŭ.
 
Znoŭ siało za lesam daharaje,
zaciahnułi niebaschił dymy.
Vorah nas nie pastralaje.
Tut kamieńni robiacca ludźmi.
 
 
 
 
Vyraj małady
Narod asiedły my, nia ptuški pieralotnyja,
i Baćkaŭščyna rodnaja – nia step.
Ź ziamielki vornaje,
ź siaŭni i potu my,
tak pakachaŭšyja kasu i sierp.
 
Daždžami my abmytyja i rosami,
žyvučaść nam daje sama viasna.
My ad ziamłi – składanyja i prostyja
i ščodryja takija ž, jak jana.
 
Naturaju, jak soniejka, my dobryja
i łitaścivyja, jak matčyna luboŭ.
U baraćbie my stojkija, charobryja
i viernyja ziamłi svaich dziadoŭ.
 
Jak našy pčoły, hetak pracavityja,
niby muraški, družnyja z saboj.
Ad dołi trudnaj hartavanyja, hranitnyja,
išłi stotysiačnaju «Hramadoj».
 
Dušoju my, jak pieśni ščyryja,
u śviet zahnanyja my sa spałochu dzion,
damoŭ viartajemsia, jak ptuški z vyraju,
i apadajem na stary zahon.
 
I miłaje nam nieba hrudavataje,
i vosieni, i letni sancapiok.
Bary adviečnyja, sady za chatami,
nahami rodu stoptany paroh.
 
Žyviom my hniozdami, svaimi siołami,
nasielvajem staryja harady,
ŭ biasiedzie družnyja,
padčas viasiołyja,
ź viaskovych chataŭ vyraj małady.
 
 
 
 
Maładość i staraść
Maładość – palot maraŭ vysokich,
niestrymanaść paryvaŭ i bunt.
Staraść robić maleńkija kroki,
ale peŭna stupaje na hrunt.
Maładość biez zadumaŭ, dakoraŭ
časam prymie za zołata miedź.
Skiravać svaje kroki da zoraŭ –
šče nia značyć da ich dalacieć...
Ŭ maładych – paryvańnie i słova,
burałom na spakojnaj ziamłi.
Mužnaść važkaja ŭ sivahałovych,
što kareńniem u doł uraśłi.
Maładość, zamahajučy mnoha,
daram błudzić sabie ŭ abłakach.
Staraść viedaje lepiej darohu
i na pravilny vyviedzie šlach.
Słaŭny ŭźlot małady i pryhožy,
ŭsio ž padvodzić niaviedańnie spraŭ.
U žyćci tolki toj pieramoža,
chto ŭ siabie mudraść starca ŭvabraŭ.
Nu, a mudraść nia ź vietru biarecca –
adnahodak stahoddziam amal.
Doŭha mołatam ciažkim kujecca,
pokul stanie hartoŭnaju stal.
Śmieły bunt, pobač mudraja rada,
peŭnaść krokaŭ i dumaŭ palot.
I adna tolki prostaja praŭda:
chaj žyvie i dužeje narod.
 
 
 
 
Zavieja
Dal, jak hlanuć,
bialeje.
Bieły kužal daroh,
zakruciła zavieja
bieły śnieh u paloch.
 
Ašaleła zavieja,
zahubiła moj śled.
Nasumiociła, vieje
až kaniu pa chrybiet.
 
Pałazam nie pracierci
šlach stary da siała.
Hurby śniehu i ŭ sercy
mnie zima namiała.
 
Mroi, mary, nadziei
vyrvaŭ viecier z daroh.
Krucić, krucić zavieja
biełym śnieham la noh.
 
 
 
 
Tost
Adkinuŭšy ŭbok błytaninu
čužych nadakučłivych słoŭ,
idu ja staroj kalainaj,
zabytaju ściežkaj damoŭ.
 
I kožny moj krok – to pamiać,
pozirk – sustreča z byłym
rany staryja palać.
Bol vočy hryzie, jak dym.
 
Ja čuju, jak miodam łipovym
z vusnaŭ žančyny luboj
ljecca rodnaja mova
i hoić niaźlečany bol.
 
Chaču na pačesnaje miesca
la vyšytych ručnikoŭ
za stoł svoj dubovy sieści,
skłikać ŭ zastolle siabroŭ.
 
I chleba čornaha łustu
ŭsim raździałić paroŭnu
dy z čarki, pa bierah poŭnaj,
vypić za vaša zdaroŭje,
chto hetaj ziamłi haspadar.
 
 
 
 
Ściežka
Idu štodzionna
ściežkaj studzionaj.
Biaru za hryvu dolu-kania.
Zdajecca časam: piajuć vieraciony
pad baćkavaj strechaju až davidna.
 
Vodhuk minułaści, luby i śpieŭny,
jak chvałi kałośsia,
jak šum baravy.
 
Matčynych ruk dotyk miakki, suhreŭny,
kranajecca promniem
majoj hałavy.
 
Usio heta – pryvidy, zdani.
Viartańnie
da viosnaŭ,
da matčynych ruk ciepłyni.
Sialanskaju ščyraju pieśniaj śvitańnia
tryvožyć asieńnija poźnija dni.
 
Sumna na sercy
i krychu baluča
biaz bajaŭ kudzielnych,
biaz matčynych słoŭ
Takaja u hetym usim
                                          nieŭmiručaść,
hajučaja dušu śviataja luboŭ.
 
 
 
 
Torbačka
Jak dziadułi ŭ darohu
vypraŭlałi baćkoŭ,
kožny z torbačkaj, z Boham
z rodnaj chaty pajšoŭ.
 
A ŭ toj torbie ŭ papiery –
ciopłaj bondački kruh,
chleb, prapachły ajeram,
ź lubych matčynych ruk.
 
O šlachi i darohi!
Cichi ŭ połi papas.
Pieramierałi nohi
vašu daleč nia raz...
 
Praminuła sutońnie.
Vyjšłi nie ŭ pastałach
dzieciuki našy siońnia
na asfaltavy šlach.
 
Haradoŭ panarama
kłiča za niebakraj.
A ŭsio čujecca:
– Mama!
Z saboj torbačku daj.
 
Pałažy nam u vyraj
podych rodnaj ziamłi,
našu ścipłaść i ščyraść
na abchodak ź ludźmi
 
i tuhi vieracienca,
što načami źviła.
Movu rodnuju z serca,
našy pieśni ź siała.
 
Siły baćkavaj krychu
i pavahi ludskoj,
hetaj lubaści cichaj,
što zavuć dabratoj.
 
Chaj padtrymkaju budzie
śmieły ŭźlot, słaŭny čyn.
Kab pytałisia ludzi,
skul ja, maci, i čyj.
 
 
 
 
Ja nie śpiašajusia
Ja nie śpiašajusia. Niby toj dzied ź siavieńkaj,
što raśsiavaje ŭ połi zbažynu,
stupaju roŭna, sieju pamaleńku,
bo jak pasieju, tak ja i pažnu.
 
Nia ŭzydzie chleb – zapozna ci zarana
i heta viedama majmu piaru.
Uzydzie jon, kałi nakanavana.
Jak pryjdzie čas, uzdymiecca ŭharu.
 
I choć viatry nia raz tut zahałosiać
i zastrakoča pa ściabłinach hrad,
pryjdzie para – i nivy zakałosiać,
pastavić žnivień dziesiatki u rad.
 
Małaja ja. Hadujusia ŭ zakonie
piaščoty sonca, mudraści ziamłi.
Kałi dabro pasieju na zahonie,
zakałasiacca i dabrom pałi.
 
Ja nie śpiašajusia. Jak soniejka, jak drevy,
staju la niŭ, a nada mnoj – suśviet.
Dziady vučyłi: dobryja pasievy,
dzie ziernietka i voryva jak śled.
 
Sialanka.
                    Vieru ŭ rozum, vieru ŭ pracu.
U čarnaziom. U ciopły doždž z hary.
U dumkach tolki možna razahnacca.
A na paletkach – pačakaj pary.
 
Niama biaz pracy na ŭmałot nadziei.
Zmałocim kałasy – tady spačniom.
 
I siońnia treba ŭ połi praŭdu siejać.
Bo što pasiejem, toje i pažniom.
 
 
 
 
Arły nie pakidajuć hniozd
Kinułi my vietru ściežki-miežańki.
Pasumnieła na starych kutach.
Zichacić z kanca ŭ kaniec abjezdžany,
vyłity asfaltam šlach.
 
Kłiča da vandrovak, śmiełych vyletaŭ,
vyryvaje ptušaniat z hniazda,
kab ź viaśnianym, samym pieršym vyrajem
z žuraŭlami ich viarnuć nazad.
 
Kłiča dom ściažynkaju pratoptanaj.
Maci stomlena damoŭ pajšła.
Znoŭ tryvožać serca tyja kłopaty
z nadniamonskaha radzimaha siała.
 
Zdajecca, stupiš – i ziamla zahutaryć,
zahamoniać śpieŭna kałasy,
ściežki znoŭ zazielaniejuć rutaju,
ptuški mierajuć zavobłačnuju siń.
 
Baćkaŭ zrub, akrajec žytni chleba,
cišynia, achvočaj pracy čas.
I dymok nad chatami da nieba,
i rupłivaść matčyna ab nas.
 
Serca, niby jabłyk, nałiłosia
bujnym sokam rodnaje ziamłi.
Sonca ŭsiudy. Kos viarbovych rossyp.
Chleb z prypołu rodnaje ziamłi.
 
Vosień znoŭ. I žuraŭłi cybatyja
Adlatuć u kraj čužy naŭprost.
Tolki my dušoj z svaimi chatami.
Bo arły nie pakidajuć hniozd.
 
 
 
 
Bieły son
Bieły son.
Tolki nieba zdalok
u mihatłivym maku.
I skrypić pad nahami piasok,
i hamoniać z marozam sabaki.
 
Niedzie miesiac brydzie naŭzdahad.
Bielachcić pad sumiotami pole.
Ciemień nočy na niečy zahad
pachavałasia
                        sosnam pad holle.
 
Praz raśsiejany miesiačny śviet
ź nieraśsiejanaj ščyraju vieraj
u biaskoncy
                          žyćcia zapaviet
kroču –
                  siłam nia viedaju miery.
 
...Pralaciełi,
prabiehłi hady.
Serca niepahadzi
                                    nie zabudzie.
A zdavałasia – dužaj –
tady,
          što na śviecie charošyja ludzi.
 
 
 
 
Rańnija dumki kala vioski
Pa lesie bura lutavała,
kavałi vichry sosnaŭ miedź,
a vioska cicha paziachała,
jak nierazbudžany miadźviedź.
 
Ja zakryčać chacieła prosta:
– Huduć rakiety nad ziamloj!
Adny ŭžo vybrałisia ŭ kosmas,
druhija – na śmiarotny boj.
 
Ale zamoŭk źniačeŭku hołas,
spyniŭsia moj rašučy krok...
– Da sonca śpi, dramaj da promniaŭ,
nie razbudžu ciabie znarok.
 
 
 
 
Pieśniaram
Ciopła na sercy,
choć nieba asieńniaje
Chmarami sonca zakryła ŭhary.
Dy razbudziłi viasnu letuciennuju
pieśni staryja –
                                  piajuć pieśniary.
 
Što ŭ biełarusa pad sercam schavana,
tysiačahoddzie ŭ vioscy žyło,
samaje kvołaje, samaje rannaje
honaram, bolem na struny lahło.
 
Pieśnia źlataje natchnionaj małitvaju,
mužnaju notaj na strunach hučyć,
ščaściem śmiajecca, kałiś pieražytym,
paparać-kvietku šukaje ŭnačy.
 
Kab adnavić i dabrom i kachańniem
pieśniu,
kab dolu naroda paznać,
kab pieśni viakoŭ chvalavałi tak siańnia,
treba ich sercam, pračuła piajać.
 
 
 
 
*  *  *
Ja hanarusia z asvajeńnia nieba.
Ale kałi rakiety čuju hrom,
mnie chočacca nažać siarpočkam chleba
i z voraham pabicca kułakom.
 
 
 
 
Paziachaje ranica vietrykam niavyspanym
Paziachaje ranica vietrykam niavyspanym.
Drevy paciahajucca, hollami šumiać.
Plečy raspraŭlajuć duby hanarystyja,
na ziamielcy pradziedaŭ vartaju stajać.
 
Hułka zvonić ranica choram ptušak
                                                                              zładžanym,
travy abmyvajucca kroplami rasy.
Asnavała soniejka załatoju pražaju
pieršymi pramieńniami pole i lasy.
 
Vočy padymajucca ŭ nieba biezzahannaje.
Čyściniu prazoruju pje nahbom duša.
Ź vietru ŭschvalavanaha, ź cišyni duchmianaje,
z dalaŭ niedasiahnutych siniaha kaŭša.
 
Uračystaść rańniaja serca rastryvožyła,
dušu nabalełuju atułiŭ błakit.
Pryhastvo zialonaje, siń niepieramožnaja
adahnałi kłopaty pra štodzionny byt.
 
Promniami achryščana, rosami abmytaja,
vietram začasanaja, zielanieje ruń.
Stałi ściežki roŭnymi.
Ŭsie vuzły razbłytany.
Mnoha sercu viedama, viedama piaru.
 
 
 
 
Dzied
Cikavy, mudry byŭ moj dzied.
Lubiŭ žniva bahaćcie.
Žaniŭsia ŭ vasiemnaccać let,
šasnaccać raz byŭ baćkam.
 
Pisać jon, praŭda, nie pryvyk,
choć mieŭ pad staraść słuh.
Usio łičyŭ, što ałavik
kudy ciažej, čym płuh.
 
Staranny, dobry dzied moj byŭ.
I viedaŭ vartaść vołi.
Dzion, jak na panščynu chadziŭ,
nie zabyvaŭ nikołi.
 
A skaža słova – być tamu,
bo słova – praŭdy miera.
I ludzi vieryłi jamu.
Jon čałavieku vieryŭ.
 
Da staraści apošnich dzion
niazhorbleny i strunki,
jon zaprahaŭ kania ŭ furhon
dy nie lubiŭ čyhunki.
 
Zachutka precca toj ciahnik,
na kryk nie zatarmozić,
a dzied pacichieńku pryvyk
z prypynkami ŭ darozie.
 
Byvała, ŭ ściužu ci ŭ maroz
załožyć paru koniej
dy ŭ sankach jedzie sotniu viorst,
kab tolki nie ŭ vahonie.
 
To zakiruje na papas,
abrok kaniu padkinie.
Ź siabrami streniecca jakraz
abo kupca zapynie.
 
Hareła, śpieła bieźłič spraŭ
z darohi da darohi.
Nikomu dzied nie admaŭlaŭ
razumnaj dapamohi.
 
 
 
 
*  *  *
Siratłiva ŭzirajecca topal
u asieńnich daroh kałamuć.
Kałi ŭ sercy paeta popieł,
u ahoń jaho nie raźdźmuć.
 
 
 
 
Praciahłaść
Na rodnaj ziamielcy ŭsie my nia hości,
Usie my čyjeści, usie my kahości.
Choć sparachniełi dziadoŭ našych kości,
U našaj natury jość ichniaje štości.
 
U padniavolłi ad pychi adstałaść,
Na vuzkich zahonach narodu tryvałaść.
Žanočaja hožaść, mužčynskaja stałaść,
Łahodnaść ź siabrami i z voraham jaraść.
 
U ciahłicach siła, a ŭ sercy kachańnie.
U pracy i ŭ pieśni biaz stomy, chistańnia.
Rodnamu viernaść, da hniozdaŭ viartańnie,
Z tuhoju biaźmiernaj, ŭsie krychu sialanie.
 
Usie z barazionki, ad nivy, ad płuha
Jdziem časam asfaltam, jak polem ci łuham,
Kałi niepasilna byvaje i tuha,
Ty k vorahu hrozna, a z sercam da druha.
 
 
 
 
*  *  *
Ad mocnaha vietru pavievu
Laciać siońnia jabłyki z dreva
Ciažkija, by zołata źłitak,
Na stoł naš haścinny prybytak.
Jak dar, na maje dałoni
Antonaŭki padajuć siońnia.
Upryhožać mas zastolle,
Kałi pabialeje pole.
Ćviardyja, duchmianyja, sočnyja,
Radujuć serca i vočy mnie.
Z vysokaha dreva, by ź nieba.
Nie, inšych «rakietaŭ» nia treba!
 
 
 
 
*  *  *
Zmahajeśsia ź ciemraju, dyk i žyvieš,
Rodzicca tvorčaść sa ščodraha serca,
Z maleńkich pačućciaŭ nie vyraście vierš,
Z pustoha viadzierca vada nie naljecca!
 
Šmat čaho ŭ dušu naležyć uvabrać,
U joj źmieścicca bolej, jak u našych dałoniach,
Nam čerpać z krynicaŭ śviatła i dabra,
Minułaść chaj siłaju u vieršach hamonić!
 
Pisać pra byłoje – nia znača nazad,
Pisać pra sučasnaść – nia znača napierad,
U žyvuju paemu tre ŭsio nanizać,
Tre zvažyć minułaść, kab u zaŭtra pavieryć!
 
Tvaryć – heta znača kachać i ciarpieć,
I z praŭdaju los svoj złučyć nazaŭsiody,
Nia ŭčora pačatak, nia zaŭtra kaniec
Nadziejam i dumam staroha narodu!
 
 
 
 
*  *  *
Siabroŭki, siabry darahija mai,
Na žal, los naš byvaje ŭsialaki,
Za toje, što z vami ja, što u strai,
Ja dołi vynošu padziaku.
 
Upeŭniena, ćviorda staju na nahach
U svajoj adzinocie siahońnia.
Moža, źniziŭsia kryllaŭ niaspynny razmach,
Ale serca majo nie ŭ pałonie.
 
Z vami jano, ź losam rodnaj ziamłi,
Z tymi dniami na baćkavych miežach.
Z bratami, ŭ bajoch što snapami lahłi.
Majo serca narodu naležyć!
 
 
 
 
*  *  *
Noč hłuchaja naŭkoł, ciemień serca tryvožyć,
Hdzieści zapoźnienych strunaŭ čutno pierabor.
Miesiac ŭ chmary apaŭ, jak na šlubnaje łoža,
I na šlach moj nia śvieciać łichtaryki zor.
 
Cišynia. Čutno stukat ułasnaha serca.
Viecier hollem biarozavym nie skałychnie.
Ja biaz strachu idu. Mnie zaŭsiody zdajecca,
Što ŭ chviłiny tryvohi ty siłaj pry mnie.
 
 
 
 
*  *  *
Stoma dnia, blask vačej maich sumny,
Adzinoty durmaniačy bol,
Čas mnie ździejśnić usio, što zadumana
Pakul ŭ kronie žyćcia majho stvoł.
 
Stajać drevy, by zdani biełyja,
Pałić soniejka, skroź trava.
Čabarom hustym ź niŭ paviejała,
Zavinułasia hałava.
 
Ŭschvalavałasia pole žytniaje,
A biarozańka za siałom
Da ziamłi majoj staražytnaje
Nahinajecca, bje čałom.
 
Bujnym hollem, kvołymi łiściami
Maju dušu z rodnych palan
Padchapiłi, drevy, kałiści vy
I razhojdałi da zmahań.
 
Što ž, paraniłi, pakalečyłi
Ŭ žyćci dušu maju nia raz.
Uzdymaju jaje, padlečvaju,
Drevy rodnyja, kala vas.
 
 
 
 
Ź minułaha
Vosień praročyć panikšy jurhini,
Stałi tumany nad rečkaju mleć.
Niebam prastornym, šlachom ciomna-sinim
Husi ŭźniałisia za mora lacieć.
 
Chodziać dziaŭčaty ŭ dzień na kapańnie,
Uviečary truć svoj admočany lon,
Pieśni z-pad ciernic hučać ab kachańni,
Cudnym, viasiołkavym maram ŭzdahon.
 
Chto ža nasić budzie ź lonu kašulu,
Chto rušnikom utre, zmorany, pot,
Chto ž kala višniaŭ da serca prytułić,
Całujučy vočy i vusny, jak miod?
 
 
 
 
*  *  *
Promień sonca nutro pałasnuŭ,
I ciapło pa kryvi raźłiłosia.
Ja kachaju ciabie, jak viasnu.
Ci nia ź nieba vačej tvaich prosiń?
 
Žytni koler tvaich vałasoŭ
Ŭ letni poŭdzień snapočkam iskrycca.
Ty biarozkaju vyjšła ź lasoŭ
Mnie nasustrač, i ja zachapiŭsia!
 
Hetak časta čarujuć biaz słoŭ
Pačućcia palacieŭšaha chvałi.
Na ziamłi adyšoŭšych dziadoŭ
Mnie viatry pra ciabie zapiajałi.
 
Dzieŭčynio, losu ščodraha dar.
Rečaisnaść z babułinaj kazki,
Ja sustreŭ ciabie, jak haspadar,
Z čystym sercam u chacie sialanskaj.
 
Prada mnoju prastory daroh,
Što pralehłi pa našaj Krainie,
Ŭsio ž dziadoŭ maich rodny paroh
Ŭ junym sercy maim, jak śviatynia.
 
Kudy b los ni zakinuŭ mianie,
Ŭ jakim krai ja ni apynuŭsia b,
Śviaty kłič majo serca kranie
I – pryjdu da majoj Biełarusi.
 
Siońnia cicha staju la dźviarej,
Tolki siłaj junackaj bahaty,
Uśmichnisia ž, dziaŭčyna, ščyrej
I z davieram zachodź ŭ maju chatu.
 
Pakul chmara zdalok nalacić,
Los ściažynu prałožyć krutuju,
Budź, jak sonca, što hreje ŭ žyćci,
Budź, jak pieśnia, što dušu čaruje.
 
Tvaje słovy, jak zvon kałasoŭ,
Ty, jak poŭdzień viasnovy ŭ niadzielku,
Jak lehenda z adviečnych časoŭ,
Našaj, lubaj da bolu, ziamielki.
 
Dyk pakul ŭsio kvitnieje kruhom,
Našy viosny, by ćviet na kałinie,
Uvachodź u sialanski moj dom,
Jak piłihrym uvachodzić ŭ śviatyniu.
 
 
 
 
*  *  *
Ažno prypalvaje sonca ź niabios,
Žyta staić załatoju ścianoju.
Lahłi sienažaci ŭ duchmiany pakos,
Žnivo nastupaje adviečnaj čarhoju.
 
Jaho nie adsročyć. Tre vyjści i žać,
Ci ranica ŭ chmarach, ci poŭdzień utomny,
Dar ščodry ziamielki tre ŭ poru sabrać,
Ŭ žyvoje pryrody krutyja zakony.
 
Hladzić zadumiona aśviečany ŭnuk
Na dzieda abłičča, jamu na dałoni,
Ź ziamielkaj jon hutaryŭ dotykam ruk
Dy pałivaŭ svaim potam zahony.
 
Radziła? – nia vielmi. Skupy na ŭmałot,
Dałoniam ziamielka ŭsiaho nie davała,
I kałi z hodam zychodziŭsia hod,
Chleba časami na stoł nie chapała.
 
Źviniać na paletkach ziarniom kałasy,
Nia žniejki ŭžo postaćciu jduć, a kambajny
Tolki, jak niekałi, tyja ž lasy,
Ptušyny narod tam rupłivy i dbajny.
 
Dziakuj, dziadula, araŭ što i žaŭ,
Dy z sałamianaj siavieniečki siejaŭ.
Byłoha, dziadula, nia viernieš, na žal,
Jak maładość ŭžo viarnuć bieznadziejna.
 
A pot tvoj i praca na rodnaj ziamłi
Biaśśledna ŭ napłyvie zmahań nie prapałi.
Žaleznyja ruki ŭmałot uźniałi,
Pasiejałi lepiej i bolej nažałi.
 
Čaho tabie brak, dziedu stomleny moj,
Čaho nie chapaje – dziaciej na parozie?
Ci hutarki biespasiarednaj ź ziamloj,
Ci ŭ stajancy pobač kania varanoha?
 
Čas novy adkinuŭ tvaje lemiašy.
Siarod niećviarozych susiedziaŭ zdajecca,
Što tyja mašyny, jany biez dušy,
Dy ludzi pry ich atupiełi, biaz serca...
 
Moža, čaho zrazumieć nie zmahłi,
Dumam niama la čaho prypynicca?
Skažy nam: chleb – dar žyćciadajnaj ziamłi,
Joj nizka naležyć za ŭsio pakłanicca...
 
 
 
 
*  *  *
Cišynia. Tolki miesiac dvurohi
Ŭziaŭsia zžatym paletkam śviacić.
Mnie b daznacca, jakoju darohaj
Praz tumany z taboju pajści.
 
Cień zadumyna sumnym abłiččy,
A sa mnoju daloki ŭspamin
Niezabyŭnymi pieśniami kłiča
Z nadniamonskich, šyrokich raŭnin.
 
Śpieŭ adviečny, jak braha, upojny,
Źłity z našaj dušoju va ŭsim.
Ŭsio burłić mnie ŭ dušy niespakojnaj
Łaskaj, viernaściu prodkam maim.
 
Dzie prystać, jak nakreśłić hranicy
Čałaviečych, niazbyŭnych patreb?
I rakietami ž nam hanarycca,
Ad viakoŭ zasiavajučy chleb.
 
 
 
 
*  *  *
Nam maryć naležyć tady, kałi marycca,
Być źničkaj, nia sumnaju śviečkaju tleć,
Možna j viasnoju dačasna sastarycca,
Možna i połymiem ŭvosień hareć.
 
Chaj słavicca sercaŭ žyvoje hareńnie,
Kachańnia i pracy śviaty zapaviet.
Ŭsia vartaść ludskoha žyćcia – u tvareńni,
Kałi zastajecca raziskrany śled!
 
 
 
 
*  *  *
Na vietraziach kryllaŭ z šyrokim razmacham
U vyšyniu šuhanułi ptachi.
Viernyja niebu i lesu,
Nia viedajuć ptachi «prahresu».
 
Ziamłi tolki vierać čornaj,
Što ich zierniem nałitym kormić.
Nieba prastoram biaskoncym
I žyćciadajnamu soncu.
 
Ujuć hniozdy, jak ichnija prodki,
Samatuham laciać za abłoki.
Ziamłi zaruniełaj pradvieśnie
Pad siniaha nieba naviesam.
 
Poŭnaja zvonkaj svabody
Praciahłaść ptušynaha rodu,
Nia znajuć hranicaŭ, ni miežaŭ,
Vyšynia im i vola naležyć.
 
Azbrojenyja navukaj i technikaj tysiačarukaj,
Z pavahaj hladzim, ź luboŭju
Na zvabłivy ŭźlot niaŭłoŭny,
Spalehłaść na ŭłasnuju siłu,
                                                                    svabodnyja kryły.
 
 
 
 
*  *  *
Zima. Maroz kusajecca,
Pra poŭdzień dzie chto maryć,
Kałi la nas spyniajecca,
Rumianić tolki tvary.
 
Śnieh usie darohi nam zasłaŭ,
K susiedziam nie praleźci.
Tady nam marycca viasna
I jabłyni ŭ kvieci...
 
I nie skuje nam sercaŭ lod,
Śpiakota nie raspłavić.
Siarod vyhod, siarod niahod
Žyćcio umiejem słavić!
 
Tryvały, mocny ŭ nas kaściak,
Što nam łichaja ściuža.
Biełarusy my jak-nijak,
Nas ściužam nie adužać!
 
 
 
 
*  *  *
Ziamla nia śpić, ziamla jašče žyvaja,
Harcuje viecier la biaźłistych kron,
Pad biełym śnieham ŭsio adpačyvaje.
Zasłužany, błahasłavienny son.
 
I snu i pracy jana znaje mieru,
Taki zakon pakinułi viaki.
Voś pryjdzie čas, paciahnucca z davieram
Nasustrač soncu kvołyja łistki.
 
Buduć daždžy, hrymotnyja akordy,
Umyjuć łiŭni jaje hožy tvar,
I budzie znoŭ radzić addana, ščodra,
I pčoły z nakvieci źbiaruć nektar.
 
Vačyma prahnymi da rodnych niŭ prypaści,
Biaskonca słuchać sałaŭja ŭnačy.
Ziamla ćvicie. Jakoje heta ščaście!
Jak maci, treba ziemlu ścierahčy.
 
Tut ŭnukam žyć na hetym biełym śviecie,
Ziamla haduje, kormić zmałku dzion,
Na ŭłońni niŭ usie my – jaje dzieci,
Zakon ziamłi i naš śviaty zakon.
 
 
 
 
Padabajecca     Nie padabajecca
2009–2020. Biełaruś, Miensk.