RODNYJA VOBRAZY Vobrazy miłyja rodnaha kraju,               
Smutak i radaść maja!..
      
 
Jakub Kołas
    Hałoŭnaja      Słoŭniki      Haścioŭnia      Spasyłki      Ab sajcie       Кірыліца      Łacinka    
Słavamir Adamovič
Daviedka
Kantekstny tłumačalny słoŭnik
Płavilščyki rasy
 
Vybranyja vieršy
1
Dola
Nia kidaj mianie, dobraja ptuška,
zabiary ŭ vyšyniu za saboj.
Ja vuzieńkaj čyrvonaj istužkaj
prapłyvu pa-nad biełaj ziamloj.
 
Začaplusia na jmhnieńnie za viežy
razbatračanaj daŭniny,
kinu cień na asieńnija miežy,
na puščanskija łachmany.
 
Chaj kryčać mnie: ni puchu, ni pierja!
K djabłu zahadzia ŭsio pašlu.
U dušu biełaruski vieru ja,
z kryvičankaj vaźmu šlub.
 
Pierad tym, jak ź ziamloj naviečnyja, –
prysusiedžusia ź niebam, zorami...
Oj ty dola maja pierapiečnaja,
pieravitaja ŭkryž aborami!
 
 
 
 
Jadłoŭcavamu kustu
U ihłicy tvajoj zachavaŭsia ŭzdych čyścini.
Mnie zdajecca, apošni.
                                                Tak žałasna kania kryčyd.
Niechta ŭ matčynaj chacie na zachad vakno rasčyniŭ,
kab u promniach kryvavych
                                                        palot kažanoŭ prasačyć.
 
Čuješ stohny? To krušni ŭlahajucca spać.
Vuń kiemieńni naviersie varušacca, jak ščaniuki.
I na viejcy ŭ źviaryny
                                                    ab łitaści ślozy trymciać.
I ad vilhaci miaknuć baroznaŭ hrudy-kamluki.
 
Ty raścieš na ziamłi, da jakoj pryrastaju i ja.
Ty aŭtar moj zialony, prystanak latunkaŭ i mar.
A jašče, moža, dub siarod kupin dy zvon ručaja,
i zabyty ratajem, zarosły travoju papar.
 
 
 
 
*  *  *
Hlancavity zialony bruśničnik,
upadu ja ŭ tvoj drobnieńki ćviet,
i, jak toj zakachany jazyčnik,
napišu svoj pahanski sanet.
 
Z hijacyntu, padbiełu, ramonkaŭ
šmatkalorny atramant zrablu
i pisać budu śmieła i zvonka
pra ŭsio toje, što ŭ śviecie lublu.
 
A lublu ja adčajna i dziorzka
pieknatu załatych nahatkoŭ,
i maju rudavokuju ciozku,
i šurpataści pieršych radkoŭ.
 
A lublu ja hrymotaŭ razdolle,
čysty łivień, a, zrešty, i pył,
kałi pył hety z rodnaha pola,
pa jakim moj badziaŭsia kapył.
 
Ja nia viedaju, što pa-za śvietam,
i nia viedaju, što pa-za mnoj,
čuju tolki, jak serca kamietaj
pracinaje razvahaŭ kanvoj.
 
I za heta lublu majo serca,
i škada mnie raba ŭ ślazach,
što ihraje pužłivaje skierca
na złamanych manoju basach.
 
 
 
 
*  *  *
Tamsama ŭsio kvitnieje višnia j bez,
a hordyja aśviery kreślać nieba,
tam bohavym abłokam nie paśpieć
ad voč ludzkich schavać zaprežku Feba.
 
Tamsama ŭsio šarchučaja trava,
i šery čmiel, i pył, i skryp atosy,
i rovar, nachilony da słupa,
i ja biahu, raschrystany i bosy.
 
O vobrazy kryvickija! O śviet
i lubaść nad usim biez atačeńnia!
Jak chutka apadaje bieły ćviet,
i jak marudna śpieje płod pramienny.
 
 
 
 
Razmova ź jaščarkaj na prydarožnaj krušni
Siastra maja, šeraja jaščarka,
nia bojsia majoj dałani,
ja brat tvaich vymierłych praščuraŭ,
a bolš ja nia maju radni.
 
Ja nieba nia prahnu vysokaha,
siastra, ja lublu spačyvać
na ŭskrainie pola šyrokaha
i pieśniu pra volu śpiavać.
 
Lublu ja zhadać pra minuŭščynu:
žytniovyja mendłiki ŭ rad,
hłiniany sparyš z chlebnaj huščaju,
i požnia, i ślozy, jak hrad,
 
pažary, hrymoty i piečyščy,
i pobač z ralloju – dzirvan,
i symbal kryvickaje viečnaści –
amšeły žvirovy kurhan.
 
I pamiaci hetkaj, o šeraja,
nikołi nia zbycca mnie, nie!
Žyvu ja ź viałikaju vieraju
na kruhłym maim vałunie.
 
 
 
 
*  *  *
Kałi ściskaje hrudzi bol śmiartelny
i tryźnicca asočnikaŭ hajnia,
tak chočacca z razhuškanych arelaŭ
u zorny śviet, jaki b mianie pryniaŭ.
 
Siarod płaniet lacieŭ by ja i padaŭ,
hublajučy piakielny bol z hrudziej,
a ŭpaŭšy na Jupiteravy hrady,
ja zbudavaŭ by novy Kałizej.
 
Ja pasadziŭ by tam duby i sosny,
biaź łiku ruž, pivoniaŭ i viarhiń,
ja pčoł by tam raźvioŭ dy dzikich vosvaŭ,
ja daŭ by žyć usim – i sam by žyŭ
siarod bahoŭ cnatłivych i bahiń.
 
 
 
 
*  *  *
Na voryva maje štoviesnu
źlatajucca susiedzi – čornyja kruki.
I, lapajučy dziubami, spraŭlajuć miessu
i prahna pjuć vadu z majoj raki.
 
Na voryvie maim rastuć kamieńni,
z hłybiń imknuć, z padzołam i žarstvoj
vynosiačy navierch dušu tych pakaleńniaŭ,
što niekałiś byłi Viałikaju Łitvoj.
 
Na voryvie maim źbiaru ja krušniu
dla zhrai hruhanoŭ – niachaj dziaŭbuć.
A ŭ baraznu iznoŭ palahuć družna
naščadkaŭ zierniety – i Volaj prarastuć!
 
 
 
 
*  *  *
Ja nie pryjšoŭ, kałi jaho chavałi
haračym dniom u hłinu i padzoł,
kałi paśla za čarkaj spaminałi.
a baby družna chłipałi ŭ padoł.
 
Jašče ŭ dvaryščy mocna pachła stružkaj
i pieraharam ad pajalnych lamp,
a ŭžo chadziłi, nos zadraŭšy, słužki
i paśmiarotny piełi dyfiramb.
 
Dy što jamu da hetaj poźniaj słavy,
jamu, chto pieŭ žyvuju tratu dzion,
chto zasiadaŭ na niepadsudnaj łavie
i byŭ zaŭždy, jak viečny maładzion.
 
Śpiašaje čas. Pčała źbiraje ŭniosak.
Vilhotny kryž – jaje aeradrom.
Daŭno paet nia stavid łišnich kosak,
bo los pastaviŭ kropku za radkom.
 
 
 
 
*  *  *
Kalvaryjskija klony asieńnija skinułi ŭbory.
Kvadratura vakon pačarnieła na tvarach damoŭ.
Zavastryłisia skuły zavułkaŭ, i čornyja štory
zachinułi ad śvietu ludzkija i radaść, i kroŭ.
 
U kłaaku raki brudnapioryja padajuć ptuški,
i biahuć nieachvotna pa miortvaj pavierchni kruhi.
Łistapadaŭski viecier chistaje rudyja pialuški,
na biaźludnych bulvarach
                                                          skuholačy žudka z nudy.
 
Na brutalnych prypynkach
                                                            płakatnaść u rvanych afišach.
Pad nahami prachožych
                                              kančajecca siońniašni dzień.
My na biełych pałotnach nanova historyju pišam,
nastupajučy śmieła na ŭłasny spałochany cień.
 
 
 
 
Zaŭtra
Zaŭtra znoŭ ustavać
i kudyści śpiašacca,
i pra niešta kazać,
i pra štości spračacca.
 
Zaŭtra znoŭ da ludziej,
znoŭ hladzieć im u vočy,
kab jakiś «dabradziej»
mnie pra los moj praročyŭ.
 
Zaŭtra znoŭ da śviatła
pradziracca skroź ciemru,
pakul niechta sa zła
nie pracedzić: «Znaj mieru!»
 
Zaŭtra znoŭ u čarzie
zabivać svajo miesca,
kab pačuć, jak viarzie
ałkahołik pra viečnaść.
 
Zaŭtra znoŭ da stanka,
a paśla za kanspekty,
ad ciamna da ciamna,
tolki noč na pražekty.
 
Nočču vola tvaja –
mar ab ščaści i słavie.
I pryśnicca ralla,
bieły koń na atavie.
 
I pryśnicca jašče
stan dziavočy ŭ abnovie,
i badkoŭski pryščep,
i matułina mova.
 
 
 
 
Bataničnaja vosień
Jašče na rahu handlarki
maroziva pradajuć
i smažać tłustyja skvarki
dy vocat na ich iljuć.
 
I niečy stomleny tata,
achviarujučy vychadnym,
u kampanii žonki i brata
šašłyčny niuchaje dym.
 
Iznoŭ adnaviłi piva:
pi ciapier, choć załisia!
Pavietra ranišniaha raźłivu
z prymarazkam na łiściach.
 
Kupić chiba što kvitočak,
zajści za bramu ŭ sad.
I navat nia ŭ sad – u sadočak,
dy vykašlać vułic čad.
 
I doŭha siadzieć na łaŭcy,
uśmichajučysia pryhožym
u niebie abłokam-svaćciam,
što płyvuć da śviatoj Kałožy.
 
 
 
 
Vierasień
Žančynaj nadkušany jabłyk,
z asieńniaha sadu łistok,
pad višniaj samotnyja hrabłi
i śmiećciem zabity ryštok.
 
I ŭ hłinie ślady basanohaj,
i doždž, całavalnik śladoŭ.
I vočy karovy biazrohaj,
i biezdań pražytych hadoŭ.
 
Dy tolki mnie ź viečnaj samotaj
škada nie dziciačaj pary,
a henych łistoŭ z pazałotaj
na cichim kryvickim dvary.
 
Hlań: tam, dzie prastor vieraśnioŭski,
i tut, dzie źbiantežany ja,
dymiacca kastroŭ pachitoski
i pachnie marozam rialla.
 
 
 
 
*  *  *
Pavisła praža matki boskaj
pamiž jadłoŭcam i asinaj,
biaz šumu łišniaha i łosku
spraŭlaje vosień atrasiny.
 
Stajać u rozdumie stahodździaŭ
ruiny zamkaŭ zvajavanych,
duch straty lotaje ŭ pryrodzie,
nad placam skiby niearanaj.
 
Čyjeści kroki ŭzdoŭž la prorvy
i ciahnie ŭbok i dzieści ŭniz.
Z karunkavych fantasmahoryj
maluje viecier Ex Libris.
 
 
 
 
*  *  *
Napieradzie biaźludnaj elektryčki
kulhavy zmrok lacić u nikudy,
i padajuć spałochanyja źnički
ŭ račnyja cichapłynnyja brady.
 
Schavałisia ad niepahadzi dušy
pad abaroh, adzin na ceły śviet.
A śviet złažyŭ chatul i ściežkaj rušyŭ,
smakujučy siaholetni raniet.
 
Jahony šlach kiruje u sukviećcie
halaktyk čystych, dzie niama chłuśni,
i dzie na kožnaj rosnaje planecie
travoj žyvuć šakały i łasi.
 
 
 
 
*  *  *
Karminavaja cišynia,
kryvickaja prastadušnaść,
dy chočacca na rysiach
syty spakoj parušyć.
 
Dahieratypy dzion
mnie abrydłi narešcie.
Hej, chto tam da vołi žadzion?
Duhpu sa mnoju paciešcie.
 
Na hieahrafičnaj karcie
my znojdziem zialony vostraŭ.
Plavać my chaciełi na «racyjo»
dziela pačućciaŭ prostych.
 
Jość sonca, nieba i chleb z vadoj,
i, dziakuj Bohu, Radzima.
Imknuć mahutnaju płyń-rakoj
praz Baćkaŭščynu halfstrymy.
 
 
 
 
*  *  *
Nie śpiašaj, maja ryžaja viekša,
na čužoje plačo nie śpiašaj.
Heta ž ja napatkaŭ ciabie pieršy,
heta ž moj ty prahnała adčaj.
 
Budzie šeraje vieča harłanić,
miednahorłyja buduć kryčać:
razłučyć i svabody pazbavić!
Chaj na stol u viaźnicy hladziać.
 
Tolki ty, maja ryžaja viekša,
nie pužajsia ludzkoj durnaty.
Ścichnie vieča, nasupicca viečar,
i zaśviecicca sierp załaty.
 
Roh zatrubić, huknie akaryna,
chvala volnaści hrudzi spaŭje.
Pieršy tvoj i apošni mužčyna
prad taboj na kaleni ŭpadzie.
 
 
 
 
*  *  *
Pieruny adhrymiełi. Prasochłi viasiołak pałitry.
Zahudziełi niaśmieła čmiałi ŭ błiskavičnaj travie.
Abłačynaŭ na niebie čytaju ruchomyja citry
i chapaju ŭ dałoni daždžami abmyty pramień.
 
Čuju duch anarchizmu ŭ pyle, prybitym na ściežcy,
pa jakoj ja biahu da ciabie, rudavoki matyl.
I ščaśłivamu sercu ŭ hrudziach niemahčyma i ciesna,
bo čakaješ, błakitnaja, ŭ sadzie zialonym, Rachil!
 
Tam i tut raskidałasia sonca pa kvietkach padbiełu,
zyrkich promniaŭ adbitki ja baču ŭ pahladzie tvaim.
O słučanka-duša, pakładzi majo serca na biełym!
U cnatłivych praścinach
                                                      my razam ad ščaścia zharym.
 
 
 
 
*  *  *
Vy čytałi Mickieviča; cicha trymciełi miž palcaŭ
z drobnym šryftam staronki;
                                                                  stajała ślaza u vačach.
Niechta ŭnizie, daloka, imkłiva prabieh pa asfalcie.
Niechta kryknuŭ u ciemru:
                                                    «Badziajucca tut pa načach».
 
Niechta brazcuŭ dźviaryma –
                                                              paniesłasia recha dvarami
i, raśpiataje, ścichła na sinich vakonnych kryžach.
I ŭzmachnułi Vy raptam, jak biełaje ŭnočy, rukami,
schamianułisia, niby ad vietru zvanočki ŭ łuhach.
 
O maja kryvičanka, maja darahaja, piaščota
achinaje dušu maju ŭ hetki tryvožłivy čas.
Chaj ža kryje na śviecie
                                                  na hetym Vas Boh ad samoty,
kałi ŭsio ž taki nielha ščaśłiva złučyć jamu nas.
 
 
 
 
*  *  *
Jak zakachany ŭpieršyniu chłapčuk,
jaki rukoj dryhotkaju kranaje
dziaŭčyny niespakojnuju ruku,
tak ja padnošu pacierki tvaje
da hub maich. I čuju vodar cieła
tvajho. I strašna mnie i śmieła.
Hladžu ŭ karałi voč tvaich ja siońnia.
Znadvorku chtości piša nam na škle:
Jana + Jon.
I zaŭtrašni nam śvietły dzień vidzion.
 
 
 
 
Hulłiva
Łaskavy aksamit hardzin
i Vy, žadanaja, ŭ fatełi.
Hadzińnik, niby muedzin,
i tomik «Vybranaha» Šełi.
 
My tut. My łobač: ja i Vy.
Kryštalny kiełich. Dno pustuje.
Za mnoj nia pryjdzie pastavy,
tamu ja siońnia ŭ Vas načuju.
 
Dvanaccać nočy. Cichi čas.
Kryštalny kiełich znoŭ parožni.
Kałi narańni znojduć nas,
chaj zbroja zastaniecca ŭ nožnach.
 
 
 
 
Pryznańnie
Na biełaj praścinie ružaŭ viačernich
čyrvony społach zastyŭ.
Moj šosty miesiac, vysoki červień
mianie prad Vami skaryŭ.
 
Miž palcaŭ Vašych duša badziahi
śłiznuła žoŭtym ramonkam na doł
i tam pamierła, jak daŭni šlahier.
Jaje apłakaŭ zalotny anioł.
 
 
 
 
*  *  *
Čerstvym akrajcam u kipieni pačućciaŭ
razbrakaju, kab, jak ź ciesta, novaha siabie
vylepić i pastavić na patrebnaje miesca,
ziernie pakinuŭšy na novy zasieŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Kałi zaprosiać mianie ŭ krainu,
dzie prodki našyja kniažać naŭździŭ,
ty nia kidaj na kaŭčeh moj hłinu,
a hronku voŭčaha łyka ŭskładzi.
 
Daj mnie ružovuju zamiest śviečki,
kala hałavy pakładzi, jak vianiec.
Cichmanyja vobłaki, niby aviečki,
niachaj abžałosiać moj chutki kaniec.
 
 
 
 
*  *  *
U rydvanie kacicca pryvidam
z krasavika ŭ łistapad
i za piaščanaj dzikaj vidmaju
apošni raz zirnuć nazad,
 
i na šlachu, dzie łist asinavy
hnije ź biarozavym łistom,
zhubić ślazu pad kryk: «hej, sivyja!»
dy mocna vytnuć puhaŭjom;
 
i pakidać adzadu biezdaraž,
i dreń padziej, i dumak brud,
z adnoj dušoju nieržaviejučaj
pierabirać z hruda na hrud.
 
Miž travaŭ, tam, siarod šmatkolernych,
dzie vysach skrypień-faraon,
chaj la biarozavaj raskołiny
mianie zaśpieje dziŭny son.
 
 
 
 
*  *  *
Maich vačej rasčynienyja fortki
hladziać u śviet, dzie vosień i daždžy,
dzie łistapad u žoŭtyja abhortki
paapranaŭ šurpatyja hłyžy,
 
dzie nie znarok, a bolš pa zaviadziency
uzad-upierad chodzić pamiž dreŭ
źbialeły promień vosieńskaha sonca,
jaki dušy, na žal, mnie nie sahreŭ;
 
i dzie niama ŭžo bujstva biełych krasak,
a tolki sum pivoniaŭ dy žarstva,
na chutary pustym šalenstva masak
i niepatrebstva dumak pra dziaržstrach.
 
I ŭsio ž lublu łistoty žoŭty prysak,
burštynavyja vočy sonnych źmiej,
tajemnaść sovaŭ i adkrytaść płisak,
nu i, viadoma, kryšačku – jajudziej
 
 
 
 
*  *  *
Na ŭzroŭni małanki dy hromu
ja trymacca sabie zahadaŭ,
bo nia moh ja nijak pa-druhomu,
bo zaŭsiody ja vołi žadaŭ.
 
Ja zabraŭ z saboj kvietku alvasu,
roj pčałiny j siamju murašoŭ,
dva hładyšyki śviežaha kvasu,
strakazu i znajomych vužoŭ.
 
Kab u niebie nia stała mnie sumna
ź pierunom i małankaj utroch,
prychapiŭ ja i chutar, i humny,
vasilki i žyty na paloch.
 
Ja pakinuŭ, da vołi achvočy,
marny kłopat ludzkoje čarhi,
kab mianie na miažy dnia i nočy
pryvitałi Ajčyny bahi.
 
20.VI.1990.
 
 
 
 
*  *  *
Jak ja lublu, ziamla, tvaju azdobu,
što prarastaje ŭ travach i lasach,
duboŭ małych upartuju chudobu,
pad bokam šyšku ŭ sinich vierasach,
 
na kurhanach i kupinach brušnicy,
bahulniku susiedztva i čmialoŭ,
ružovy skrypień, žamiaru kastrycy,
asieńni dym i viečny sum paloŭ.
 
Lublu šukać harmoniju ŭ łistocie
asiny drohkaj, u kalučkach jołki,
sasny kryvoj, što vyrasła ŭ bałocie,
lublu kustoŭ zialonyja supołki...
 
Bo, jak skazaŭ paet, navošta kołas,
kałi nia ŭ modzie sini vasilok?
Ja za ciabie, ziamla, ŭzdymaju hołas,
i dla ciabie ja svoj ciahnu vazok.
 
 
 
 
Ziamla Chanaan
Dzie błakitny jadłoviec svaje zbudavaŭ piramidy,
dzie stajać viekaviečnyja drevy u zialonych imchach,
dzie lublu ja žančynu ŭ vobrazie junaj silfidy,
tam śviataja ziamla, tam stahodździami ŭvieś ja prapach:
 
tam žyvie patajemnaje ŭ puščy cvatłivaj, a ŭrańni
tam na soncy rasa zichacić, jak suchoje ŭ fužerach vino,
tam čmiałi pryznajucca čmiałicham u viernym kachańni,
tam babry zaprašajuć na śviaty ŭ svajo kazino;
 
na dziadzincach štodnia, vyśpiavajučy, hrejucca kvietki,
srebra krušniaŭ daždžy namyvajuć, a łipieński hrom
tam łahonka hrymić, i ramonki – nibyta survetki
ŭ stałavalni, dzie hości saboj ažyŭlajuć moj dom;
 
u prypole načnic daharajuć tam jasački-zorki,
a samotny puhač, teraryst hłuchadolnych bałot,
štoś «pa fieni» bałboča j lacić jaho kryk za pahorki,
dzie fiłonić sava, dzie kažan začapiŭsia za drot...
 
O ziamla Chanaan! Ja prydumaŭ ciabie nie dla ŭciechi,
a chutčej dla taho, kab dušu ŭratavać ad biady,
kab lubić tvaje chramy j pałacaŭ błiskučyja strechi,
i dubrovaŭ tvaich załatyja, dalboh, žałudy.
 
I pakul na stale maim hory papier i asadak,
a na čystym łiście ja pišu svoj čarhovy radok,
ty nia źniknieš, ziamla, i nia źniknie tvoj viečny paradak,
i nastupnaj viasnoj tvaje drevy raspyrskajuć sok.
 
 
 
 
Chłarafiłavy bunt
Hetym dniom śmieciary nie paznałi
rastapyranych vułic kłandajk:
skroź asfalt pałyny prarastałi,
dźmuchaŭcy zakłikałi na strajk,
 
šturmavała makryca budynki,
zasłaniałi kaštany prastor,
bujnych traŭ aksamitnyja finki
prahłi ŭtknucca ŭ čerava zor,
 
pył ramonkavy słaŭsia frantalna,
śmieciary adstupałi ŭ dvary,
uzryvała čaromcha tatalna
haryzonty barvovaj zary.
 
Sonca! Sonca ź niabiosaŭ śviaciła,
žyćciadajnyja promni šlučy,
kab zialonaja dziorzkaja siła
załivała chudyja chvaščy.
 
Na šyńjony kvitniejučych łipaŭ
pryziamlałisia pčoły siamjoj,
a z karektnaha vobłaka sypaŭ
cichi doždž na kviacisty nałoj.
 
Paŭstavałi pialestkaŭ cunami,
viravałi na kvietkach čmiałi,
i va ŭłońniach butonaŭ ślazami
N20 prastupała z ralłi.
 
 
 
 
Šorachi
Ledź tolki pahaśnie śviatło ŭ pakoi,
ledź tolki paśpieje ahmień azaleć –
źjaŭlajucca šorachi šychtam, jak voi,
i ŭraz pa kutoch pačynajuć šumieć.
 
Nachabna ŭ šuflady załaziać. Da rańnia
na počapkach visnuć uniz hałavoj.
Zdajecca, nibyta ja čuju dychańnie
ich dušaŭ nikčemnych u ciemry načnoj.
 
Mnie zołka, jak źvieru ŭ ladaščaj biarłozie,
mnie šorachi-špiehi žyćcia nie dajuć.
Svaim šarhacieńniem pa šorstkaj padłozie
jany maje tajny na śviet dastajuć.
 
Ich cery a-za žoŭtych špaleraŭ śmiajucca,
ŭ staroj šytkaŭnicy jany hramadoj
mižsobku šalmujuć mianie i złujucca,
što ŭparta chaču ja znajści supakoj.
 
Na knižnych pałicach, dzie stolki pasnuła
ramannych pajacaŭ, bahoŭ, pryhažuń, –
tam šorachi šorchnuć z časoŭ Velzevuła,
tam miesiac hladzić na ich ź nieba, jak łuń.
 
I ja ŭ hetaj kodle nia jmu paratunku,
bo tolki pad rańnie ścichaje moj bol,
kałi, pakidajučy brudnyja šłunki,
źnikajuć načnicy skroź biełuju stol.
 
 
 
 
Ekspresija, albo Adnojčy, prysłuchaŭšysia da svajho hołasu
Šukaj mianie, recha,
nia tam, dzie łaćviej,
dzie mnie nie da śmiechu,
dzie ŭ połi raźviej.
 
I tam, dzie prystojna,
darma nie šukaj,
i tam, dzie zastojna,
i tam, dzie šuhaj.
 
Šukaj mianie ŭparta
nia tam, dzie niama,
dzie pilnaja varta
i zamak-turma,
 
dzie ŭ lesie pamierłym
ni huku, choć płač,
dzie vyćviłi perły
i žoŭty kasač...
 
O, recha! Adnojčy
spatkajemsia my
dalej ad kalučych
dratoŭ i turmy,
 
dalej ad pamierłych
lasoŭ i bałot,
ad vyćviłych perłaŭ
i krykaŭ «narod!»,
 
dalej ad varjataŭ,
ślapych i hłuchich,
ad zdrady i krataŭ,
i słovaŭ błahich.
 
Adnojčy ŭ błakicie
raskutych niabios,
adnojčy dy ŭ žycie,
u choładzie ros,
 
u tle papiałiščaŭ,
u ćviłi kładoŭ,
u ciemry haryščaŭ
biaeludnych damoŭ...
 
O recha! Adnojčy
spatkajemsia my.
Voś budzie paciecha,
voś buduć hramy!..
 
24.III.1992.
 
 
 
 
Fajna
Fajna, što stolki fufajek ściahaŭšy,
zmoh ja narešcie kupić harnitur,
čorny kapieluš i vuzieńki halštuk,
skryp čaravičny dy płašč i kaptur.
 
Fajna, što ŭrešcie sabie ja dazvołiŭ
śniedańnie ŭrańni, narmalny abied,
zredčas – viačeru, i krychu svavołi,
radaści žmieńku i žmieńku maniet.
 
Fajna, što vosień, što miłyja tvary
počastu baču ŭ pakoi maim,
fajna, što zduru nia trapiŭ na nary,
fajna, što hreje mnie nohi kiłim.
 
Fajna, što naračanskija sosny
pomniacca mnie ŭ mituśni haradoŭ,
fajna, jak fajna, o Boža miłosny,
mieć i nadziejnych, i mužnych siabroŭ.
 
Fajna, kałi dastatkova ŭ kachańni
ciopłaha pozirku, jednaści duš,
śmiechu kryvickaj dziaŭčynački Fani,
fajna, kałi apantanaściu duž.
 
Fajna a treciaj hadzinie unočy,
vierš napisaŭšy, prylehčy j zasnuć,
son sabie vyśnić pad rańnie praročy...
Fajna, kałi tvaje pieśni piajuć!
 
 
 
 
Pavodle Frejda
U pakoi maim alvasy
nie ćvituć, ale heta nie
aznačaje, što ja tym časam
nie amatar kvietak. U śnie
mnie źnŭlajucca kraski leta
załacistych paŭvyspaŭ. Tam
hetaksama, jak tut, harsetna,
i chapaje pracy rukam.
Tam šypšyniacca płoščy. Puščy
karaniami ŭraśłi ŭ bazalt,
a ŭ kańjonach, zarosłych pluščam,
riaźłivajecca niejčy alt.
Śnicca mnie pra sady, dzie ružy,
dzie jaźmin i błakitny bez;
śnicca, što, małady i dužy,
z maładoju ja pju šartrez;
śniacca sny-paralełahramy,
kubaelfadratyzmy dzion;
śniacca travy, adsutnaść chamaŭ;
śnicca dziedaŭ lažak-usłon;
śniacca mory, lasy, biaźludździe,
tolki ja ŭ zielaninie hor;
śnicca ŭsio, što było j što budzie;
śnicca mnie: ja latu da zor.
 
25.X.1992.
 
 
 
 
*  *  *
Moj boh daŭno mianie pakikuŭ,
adroksia djabał nazaŭždy,
i vałasoŭ maich miakinu
nia myjuć žoŭtyja daždžy.
 
I siabra, słavaju abrany,
pluhavym staŭ i źnik z vačej,
i ja ničyj ciapier paddany,
i mnie ciapier krychu lahčej.
 
Nazad viarnuŭšysia ŭ cianioty
imchoŭ, jadłoŭcu i rasy,
ja pju z čmiałinych tonkich sotaŭ
za hrech žanočaje krasy.
 
 
 
 
Vierš dla Jułii
Voś i ty, maładaja, mołada
pakidaješ mianie na preč,
natałiŭšysia ŭzachap z hoładu
sprytam ruk maich, siłaj pleč.
 
Pakidaješ, a ja, niavypity,
budu dnieć, jak puščanski źvier,
i sa mnoj moj dziaržaŭny skipetar,
i pažadłivy duch papier.
 
Pakidaješ, a mnie nia bačyć by
ŭsich astatnich, adno kab ty,
i kab razam i nieabačłiva,
hienijalna i biez łuchty.
 
Pakidaješ... Ty vielmi junaja,
ty na inšaj hlebie raścieš,
i tamu naša mini-vunija
raźvitalny stvaryła vierš.
 
Ach, turčanka maja baŭharskaja!
Ach, dačka Tachtamyša, – kroč!
Mnie škada, što karona carskaja
da tvaich nie pasuje voč.
 
30.IV.1992.
 
 
 
 
*  *  *
Razhubiłisia vusny maje prad spakojem tvaim, šera-
vokaja. Usie zdrady j hłupstvy maje – prabačaješ.
Usiaho mianie razumieješ i da ruk svaich prymaješ ta-
koha, jak jość. U vačach tvaich baču zołak Baćkaŭ-
ščyny. Daj ža siły, palašučka maja, siły, kab
hołaŭ uźniać i ŭ darozie Dzień Samapaznańnia su-
streć. Dabrasłaŭ, čystaja! Dabrasłaŭ, hadavanka
abšaraŭ paleskich! Tryvohu tvaju da svajoj dajad-
naju, kab zołak toj u Dzień razhareŭsia jasny. Šla-
cham pajdu.
 
Azirnusia – vočy tvaje.
 
 
 
 
*  *  *
Ja viečna adzin. Prychodźcie
hladzieć moj stareńki «tele».
My budziem udvoch na samodie.
Namituś u miakkich fatelach.
I vy mnie raskažacie niešta
pra toje, što inšym da fieni,
što ŭ kramie skruciłi vam reštu,
što ŭ vašaj maleńkaj žmieni
nia majecie vy ničoha,
što chočacca vam prosta,
jak inšaj luboj žančynie,
mužčynu luboha rostu
(chaj navat nie razumieje,
kab tolki byŭ zredku pobač).
Ja viečna adzin. I na fi –
łasofij knihi-tamy!
Zachodźdie biez epitafij,
my budziem z vami «na ty»,
a z nami budzie, dalboh ža,
chtoś treci, jak byccam zvyš,
našeptvajučy pryhoža
pra Chielsinki i Paryž.
 
 
 
 
*  *  *
SONCA
 
ŭzydzie i zojdzie, a ja całavaćmu ciabie, o žančyna!
I raściakacca pa biełym tvaim budu płojmaj no-
vych žadańniaŭ, a ty? O maŭkłivaja ciarpłivica, jak
sama ziamla Biełaruskaja, ty addasi mnie moc tvaju,
palašučka. O vaŭčyca maja! Ty narodziš mnie du-
žych vaŭčaniat, i jany raźbiahucca pa našych puš-
čach, jany ačyściać ad śmierdu našu ziamlu j na-
rodziap naščadkaŭ z hustoj poŭściu, mocnymi
ikłami i razumnymi vačyma. O žančyna-palašuč-
ka-vaŭčyca! Ty vyviedzieš abłudnaje plemia na vol-
ny plac, ty pakažaš lanivym i hałodnym zołata
pad ichnymi nahami-łapami. Ty j majo vyzvaleńnie.
Čuješ? Pušča šumić-šepča – kłiča nas. Tam, u
drevałomie, na jhłicy pad mahutnaj sasnoj ja pra-
šapču tabie tvaje lubimyja słovy, maja vaŭčyca-pa-
lašučka-žančyna: u hetym žyćci ty – maja
        zorka,
                    pachodnia,
 
SONCA
 
 
 
 
*  *  *
Nu čamu vy tak pozna źjaviłisia
i ciapier pobač z vami nie ja
u pastavie i ruchach Azirysa?
Nu čamu pobač z vami nie ja?
 
Vy ŭžo niešta ŭ žyćci hetym źviedałi,
dy nia ŭsio, baču ja, ja lede-ledź.
Prad čužym zakryvajecie pledami
vašych noh niečapanuju miedź.
 
Baču ja, što ź viałikaju lubaściu
vy całujecie ŭ vusny jaho,
pakidajučy mnie z majoj hrubaściu
dla spažytku tutejšy arho.
 
Što ž, byvajcie! Ja zaŭtra, zdarožany,
nie zajdu ŭ vaš dziavočy pakoj.
Koń moj bystry daŭno rastryvožany
i dryžyć pad znajomaj rukoj.
 
I čakaje mianie pole volnaje,
i jadłoŭcu šychty, i dzirvan,
i asadka, i muza kramolnaja,
i śviataja ziamla Chanaan.
 
 
 
 
*  *  *
Sajku biełaha chleba
jem z taboj suchama,
ty dziaŭčyna što treba,
ty ŭsio robiš sama.
Kolki maryŭ ja, luba,
pra takuju, jak ty;
kolki łajaŭsia hruba,
narabiŭšy łuchty;
kolki vychadziŭ šlacham,
dzie adna havyła,
dzie raspałasia pracham
nie adna hałava.
Ach, dziaŭčynačka-łicha!
Ach, dziaŭčyna-krasa!
Ty lubi mianie cicha,
jak ziamielku rasa,
Ty lubi aściarožna,
aściarožna žartuj,
na travicy murožnaj
ty mianie namaluj.
 
 
 
 
*  *  *
Ach, jak pryhoža tvaje ruki
nam ścielać pieršy raz paściel.
Pakłałi cicha svaje łuki
amury-zvodniki na kmiel.
 
Kiłim smarahdavy chavaje
stupni tvaich maleńkich noh,
nibyta ŭ miakkim małačai,
albo ŭ drasionie la daroh.
 
Tvaja sukienačka ŭ fatełi,
tvoj stanik, pacierki, što tak
błiščać pryvabłiva. I kiełich,
a ŭ im vina znajomy smak.
 
Pad lohkaj koŭdraju tajemna
zastyłi śviežyja praściny
i my z taboju uzajemna,
i pad vaknom kusty jaźminu.
 
Taršer stary i hałavasty
raśsiejaŭ chitravaty blask,
maćniej akreśłiŭšy pilastry
i ŭ našaj zhodzie prahu łask.
 
 
 
 
Žančynie, što pakidaje mianie
Dušy majoj poŭnyja soty
źniščajcie purpuram hub
i picie prahka, da rvoty,
z druhimi ŭstupajučy ŭ šlub.
 
Vaźmicie mianie i źješcie,
jak piepin ci buterbrod,
i spluńcie reštki narešcie
sa śmiecham prosta za płot.
 
A chočacie ja, paścielny,
uvieś, jak tamatny sok,
pryjdu da vas na pachmielle
ŭ rajonie eleven oclock.
 
I vy, zachłipnuŭšysia mnoju,
i ja, vašych dumak śmiech, –
zakusim sypkaj chałvoju
nia dadzieny inšym hrech.
 
 
 
 
Razmova ź siabram
Mianie chapaje na karotki vierš,
na lohki fłirt z pryjemnaju žančynaj,
a što ja ździejśniŭ u žyćci najpierš –
nia viedaju, jak, zrešty, i pryčyny.
 
I ŭvohule – ja dbaju pra siabie,
siabie lublu, ŭ sabie lublu kapacca,
siabie vynosić na svaim harbie,
kiab potym ža sabie i padabacca.
 
I časta mnie davodzicca irvać
na ciele ŭtajmavalnuju kašulu,
bo chočacca kachać, kab nie skavać,
žyćcio źmianiŭšy na piatlu ci kulu.
 
Pra kulu ja, adnak, usio ž zmaniŭ,
bo zbroja ŭ nas daŭno nie pradajecca,
i piva nie zaŭsiody na raźłiŭ,
dy i na vynas chutka znoŭ źviadziecca.
 
Tak i žyviom. A što da maich vieršaŭ,
dyk heta ad taho, što ni rubla,
što prodak moj žyćcio svajo zavieršyŭ,
nikołi nie chadziŭšy ŭ sabalach.
 
Voś tak, bratok, a słovam ty nia vier,
bo pryhažość adna i varta ŭvahi.
Darečy, daj dziasiatku napavier:
ja ŭžo daŭno zachodžusia ad smahi.
 
3.VI.1990.
 
 
 
 
*  *  *
Znoŭ čarhovaja vosień, daždžy, hrukacieńnie tramvaja,
kantralory z žetonami łoviać «zajcoŭ» za kaŭnier,
chtości ŭ brudnaj kaviarni prytknuŭsia
                                                                                      za stołikam z kraju,
nie pazbaŭleny, zrešty, prystojnaści śvieckich manier.
Tradycyjna kaštany hublajuć hrubuju łistotu,
pravincyjny viatryska tulajecca ŭ vułkach starych,
i niazbyŭnuju nosiać prachožyja ŭ dušach samotu,
a ŭ dvaryščach baryhi kapiejki trasuć na traich.
Čysta holeny muž uciakaje ad žonki ŭ kantoru,
dzie čakaje jaho sakratarka, piaro i fatel,
dzie ad śvietu schavajecca jon za kazionnuju štoru
i ŭ kiabyt adpłyvie, niby pryvidnych mar karabiel.
Znoŭ čarhovaja vosień; bač, chtości
                                                                              na dobrym padpitku
zatrymaŭsia la tumby afišnaj, šukaje
                                                                                    raskład ciahnikoŭ;
chtości vyhlad zrabiŭ, što jamu anikolki nia brydka;
chtości splunuŭ pad nohi; prajšła hramada dzieciukoŭ.
A na horad voś-voś znoŭ niapeŭnaść
                                                                                          daždžami praljecca,
i žyvoje naŭkoł chaładeča pratnie da kaściej.
U zavułku Rabkoraŭskim cichi varjat zaśmiajecca,
bo adziny jon znaćmie scenaryj dalejšych padziej.
 
1988
 
 
 
 
Vitaminnyja chłopčyki
Vitaminnyja chłopčyki dbajuć pra ŭłasnaje cieła,
mineralnuju pjuć i nia palać zusim cyharet.
Im jašče pa-sapraŭdnamu ŭ hetym žyćci
                                                                    nie baleła,
im jašče nie karcieła adnojčy pajści
                                                              ŭ inšaśviet.
 
I tamu jany siońnia tusujucca ŭ biełaj altancy,
dzie patrochu platkarać uvohule i ni ab čym,
prahnazujučy pryšłaść, tasutočy ŭłasnyja
                                                                            šancy,
i blefujučy rospačna-doŭha pad niebam načnym.
 
Chaj žyvuć vitaminnyja chłopčyki mirna i cicha,
tak žyvuć, kab nia viedać pra božy i djabłaŭ
                                                                              prysud,
nu, a my, styrnavyja, my budziem zmahacca,
                                                                      jak dychać.
Nam addziačać paśla apalohijaj našych pakut.
 
23.IV.1990.
 
 
 
 
Siabram «Tałaki» 1985 hodu
Dobra być filolaham, paetam, pramoŭcam,
specyjałistam u sfery tem i rem,
vymajučy i śpielačy słoŭca za słoŭcam
z moŭnaha planktonu, z akijanu leksem.
 
Ale tak chočanca mnie, katoramu
nivodnaja z vyšejpierałičavych «pasad»
nie daspadoby, jak leki chvoramu, –
jak chočacca dažyć mnie da Novych Kalad!
 
I tady niachaj štukary-aryfmetyki
pužajuć čałaviectva biaskoncaj łičbaj –
ja budu kachać, daryć žiančynie kvietki,
ptacham lotać i płavać rybaj.
 
Kałi ž vałačobniki pryjduć na Viałikdzień,
adzyču chłapcam apošni kus
i sam pajdu, ale nie jak prychadzień,
a ŭciamiŭšy da skonu, što ja – Biełarus.
 
 
 
 
U kaviarni
Kałi prychodziać frajery ŭ kaviarniu,
a ja adzin za stołikam, i pusta
u fiłižancy z abłamanaj ručkaj,
mnie sumna, złosna mnie, śviatło viałikaj lustry
tiaksama razdražniaje, za stojkaju barmen ahidna tłusty;
a ja,
chacieŭ by ja tady dušy znajomaj
svaju dušu choć kryšku pryadkryć,
chacieŭ by pakazać, jak pakryjomu
błakitnym pałymcom jana haryć;
haryć, ale čamu
i dla kaho,
i dziela
čaho haryć?
Adnak ža
viartajusia ŭ kaviarniu, dzie pusto,
dzie frajery, šarchočučy «kapustaj»,
biaruć maŭkłiva na dušu pa sto.
Adzin siadžu, a silfy dy anioły
pakinułi mianie sam-nasam z čymści,
čamu ja nie mahu znajści najmieńnia,
i nie mahu ja ŭstać, kab cicha vyjści,
i ŭsio chutčej idzie praces hareńnia.
 
 
 
 
*  *  *
Stamiłasia, ledźvie što dychaje cieła,
i štości rypiać pazvanki i sustavy.
Voś kłapan uschłipnuŭ i serca zamleła
ŭsiaho na trynaccatym kubačku kavy.
 
Pusty, jak patelnia, pakoj, dzie špalery
u ciemry błiščać fasfaryčnym śviatłom,
dzie sumnyja łožki, šalonyja dźviery,
dzie ŭsio, što ni znojdzieš, jość metałałom.
 
Zhareŭ kalaryfer. Za šybaju – minus.
Pad koŭdraj kazionnaj taksama nia ŭ kajf.
Zasnuć by, zabycca choć pastaj «kałinas»,
i z Boham praklaści paršyvaje «łajf».
 
I ŭsio ž ja šapču sabie: «Nielha, ziamiela.
Voś trošku pacierpiš, a tam – na prastor.
Tam znoŭ budzie vola, siabroŭki ŭ fatelach,
i ty siarod ich, niby toj Čarnamor.
 
Znoŭ buduć razmovy, napoj, cyharety,
i budzie spakojna, i budzieš ty žyć...»
Dy siońnia chaču ja z adčajem kamety
u tryccać niapoŭnych usio zaviaršyć!
 
14.IX.1990.
 
 
 
 
*  *  *
Ja nikołi nia łaščyŭ radki svaje,
ja ich biŭ pa skułach i rebrach,
kab jany rassypałisia iskrami
i byłi kamuści patrebny.
 
I pakul mnie śpiavałi načalniki
pra imknieńnie da jednaści duš,
ja pradserdziaŭ kryvavyja salniki
pramianiaŭ na pialostački ruž.
 
I było mnie tady fijaletava,
što tam skažuć vučonyja łby
pra mianie i kapieluš moj fetravy,
i pra ciažkija prodkaŭ chlaby.
 
Ja pišu na ružovych pialostačkach
i na cetłikach z kramy «Tytuń»,
kab maje nieraźvityja kostački
zakapałi pad ščylnuju ruń.
 
 
 
 
My
Doždž prajšoŭ. Sonca. Trava raście. Błiščać
vałuny. I my raściom, dužejem, nałivajemsia mocaj
i hartujem naš duch.
 
My vysoka. Abapieršysia na plačo małanki i na
poŭnyja hrudzi ŭdychajučy azon, my havorym z samim
Pierunom. My pamiatajem skazanaje: «My – damo!
My – siła! My – prava!» Bo my majem našu ziam-
lu. Ź jaje my paŭstałi, jaje lubim, u jejnaje ŭłońnie
my vierniemsia. I ŭ hetym viečnym kruhabiehu nam na-
kanavana ździajśniać volu joju narodžanych –
našu volu da žyćcia.
 
My – zdarovyja. Pryhožyja. Maładyja.
 
My na maršy. Šyrej krok! Raz-dva, raz-dva...
Nasustrač soncu, daždžu, vietru. Pa našych daro-
hach. Minajučy staryja dziadzincy, haradziščy,
zamki. Na Ŭschod. Na Zachad. Na Poŭdzień. Na Po-
ŭnač.
 
Hej, chto tam suprać?!
 
Źniać zaścierahalniki.
 
Ahoń!
 
 
 
 
*  *  *
Tutejšyja malvy i łastaŭki
žyvuć pa-tutejšamu tut,
i travaŭ rasistyja kasłaŭki,
i mokry kastryčnicki hrud.
 
Žyvu tut i ja pa-tutejšamu,
biaździetna i cicha, jak jość,
šukaju hadami piakniejšaha,
pakul nie prajšła maładość.
 
Kancoŭki pišu da pačataha,
pačataje rvu na šmatki,
a dzieści za płuham arataha
kładucca baroznaŭ radki.
 
 
 
 
Altruistyčnaje
Kałi mnie pačałi davać,
ja ŭžo byŭ syty,
ale nie admaŭlaŭ, chacia
byŭ jak spavity
ci to snom letarhičnym, ci
suśvietnaj komaj.
Ja byŭ jak viecier u tryści,
zaśpiety stomaj.
Mnie nie chaciełasia, kab tak,
što dazarezu.
Ja cicha tleŭ, ja traciŭ smak,
i navat rezus mianiała kroŭ maja ŭva mnie
spakojna, ŭparta.
I mnie było, jak na vajnie
ci ŭ knihach Sartra –
nudotna, brydka, a rabi.
I ja staraŭsia
arać hłyboka płoć ralłi,
ciahaŭ kamieńni na hrudzi krušniaŭ,
a kałi jany prasiłi: dosyć! dosyć! –
ja zacichaŭ i słuchaŭ šept
haračych vusnaŭ.
Udziačny šept.
 
18.VIII.1993.
 
 
 
 
Son pra nož
1
Lubimy siabra, zrobleny adnojčy
z błiskučaj nieržaviejki, na zakaz –
lazo tvajo całuju, ojča, trojčy,
haračym jazykom kranaju paz –
ryštok, staranna vyrazany majstram
z adnoju metaj: kab ściakała von
kroŭ čornaja z varožych čornych sercaŭ,
kab vorah naš znachodziŭ chutki skon.
2
Ja ŭ dałaniu biaru chałodny tronak,
niby ŭzychodžu na ajčynny tron...
Kałiny sok ściakaje dołu z hronak,
i razam ź im pra nož źnikaje son.
 
 
 
 
*  *  *
Błukaju i błudadzieju
sa słovam – jano majo.
Jano mnie doryć nadzieju,
jano mnie žonkaju jo.
 
Sa słovam idu ja ŭpročki
na miesiac, na hod, na dva.
I mała mnie ciomvaj nočki,
i što ž mnie, što SO2.
 
Sa słovam ja aŭtanomny:
badziajusia i budžu
zaspanych źviaroŭ i hnomaŭ,
dyktatara i radžu.
 
Ach, słova! Adziny siabra,
z taboj u źviazcy idu
skroź łohvy čyrvonych fabryk,
skroź miortvuju rek vadu.
 
My dojdajem z taboj – da słavy
albo da zhuby – niachaj!
Ty siła, zakon i prava,
i piekła majo, i raj.
 
 
 
 
*  *  *
Pieknaść prostaje rečy,
słova, muzyki, formy,
žar nacieplenaj piečy
i harmoniju normy,
 
i tvaje, dzieŭčynioška,
chudavatyja plečy,
i pryhožuju nožku,
i maŭčańnie darečy,
profil sumny i chvalaj
vałasy, nimby niby, –
heta ŭsio ja i słaŭlu,
napinajučy fibry.
 
 
 
 
Momant pieramieny rytmu
Vy zajšłi na niekalki chviłin,
pacham snu biazhučna atułiłi,
cicha zapytałi, čyj ja syn,
i za štości navat pachvałiłi.
Ja maŭčaŭ, ja kremzaŭ na łistach
słovy, niepadobnyja na słovy.
Na staroj rabinie šery ptach
łopaŭ kryllem. Zyrka śpiełi drovy
ŭ biełaj hrubcy – ich śpiałiŭ ahoń.
Vyło nam śviata. Potym
vy bieły šałik skinułi na kapu,
prajšłi ŭ pakoj, paśla prysiełi,
biełaju rukoj apierłisia na bryž.
Łožak rypnuŭ. I tady źlaciełi
vam pad nohi dźvie pušynki zvyš.
Hetak pad stary pachiły kryž
vosieńniu źlataje łiście z klonaŭ
na viaskovych mohiłkach, dzie śpiać
našy prodki, viek svoj pierabyŭšy
pa čužych zakonach...
Voś i ŭsio. Daśpiełi drovy ŭ piečy.
Kachla razahreła pachi snu.
Ja padumaŭ: Boža, jak darečy,
što nia treba zaŭtra na vajnu.
 
 
 
 
*  *  *
Kałi žančyna spažyvaje hrušu,
ci jabłyk, ci kavałak miasa śpieły,
dasmažany na novieńkaj patelni, –
lublu ja nazirać i ŭ hetym bačyć
viałiki sens, i pryhažość, i radaść.
Niachaj ža źmiest arhaniki białkovaj
padtrymłivaje pieknatu kabiety,
kab zdolnaja była jana zaŭsiody
mianie zavabić nie kavałkam miasa,
dasmažanym na novieńkaj patelni,
a pulchnaściu svaich ružovych vusnaŭ,
i jamkami na hetych samych ščočkach,
i tałijaj, taŭstoju ci nia vielmi,
ale kab moh abniać ja biesprablemna,
kab moh abniać jaje paśla viačery,
i, sytuju, kab moh saboj nasycić,
a potym-potym vysłuchać padziaku
i zadušycca ŭ biełym praściradle
ad radaści, što mieŭ jaje takuju.
 
23.IX.1993. Elektryčka «Miensk – Baranavičy».
 
 
 
 
*  *  *
Zima. Razhulaŭsia luty.
Pravincyju zamiało.
Nad čornym budynkam huty
źviłosia dymoŭ kubło.
Naprava, dzie dom biaz vokan,
a piataj sonca eajšło.
U čornaj paściełi kokan
zaryŭ čałaviek chajło.
Niachaj nie biantežyć słova
apošniaje vas, chanža.
Ja viedaju: heta klova,
nibyta jasi z naža.
I potym, šmatfarbnaść frazy
nia śviedčyć pra jejny źmiest.
Byvajuć takija fazy,
kałi vyrašaje žest.
Byvaje, što treba rezka,
darešty iści na razryŭ,
pakul nie zharyć, jak treska,
tvoj  samy śviaty paryŭ.
Zima, ja lublu tvoj choład,
maroz tvoj, redki ciapier...
Na žal, ja zusim nia vołat,
na ščaśpie, jašče nia źvier.
 
 
 
 
Ekspromt №3
Trapiŭšy ŭ biełuju hurbu hrudziej,
ja astyvaju ad žarści,
adpačyvaju ad brudnych ludziej
i niebiaśpieki staraści.
 
 
 
 
*  *  *
Zima – ni marozu, ni hurbaŭ,
ni śniežnaje baby ŭ dvary.
Čamuści ŭ dušy niejak hruba,
i chočacca ŭpaści zhary.
 
I nie dalacieć, a zhubicca
u sinim jadłoŭcavym śnie,
u ryža-błakitnaj ihłicy,
u hukach staroha Masne.
 
25.I.1993.
 
 
 
 
Taćcianie
Pra ŭsich nia dumaj drenna,
miarkujučy pa mnie.
Mažłiva, ja – antena,
mažłiva, što i nie;
mažłiva, ja łakatar,
mažłiva, tolki šluz,
mažłiva, ekskavatar, –
kapaju dreń i druz,
što ludzi nakidałi
za tysiačy hadoŭ;
mažłiva, ja – sandałi
staptanyja bahoŭ;
ja śłikahiel, mažłiva,
i mory śloz ludzkich
vysmoktvaju čulłiva
z kvateraŭ haradzkich;
mažłiva, ja i prahnu
rabić dabro, ale
chutčej za ŭsio ja – mahma,
i stynu na skale;
mažłiva, ja kachaju,
ale nia tak, jak vy;
mažłiva, ja chavaju
pad pachaj nož kryvy,
i vy nie ryzykujcie
sa mnoj iści ŭ kino –
ja błytaju časami
žyvuju kroŭ ź vinom!
 
 
 
 
Ranišnija kantaminacyi ź pieraŭvasableńniem na fonie sonca i daždžu
Kałi, zuboŭ prarvaŭšy biełuju achovu,
jazyk moj schopić kroplu ranišniaj rasy
ź pialostkaŭ tolki što raskvitłaj ružy –
o! heta budzie momant praniźłivaje radaści,
kałi kłinok šurpaty jazyka
ŭvapjecca ŭ serca samaje butona.
O, kosmas! Nieŭniknionaści tvajoj
ja prahnu, ja – toj čmiel,
jakomu treba mnoha, mnoha kvietak,
ź jakich by jon moh brać pyłok,
jaho pieratvarajučy ŭ miod viečnaści.
Voś ja, ale chto ty,
čyja tak śmieła ranicaj rasistaj
śpieje kvietka? I dla čaho,
raskošnaja nadziva,
i ŭviečary, i ŭrańni spakušaje
abłoki, nabryniałyja daždžom?
A moža, tak i treba?
I chaj ad žarści piekłicca duša.
Niachaj jana, zastaŭšysia u zrebnym,
u ryzmanach i bosaja, adna,
ale niachaj jana, jak ducham chlebnym,
napoŭnić volnym ducham Pieruna
maich kaściej syryja pustaki.
Što ž, ja taki:
ad samaje kałyski, jašče nie raspaznaŭšy bieły śviet
i ŭ im siabie, ja staŭ padoŭhu doŭha zahladacca
na kroplu čystaj ranišniaj rasy,
jakaja raspadajecca pavołi
ŭ asmužanym trochkutniku jadłoŭca.
Jašče hady mnie padkazałi słoŭda
tajemnaje i mocnaje, ź jakim
ja moh u śviet iści, niaznany j dziorzki,
ale abaviazaŭšysia viarnucca
adnojčy ŭrańni ŭ rosnyja łuhi.
Tajemnaje mnie słova nahudziełi
čmiałi i pčoły, vosvy, a jašče
(była tady, zdajecca, što niadziela)
i sonny vožyk na syroj žarśćvie.
Ja spaznavaŭ pryrody elementy,
adroźnivać vučyŭsia vierasy
ad čabaroŭ i miakkaj dzierazy.
Ja havaryŭ im stolki kampłimentaŭ –
raśłinam i źviaram biez vyklučeńnia.
I ŭsio heta za kropielku rasy,
za prava suzirać jaje štodnia.
Radnia
mianie šukalnikam nazvała
za viečnyja badziańni i za ŭpartaść.
Nia viedała jana, što maja vartaść –
być bratam jaščarcy, šaptacca z voŭčym
łykam,
na kryk znajomy adzyvacca krykam
siarod načy, kałi huduć chruščy,
źniščajučy
                          spakojna
                                                  chłarafił;
lubić i matyloŭ, i drazafił;
lubić spačatku doždž, a potym – sonca,
kałi jano hulaje ŭ kroplach sprytna
i zajčykaŭ puskaje na kaziurak,
i ślepić vočy sonnym kažanam;
lubić rasu viačerniuju na skonie
dnia doŭhaha,
kałi z bałotaŭ ciahnie chaładkom;
lubić pryrody čyn i biezzakońnie,
lubić, kałi raptoŭna hrad-i-hrom...
 
Kałi, zuboŭ prarvaŭšy biełuju achovu,
jazyk moj schopić kroplu ranišniaj rasy
tak dałikatna, što nie zdryhaniecca
ružovy hijacynt, – tady paŭstanie
z trochkutnaje prastory novy dzień.
 
 
 
 
Marfałahičnaja destrukcyja hałavy ŭ sakaviku
Nachabna pierapoŭnieny moj rot
sferalnaj kubaturaj biełych ikłaŭ,
spamiž jakich dymicca žarściu knot,
a z padniabieńnia rviecca kryk asipły,
albo taki, što rvie membrany mas,
albo taki, što raspranaje furyj...
Moj knot-jazyk, moj sakratyčny pas,
vyvužvajsia, vyźmiejvajsia na Jurja!
I ty, moj dzień, nie pakidaj naš post,
pakul mator pampuje kroŭ u vieny.
Jašče nam rana dumać pra pahost,
jašče nia ŭsie pražyty pieramieny.
I ty, kadyk, adamaŭ chrumstki frukt,
nie padviadzi padčas, kałi pramovu
ja budu pramaŭlać i jeści z ruk,
piaščotnych ruk z brutalnym pacham zmovy.
 
 
 
 
Haryzantalnaje pieramiaščeńnie skivic
Ruch skivic pa haryzantałi
zdarajecca, i nia redka:
kałi vas na front zabrałi
albo padviała nimfietka;
albo kałi režuć słovam
ci prosta dušać kravatam,
ci ŭparta častujuć płovam
z čyrvonaha superfasfatu;
albo kałi kavat kachajuć,
ale kachajuć biazdarna;
albo kałi brudna łajuć,
albo kałi doždž i chmarna.
Ruch skivic pa haryzantałi
zaŭsiody maje pryčynu:
naprykład, kachańnie ŭkrałi,
i nielha viarnuć žančynu.
Nu, tuju, što maje kłasny
klasyčna-ramanski profil,
i pozirk skrazny i jasny,
i chutki višniovy «opel».
Ruch skivic haryzantalna –
reakcyja na prablemy,
na toje, što los fatalna
złučaje nia tyja klemy.
 
 
 
 
Mimalotny eksces ź Jevaj Braŭn
Ty ŭsio jašče pryvabnaja,
i cichaja, i zdolnaja,
tajemnaja i zhrabnaja
pa-svojmu, i svavolnaja.
Ale i novaj rysaju
tvoj pozirk pierakreśleny.
I štości niepamysnaje
hladzić ź ciabie niaviesieła.
Pakiń ža ŭsio, što zroblena
nia tak, jak by chaciełasia.
Žyćcio nia lubić zhorblenych,
jano spryjaje śmiełaści.
Padaj mnie ruki-rečańki –
ja patanu ŭ ich vusnami.
My staniem niedarečnymi
i kryšačku raspusnymi.
I ty čaściej zadychaješ,
i mnie ŭvačču zaciemrycca...
Staryja dušy vychryścim
i ŭ novyja abierniemsia.
I znoŭ u kruzie soniečnym,
kryžujučysia ŭ svastyku,
my stomimsia, jak hončyja,
my zafiksujem płastyku.
Nad nami vodar ajeru
ŭspłyvie, zaścierahajučy
ad błiskavicy karnaje
i pierunoŭ kanajučych.
 
27.VII.1994.
 
 
 
 
Na dzień stvareńnia arhanizacyi «Pravy Revanš»
Maestra Kartasar, jak dobra, što zajšłisia.
Ja vam jakraz pišu, čytaŭ «El Examen».
A ŭčora drenna spaŭ, i ŭpartaje «nich šysen»
viarzłosia mnie ŭsiu noč, a potym – «russkиj plen».
 
Ach, djabał! Nie mahu prapanavać vam kavy.
Jość, praŭda, pa sto hram. Tutejšy ałkahol.
Jak? Vam nie pryvykać? A našyja abłavy?
Darečy, chto vam daŭ dla suviazi parol?
 
Pałkoŭnik Habryel? Jon śniŭsia mnie taksama.
Jon biezumoŭna naš. Jon navat bolš, čym my.
Jość spadziavańni, što nam dapamoža Zamak
narešcie dapisać pačatyja tamy.
 
Maestra Kartasar, a što, kałi niaŭdača?
Vy viedajecie, ja... Tak chočacca pažyć!
Mnie časta śnicca son: žančyna horka płača,
a ź biełaha plača krynica-kroŭ biažyć.
 
Što mohuć aznačap takija mroi? Zdradu?
Błakadu našych sił na ŭschodnich rubiažach?
A moža, treba mnie ŭ varožy tył z atradam
prajści, kab ustupić u bojku na nažach?
 
Pryznajusia, što mnie zusim nie daspadoby
sučasny mechanizm vajny i pieramoh.
Mnie ciažka nazirać, jak hinuć biez chvaroby,
jak słabaja ruka skubie zialony moch...
 
Adnak, adkiniem preč estetyku zabojstva.
Maestra Kartasar, nam zaŭtra vystupać.
Pastaŭleny zadačy: Šery Dom, Pasolstva
biaz šumu i achviar za siem chviłin uziać.
 
U hety ž samy čas kamanda «A», Maestra,
pavinna pračasać naš «dziorzki» Telecentr,
Chaj adpačnie efir da letniaje fijesty.
Chaj pahulaje ŭ im viatryska pieramien.
 
Ništo nia spynić nas! Žaŭniery ŭžo hatovy.
kab vułicy załić šychtami čornych rot.
Dyk z Boham, Kamandant! Nia treba mnoha słovaŭ.
Niachaj hučyć ich dva: idzie PIe-RA-VA-ROT!
 
 
 
 
Kałi jana pakidaje arhan
Ihrajučy ŭ biełym kaściole,
kachajučysia z ksiandzom,
žančyna maryć u połi
zastacca na noč z kascom.
 
Ihrajučy štości z Bacha,
žančyna imkniecca tudy,
dzie viesieła-volna ptacham,
dzie mnoha čystaj vady.
 
Zacichłi huki. I kłiryk,
zabyŭšysia pra Chrysta,
samotna, jak juny łiryk,
čytaje joj vierš ź łista.
 
Žančyna źnikaje z choraŭ,
žančynie abryd arhan,
žančyna jedzie na mora
i tam zavodzić raman.
 
Žančyna ažyćciaŭlaje,
što musić ažyćciavić.
na chorach arhan ścichaje
i doŭha žančyna śpić.
 
 
 
 
*  *  *
Ja čuŭ, kachanaja, što ty buduješ dom,
viałiki dom dla ŭłasnaha siamiejstva,
a tvoj vajuje ryfmami sa złom,
spaŭzajučy pacichu ŭ farysejstva.
 
Ja viedaju ciapier, što pomniš ty
źnikomuju paru sustrečaŭ našych –
supolny šlach da placu (dźvie viarsty),
złučeńnie ruk i chvojny vodar fašyn.
 
Tady taksama budavałi dom:
rabočyja rastvor miašałi ŭ cebry
i kvecałi im cehłu, i nahbom
vadu piłi – žalezistaje srebra.
 
A my błukałi pobač. Nam było
cikava nazirać za rostam ścienaŭ
i dumać, jak praź niejki čas žytło
zavieršycca strachoj i žmieniaj ziernia,
jakoje haspadar pa śviežych doškach
rassyple, zhodna zvyčaju dziadoŭ.
 
Ty nie była majoj tady i potym,
biantežyła ciabie, što ja žanaty,
što nie z taboj laplu siamiejstva soty,
choć ty pajšła b sa mnoju i za kraty.
 
Biahuć hady (banalnaja raskładka):
mnie tryccać try, ty zamužam niby,
dy kožny raz, kałi zanadta hładka,
my zaadno i prahniem baraćby.
 
Miensk, 5-ja kłinika.
 
 
 
 
Trajektoryja nervovaha cisku
Kidaješ pozirk na mianie
dyjahanalna.
Tabie 13. Ty – sama antybrutalnaść.
A mnie ŭžo 33, dziaŭčo,
ja złosny, brudny,
katory dzień bałić plačo
i hołas nudny.
Ale i ja nasustrač dniu
hladžu z chitrynkaj,
i juny pozirk tvoj łaŭlu,
niby razynku
u čornym chlebie našych dzion.
Sentymentalnaść
jašče naviedvaje dušu
maju časami.
Ty zasaromiełasia i
vała-
sami
prykryła šmatabłičny cik
voč, vusnaŭ, ščočak...
Hłušu ŭ hrudziach ilviny ryk
i staŭlu pro-
čyrk –.
Ja palubiŭ ciabie, dziaŭčo,
manijakalna,
kab ścichła chvoraje plačo,
kab niešakalna
žyćcio praciahvać,
žyć dalej
z nervovym cikam
i miž nastrunienych hrudziej
źvivacca sykam,
a potym cicha zapaŭźci
ŭ trochkutnik
tvaich bermudaŭ
i tam naviečna praraści
sakralnym cudam.
 
 
 
 
*  *  *
Źnikła enerhija słova i cieła,
i zastałosia viaršenstva snoŭ.
Boža, jak niepasredna chacieła
heta žančyna maich zamoŭ.
 
Jak ža šaptała jana: «Ty prielest...».
jak ža prasiła: «Jeщjo... lubи...».
i piermanientna išła na nierast
z mora šartrezu ŭ raku šabłi.
 
 
 
 
*  *  *
Nie mahu, nie chaču admović,
kałi prosiać vočy tvaje,
kałi ruki piaščotna łoviać,
tvaje ruki łoviać maje.
 
Siońnia tvoj, ja ścialu nam łožak,
vydzialajučy endarpin;
ja tvoj boh, tvoj djabał biaz rožak,
muž lubimy tvoj, baćka, syn.
 
Ja pryjšoŭ. Ty rabi, što treba:
rascałuj albo prahani,
albo vypłavi ź mianie srebra
na svaim załatym ahni.
 
 
 
 
Kryzastomija
Chvaroba ŭzrezała mnie
filazaVIČna;
šukajuć štości daktary
apałityčna;
paciałi vertykal maju
haryzantalna;
ja leki pju, ja nie piaju,
što nienarmalna...
 
Admoŭna – śviedčyć Vaserman.
Ja ažyvaju,
ja znoŭ hatovy na taran,
bo znoŭ kachaju!
 
 
 
 
Sentymentalnaja sustreča na łinii ahniu
Ja hladžu, jakaja ty śvietłaja,
ty staiš u promniach u soniečnych,
papraŭlajučy kaburu pistaletnuju,
sa znajomymi pra štości hamoniačy.
Ja taksama papraŭlaju partupieju, rehałii,
kab da ciabie padyjści, pazdaroŭkacca,
ale
kulamiotnaj stužkaj ty, niby karalami,
błisnuła nasustrač mnie, papiaredziŭšy:
nie vysoŭvacca!
I ja staju, čakaju kachanuju,
boty maje juchtavyja pryjemna rypiać,
staju, trambuju ziamlu chanaanavu,
kab zaŭtra snaradami ciopłuju arać.
 
I voś pakłikała mianie lubačka
(a žoŭtyja patrončyki z ražka pok-pok
na travačku zialonuju, jak fasola na spodačak),
pakłikała j sama zrabiła pieršy krok.
 
I voś užo razam ty, ja i rehałii,
i preč kaburu, i partupieju z pleč!
I niejak raptam niknuć vajny reałii,
bo ŭ ruki svaje biełyja biareš ty pomsty mieč.
 
Lublu ja hetu zbroju, dalboh, niepieramožnuju,
chałodnaj jaje nijak nie nazavieš,
vychodź na pole bitvy ź joj choć nočku kožnuju,
choć zavajoŭvaj tysiačy biełych viež.
 
Hladžu, hladžu, kachanaja, jakaja ty śvietłaja,
staiš pad poŭniaju, pad soncam ci daždžom,
i ŭsio tabie pasuje – choć kabura pistaletnaja,
choć novy aŭtamat, choć staroje ružžo.
 
 
 
 
Oda žanočym vusikam: jak eratyčnamu symbalu, jak znaku žanočaj mužnaści, jak pryčynie mužčynskaha niespakoju
Dla voka pilnaha prykmietny,
piaščotny čornieńki pušok
nad vierchniaj vusnaju efektna
źjaviŭsia, kab navodzić šok
na junych, viedama ž, paetaŭ,
i na mužčyn užo ŭ hadach.
Jon, vidavočna, byŭ apiety
niedastatkova. Sam ałach
i tryadziny pravasłaŭny
lubiłi časam nazirać
za ciomnym pasačkam nad vusnaj
stvareńnia božaha z kasoj,
za tym, jak lohka, biez prymusu
jon pakryvajecca rasoj,
kałi žančyna žarści smahu
z zakonnym mužam spahaniaje,
a potym krychu spačyvaje,
prykryŭšy biełuju nahu
artadaksalnaj praścinoju,
druhuju ž źviešvaješ na doł
z kanapy šlubnaj.
Ach, z uśmieškaj
pad rymskim nosam čorny vus
błiščyć u soniečnym śviatle.
Jon padabajecca i mnie.
I z hetaj dziŭnaje pryčyny
tak žyć śpiašajucca mužy,
čmiałi, andatry i vužy,
vaŭki, tarpany i smaŭžy,
busły, varony i stryžy,
i mnostva inšych bijamas.
Dyk słaŭsia, čorny vusik-pas,
błiščy pad promniami ŭ rasie,
spryjaj žanočaje krasie!
 
Miensk. 5-ja kłinika.
 
 
 
 
*  *  *
Zajšła. Raskazała pra muža,
apteku, prablemy dački,
zhadała, što treba stužak
čyrvonych kupić i harščki
pad kvietki (rastuć jany chutka,
kamu ž, jak nia im, raści?).
Šapnuła: «Hulaje čutka,
što mohup pa vas pryjści».
«Napeŭna. I ŭžo chadziłi...
Dy što nam stajać voś tak?
Pakul jašče nie pasadziłi.
davajcie my ździejśnim akt.
Davajcie nakryjem biełym
kazionnaje kana - pe
i našym supolnym ciełam
my vyłažym vorahu «fe».
Pakul jon staić za dźviaryma,
my budziem spružynaj rypieć
i pachnuć luboŭnym zarynam,
i płakać, i kścicca, i pieć.
Vy zhodny z takim prajektam?»
«Ja zhodna, davajcie ździajśniać:
ja budu vašym abjektam,
jaki nieabchodna kachać...»
I tak my lubiłisia doŭta,
a jon za dźviaryma stajaŭ
i klaŭ na čym śviet svajho boha,
pakul kančatkova nia źviaŭ.
U dzieviać my vyjšłi z kvatery,
zirnułi na skurčany trup
i stałi śmiajacca biaź miery
spakuśłivym śmiecham sukub.
 
 
 
 
*  *  *
Kałi ty zdradziš mnie adnojčy,
ad hetaj zdrady atrymaŭšy
tak mnoha-mnoha asałody;
kałi ty pryjdzieš, pieraspaŭšy,
kałi sucišyš svaje vody
z tym, inšym, mnie zusim nia bratam,
z tym čornym, biełym, žoŭtym fatam;
kałi ty pryjdzieš ci nia pryjdzieš;
kałi, ŭnikajučy sustrečaŭ,
ty načavaćmieš u siabrovak,
albo ŭ siabroŭ, albo ŭ prylesku,
albo ŭ piaskach zimnoha mora, –
ja nie paviešusia ad hora,
jak, zrešty, i nie raśśmiajusia.
ja nie pajdu i nie ŭtaplusia, –
ja ŭspomniu, dzie lažać naboi.
 
 
 
 
*  *  *
Ty viedaješ, a śnieh jašče piakniejšy,
čym dumałasia nam
tam,
u aŭsach
nad Zach.
Dźvinoju.
Ty mnie raŭnia,
radnia,
i los moj ja chvalu za toje,
što lublu
radoviščy tvaich
vačej načnych,
ja, zołatazdabytčyk, mnich,
na bierahach račnych
luboŭnik stałych i družok małych,
i maładych.
Pakul ja nie zacich,
ja budu pry varštacie, pry takim,
jaki rabićmie pieknatu ŭ kantekście
terarystyčnych aktaŭ u metro
i chimatak u meryjach i bankach.
Ty viedaješ, tak fajna być z taboj
i vyzvalać tvoj rot ad uspaminaŭ
pra tych, što całavałi prosta tak,
bo dumałi pra jak by ździejśnić akt.
A jak pryjemna cicha addalać
ał lohkaj pavuciny letucieńniaŭ
žančynu maładuju, kab kachać
mahutna, pa-sapraŭdnamu, biaź cieniaŭ,
biaź cierniaŭ zdrady, doŭha i zaŭždy
jaje kachać;
lubicca tak, jak lubiacca žydy
z uładaj i hrašyma va ŭsim śviecie.
Jak heta kłasna, klova, prosta ŭ kajf
ciabie lubić na samaj vierchniaj nocie,
na adpačynku, doma, na rabocie...
Lublu ciabie tatalna, jak teror,
jak bombu z plastyku, jakaja łikviduje
taho, chto nam zakryŭ šlachi da zor
i duch naš volny razhajdać sprabuje;
lublu iznoŭ, spačatku, ad jajka,
jak niekałi kazałi łacinianie;
lublu ciabie, jak rezki ŭdar kłinka,
jak bieły bint na lohkaj čystaj ranie.
 
 
 
 
*  *  *
Ty płyvieš sa mnoju pobač
u natomlenaj prastory
pamiž dreŭ ekstravahantnych
u čyrvonych kapturach.
Krony drevaŭ prahnuć hleby,
čarnaziomu, hleju, hlejsu;
drevy musiać razmnažacca,
a tamu štohod uvosień
łistapadam, łistapadam
zavarožvaje prastoru.
Dyk płyvi, maja siabroŭka,
pobač ja, i my žadajem
hetaksama płodnaj hleby,
a jašče – piaskoŭ haračych,
a jašče - błakitu nieba,
mora siniaha i sonca
mnoha-mnoha, i sałodkich
kavunoŭ, munderaŭ, višniaŭ,
kab u sokach sadaviny
i harodniny znachodzić
padtrymańnie našym siłam.
My žadajem bolš, čym drevy,
my žadajem płodu, płojmy
samych roznych štučak dziŭnych.
I nia dziva: my ž z taboju
prynaležym da ludzkoha
rodu-plemieni, a heta
značyć, što, akrom ziamłicy,
treba nam azonu, vołi,
kab mahłi my płod zdarovy,
čysty, krepki, biez karosty
danasić da svajho času.
Ach, siabroŭka! Płaŭna, płyŭna,
my płyviom z taboju ŭpročki.
My kachajemsia, jak ludzi.
Lvy pryhožyja nia mohuć
tak kachacca, voś i mała
ich na śviecie, lvoŭ pryhožych.
Daj ža mnie, majo pryniaŭšy:
vyjdziem razam z akijanu,
staniem sochnuć na ŭźbiarežžy
našych stomlenych pačućciaŭ.
Sumu aktaŭ my zavieršym
aktam pahłynańnia ježy.
Jak zvyčajna, budzie mnoha
ptuški, ryby i mučnoha,
kavy, čaju, vinahradu,
krychu lohkaha vina.
My adnovim vašy siły,
pulchnaść našych vusnaŭ, hubak,
kab złučycca znoŭ i razam
naša ŭsio pačać spačatku.
Dyk płyvi, maja siabroŭka,
pobač ja, i my žadajem.
 
 
 
 
Łitanija, albo Zaprašeńnie Dzievy na Biełaruski Pasad
I staju ciapier prad Taboju, nikčemny ja, a Ty nie
adpreč. Vysłuchaj, pačuj i pryjdzi. Mužčyny
našyja ŭpałi ducham dazvańnia. Nia mohuć jany
bolš narod baranić svoj. Nia mohuć, niaščas-
nyja, zastupić darohu vodam mora čužynskaha. U
pustelni piaskoŭ, imknučych z uschodu, patanajuć
ich kordy. U płazmie atrutnaj, što z zachadu ljec-
ca, zamiorłi ich dušy. Hora im, hora mužčynam nia-
mužnym i słabym! Hora narodu, jaki svajoj hańby
nia bačyć! Źłitujsia, Dzieva! Pryjdzi, pryviadzi
svajo vojska dzievaŭ niamužnich i žonačak mužnych
pryhožych. Stańcie jak soncy, z abłiččaŭ łinicie
na Kraj naš jasnyja promni krasy i piaščoty, i
łaski. Vieru, pad hetymi promniami ŭzdymiecca no-
vaje plemia. Biełaj rukoj dabrasłaŭ Ty jaho na zma-
hańnie, ale j sama nie sychodź.
 
Dzieva Krasy, Abarony i Viečnaści našaj! Patry-
jarchatu ŭładu viartajem Tabie, bo źniadužałi hreš-
na, bo zapaviet našych prodkaŭ nia spraŭdziłi i
adstupiłi. Voś ja, źniačeŭleny, nicma ŭpaŭ prad
Taboju, nikčemny miž inšych nikčemnych. Karaj
luboju karaj, ale daj potym šanc dla revanšu.
Dzieva paleskich abšaraŭ, modły maje za mužčynski
vaš rod nie adprečvaj. My jašče zmožam, my zdo-
lejem, tolki źjavisia. My pakłikajem Ciabie na Pa-
sad Biełaruski. Ź vieraju ŭ naša paŭstańnie ź nia-
bytu. Mužčyny.
 
 
 
 
Antrapamorfnyja transplantacyi z Hraalem napiaredadni Žanočaha cyklu
Kolki ja pryručaŭ ciabie,
kolki vučyŭ lubić,
kolki cieła tvajo viałikaje
ja musiŭ načami śnić.
 
Kolki času ja dumać dumaŭ,
što heta i jość ty,
žančyna maja razumnaja,
ratavalnica ad niematy.
 
Kolki taboju klaŭsia ja
apaŭnočach i apaŭdniach,
i ź inšymi spać nia kłaŭsia,
i byŭ mnie nia strašny strach.
 
Načami, załity spermaju,
ja pamiataŭ pra ciabie,
taboj, a nie prablemaj kvaternaju,
žyŭ ja jak pan boh biek.
 
Voś čamu, taboju zabrany,
jak štyk-nož, jak šabielki stal,
ja lublu i całuju, i ŭ bramy
ŭvachodžu, niby Hraal.
 
 
 
 
Ałžyr
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
*  *  *
Kalady. Posnaja Kućcia.
Nia piša piśmaŭ Arhanistka.
Visić nad ustanovaj ściah
usienarodnaha fašysta.
 
U pierachodach pradajuć
padpolnuju łitaraturu,
jakuju ŭ Vilni vydajuć
mnie nieviadomyja struktury.
 
Zima krychu. Śniažok ledź-ledź.
Bamžy akupavałi kramy,
dzie možna cieły svaje hreć,
nakołki sinija i šramy.
 
Zima! Viarnułasia, dalboh!
Idu z prahladu «Madernistaŭ»,
i kłiča štości za paroh,
u zaparožža rekankisty.
 
1995. Kalady.
 
 
 
 
*  *  *
Ja pahany, mnie dobra z pohańniu:
voŭk šalony i łis chudy
mnie siabry, ź imi razam honiami
ja biahu da žyvoj vady.
My na ŭschod našy mordy ŭskinułi,
našy łapy ŭzdymajuć pył,
my žyviom, my jašče nia zhinułi,
i biažym nie z apošyich sił.
Suchažylłi napiaŭšy patava,
praryvajemsia naprastki,
adčuvajučy kožnym atamam
našy krušni, rallu, piaski.
My rasistyja, my rassadniki
novaj vołi, nam treba šmat.
Abminajučy pałisadniki
my biažym na prastor z-za krat.
 
 
 
 
Viačernija mroi a elemientami pahanstva
Niešta jość u tym, kab hladzieć
u rasčynienaje vakno.
i chałodnyja ruki hreć,
i nervova hartać błaknot.
Niešta jość u tym, kab dastać
ź ciopłych pochvaŭ lazo naža
i, pryklenčyŭšy, całavać
stal chałodnuju, i vuža
zapuskać praz paroh u dom,
i davać jamu małaka,
i vymolvać u nieba hrom,
i pryśnić, jak tvaja ruka
nož trymaje i nie dryžyć,
jak stabilna ciače raka
i banalna chočacca žyć.
 
 
 
 
*  *  *
«Ruki nazad!» – ty idzieš na dopyt.
«Ruki nazad!» – ty dziaržaŭny złačynca.
«Ruki nazad!» – nabyvaješ vopyt.
«Ruki nazad!» – i dumka, jak śpica,
 
pra toje, što tam krasavik i sucha,
dziaŭčaty skinudi toŭstyja hietry,
na krušni jaščarka sušyć brucha,
i pachnie hudronam asfalt nahrety.
 
Z rukami nazad vyvodziać va placyk
trochkutnaj formy – chadzi i dumaj
pra toje, jak tam defilujuć hracyi,
jak tam parlament fłirtuje z dumaj.
 
Pra radaść uspomni, kałi žančyna
ciabie pa-kryvicku lubiła štonoč,
i vy luboŭ zapivałi «čyn-čynam»,
i ślozy śvietłyja biehłi z voč.
 
A «ruki nazad!» – heta ŭsio časova,
ja «ruki nazad!» – nia strašna, kałi
taboju vałodaje viečnaje Słova
i pamiać pra łipieński pach ralłi.
 
21.IV.1996. 9-ja kamera SIZO KHB.
 
 
 
 
*  *  *
Ach, prosta błakitnaje nieba,
prosta ptuška piaje,
prosta ciopłaja hleba,
prosta sonca ŭstaje.
 
Prosta ćvituć praleski,
prosta žoŭty piasok,
prosta śviežyja treski,
prosta pa drevach sok.
 
Prosta siadžu ŭ viaźnicy,
prosta jem bałandu,
prosta nijak nia śpicca,
prosta nikudy nia jdu.
 
Prosta siabry na vołi,
prosta i vorahi tam,
prosta ciače sa stołi,
prosta žyćcio – bedłam.
 
Prosta chutka asudziać,
prosta budu maŭčać,
prosta sumuju pa ludziach,
prosta chaču kachać.
 
28.IV.1996.
 
 
 
 
Piedel
Piedel chodzić za dźviaryma,
piedel viedaje dakładna.
jak patrebna słužbu pravić
u lubych umovach času,
u paru teroru, hvałtu,
letam, vosieńniu, zimoju...
Piedel maje pałku z humy,
nie turbujuć jaho dumy.
Piedel, naš lubimy piedel,
bieź ciabie my anikudy.
Daj nam, piedel, kab nam viedać,
jak chadzić, hladzieć kudy,
jak paźbiehnuć nam biady.
U ciabie prutok humovy,
u ciabie hustyja brovy.
Piedel – heta prosta cud.
Piedel – caca. Piedel – hut!
Piedel słuchaje maŭkłiva.
Piedel – młyn.
A my jość młiva?
 
29.IV.1996. 9-ja kamera SIZO KHB.
 
 
 
 
Sustreča z aficeram Smarhonskaha pahranatradu
– Dzień dobry, pałkoŭnik! Ja Słavamir.
Budziem znajomyja? – Budziem.
Traščyć i rviecca ad hukaŭ efir,
i rvucca ad kašlu hrudzi.
 
– Pałkoŭnik, prystupim. Voś karta i płAn.
Dalej my ciarpieć nia možam...
– Ja viedaju, hety paršyvy kłAn
My źniščym i pieramožam.
 
– Vydatna, pałkoŭnik! Vy, baču, naš,
sapraŭdnaj kaści biełaruskaj.
Vy budziecie niščyć zdradnikaŭ až
navat na hlebie ruskaj.
 
– Ja budu, adnak ža, dzie našy arły?
Čas «č» my pavinny pryznačyć.
My vystupim cicha na samaj zary,
pakul vorah śpić na dačach.
 
My žal i spahadu adkiniem preč.
Za našych žančyn i dzietak
my budziem hałovy varožyja z pleč
zdymać, jak žytco z paletak.
 
Atrady źniščalnyja ŭžo ŭ lasach,
čakajuć tolki zahadu.
Što ž, kožnamu zdradniku svoj pasah.
Hatova ŭsio da napadu.
 
– Pałkoŭnik, trymajcie, voś vam ruka,
ruka nie sałdata – paeta.
I vypjem davajcie za koler kukard,
za bieła-čyrvony. Za heta!
 
9.V.1996. 9 kamera.
 
 
 
 
Čystaje
Jano žyvie na pavierchni,
na płoskaściach kaardynat,
na nižniaj vuśnie, na vierchniaj,
pad sercam u našych dziaŭčat.
 
Iskrycca jano ŭ zialonym
i ŭ žoŭtym na soncy błiščyć,
zryvajecca kroplaj z klonaŭ,
u dušach źlohku ščymić.
 
Jano žyvie ŭ pacałunkach
kryvickich žančyn i mužoŭ,
u śvietłych dziciačych malunkach
i tam, dzie ślady vužoŭ.
 
Žyvie jano ŭ samym-samym,
na viejkach našych dryžyć,
błiščyć u kvadracie ramy
i na stalovym nažy.
 
Jano žyvie na śvitańni,
i dniom, i kałi paŭzmrok,
i tam, dzie našy spatkańni,
i skroź, dzie čuvać naš krok.
 
19.V.1994. 9-ja kamera «amerykanki».
 
 
 
 
*  *  *
Kavałak čornaha chleba,
našaha chleba z našaha žyta
davaj pierałomim na dźvie pałaviny –
tabie i mnie –
i abmočym u miodzie
jašče nie zahusłym, jašče z pacham vosku
i našych prastoraŭ.
 
Davaj padsiłkujemsia, druža,
nasycim našyja cieły
vysokaj enerhijaj puščy
i haryzantalami pola.
 
Paśla stolkich dzion pamirańnia
pachnuć daždžom navalničnym
ramonki i miata ŭ bukiecie,
jaki nam pryniesła inkohnita
žančyna z krainy kvietak.
 
23.VI.1996. Špital KHB.
 
 
 
 
*  *  *
Žyć chočacca, badaj što, jak nikołi,
tym bolš lubić, tym bolš, kałi viasna,
tym bolš, kałi ŭ ciabie dačka na vołi,
tym bolš, kałi jaje ŭ ciabie niama...
 
VII.1996. «Amerykanka».
 
 
 
 
*  *  *
Takaja cichaja i ścipłaja,
na šyi kryžyk załaty,
viartaješ ty mianie, asipłaha,
znoŭ da žyćcia i pieknaty.
 
1996. Špital KHB.
 
 
 
 
*  *  *
Nie hani purhu, načalnik,
ja tabie nie kryminał,
ja pryhožaha šukalnik,
ja – pačatak, ty – finał.
 
Ja irvu dušu na častki,
ty viazać kancy mastak,
ja ŭnikaju chitraj pastki
na ralłi, jak čorny hrak.
 
Ech, z kajdannaha ja plemia,
kantralor tabie imia,
maje nohi prahnuć stremia,
tvaje ruki – ramiania.
 
I tamu, jak ni ŭśmichajsia,
jak mnie ŭ vočy ni chłusi,
skaža niekałi: «Źbirajsia!»
I tabie DePeeNSI.
 
6.VII.1996.
 
 
 
 
*  *  *
Niama kudy biehčy, tavaryš,
zakrytyja zachad i ŭschod,
padpisany order na aryšt,
pastaŭleny štamp: «U raschod».
 
Nastrojeny vorah rašuča,
dy tolki i ty nie słabak,
i ŭhołas ty śmieła i hučna
havoryš pra ŭsio, što nia tak.
 
Ale ŭžo i słovaŭ zamała,
i značyć nastała para
vychodzić nasustrač vandałam
pad śpieŭ partyzanskich harmat.
 
27.VII.1996. «Amerykanka».
 
 
 
 
Małodšamu siaržiantu Vitalu, siadzielcu 4-j kamery SIZO KHB
Siadziš za skradzieny cezij,
a moh by za Biełaruś,
maŭkłivy i niehareźłivy
barysaŭski biełarus.
 
Jašče tolki ŭčora byŭ ty
małodšy siaržant BeA,
u formu jak byccam ułity,
jak byccam ty ŭžo kambat.
 
Jašče tolki ŭčora... a siońnia
ty razam sa mnoj siadziš,
ściskaješ rospačna skroni,
chistajeśsia dy maŭčyš.
 
Ty dumaŭ, što šyta-kryta
adbudziecca sprava, adnak,
nia vyjšła ŭ ciabie sa zbytam,
i spraŭdziŭsia drenny znak.
 
I raz užo tak pryjšłosia –
davaj nia płakać, nia nyć,
davaj rabić, kab zbyłosia
usio, što pavinna być.
 
12.VIII.1996.
 
 
 
 
*  *  *
Kančajecca leta. Jabłyčny spas.
Pra Afryku marać ptuški.
Ach, jak ža na vołi pryhoža ŭ vas!
Ach, jak ža za kratami skrušna.
 
U vas tam kažuć pra novy styl
(«Pradaj Radzimu» nazvałi).
A my tut hnijom, jak padvalnaja ćvil,
jak brudnaja piena chvałi.
 
U vas tam nardepy iduć u boj
z «usienarodnaabranym»,
a my tut štodnia stanovimsia ŭ stroj,
štodnia załizvajem rany.
 
My tut pryrastajem hrudźmi da nar,
my tut zacichajem dačasu,
a nočču smakujem čyfirny ŭzvar
usioj aryštanckaj rasaj.
 
Na vołi ŭ harodčykach astry i kmien,
niaśpieły ahoń kałiny,
a ŭ nas na pradole nachabny mient
pahardłiva cyrkaje śłinaj.
 
Jamu dazvolena, jon «kruty»,
ciapier jon siła i prava,
a nam zastajecca – hrudźmi na draty,
chudym abłiččam u hravij.
 
A nam zastajecca ničoha i ŭsio –
turemnaja voš i Radzima,
i naša nianaviść, ź jakoj my raściom
nasustrač režymu.
 
7.IX.1996. Viciebski centrał, kamera 60.
 
 
 
 
*  *  *
Iznoŭ kastryčnik. Čas pasadki drevaŭ.
Na sadžancach rasa dryžyć,
a ty,
ty ŭspaminaješ padarožža ŭ Kreva,
značeńnia stratehičnaha masty,
lubimy šlahier, internat, svabodu,
turmu, sabak, iržavyja draty,
supraciŭleńnie mužnych, słabych zhodu,
nieadekvatnaść zła i dabraty;
ty ŭspaminaješ, jak zachodzić sonca,
jak na centrał navalvajecca zmrok,
jak z vymieni karovinaha ŭ donca
strumieniem bje antysuchotny sok.
Ach, pamać, pamiać! Fajnaja ŭłaścivaść,
jana tabie nia daść asatanieć,
jana siłkuje hodnaść i hidłivaść
da usiaho, što zapadło ciarpieć.
Ty ŭspaminaješ, jak ćvituć viarhini,
jak les šumić, jak asiadaje pył
na žyta prydarožnaje, jak hinie
błakitny čmiel u biełaj konskaj hryvie,
jak baba ŭ łaźni svoj šaruje tył;
ty ŭspaminaješ, jak šmanałi «chatu»,
jak ty nia staŭ z rukami na ścianu,
jak dapamoh tvajmu błatnomu «bratu»
žyvot uskryć, pračnuŭšysia ad snu.
 
 
 
 
U sudzie
Iznoŭ adkłałi sud
(kaladnyja vakacyi).
Na vołi marazy,
u kamery smurod.
Radzimu pradajuć
metodaj transpłantacyi
pad šyldaj indulhiencyi
pad nazvaju «narod».
A ja, siadžu ja ŭ kamery,
na mnie fufajka čornaja,
na mnie šuzy ad frajera
i stryžačka «pad nul».
Niby mator za bamperam,
ja ściaŭsia, supakojvaju
svoj ruchavik z pradserdziami,
u straŭniku šumy;
nia łajusia z susiedziami,
i tolki duch nastrojvaju
pavodle vierša ŭłasnaha
na chvalu baraćby.
 
26.XII.1996. U boksie Viciebskaha abłasnoha suda.
 
 
 
 
Jon
Bojsia jaho, nia bojsia –
jon pobač, i nad, i pad.
Štodnia jon prychodzić u hości,
tvoj samy «starejšy brat».
 
Jon lubić tvaju žančynu
i viečna prahnie jašče,
jon chodzić krokam kačynym,
albo jak drovy siače.
 
Spakojna jamu i śpicca,
i soładka pjecca jamu,
tutejšy načalnik pałicyi
jaho nia kinie ŭ turmu.
 
Jon lubić hasić plavočkami
ahmieni samotnych duš
i pilnymi šerymi vočkami
hladzieć skroź sadovy plušč.
 
Jon plaha tvaja adviečnaja,
štodzionny tvoj hość u dom,
i ty, jak łaza nadrečnaja,
prachodziš pravierku na złom.
 
 
 
 
*  *  *
Studzień. Spačatku marozny,
potym adłiha i brud,
potym kašal hrypozny,
karcer, kamera, sud...
 
27.I.1997.
 
 
 
 
*  *  *
Ad pieramožnych našych radkoŭ
niachaj paniasie duša Revalucyi
dziela taho, kab novaja kroŭ
śćvierdzić mahła zakon evalucyi!
 
 
 
 
*  *  *
Rabi HETA sa mnoju
kachajučy i pryhoža,
pad jełkaj albo sasnoju,
albo zaprasi ŭ łožak.
 
Na biełyja praściradły
kiń mianie, raspranuŭšy,
ja budu biaźmiežna rady
pakinuć hranicy sušy.
 
Ja pluchnusia ŭ vody mora,
u akijany substancyj,
čytaćmu ciabie, jak Toru,
jak Bibłiju, maja Kanstanca.
 
Ja pieracałuju pialostki
tvajoj załacistaj ružy,
ja, hetki mały i porstki,
i słaby z taboj, i dužy.
 
Hladzi, voś našaje zaŭtra –
paśla zdabyćcia svabody
my pišam viałikuju chartyju
našaj luboŭnaj zhody...
 
Dyk ździejśni HETA sa mnoju,
maja biełaruskaja vieršnica,
i praŭdaj, a nie manoju
niachaj naš prypłod pryščepicca.
 
4.V.1997. Kupa.
 
 
 
 
*  *  *
Kachańnie biaz retušy, hołaje, hałodnaje,
za kratami ŭ kamery albo na pradole,
kachańnie pad prycełam, syroje, padkałodnaje,
ciažkaje, nibyta carkoŭnaja žyrandola,
kachańnie majo pryšłaje, imhniennaje, tutejšaje,
ja nackuju na płoć tvaju lahavych majoj žarści,
ja raśpišu ciabie pryhožymi i dziorzkimi vieršami,
nia dam tabie spakoju da samaj našaj staraści.
Pakul ja budu lohkimi sipieć na centrale,
abkurany i dobraju, i drennaj tabakaj,
chadzi sabie śmieła ŭ pamarančavaj załi,
zusim nia tak, jak chodzić kamandzir pierad atakaj,
ale jak tolki vyjdu ja, jak tolki ja zvolniusia
z turmy, dzie zabivajuć pavolna i ŭpeŭniena,
my papłyviom z taboj u biełym  ad polusa da polusa,
my staniem lubicca i słuchać Lenana,
my budziem, jak drevy, što mnoj pasadžany
za tysiačy dzion da vieršaŭ i słavy,
my budziem dobrymi indyjskimi radžami,
budziem jazykami piakielnaj łavy,
my budziem vyłivacca z krateraŭ hnievu,
z kanałaŭ nianaviści da akupanta,
my źniščym jaho našym himničnym śpievam,
a reštki zmyjem z dapamohaj hidranta.
I tolki potym, paśla my zojmiemsia kachańniem,
my budziem vyrablać – o Boža! – takija štuki
što adšukajuć nas, mahčyma, poźnim rańniem
i cieły jašče ciopłyja voźmuć na ruki.
 
 
 
 
*  *  *
Čahości nie chapaje permanentna:
to N2O, to chleba, to vina,
to «zajčyka», to «marački», to centa,
ale ŭžo ŭ hetym nie maja vina.
Čahości nie chapaje, dy najbolej
harmonii brakuje tut i tam,
kachańnia i siami, i pieršych rolaŭ,
biazbaćkavičam – rodnych tat i mam.
Čahości nie chapaje nadzvyčajna:
to rozumu, to žarści, to siabroŭ,
hatovych bicca z voraham adčajna,
niahledziačy na straty, bol i kroŭ.
Čahości nie chapaje biez nadryvu,
čahości nie chapaje tolki ŭ snach,
i nie chapaje ščyraha paryvu,
i śmiełaści, kałi navokał strach.
Čahości nie chapaje, dy najbolej
harmonii brakuje tam i tut,
i praz paru, na žal, samoty j bolu,
i nie ścichaje doždž ludzkich pakut.
 
 
 
 
*  *  *
Siarod aŭtakiefałii baroŭ
staić moj stod pad błiskavičnym niebam,
na kamieni błiščyć śviataja kroŭ,
ściakajučy piamiž vinom i chlebam.
 
 
 
 
Jana
Jana heta robić z žarściu
biełaj aryjskaj žančyny,
kałi ćvituć hijacynty,
kałi vypadaje śnieh,
tak, što ŭ varožaj kryvi
stynuć erytracyty,
i ŭ ślozy pieratvarajecca
nachabny čužacki śmiech.
Jana eachodzić u chramy
akupavanaj Krainy,
dziełić chleb nasyčeńnia
i pryhublaje kahor
za volnaje pieramiaščeńnie,
za sonca ź viaršyniaŭ hor.
Jana zachodzić u chramy,
ubranyja ŭ zołata vosieni,
kładzie na kamieni kapiščaŭ
śviaty kryvicki ahoń
i prosić ea našy praviny,
u našaha prosić Boha,
maleńkuju ŭźniaŭšy dałoń.
 
 
 
 
Kałi ty viernieśsia Hierojem
Kałi ty viernieśsia Hierojem,
i na Bahatuju Kućciu
vakoł ciabie źbiarecca rojem
natoŭp u strojach ad kuciur,
i kryštalovy ŭ tonkich palcach
padymie kiełich dama pik,
ty ŭspomniš pra samotnych malcaŭ,
turemny šmon, praviož i kryk,
uspomniš karcer, kraty, rešku,
etap, kanvoj, syry pradoł,
i kiełich  vypity, jak piešku,
pastaviš na raskošny stoł.
A na dvare staroje dreva
strasie kalany čorny łist
pad ścieny źniščanaha Kreva,
pad vietru dychavičny śvist.
Kałi ty viernieśsia Hierojem
u bieły śnieh, pad Novy hod,
ubory volnaha pakroju
tabie zładuje naš narod.
 
1.XI.1997.
 
 
 
 
Pryhožaje
Pryhožaje – heta palcy
tonkija ŭ srebnych piarścionkach,
i palcy, jakija na placy
farmujuć kułak našaj mocy.
Pryhožaje – heta svaboda
nia ryžaj łistocie vosieni,
skarynka čystaha lodu,
staraja vintoŭka Mosina.
Pryhožaje – heta žančyna,
zdolnaja zdradzić pryhoža
i tolki z taje pryčyny,
što doŭha ciarpieć nia moža...
Nia treba tak chvalavacca:
jana pahulaje i vierniecca.
Šukaj ža, mužčyna, pracu
dla ruk tvaich dužych i serca.
 
 
 
 
Budziem
Mudrymi budziem, jak źmiei,
chitrymi, niby łisy,
čystymi, jak łilei,
i pieršymi ŭ čornych śpisach.
 
Dobrymi budziem, jak matki,
jak śvietłyja sny i mroi,
žančyny – niby apłatki,
mužčyny – jak stal dla zbroi.
 
Ciopłymi budziem, jak dreva,
i ščodrymi, jak na Kalady,
budziem nia sprava, nia źleva,
a tam, dzie nam buduć rady.
 
Budziem, jak travy ŭ rosach,
jak biełyja hijacynty,
jak červieńskija pakosy,
jak zaležy antracytu.
 
Cichimi budziem, jak holłi
drevaŭ chvojnaj parody,
jak pavucinka sa stołi,
jak pieršyja lohkija rody.
 
Budziem, braty i siostry,
supolna kročyć u nastup,
budziem, jak mieč hostry,
jak ciažki rabočy zastup...
 
12.XII.1997.
 
 
 
 
Ź bijahrafii
Drevy maje vyraśłi chvojnyja, zialonyja,
z chaty mianie vynieśłi – ŭ nieba paziraŭ
vočy maje płakałi – ślozački salonyja,
ručki mianie kratałi, kab nie pamiraŭ.
 
Nie rabiŭ viałikaha – łajaŭsia dla viečnaści
słovami na łitaru maleniečkuju «be»,
ja, paet miascovaj biełaruskaj nacmienšaści
z pašpartam sinieńkim respubłički eRBe.
 
26.XII.1997.
 
 
 
 
*  *  *
Za hetyja vusny, što šepčuć nam pa-biełarusku,
za hetyja vočy, što pa-biełarusku hladziać,
my zaŭtra pakročym lasnoju ściažynaju vuzkaj
ad kułi varožaj na rosnych imchach pamirać...
 
23.III.1996.
 
 
 
 
Napiaredadni
... prosta ŭ vakno majo poŭnia
śviecić, a syn moj nazvany
dziełicca dumkaj naiŭnaj,
i sam ja tryvožny ad dumak,
i ŭ niebie – o lubaja! –
ŭ niebie viačernim, u čornym,
dzie zorny tryton sušyć bruška
Ptušynaha Šlachu, -
tam viečnyja i maładyja
my pralatajem
u našym cudoŭnym suśviecie
i zasiavajem vałoki i dziesiaciny
tryvałym nasieńniem, jakoje
vyśpieła ŭ čeravie
Rymu, Atenaŭ
dy Vilni kryvickaj...
 
 
 
 
*  *  *
Kročyć albo nieruchomicca,
pryhožaja špilami antykaŭ,
jaa smak, jak ažyna, modnica
dla śmiełaj adkrytaja praktyki.
 
Pluralnaja, niby kamera
na sto čałaviek padsudnych,
idzie žančyna pa Vavełi
paśla eratyčnych studyj.
 
4.III.1998. Krakaŭ.
 
 
 
 
*  *  *
Robim, jak darosłyja,
štučki eratyčnyja,
traŭkaju parosłyja,
kontr-a-pałityčnyja,
rosnyja, vilhotnyja,
miescami kryničnyja,
dla svaich – ilhotnyja,
dla čužych – taksičnyja.
 
 
 
 
Ave, Homo!
Radujsia, muž, ciełu!
Voś jano, zaharełaje,
pieramiaščajecca važna
aamiž asfaltam i niebam,
doždžyk jaho pałivaje,
soniejka sušyć i viecier,
ruki ŭskidvaje cieła,
pakazvajučy padpaški,
nožkami krataje cieła,
a ŭ ciele, jak vinčyk u plašcy,
bulkaje kroŭ i łimfa,
i jokaje sielazionka,
cieła robicca pifijaj,
cieła śmiajecca zvonka,
łaŭrami pachnie cieła,
kavunom i śpiełym słanečnikam:
padydzi da cieła z dalokim prycełam,
skiń ź cieła žadańniaŭ zaplečniki...
Radujsia ciełu biełamu!
Radujsia zaharełamu!
Radujsia ciełu nastrunienamu!
Rassłablenamu!
Niaśmiełamu!
Radujsia ciełu zdarovamu:
nie prymušaj chudzieć jaho,
hałić na nožkach vałosiki,
a vusny psavać pamadaj.
Radujsia ciełu čystamu:
cieła – jak biełaja hłina,
jak šaty duba viačystaha,
jak łipieńskaja małina.
Pobač ź ciełam pryhožym
spakojna i cicha robicca,
nia budź ža da cieła varožy,
nie zakłikaj horbicca.
U ciele žyvuć prahnaści,
duch i žadańnie svabody.
Cieła – krynica radaści
i žyćciadajnych vodaŭ.
Słaŭlu ja cieła: voś jano
pieramiaščajecca z honaram,
ruk para i para noh,
hałava i tułava z orhanami.
Na ciele stanik i majtački,
dźvie składački vertykalna,
zhulajem ź ciełam u miačyk my,
a potym pojdziem u spalniu.
U spalni sałidnaj, jak ciešča,
na łožku sałidnym, jak cieść,
budu ciełu čytać vieršy
sama mieniej razoŭ šeść.
 
 
 
 
Cieła Majakoŭskaha
Maryja, daj, cieła Ŭładzimiera
nia moža ciarpieć biaskonca.
Rasieja pad Leninam prycichła, jak vymierła,
aślepšy ad balšavickaha sonca.
 
U hramadzianaŭ u štanach abłoki,
u kišeniach tyrčać čyrvonyja knižački,
rasstralałi Mikołku-cara i lokajaŭ,
a strach jašče bolšy smokča pad łyžačkaj.
 
Parapłavy Savietaŭ zachodziać u havani
krain Antanty ź vizitam vietłivym,
u favory NEP, jak čaromcha ŭ travieni,
ale cieła sumuje ŭ kaściumie velvetavym.
 
Biełarus Alachnovič pa pamiaci kremzaje,
jak žyŭ jon u kipciuroch HPU,
irvanymi ranami i parezami
cieła raśpisana, jak hrosbuch.
 
Cieła Ŭładzimiera ad Kaŭkazu da Murmana
vyprastałasia nad trupami hałodnych Pavołža.
U Miensku čekisty čyściać i ŭ Muramie,
kab zabiaśpiečyć Maskvu zbožžam.
 
Voś cieła Majakoŭskaha, paeta partyi,
i cieły biespartyjnyja na lahiernych narach.
Rvdki
          leśvicaj
                                  čaho
                                            vartyja,
kałi prystupki viaduć u biestyjaryj?
 
Cieła choča piaščoty, Maryja,
viałikaje cieła choča asabłiva,
paśla mianie źniščać biełarusa Mryja,
miljony projduć praz čyrvonaje młiva.
 
Jasieninu pisaŭ ja, što pamierci prosta,
a žyć zastacca z klapam u zubach
paetu niemahčyma, i tamu tak vostra
karcić adpravicca ŭ nieviadomy šlach.
 
«Pryjdu», – skazała ty, i ja pavieryŭ.
Čakaŭ hadzinu, i dźvie, i try,
ja navat rasčyniŭ kamunalnyja dźviery,
jak dantyst pacyjentam rasčyniaje irty.
 
U haźnicy zharałi i knot, i vadkaść,
u lampie Ŭljanava raspłaviŭsia valfram.
Susiedka za ścianoju plaskała ŭ ładki,
i doŭha rahataŭ dvornik Varłam.
 
Što ž, Maryja, cieła zmahłosia,
cieła bolš nia moža ciarpieć ździek.
U hetym balučym ludzkim šmathałośsi
vypała JaMU naparocca na stek.
 
 
 
 
*  *  *
Ty chacieŭ by hladzieć u hetyja sinija vočy,
ty kacieŭ by ŭ plačo hata biełaje pacałavać,
ale dzień nad Krainaj źmianiŭsia biaskoncaju nočču,
i adno jość žadańnie – za Volu iści vajavać!
 
 
 
 
Nia chočacca
Nia chočacca być nikim,
nia chočacca być biednym,
čytać pravincyjny «ŁIM»,
prachodzić pa spravie padślednym.
 
Nia chočacca być biez vady,
biaz myła, zapałak, sołi,
biaz movy, kavałka jady,
zdarovaj žančyny i vołi.
 
19.VIII.1998. Alchoŭka.
 
 
 
 
*  *  *
... chvoraja pajaśnica matki,
baćkavy narakańni,
bratava adasoblenaść,
jahonyja žonka j dačuška;
siastra krykłivaja z synam
i byćkam tvajho plamieńnika;
chrosnaja maci Časłava
z horadu Biełapolle;
u chlavie ciałuška zdarovaja
ŭžo na dziaviatym miesiacy;
drevy, jakim tak fajna
raści na volnicy chutara;
staraja baćkava chata,
prapachłaja pacukami,
i matčyma chata, prapachłaja
tabakaj i dymam ź piečy;
tavaryš, jakomu učora
ty vyzvałiŭ miesca ŭ kamery,
i vorah, jaki varty
tvajoj mielchijoravaj kułi
albo choć by tvajho słova,
što, niby snarad haŭbičny,
ŭzare dziesiacinu varožuju,
na jakoj my zaŭtra pasadzim
Dreva Našaj Svabody!
 
23.IX.1998. Miensk, hatel «Jubilejny».
 
 
 
 
Nieadolnaje žadańnie być mužam
Zdajecca, ja – heta muž tvoj,
toj samy ŭ tvaich abdymkach,
idu z raboty napružany,
niby zładziužki na rynkach,
idu na vodar parfumy,
na formy junaj hietery...
Žančyna – maje Fiumy,
zakony i pryncyp viery.
Brutalny kantekst režymu
prasuju eratafilna,
razbaŭleny hradusam džynu,
łatentny i supermabilny,
hatovy da revalucyj,
niby prapahanda kajzera,
vilhotny ad śloz i palucyj,
čytaju ŭ kamery Drajzera,
zachodžu ŭ kvateru.dzie vodar
kuchni, dziaciej i spalni,
i ty paśla piatych rodaŭ
całuješ tak naturalna.
 
 
 
 
*  *  *
... Paśla vanny pachnieš dobrym myłam,
paśla pracy – płombami i jodam,
pachnieš kuchniaj, chlebam, chatnim myłam,
pachnieš rybaj, žnivieńskim harodam,
paśla muža pachnieš dźmuchaŭcami,
paśla festu ŭ Budsłavie – kaściołam,
pachnieš kmienam, ajeram, kvascami,
viełikodkaj bułkaju i tołam,
pachnieš vasiemnaccaćciu hadami,
pachnieš tak, jak pachnu ja, kałi
pakryvaju praścinu śladami
niby razarany płast ralłi.
 
1998, kastryčnik.
 
 
 
 
Dumajučy pra horšaje
Žančynaju stanieš ty bieź mianie,
biaz baćki narodziš syna,
a ja zahinu na žorstkaJ vajnie
i chutka ŭ kryvi astynu.
 
Mianie padbiare sanitarny ŭzvod:
da cieła pryviažuć ruki
i biełaj fłanelkaj nrykryjuć rot
pad vuścišny śvist bazuki.
 
Zacichnie na brustvery naš kamisar,
siaržantu prastrelać hrudzi,
i kroŭ zašypić, jak źmiainy car,
ściakajučy ŭ hlebu Žmudzi.
 
 
 
 
*  *  *
Kałi vypłyvaje poŭnia,
mnie śniacca dziŭnyja sny:
tvajo haračaje ŭłońnie
na barykadach viasny.
 
 
 
 
Aptymistyčnyja radki ŭ čas Adventu
Nad našaj Vilniaj zornaje nieba,
u «Našaj Nivie» zvaryłi kavu,
tavaryš pajšoŭ pa chleb i da chleba,
a ŭ mianie jakiści nastroj kučaravy.
 
Pani Juzia na kuchni šynkuje kapustu,
ja adkarkoŭvaju piva «Žyviec»
i namazvaju masła na chleba łustu,
niby žoŭty piasočak na ŭłasny kapiec.
 
6.XII.1998. Varšava.
 
 
 
 
*  *  *
Maroz. Nikoha nie lublu
(časova).
Paŭzie nizami kurs valut,
jak huk basovy.
 
Kuplaju ŭ kramie kapialuš
viałiki, čorny,
kab zachinaŭ mianie ad ściuž
syrych, nadvornych.
 
Zachodžu ŭ pab, dzie piva duch,
i pju tam kavu,
ravie z dymamika rok-zuch –
radyjo «Wawa».
 
13.XII.1998. Varšava.
 
 
 
 
Dziela našaj lubovi, albo Novyja lozunhi
Hierojam padpolla pryśviačaju
My pojdziem rabić heta siońnia. I viasna dapamoža
nam. Viasna ŭłije ŭ našyja cieły mahutnuju enerhiju
kachańnia, lubovi j straści. Kožny z nas uskład-
zie na ramiony svaju ŭłasnuju nošku. My budziem pra-
maŭlać u tacht krokam radki lubimych vieršaŭ.
 
Z mužčynami pobač buduć žančyny, maładym
ludziam dapamohuć dziaŭčaty. Chtości voźmie z
saboju bukiecik pieršaćvietaŭ, chtości – startavy
pistalet, pierarobleny pad drobnakałibernyja
nabojčyki, a chtości, nievysoki j karžakavaty,
uskinie na śpinu zaplečnik z trynitratałuołam.
 
Paśla zaciažnych chaładoŭ nastanie ciapło, knihaŭki
apanujuć popłaŭ, jašče viesialej pabiažyć pa dre-
vach sok, zaćvicie son-trava, nad błindažami apor-
nych bazaŭ zaciochkaje sałaviej.
 
Našaja paema, na žal, budzie doŭhaj. Ale my musim
jaje dapisać – dziela našaj łhobovi da Baćkaŭš-
čyny, da našych pryhožych žančyn.
 
My pojdziem rabić heta siońnia. Śmieła j stryma-
na, cicha stupajučy i ź vieraju ŭ sercy. My vyhuk-
niem novy lozunh – «Patria o muerte!» A inakš
niemahčyma, inakš nam budzie drenna. I tamu my
pačniem rabić heta sieńnia. Abaviazkova.
 
Naš ruch pa terytoryi, jakaja zaviecca Biełaruś,
pačaŭsia j praciahvajecca pad akupacyjaj. Usio, što
my robim – robim akcyjaj supracivu. My budziem
supraciŭlacca dziela vašych žančyn, bo jany ža-
dajuć pajści za nami, ale tolki ea nami mužnymi.
 
Baćkaŭščyna jość našaj Viałikaj Žančynaj,
u jejnym ułońni my paŭstałi, u jejnych miežach cho-
čam znajści apošniaje supakajeńnie. Baćkaŭščy-
na, Matka ŭsiaho biełaruskaha, adziny j niepaŭtor-
ny kantekst biełaruskaha duchu. Voś za ŠTO my
pišam na cery voraha znaki biełaruskaha supracivu.
 
 
 
 
U čornym paśla daždžu
Ja idu pad čornym parasonam,
čorny halštuk, čorny harnitur.
Čuju za śpinoj hudki kłaksonaŭ
i mašyn naporysty alur.
 
Pad nahami ścielecca bietonka,
viesnavoje sonca nada mnoj,
pravaruč mianie śmiajecca zvonka
dzieŭčynioška a čornaju kasoj.
 
Vysychajuć chutka tratuary
i brałi vysotnych kamianic,
i haryć pryvabłivaść na tvarach
u sustrečnych dziorzkich maładzic.
 
Raźmianiać rubiel na karamielki
pa-susiedzku ŭ kramie ja prašu
kramščycu vichrastuju. Z butelki
piva pju, a potym – sahrašu.
 
Potym znoŭku sporny doždž praljecca,
potym ja naparu z maładoj
dzieŭčyniochaj, što zaŭždy śmiajecca,
moža być, što viesieła sa mnoj.
 
 
 
 
Da pytańnia pra toje, jak pišucca vieršy
Fatel. Raskoša adzinoty.
Lubimaj knihi pieraplot
ciabie prahnieńniem da raboty
pratnie źnianacku navylot.
 
Ty arkuš čysty aściarožna
pierad saboju pakładzieš,
adčuŭšy, jak duša tryvožna
pajšła pisać svoj bieły vierš.
 
Impetu chopić na chviłinu,
a potym znoŭ fatel. Adzin
ty budzieš korčycca ad spłinu
i klaści chutki lot hadzin.
 
Dy, natałiŭšy smahu kavaj,
zaśnieš apoŭnačy, dalboh,
pryznańniem tryźniačy i słavaj,
zharnuŭšy koŭdru kala noh.
 
 
 
 
Kniha
Za rubiel i piać kapiejek
ja kupiŭ u kramie knihu.
Pachła kniha farbaj, klejem
i viasnoj, jak taja kryha.
 
Prypłyła z pałicy ŭ kramie
kryha-knižka mnie ŭ dałoni.
Na staroncy ŭ biełaj ramie
dum ludzkich pulsujuć skroni.
 
Ja hartaju knihu-tajnu
paśla praktyki mazolnaj
i miž słovaŭ raznastajnych
ja znachodžu słova Volnaść.
 
 
 
 
*  *  *
Hladžu, jak sytaja biezdapamožna,
kładziecca spać ludzkaja hramada,
całkam usia i paasobku kožny
pad huki kłazetnyja, dzie kapaje vada.
 
Zaŭtra ranak muchamorava-rosny
budzie adśviečvać na ścienach i dratach.
Pračniecca čałaviečak ź minaj posnaj,
błytajučysia nožkami va ŭłasnych štanach.
 
Zakrucicca viekšaj u kłopacie abrydłym,
i davaj prytopvać pad roznyja dudki,
słuchajučy blef kabinietnaj dyłdy,
dzielačy žyćcio na šeryja sutki.
 
A ranak raźłijecca ŭ dzień hałubiny,
u šept łistoŭ i murašyny bieh,
u słodyč ranietnuju i pył ruinaŭ,
vierabjom šybajučy z-pad rodnych strech.
 
 
 
 
Hościa
Da mianie zachodzić krala
z kampłimentami i biez,
pachitosku piekna pałić
i tancuje pałanez.
 
My ź joj dvoje plažym viny
i viačeru na siamioch,
i nikoha biez daniny
nie puščajem na paroh.
 
Mnie znajomy jaje zuby,
jaje vusny, jaje stan.
Daviadzie mianie da zhuby
biełaj krałi chałistan.
 
Ja piaju dla krałi himny,
ja joj łuskaju harech,
ja ź joj cichi i niastrymny,
ja ździajśniaju ź joju hrech.
 
Rusy vołas biełaj krałi
pstryknie špilkaj załatoj,
i rassyplucca karałi
pad nastyrnaju rukoj.
 
Pojas čorny z dermatynu
abjadnaje dźvie dušy,
i pa mory eratynu
papłyviem, jak pa šašy.
 
 
 
 
*  *  *
Ja piaju. Haviadu maich vieršaŭ
paśviać pastuchi łitaratury,
sonca im piače staryja plešy
rabacińnie siejučy pa skury.
 
Ja idu. Imčać pa aŭtabanie
mudryja mašyny biez šafioraŭ,
a tubylcy pa svaim ekranie
sočać za rabotaj śvietłaforaŭ.
 
Ja maŭču. Humovaja pakryška
raśćvitaje kvietkami ahrestu
z dreva ŭpała mnie na hołaŭ šyška
utvaryŭšy akcyju pratestu.
 
Ja pišu. Praces pisańnia słovaŭ
nie padobny na čytańnie ich ža;
Heta, skažam, jak by sotni lovaŭ,
albo pieciaŭ, skažam, albo hryšaŭ
stałi jeści razam pamidory.
Zrešty, ja nia viedaju, navošta,
a viadoma mnie, što nosić pošta
presu, dzie nia pišuć pra mianie.
 
 
 
 
*  *  *
Cišynia – apazycyja hukam
i maŭčańnie ŭ adkaz na słovy –
dazvalaje muzykaj Hluka
zasłuchoŭvacca admysłova.
 
Cišynia napaŭniaje chaty
ŭ čas narodzin, paroj zychodu.
Cišynia – hetaksama kraty,
za jakimi prahnud Svabody.
 
Vadaspady pačućciaŭ śmiełych
i krynicy bolu j žadańnia
adbivajuć u vodach biełych
čysty vobraz majho kachańnia.
 
Uvajdzi ž u sklapieńni duchu,
cišynia, apanuj žadańni,
utajmuj maje žal i skruchu,
pieraniaŭšy ich na źmiarkańni.
 
 
 
 
*  *  *
Ja nie hieroj, ja prosta adzinoki,
zaciaty ŭ rukabłudztvie pisarčuk,
dušy svajoj pierapaŭniaju doki
stalovymi kantejnerami muk.
 
I słaby ja, kab być hierojem času,
i dumaju brutalna pra žančyn,
i nie lublu zusim ludzkuju masu,
tym bolš nie pieravarvaju mužčyn.
 
Brutalny ja, i z plambaju hieroja
nia mnie chadzić, zadzioršy ŭhoru nos,
zbytkoŭnaja ŭva mnie hniaździcca mroja,
usio čaściej načami śnicca zbroja,
i chočanca pakinuć miežy roju,
ci, jak žuku, schavacca za karoju,
albo ŭkałocca i pajści ŭ raznos,
albo zrabić ź niavypłakanych śloz
učynak, što j dyktuje mnie moj los.
 
 
 
 
Boh
Da mianie znoŭ viartajecca Boh,
Boh rasy, kamianioŭ i hleby.
Jon siabie dla mianie źbiaroh,
jak ziamlu źbierahaje nieba.
 
Jon pa kropłi čyrvonym vinom
u maje nałivajecca žyły,
achinaje ščaśłivym snom
i daje dla palotu kryły.
 
Dy kałi ja časami tak
zanudžusia, što serca rvie mnie,
jon prychodzić i kaža: słabak,
stań macniej za ahoń i kremień!
 
I jamu zapiarečyć ja
nie znachodžu važkaj pryčyny.
Boh cikuje za mnoj zdala,
i najmieńnie jamu – Žančyna.
 
 
 
 
*  *  *
Maja Žančyna
ŭśmichajecca mnie,
katujučy majo serca,
a ślozy j prośby maje
jaje złujuć,
a vačyma jana paśmichajecca,
a rukami hetkimi zhrabnymi,
smuhlavymi, dałikatnymi j hatovymi
da pacałunkaŭ – rukami hetymi
jana zaciskaje moj prahny da kryku rot.
Maja Žančyna – symbol i pachodnia,
I duch, raźłity skroź u śviatle i ŭ ciemry,
jaki viadzie mianie pa žyćci.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Pasprabuj
adabrać
u mianie
Žančynu.
 
 
 
 
Dačka
Dzieści chodziać tvaje nožački,
ab asfalt abcasik stukaje,
na travy zialonaj nožyčki
ty irtom maleńkim chukaješ.
 
U kasie tvajoj istužačka –
bieły koler i čyrvonieńki,
i sama ty byccam ružačka,
a ŭ ruce tvajoj baloniki.
 
I biažyš ty za prysadami,
kala dziedaŭskaha chutara,
miž Viałikdniem i Kaladami,
jak pa sercy maim sutarha.
 
 
 
 
Žančyna i pačatak dnia
Novy hod sustreŭ zusim adnaboka,
treciaha studzienia jeździŭ u svaty
da samotnaj rodam z-pad Nałibokaŭ,
a siońnia ŭparta śniłisia kraty.
 
Ustaŭ nia toje, kab vielmi pozna,
choć i stamiła načnaja źmiena.
Vychodziŭ z pachmiella medykamentozna,
hatujučy kavu, apiok kalena.
 
Na dvare, što praŭda, było nie najlepiej:
chałodny viecier złavaŭ prachožych.
I tut praź firanku imžy-chalepy
ja ŭbačyŭ formy žančyny pryhožaj.
 
Usia jana była ŭ maim styłi:
fihura poŭnaja, nožki taksama.
Ruki žanočyja ramu myłi,
tvar chavaŭsia pad vałasami.
 
To nožku staviła na padvakońnie,
a to i dźvie, napinajučy hrudzi.
Upierad imknułasia, jak Pahonia,
z hałavoju, ubranaj u bi-hudzi.
 
Ja musiŭ biehčy pa niejkich spravach,
ale zabyŭsia, kudy j navošta:
di to na mitynh da byccam pravych,
ci to na levy pikiet la pošty.
 
Dzień paŭstavaŭ. Padsypała śniehu.
Chmary haruściłisia na chmary.
Ja sieŭ za stoł, razhiarnuŭ Artehu,
i ŭspomniŭ svaje dziciačyja mary.
 
24.I.1999.
 
 
 
 
Scenar tryccaci siami
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙   ∙
 
 
 
 
Padabajecca     Nie padabajecca Vodhuki
2009–2018. Biełaruś, Miensk.