RODNYJA VOBRAZY Vobrazy miłyja rodnaha kraju,               
Smutak i radaść maja!..
      
 
Jakub Kołas
    Hałoŭnaja      Słoŭniki           Spasyłki      Ab sajcie       Кірыліца      Łacinka    
Łarysa Hienijuš
Daviedka
Kantekstny tłumačalny słoŭnik
Vieršy
 
Rukapisny zbornik z 1945-47 hh.
Spiritus flat ubi vult
 
Kusočak nieba
Mianie śviet łaski nie sustreŭ –
apošni blesk pahas učora,
a serca tysiačami streł
jznoŭ złosna pranizała hora.
 
Bjuć u hrudzi chvałi mnie iz dna.
Pamiž zapienienych prybojaŭ
staju prad buraju adna
z hłybokaj vieraj, što ŭstoju.
 
Navisła ciažaść čornych chmar,
šaleje bura, sił mnie treba...
Uzdymaju z bolem uhoru tvar,
tam u ćmie błisnuŭ kusočak nieba.
 
 
 
 
Udar
Učora surova padbiłi moj lot,
pieśni paraniłi jasnyja krylłi,
hetak časami viasnoju hallo,
bura šalonaja hłumić i chiłić.
 
Zaŭtra mo bolšy, strašniejšy ŭdar
ciełam maim strasianie čałaviečnym.
Potam pakryjecca zmorany tvar
hledziačy sumna ŭ vir niebiaśpiečny...
 
Tolki moj volny nia złomicca duch,
Božaja iskra ŭ ciele biazradnym.
Hołavu ŭźniaŭšy tam u ciemień pajdu,
sercam u niebie pytajučy praŭdy.
 
 
 
 
Čužyja chvoi
Pad čužym niebam šapočuć chvoi,
dziŭnuju pieśniu štodnia tut čuju,
pytajuć cicha skul ja, chto ja,
adkul prychodžu, pa čym sumuju.
 
Strunkija chvoi čužoha kraju,
dobra mnie hołaŭ ab Vas apierci.
Viecier ab dołi ž chaj nie pytaje,
słovam nia skažaš taho, što ŭ sercy.
 
Słovam nia skažaš ab tych ciarpieńniach,
što sum na dušy płastami ściele,
što sonca kryje mahilnym cieniem,
a raskazać Vam, vy pasiviełi b...
 
Lepš zahudziecie, sumnyja chvoi
volna, svabodna, vy ža nia ludzi...
Zialonym šumam serca ŭspakoju
ad volnaj pieśni lahčej mnie budzie...
 
 
 
 
U asieńni dzień
Jdu cichim, asumiełym sadam,
Šmat łiścia viecier užo adnios,
tolki, jak žmienia bujnych śloz,
visić hałinka vinahradu.
 
Nad traŭ zialonym vadapadam
nia češuć vierby svaich kos,
nia vabić łipa miodam kroz,
nia kłiča hruša sieści razam.
 
Nia bieły bez pachučym čadam,
a na kustoch zaćviŭ maroz,
i hradam bujnych horkich śloz
źvisaje žmienia vinahradu.
 
 
 
 
Cud
Viesiałiŭsia, śmiajaŭsia ahoń,
čarvanieŭ jak zara-zaranica,
i zharaŭ na im bieły moj koń,
i zharaŭ na im mužny moj rycar.
 
Jak z pahanskich kurhannych časoŭ,
išłi ŭdovy na vohnišča śmierci,
ja, najbolej niaščasnaja z udoŭ,
svajmu rycaru kinuła serca.
 
Uźniaŭsia ŭ tabie achviarny moj dym,
ros iz serca majho ahniavicaj,
i skroź ślozy ja bačyła ŭ im,
jak ažyŭ jznoŭ koń bieły i rycar.
 
I siarod najciažejšych pakut
ja pavieryła sercam harotnym,
što z achviaraŭ nam zrodzicca cud,
što naš Rycar i Kraj niaśmiarotny.
 
 
 
 
Bjuć chvałi prybojem
Bjuć chvałi prybojem z radzimych krynic,
ažyŭčyja vody rakočuć zadornyja,
i volnaja pieśnia, nia znaje hranic,
bje zvonam u niebie z hrudziaŭ niepakornych.
 
Chto sputaje chmary i źmienić ich bieh,
chto vobłakam płyści inačaj raskaža,
i, hlanuŭšy ŭ dušu ludzkuju hłybiej,
chto dum pieraniža natchnionuju pražu.
 
Šlachotnyja ruki mahčyma skavać,
sumleńnie byvaje, hrašami zapłaciać,
a dumaŭ arłinych nam śmierciu strymać
najbolšy ŭ śviecie tyran nie patrapić.
 
Ich volnamu lotu biaźmiežny prastor,
la chat razaljucca jak rekaŭ razvodździe,
z pryziemnych nizinaŭ imknucca da zor,
to soncu nasustrač u raspłaŭleny poŭdzień.
 
I volnaje pieśni, što słužyć bahom
nichto nie źniavołić, nichto nie zapłacić,
zachoča, šle słovaŭ karajučy hrom,
zachoča, laleje sumujučych braćciaŭ.
 
A krylłi paranić la drotaŭ čužych,
pamostam raśściele miražnyja honi,
jdzie zvonka palom zaruniełym słužyć
i łaskaju viernaju lubych ahornie.
 
To byccam by bura, to lohańki ŭzdoch,
a sercy ludzkija i hović i ranić,
razžałicca prośbaju – słuchaje Boh
razzvonicca praŭdaj, bajacca tyrany.
 
 
 
 
Jašče nia čas...
Jašče nia čas i ja jašče nia cieniem
iznoŭ žyćciovy raźbivaju stan,
jašče nia čas, jašče paviedamleńnia
ab majoj śmierci viecier nie pasłaŭ.
 
Jašče nia čas, choć vosień horka płača,
i da ziamłi biarozam kosy hnie,
u hłybokaj ćmie kanca žyćcia nia baču,
i hety žal vasieńni nie pa mnie.
 
To nie pa mnie asiny łomiać ruki,
ŭ paŭnočnych vietraŭ prosiačy ciapła
asieńni dzień kanaje doŭha ŭ tučach,
i horki doždž ślaźmi kranaje škła.
 
Jašče nia čas, choć chočacca spakoju,
jak hnany vietram na čužynie łiść,
prypaści b tak, haračaj hałavoju
na viečny son, da rodnaje ziamłi...
 
Jašče nia čas, jašče to biezdarožža,
biazdolnych bolš jak u maim sercy ran,
tre pieśni vić dla ich iz polnych rožaŭ,
uspaminy ŭźniać, niachaj ahniom harać,
 
i ciešać tych, jakich nia ciešyć nieba.
Uplataju serca razam u vianok,
i u ciemru dzion, hdzie ščyraj pieśni treba,
pašlu i ja kryłatuju zdalok.
 
Jašče nia čas prasić u Boha śmierci,
kałi ŭ biadzie čakajuć braćcia nas,
kałi nia zhas ahoń dabra u sercy
dla rodnych niŭ, dyk pamirać nia čas...
 
Jaśniejšych dzion u Boha dačakajem,
i projdzie čas nialubaści i zła,
O, znaj tahdy što dla Ciabie moj Kraju
moj šmatpakutny, dla Ciabie žyła...
 
 
 
 
La čužych varot
Choć dola bje i ŭ sercy lod
usio ž dumy nie ŭ akovach.
Prachodzie la čužych varot
moj žnivień vasilkovy.
 
Choć vianie mak, duša u śnie
kałiść, zabytym majem,
vitała vichrami mianie
kraina darahaja.
 
Uzdymaŭsia Nioman, hnuŭsia bor
i topal vabiŭ vočy,
a pry darozie ćviŭ čabor
piaśniarcy pa vianočak.
 
U zakuty kraj biŭ dołi hrad,
ślaźmi snavaŭ viasielle,
usio što zraniŭ ciomny brat
spaviła z miežaŭ zielle.
 
Kałi ž dušu źłivała kroŭ
a dumy hołaŭ hnułi,
hłyboki bol pramieńni słoŭ
zamoviła babula.
 
Siahońnia zryvaŭ dum ni kroz
ni ran nichto ni hović,
i hety bol, što u sercy uros,
babula nie zamović...
 
Błukaju la čužych varot,
Choć dumy nie ŭ akovach,
i sum dušy i serca lod
haračym płaŭlu słovam.
 
Zahnany łiść, jak ptach zdalok
u čužynie tolki cieniem.
Źvivaju ŭ załaty kłubok
uspaminaŭ pavucieńnie,
 
kab pieśni novyja tvaryć
i słovam Kraj kuniežyć,
toj Kraj, hdzie viecier hnuŭ bary,
hdzie ćviŭ čabor na miežach.
 
 
 
 
Boža...
Boža, małitvaŭ pračystaja meta,
śvietłaja pieśniaŭ natchnionych krynica,
hlań, jak u adkrytaje serca paeta
bje biezupynna žyćcio navalnicaj.
 
Ślozaŭ čužych užo poŭnyja žmieni
kroŭ raźłiłasia strujoj la vieśnic,
mušu dla ich ja ŭ biaźmiernych ciarpieńniach
vykupić siłu natchnienaje pieśni.
 
O, ja słoŭ perły dastanu iz toniaŭ,
serca ich zvonki šnurok pieraniža
tolki nia daj mnie u kryvavaje «siońnia»
ŭpaści biaśsilna darohaj pad kryžam.
 
Kryž, moj adpolkava ciažki i miły.
Z honiaŭ dzirvannych jaho za subraćciaŭ
budu achviarna niaści da mahiły,
tolki nie daj mnie pad Im załamacca.
 
Ź niŭ ja Jaho padniała, biez prymusu.
Nielha kachańnie nad siłami mieryć.
Žoŭci piakučaj nałi mnie na vusny,
budu ciarpieć za Radzimu i vieryć.
 
Budu ab dołi adkuplenaj krozić
siańnia ciažkoj, niepahnutaj jak kamień,
budu iści pa ciarnistaj darozie,
potam zmyvajučy kroŭ i ślazami.
 
Sercam natchnionym, Taboj abahretym
daj mnie nat z žoŭci stvaryć asałodu.
Daj adkupić mnie ciarpieńniem paeta
volu i dolu, i ščaście narodu.
 
 
 
 
Žal...
Pačućci zaryłisia ŭ serca na dno,
a z chmarami dumy kačujuć,
jak žal, što mnie ściežki da Vas nia vidno,
što siły słoŭ bratnich nia čuju.
 
Z pustych šlachoŭ viecier žalłiva šumić,
voś byccam by kryŭdy źbiraje,
bol – prysak na ruki, apadaje ślaźmi
nad pošaściu zmoranym krajem.
 
Kryvavych i strašnych ziamłi našaj ran
nichto nie zapłacić, nia źłičyć;
źbirajecca ŭ sercy pačućciaŭ vulkan,
adkazy zamučanych kłičyć...
 
Uspaminami viecier šumić za vaknom,
ŭ dal ciažkija chmary kačujuć.
Jak žal, što mnie ściežki da Vas nia vidno,
Što siły słoŭ bratnich nia čuju.
 
 
 
 
Jak viernaje serca
Boža, narod svoj pakutny, ubohi,
jak viernaje serca ŭ addanych hrudzioch,
kładu Tabie siańnia pad božyja nohi,
kab Ty nie zabyŭsia, kab Ty dapamoh.
 
Usie ślozy j rany, što ziemlu pakryłi,
suproć čałavieka namierany čyn,
i ździek biezupynny i bieźłič mahiłaŭ,
kab Ty nie zabyŭsia, kab ty pałičyŭ.
 
Tuhu ad hniazda svajaho adarvanych,
dziciačuju dolu i maciery płač
i močy zakutych niavinny u kajdanach,
hałodnych mučeńnie, o Boža, ubač!
 
Uzhlań na čužymi staptanyja nivy,
prydzi pahladzieć da raźbitych śviatyń.
O, budź miłaserdny, o, budź spraviadłivy,
i słuh Tvaich viernych ty bolš nie pakiń.
 
Ty byŭ čałaviekam i Ty ža mieŭ maci,
i sam ad ludziej Ty ciarpieŭ na kryžy;
nia daj bolš niavinnaj kryvi prałivaci,
u adčai narodu majmu pamažy.
 
Z kryvi i niadołi padniaŭ Ty narody,
i mudraściu božaj ich volu ściaroh;
i nam pašłi dolu, i nam daj svabodu,
j da nas prydzi ŭ hości na skromny paroh.
 
Za muki narodu, za ślozy paetaŭ,
za śmierć našych junych bratoŭ na kryžy,
za našy małitvy, o, Ojča suśvietu,
daj vołi narodnaj na nivach ažyć.
 
Niachaj abahreje paš kraj niebahahy,
paciešyć nikołi niaznajučych łask,
aśviecić sumnyja, sčarniełyja chaty
paznańniem, što ty nie zabyŭsia ab nas.
 
Jak čystaje serca, pad božyja nohi,
kładu Tabie siańnia pałi i lasy.
i honiaŭ kabiercy, sady i darohi,
i miežaŭ kviacistych ścialu pajasy,
 
I źłitaje potam aharanaje pole,
zabytyja chaty, kurhany, bary,
i sercy u putach, i łichuju dolu,
i z našaj kryvioju Tvaje aŭtary.
 
O, Ty najłaskaŭšy syn Boha žyvoha,
što śmierć adkupleńniem svaim pieramoh.
Kładu Tabie kraj svoj pad božyja nohi,
kab Ty nie zabyŭsia, kab Ty dapamoh.
 
 
 
 
M. A.
Kałi sum maju dušu spaŭje,
i z kutoŭ vypaŭzaje tryvoha,
tahdy viernyja vočy Tvaje
majmu sercu havorać tak mnoha.
 
Na papiery nia mohuć ažyć,
na papiery nia mohuć zapłakać,
usio-ž ich pohlad łaskava dryžyć,
i spakoj raśściłaje ich miakaść.
 
I choć ruki šukajuć darma
Tvaje błizkaści viečaram šerym,
i choć bratniaha serca niama,
usio-ž sa mnoju ačej tvaich viera.
 
 
 
 
Hdzie radaść?
Pytaje viecier sumny čahość,
hdzie radaść, redki siahońnia hość.
čamu nia prydzie horu ŭ dakor,
nie zaśmiajecca iskrami zor?
 
Nielha načami ŭściaž sumavać
pakul brat-viecier moža piajać,
vieści prynosić z roznych šlachoŭ,
u vočy śmiajecca dołi łichoj.
 
Čamu sum horki, by na zahad,
adbiŭ mnie dumy jak zdradny had?
Čamu spyniŭsia dum tvorčy bieh,
zamier pradčasna na vusnach śmiech?
 
Chaj syple dola pa serca hrad,
sa mnoju-ž viecier moj rodny brat,
sa mnoju śviedka ŭzdymu i muk
pryjaciel vierny miesiac dziaciuk...
 
 
 
 
Na bruku čužom
Śvietłaj runi dzicia, siabra volnych viatroŭ,
što zvon serca razhajdałi pieśniaj,
bycam ptach, u ścienach vohkich muroŭ
bjusia ŭ kletcy skryvaŭlenaj, ciesnaj.
 
Kraski skromnyja časom u chviłi dziŭnaj tuhi,
łiścia łasku niaśmieła trapieščuć,
a na bruku čužom u noč kryvavić duša,
hladzieŭšysia niema ŭ viečnaść.
 
I zdajecca časom u chviłi dziŭnaj tuhi,
što niama ni hranic ni akovaŭ,
svoj jasny chrybiet i svaje bierahi
Nioman ź niebam złučyŭ vasilkovym.
 
Što niama łancuhoŭ na narodnych rukach,
što niama ŭžo ni ździeku ni krataŭ,
i ŭ načnoj cišynie nia spyniajecca strach
na parozie sialanskaje chaty.
 
 
 
 
Tryvoha
Užo nia budu Ciabie kałychać,
sumnych pieśniaŭ nia budu piajać,
kab nia płakaŭ, kab cichieńka zmoŭk
noč kradziecca iź ciemry jak voŭk.
 
Ab zaklataj krasuńni viarbie
užo nat bajać nia budu Tabie,
nie mahu ŭžo najści u sabie słoŭ,
kab spakoj Tabie dać i luboŭ.
 
Pakul złuju paznaješ ziamlu,
lepš da serca Ciabie prytulu,
niachaj bje Tabie praŭdu jak zvon,
niachaj cichi starožyć Tvoj son.
 
Ni viadźmar, ni dzikija vaŭki
nie strašnyja, jak brat tvoj ludzki;
jon ad matčynyja rodnych hrudzioŭ
adarvać Ciabie, synku, hatoŭ.
 
I kryvioju paścielku abłić.
i aboim žyćcio zahubić.
Nie, nia budu ŭžo pieśniaŭ piajać,
moŭčki budzieš na sercy mnie spać.
 
Pakul stuk jaho čućmieš u noč,
budź spakojny sakołik-synok,
viečnaj łaskaj i niehaj bjučy,
budzie vierna Ciabie ścierahčy.
 
 
 
 
Matula
Vietry vierbu sivuju nahnułi
jasnym hollem ažno na piasok.
Hedak dola stan maje matułi
pachiłiła ŭ drobny abłučok;
 
horam u niz apałi holłi-krylla,
daharajuć sumna nad dziarnom,
biez pary i ty lahła biaśsilna
na darozie stoptanym ściabłom.
 
Hałavy ciažkaje nie padymieš,
serca słabnie, nohi chočuć mleć,
i skroź ślozy sumnymi ačyma
žal na nieba srohaje hladzieć.
 
Hdzie małitvaj łaski nia ŭprosiš,
nie prykłičaš pomačy ŭ biadzie,
až travoj padciataj na pakosach
na šlachu skryvaŭlenym upadzieš.
 
Pachiłiŭsia kvoła nad rakoju
viarby cichaj pierahnuty stan,
byccam niechta serca supakoiŭ,
bol zamoviŭ niezažytych ran.
 
Hej, šumić vada, pierapłyvaje
siniaj stužkaj z horaŭ i dałin,
a viarba staruška dakranaje
šoŭkam kosaŭ ažno da ziamłi.
 
 
 
 
Vola
Dola parodu jak kamień ciažki,
viernyja hrudzi hniacie i zmahaje,
sumnyja dumki rvuć noč na kuski
miesiac nadziejaj bladoj daharaje...
 
Vola i praŭda, adnaka ž, nia nam.
Hołas zacich naš małitvaj u pustyni,
my by piłi jaje brahu da dna,
my zbudavałi b dla praŭdy śviatyni.
 
My ścierahłi by ich až pa skon
siłaj niaŭtomnych, sialanskich dałoniaŭ.
U nas by ćviła vasilkova jak lon,
śpieła b kałośsiem pa rodnych zahonach.
 
 
 
 
Tam...
Tam hdzie sonca śviecić na dałiny,
hdzie hulaje viecier pa lasoch,
tam na bury, hdzie na niebie sinim
tče viasiołka cudny pajasok.
 
Tam hartać chacieła b bieskaniečna
usio z dušy, što Boh kałiści daŭ,
usio pad homan vietłivy, serdečny
na siałibach žmieniami razdać.
 
Charastvo paznanaje raśsiejać,
hdzie sivy atručany pałyn,
i raźłicca chvalami nadziei
la ćviardoje niomanskaj skały.
 
 
 
 
Ziamla
Darahaja matula ziamla,
Boh pa toje mnie daŭ dźvie dałoni,
kab ja hładzić łaskava mahła
Tvoj dyvan mašastova zialony.
 
Znaj, zharanaja skiba maja,
cichim ščaściem praniataja maci
moža, hedak addana jak ja,
hładzić tolki hałoŭku dziciaci.
 
Mnie žyćcia dla Ciabie nie škada,
paetyckim my zrodnieny ducham,
Boh i ślozy na toje mnie daŭ,
kab ciabie załivać u čas zasuchi.
 
I na toje mo serca ŭ hrudzioch,
kab sahreć ciabie słovam i čynam,
i na toje natchnieńnie daŭ Boh,
kab Ciabie apiavać biezupynna.
 
 
 
 
Pakažy darohu
Prachodziać dni i ciažkaściu hrabovaj
i ŭsiul spadaje usienarodny bol,
i ciopłaje i hrejučaje słova
u nutry mnie moŭknie čornaju žurboj.
 
Ad ciomnych zdańniaŭ śviet kruhom ciamnieje
biazdolnym braćciam nielha pamahčy,
u topkich palcach kryšycca nadzieja
i ściužaj nieba siniaje maŭčyć.
 
Tahdy o Ty, što ŭsim razdaŭ tak mnoha,
a tolki nas pakinuŭ jak sirot,
pačuj mianie i pakažy darohu
jakoj iści kab paciašać narod.
 
 
 
 
Bratnija ruki
550
R. T.

 
Dźvie siły krynicy, dźvie bratnija ruki,
stalovyja ruki ŭ adčaj biez chistańniaŭ,
dva sonca pramieńni ŭ dzień ciažkaj dakuki,
chto vyciahnie śmieła nasustrač mnie siańnia.
 
Kab siła žyvaja, kryničnaja siła,
što pancyr astyłaj ziamłi prabivaje,
zbalełaje serca ahniom zapałiła
i zbaviła dušu fijałkavym majem.
 
Dźvie ruki, dva pasmy radzimaj asnovy,
dźvie krasak hałiny, što z majem nia vianuć,
dźvie rodnyja struny iz skrypki łipovaj
prydziecie nasustrač mnie zmoranaj siańnia.
 
 
 
 
Viecier hojdaje
Viecier hojdaje lohka karamysłam,
ź viodzier ploskaje sińniu vada,
dzieŭka rožava ŭ tvary saromicca,
dziciuk prosie vadzicy padać.
 
Sierabrycca chałodna-kryničnaja,
adbivaje dziaŭčynańki tvar,
dziŭna sercy piajuć pierakłičkami,
vada smahi nie hasić na žal...
 
Z ačej niebam pahodnym napoŭnienych,
z vusnaŭ śpiełych, pachučych małin,
nici doŭhija, nici čaroŭnyja
serca chłopcu tuhoj spaviłi.
 
Navat koń nie zahłušyć kapytam,
nie ucišyć nat viecier tych dum
hdzie krasa i vada niedapitaja
sierabrycca kryštalna ŭ sadu.
 
Nie biaroza vietrami rasčesana,
nie pakinuty, vietłivy sad
tolki sinija vočy praleskami,
dziŭnaj smahaju vabiać nazad.
 
Kałi vyjdzie dziaŭčynańka sumnaja
nad krynicaj hałoŭku nahnie,
vočy śpiełyja ŭ tvary zadumanym
tolki bačyć skroź ślozy na dnie.
 
I pytajecca ptušak nad siołami,
i pytajecca volnych viatroŭ,
kałi ruk svaich łilejami kvołymi
sakału zhasić smahu ŭznoŭ.
 
Kałi sočnymi vusnaŭ małinami,
pacałunkam jahony addaść,
kałi słova pačuje adzinaje,
što ŭmieje, što budzie kachać...
 
Nad palami, lasami, zahonami,
nad haścincaŭ šyrokaj smuhoj
płyvuć chmary ŭściaž pierahonnyja,
i dziavočyja vočy z tuhoj...
 
 
 
 
Sonca
Prazoraja nieba palana,
sonca śmiajecca ŭhary.
Nie, u žyćci nie pahana,
kałi jašče sonca haryć...
 
Kałi sonca sińniu praleskaŭ
viasioła nad nami ćvicie
łamajučy tysiačy bleskaŭ
advažna na jasnym ščycie.
 
U duše majoj bolem zharanym
lanami z dalokaj ziamłi
siahońnia, zusim niečakana,
jznoŭ sinija dni zaćviłi.
 
Ad mocnych udaraŭ uspaminaŭ
ad ciopłych pryłivaŭ nadziej,
ad dum maich uźlotaŭ niaŭpynnych
stała i mnie viesialej...
 
O nie, u žyćci nie pahana,
kałi nieba lonam ćvicie,
i vočy na siniaj palanie
u dal jašče mohuć lacieć...
 
I dumaŭ šlachom niedastupnym
uzdymajecca na jasnaj miaže
ad bolu, ad ździekaŭ, ad putaŭ
da dobraha Boha błižej.
 
 
 
 
Ja nie sama
Ja ž nie sama, krasujucca hałiny,
zołata łiściaŭ sypluć nieznarok:
ja nie sama, na niebie šnur ptušyny
nasustrač mrojam vylacieŭ zdalok.
 
I vabić u dałi da mahutnych uźlotaŭ
u padniebny kraj, hdzie kryŭd niama i zła.
Ja nie sama, pachodniaju la płotu
u asieńni dzień jurhinia zaćviła.
 
I sonce hlanuła, prabiŭšysia praz chmary,
kab dakazać, što śviet jaho nia zhas,
na choład ruk rabina drobnim žaram
rassypała asieńnich žmieniu kras.
 
Ja nie sama, bo viecier łiść asieńni
uzornaj tkańniu ściele na ziamłi,
i hnie tryścio, i pražaj pavucińniem
snuje la noh suchija badyłi.
 
A kałi nočy nie zapalać zoraŭ,
i ŭdaryć ściužaj lutaja zima,
i vichry ŭ połi zahałosiać horam,
usio ž budu płakać ź imi nie sama.
 
 
 
 
Noč
Noč, ciemieni viečnaj tajemnaja pani,
vychodzie, kradziecca iz kryšaŭ niaznanych.
Idzie peŭna na zmienu dnia jasnaj śviatyni,
nichto nie strymaje, nichto nie zapynić...
 
Čałom jasnym sonca dzień nizka sahnuŭsia,
jašče miła hlanuŭ, jašče aśmiachnuŭsia,
pramieńniami błisnuŭ i ŭ čyrvani zhinuŭ,
by jasnuju hołaŭ ściała hilotyna.
 
Zacichła ziamielka ŭ čas sumnaha skonu,
da hniozdaŭ tryvožna prypałi varony,
i ludzi ŭ siołach, i źviery miž boru,
schavałisia ŭ chaty, zaryłisia ŭ pory.
 
I tolki puhač, rycar nočy adziny,
śmiajaŭsia i płakaŭ z suchoje hałiny.
Noč-pani ŭsie sercy słabyja maniła,
bryljantami zory ŭhary zapałiła.
U davierra ludzkoje skradałasia cieniem
i vabiła dušy ŭ biezdnu, u ciemień.
 
Jšłi ludzi biaz śmiechu za ciomnaju paniej,
zabyłisia ŭ hory, što prydzie śvitańnie
i vypłyvie sonca. Nie haźnicaj zoraŭ,
a praŭdaju viečnaj raśśviecić prastory.
 
 
 
 
Kir
Luboŭ i praŭdu ja biaru za ščyt,
i ź imi jdu biasstrašna ŭ ciažki čas;
ja nie piarom, a hastryjom dušy,
pišu kryvioj zčarniełaju da Vas.
 
Žałobny kir nad maim prošłym loh:
nia ŭčuju bolš matułi ciopłych słoŭ –
na vusnach joj zacich apošni ŭzdoch
jak tysiačam zamučanych raboŭ...
 
Ravy bratoŭ, ciažkija siostraŭ dni,
strašenny bol apošnich baćki hod,
ludzkija dušy, sioła ŭ ahni,
a na kryžy zamučany narod.
 
Choć nieba siańnia srohaje maŭčyć,
ja ŭ adradžeńnia vieru jasny cud:
luboŭ i praŭdu, svoj mahutny ščyt
uzdymaju śmieła prad panami put.
 
Nia strašna mnie ich mścivaści i kar,
bo ŭ maim sercy viera, nie sumleŭ –
ŭ majoj duše nie popieł, ale žar,
ŭ maich ačoch nia ślozy, ale hnieŭ.
 
 
 
 
Ja nia budu
Ja nia budu pisać ab kamieńniach,
słavić pieśniaj krasu piramid,
kałi siłaj ludzkoha ciarpieńnia
ŭzdymaŭsia niačuły hranit.
 
Pieśniary kujuć himny z žaleza,
słaviać pracu źniavolenych ruk,
ich nia vabić kust biełaha bezu,
nie čaruje zialonaja ruń...
 
Znaju rohat šalony turbinaŭ
zbroju, honar padziejaŭ ludzkich,
znaju moc dasiahnieńniaŭ niaŭpynnych,
usio ž piajać ja nia budu ab ich.
 
Pakul lonu maleńkaje siemia
na ziamłi budzie niebam sipieć,
pakul zory śviacićmuć u ciemień,
a sasonki zakoŭvacca ŭ miedź.
 
Pakul zmorščanaj, ciopłaj rukoju
maci budzie nam sercy białić,
pakul reki vadoju napojać
a ziamla budzie chlebam karmić.
 
Byccam łiljaŭ cudoŭnych biaremia
dabra vodhulłi ŭsiudy źbiaru,
budu vić ź ich načami paemy,
jak sačystaja, našaja ruń.
 
Prydzie dzień jak kryło hałubicy,
śviet na źmienu kryvavych načej,
pryjduć braćcia napicca z krynicaŭ,
kab było im na śviecie jaśniej.
 
 
 
 
Dziady
Doždž padaje vonku prycišanym zvonam,
doždž ljecca, doždž płača na šybach akonnych,
balučy ston vietru danosicca z dalaŭ,
i zorki na niebie nam noč nie zapałić.
 
U śviatyniach ścich homan małitvaŭ niadzielnych,
na mohiłkach śviečki daŭno daharałi.
A ŭ krai, hdzie dumy mai biezupynna,
čakajuć u chatach dziadoŭ na haścinu.
 
Da nas nie zabudźcie, prychodźcie, dziady;
chopić małitvaŭ u mianie i jady
ź siołaŭ zabytych, z łahčyn i baroŭ,
i z nadniamonskich starych ćvintaroŭ
 
U dom moj płyviecie na śviatło ahniu,
vokny šyrokija Vam adčyniu;
hedak prychodźcie jak kołiść žyłi,
viestki prynoście iz rodnaj ziamłi.
 
Dušu Vam vyšlu nasustrač svaju,
pałkaj małitvaju Vas napaju,
serca majo kala Vašych mahił,
tam, hdzie sumuje moj kraj darahi.
 
U viečar tajemny, u poŭnačy čas
z Božaje vołi čakaju na Vas;
razam my prośbaŭ haračy naš žar
słać budziem ščyra prad Božy aŭtar.
 
Sumna i pusta ŭ voknach maich,
nichto nia prydzie siudy z žyvych;
kruhom pustynia, navokał ćma
nad hornaj prorvaj staju sama.
 
Budziem prasić za tych, chto nie zabyŭ
ni rodnaj movy, ni rodnych niŭ.
Chto miortvych uvaskrošvaŭ śviatoju rukoj,
toj nas nie pakinie ŭ chviłinie ciažkoj.
 
 
 
 
Bratu R.
Ty kazaŭ kałiści: nie sumuj, siastronka,
nad pakutnym Krajem źłitujecca Boh.
Barani i cieš Ty rodnuju staronku,
a ja budu baćkaŭ ścierahčy paroh.
 
Ty kazaŭ: piai nam soładka i zvonka,
raskidaj pramieńni žmieniami naŭkruh,
ja-ž z uschodam sonca rodnaj barazionkaj
viesieła stalovy pakiruju płuh.
 
Da Radzimy-maci razbudzi kachańnie,
zapałi sercy volnaści ahniom.
Chaj narod pračniecca, chaj ź niavołi ustanie,
ja ž zasieju honi załatym ziarniom.
 
Ty hary natchnieńniem dla bratoŭ, dla kraju,
achviaruj im dušu pałkuju svaju.
Ja ž z dzikoj Sibiry sercam pryčakaju
i sustrenu chlebam rodnuju siamju.
 
Nie zhadaŭ ty dołi, najmilejšy bracie,
horyčču biaźmiernaj pakaraŭ nas Boh,
nie viarniecca baćka, nie vianiecca maci
iz ziamłi syroje na pusty paroh...
 
Nia ŭcich nad śvietam ździek pakutaŭ luty,
u zburanych ruinach nie spyniŭsia boj,
mnie na dušu ŭčora nałažyłi puty,
a ciabie prykryłi čornaju ziamloj.
 
Nie zmahłi my hora, sokale, z taboju,
płača majo serca, stohnie ceły kraj.
Papłyvie u Nioman kroŭ jašče strujoju
iz narodnych ranaŭ... Ach, byvaj, byvaj!!!
 
 
 
 
Udaryŭ viecier
Udaryŭ viecier chałodnaj zaviejaj
prosta u vočy, u serca, u tvar,
sparachnieła na vieki padzieja,
pachisnuŭsia śviaty moj aŭtar.
 
Miły Boža dyk ja-ž nia ustoju,
hlań, zamiesta zialonaj miažy,
miesta rodnaj siami prada mnoju
jak raśpiaćci, samyja kryžy.
 
I nad dolaj pakutnych subraćciaŭ
nie hałosiać svabodaj zvany,
a narod iznoŭ idzie pa raśpiaćcie
i hučać, u cišynie kajdany.
 
U bieznadziei pakutnych časin,
hroznych ŭzryvaŭ niahodnaha bolu,
ciažki žal raspłyvajecca ŭsiń
ŭ chmary ślozaŭ ciarpieńniaŭ biazdolnych.
 
Kab u poru apaści dałoŭ
zvonkim hradam adpłaty i śmierci,
na ŭbohaść tumannych hałoŭ,
što paraniłi ludzkaści serca.
 
Kab prypomnici złym i słabym,
što jość mocy ludzkoje hranicy,
i što zło nie raźviejecca ŭ dym,
a viarniecca nazad navalnicaj.
 
Dzień i noč, i žyćcio jość, i śmierć,
žar i choład, i vosień, i leta,
jość tyrany pakryŭdžanych serc,
jość i pomsta strašnaja za heta.
 
 
 
 
Dźvie maci
500
Bratu R.

 
Dva pramieńni byłi junych hadoŭ,
dźvie matułi dało jamu nieba,
mieŭ žyćcio ad adnoj, łasku lubuju słoŭ,
ad druhoj kusok čornaha chleba.
 
Ad adnoj miły śpieŭ, žar kachańnia ŭ hrudzioch,
dotyk hładziačych ruk pa čuprynie,
ad druhoj pach viasny na biazbrežnych paloch,
pojas Niomana, šaŭkovy i sini...
 
Iz adneju išoŭ biezdarožžam žyćcia,
u dałoni źbirajučy ślozy.
Iz druhoju vałok zakryvaŭleny ściah,
jak Chrystos kałiść kryž na darozie.
 
Darahuju adnu adarvałi ŭ načy,
zaciahnułi ŭ sibirskija dałi,
Boh małitvaŭ nia ŭčuŭ i nia daŭ pamahčy
tym hrudziom, što žyćcio daravałi.
 
Ź biełaj śmierciu jana ŭ inšy śviet adyšła,
aniamieła mučeńniem pradčasna,
z niezahovianych ran adlacieła duša,
jak apošniaja zoračka zhasła.
 
Nie padaŭ joj vady, nie pahładziŭ ruki
u haračcy ciažkoj, na praščańnie,
i nia viedaŭ, što trup adkapałi vaŭki
iź ziamłi ledzianoj prad śvitańniem.
 
Dźvie matułi Jon mieŭ, dźvie sardečna kachaŭ,
kožna ź ich dziaciuka hadavała,
kałi z bolem adnu ŭ žyćci pachavaŭ,
dyk druhaja jaho pachavała.
 
Nie hladzieła jana, što na śviecie nia žyŭ,
nie kachaŭ, nie śmiajaŭsia da zoraŭ,
hdzieść na hrudzi viasnoj hołaŭ joj pałažyŭ,
jasny snop u kryvi na razorach...
 
Pryharnuła jaho, z ranaŭ vypiła kroŭ,
skryła cieła mahutnaje u netrach,
hdzie časami ź ślaźmi nad nasypany roŭ
nahiniecca vierbałka ź vietram,
 
I zamierła sama pad udaram čužym,
miest viankoŭ apranułasia kiram,
i čachaje adna, siarod muk na kryžy,
tych dziaciej, što ŭźlaciełi ŭ vyraj.
 
 
 
 
Dziadok
Vyšaŭ u pole dziadok na sasłabłych nahach,
nat z kisčkam chadzić ciažkavata;
i aviejaŭ jaho ź niŭ čaromuchi pach,
sustreŭ viecier z paloŭ zuchavaty.
 
Na darozie ziarnio. Pachiłiŭsia dziadok,
u kałdobinie staŭ na kaleni;
i pahładziŭ rallu, dy zasiejaŭ radok
užo niadužaj, pamorščanaj žmieniej.
 
U ziamielku niachaj laža Boža ziarnio,
chaj uzydzie, uzrastaje jak treba,
dy daśpieje ludziam błahasłaŭlenym dniom
na kusočak pachučaha chleba.
 
 
 
 
Bratu A. na mahiłku
Topalem la chaty vyraścieš zialonym,
soniejkam zahlanieš rana praz vakno,
iz ačej raźvieješ bol i zadumionnaść
załatych pramieńniaŭ jasnym vałaknom.
 
Jak pakłiču ŭ hai, adaźviešsia recham,
zorkaju zaśvieciš u ciemru maich dzion,
serca uspaminaŭ hreć budzieš paciechaj,
dy prydzieš načami jak čaroŭny son.
 
Pieśniaju sutońniem prylaciš sumnoju,
pacałuješ vusny ciopłym vieciarkom,
čystaju na hrudzi apadzieš ślazoju,
lohkim, hnutkim cieniem prydzieš u moj dom.
 
Ach prydzi, moj rodny, dumkaju pucinaj,
raspłyvisia vokał jak śviatło ci siń,
uspaminam dušu ahravaj niaŭpynna
ŭ ciažkaje maŭčańnie ŭsich maich hadzin.
 
 
 
 
Mahiła
480
Bratu A.

 
Ścichła žyćcio nad dziarnom,
ŭsiudy kryžy i mahiły,
biełaj rukoj u čarnaziom
kvietki siastra nasadziła.
 
Ścielecca voŭnaj trava,
kvietki rastuć pad kryžami,
chodzie siastra załivać
i rana, i viečar ślazami.
 
Buduć irdzieć i ćviści
rańniem viaśnianym dziaŭčaty,
buduć tudeju iści
i zaśmiajucca da brata...
 
 
 
 
Brat moj A.
Brat moj, kažuć, ad kułi pamior
hnany dolaj u čužynie zahinuŭ.
Usio ž Jon srohamu śvietu ŭ dakor
jasny śmiech svoj zvanočkam pakinuŭ,
siń vačej adkazaŭ vasilkom,
miły hołas žyvym ručajkom.
 
Nios nadzieju i radaść dla nas...
vastryjo zastałosia ŭspaminaŭ.
I adziny, kryvavy adkaz:
medałi iz-pad Monta-Kasina,
i kašula z zasochšaj kryvioj
i kusočak ziamielki čužoj.
 
Loh u dvaccać viaśnianych hadoŭ,
siarod krasak ćvitučaj Itałii,
by ŭčadzieŭ u pachučych sadoch,
by raspłyŭsia ŭ čarujučych dalach,
u kiparysach trahična-sumnych,
abarvanaj padziejaj zacich.
 
 
 
 
Serca
Na razrytaj aružžam ziamłi
na skryvaŭlenych, šerych zahonach,
rany jznoŭ zaraśłi, zažyłi
pad kašulaju travaŭ zialonych.
 
Iz šmatłikich mahilnych kapcoŭ,
iz prasiakłych kryvioju razoraŭ,
vyras mak purpurovy iznoŭ,
pryhažejšy, bujniejšy, jak ŭčora.
 
Tolki serca nia moža ažyć,
jak viasnoju zahon ažyvaje.
Kałi ŭsieńka pad kryžam lažyć,
a ziamla ścieraže, nie viartaje.
 
I baćkoŭ i bratoŭ užo niama,
sercy vyrvałi im pieradčasna.
Užo žyćcia nie raziskrycca maj
nad mahiłami połymiem jasnym.
 
Iz ruinaŭ padymiecca dom,
na pažaryščy vyraście topal,
tolki ŭ sercy, u sercy ludzkom
zastaniecca bol viečny i popieł...
 
 
 
 
Bratu R.
Hdzie Ty śpiš, hdzie mahiła tvaja,
toj kaniec usich nadziejaŭ i mukaŭ,
hdzie kryžy panad Vami stajać
raźciahnuŭšy biaśsilnyja ruki?
 
U jaki dzień, pry darohach jakich,
pałažyŭ ty mahutnaje cieła?
Na dałoniach dziavočych, miakkich
tvaju hołaŭ ja bačyć chacieła...
 
Chto zakryŭ Tvaje vočy jak lon,
vałasoŭ Tvaich spop załacisty.
Ci pačuŭ chto apošni tvoj stohn,
bačyŭ blesk pahasajučych iskraŭ?
 
Stolki zhasła małitvaŭ u paloch.
Stolki dumaŭ viatry pierabrałi.
A Tabie ź ich nichto nie pamoh,
ni viatry, ni małitvy, ni dałi...
 
Šmat bahaćciaŭ śviet ludziam daje.
Mnie-ž, sumnych maich dzion asałodu,
serca bratniaje, serca Tvaje
daŭ, kab zaŭtra zabrać nazaŭsiody.
 
 
 
 
Čajki
Prylaciełi čajki na vałtaŭski bierah,
rańnim višniaćvietam nizieńka apałi;
chočacca tak ź imi ŭ viaśnianaj viery
razam prytułicca da šumłivych chvalaŭ.
 
Ci lacieć svabodna nad pałi i reki,
uźvicca až nasustrač soncu viaśnianomu.
Hedak nadajeła być mnie čałaviekam,
skovanym stvareńniem, bieź ziamłi, biaz domu...
 
 
 
 
Učora
Učora praź sini kusočak akonca
pa sumnyja vočy, na ruki jak z vosku
sonca pasłała maleńkuju kosku.
– A mo nie było heta jasnaje sonca.
 
Mo z dalaŭ, mo z hrobu až, pohladam miłym
matułiny vočy siudy zabłudziłi.
Jak vodhulle ščaścia pryšłi niečakana,
kab žaram niezhasłym ad bolu i płaču
paciešyć harotnaje serca dziciaci?
A mo to nie matčymy miłyja vočy,
to moža kryvioju kraj rodny abłity
prykłaŭ pryvitańni dačce niezabytaj?
A mo to nia kraj moj jak śviataść kachany.
Mo Boh pasyłaje mnie pramieńčyk miły
kab u buru ustojaci chapiła siłaŭ?
 
Učora praź sini kusočak akonca
mo pramień, mo iskra z kachanaha voka,
štość hlanuła u dušu hłyboka, hłyboka.
 
 
 
 
Zaŭtra
Poŭny tuhi, poŭny krasy
sercaŭ narodu addanych
kraj, hdzie žyvuć Biełarusy
śpiać zmahary na kurhanach.
 
U sercach raście vołi ziarnio
u połi krasujecca zbožža.
Honi pažniom radasnym dniom,
Boh zdabyć volu pamoža.
 
Viatry huduć ździeku ŭ adkaz
moładź na vieča skłikajuć,
zaŭtra z za chmar uzydzie dla nas
sonca nad zmoranym krajem.
 
Volaj šumiać sosny ŭ bary,
volaj hamonić kałośsie,
ź cichich siałib vierny paryŭ
Bohu małitvy danosić.
 
Dni ŭ kajdanach – dumy ŭ ahnie,
sercy chvalujucca vieraj.
Prydzie dla nas horu kaniec,
prydzie na niomanski bierah.
 
Drevy huduć, vioski nia śpiać,
zvonić nadziejaj kałośsie,
śpievam viatry ŭ nieba laciać,
Bohu małitvy danosiać.
 
 
 
 
Mały pierapynak
Ačami da vobłakaŭ sinich prypaŭšy
pju kvołaść pramieńniaŭ u paryvie viaśnianym,
nat zaŭtra zdradłivym udaram nia strašyć
i hołkami serca ŭspaminy nia raniać.
 
Voś prosta ŭ darozie mały pierapynak,
usio, što dadzieła na bok adkładaju,
lubujusia biellu višniovych hałinaŭ,
zapienienaj ruńniu, čakajučaj dallu.
 
Hladžu, jak hulajuć viatry na svabodzie,
jak reki na chvalach kałyšuć pramieńni,
jak dzień zamiraje, jak noč nadychodzie
z bałotnych łahčynaŭ tryvožačym cieniem.
 
Praz plečy joj miesiac na zołacie zoraŭ
błiskučy i jasny laniva źvisaje.
Šturmujučy chmary advažnym naporam,
z vyćciom i adčajem viatry prylatajuć.
 
Ŭstaju, užo mnie nielha vakolle hałubić,
biaru svajo hora, daroha čakaje...
Noč doŭha, tryvožna ŭ roj miesiaca trubić,
i zory viatrami ŭ zasieki zhalaje.
 
 
 
 
Padabajecca     Nie padabajecca
2009–2020. Biełaruś, Miensk.